08.09.2026r. Suchedniów - Świnia Góra - G. Osieczyńska - Jaśle - Łączna
Realizując pierwszy z planów w tym sezonie na jesienne wędrówki, wybrałem się na jeden z wierzchołków zaszytych w bliżyńskich lasach - Świnią Górę. Góra o tej oryginalnej nazwie należy do jednej z trzech znanych mi w naszym regionie i zaliczonych w tym roku „świńskich” szczytów. Oznacza to, że zdobyłem taką moją „Koronę Gór Świńskich” :)
Czytając opisy z nieudanych wypraw na ten szczyt, faktycznie trzeba się dobrze orientować na mapie aby go odnaleźć. Wszelkie dukty leśne i ścieżki są w większości poprzerywane i zarośnięte. Co gorsze, często zanika tam sygnał GPS i dobrze zrobić sobie zrzut mapy offline, aby poradzić sobie w leśnych ostępach. Po niewielkim kluczeniu i omijaniu powalonych przez wiatry drzew, udało się dotrzeć do zamierzonego celu. Po wyjściu z lasu okazało się, że duży fragment kompleksu leśnego jest wyłączony z ruchu turystycznego, aż do końca tego roku ze względu na wiatrołomy. Zapraszam więc na krótką foto-relację z tej wyprawy.
Lasy Bliżyńskie swym zasięgiem obejmują fragment Puszczy Świętokrzyskiej rozciągający się na terenie trzech gmin w powiecie skarżyskim: Bliżyn, Suchedniów i Łączna. Obszar ten znajduje się pod zarządem Nadleśnictwa Suchedniów i leży w granicach obszaru Natura 2000 „Lasy Suchedniowskie”. Cały kompleks leśny rozpościera się na Płaskowyżu Suchedniowskim i chroni unikatowe, ponadstuletnie lasy bukowo-jodłowe o cechach pierwotnego lasu puszczańskiego.
Po wyjściu z busa w Suchedniowie, kierujemy się od razu na zachód, aby po przejściu przez dzielnicę Kruk zagłębić się w las. Mijamy leśniczówkę o tej samej nazwie i dochodzimy do rozstaju dróg. Stąd jak to zazwyczaj u mnie na wędrówkach bywa, zbaczamy ze szlaku i udajemy się szutrową drogą na południowy-zachód.
Po wyjściu z busa w Suchedniowie, kierujemy się od razu na zachód, aby po przejściu przez dzielnicę Kruk zagłębić się w las. Mijamy leśniczówkę o tej samej nazwie i dochodzimy do rozstaju dróg. Stąd jak to zazwyczaj u mnie na wędrówkach bywa, zbaczamy ze szlaku i udajemy się szutrową drogą na południowy-zachód.
Po drodze przystajemy na chwilę pod wiatą, aby złapać oddech i nacieszyć oczy kompozycją kwiatową. W niewielkim płytkim zagłębieniu przy drodze, powstał dziki i naturalny kwietnik, gdzie pomarańczowo-czarne kwiaty rudbeki wspaniale kontrastowały z błękitem mydlnicy.
Wędrując dalej utwardzoną drogą na zachód, docieramy do mostku na niewielkim strumieniu leśnym. Ów strumień to Łosieniec, który po połączeniu z bliźniaczą Łosienicą stanowiący lewobrzeżny dopływ rzeki Kamionki, która zasila w dalszym biegu zalew w centrum Suchedniowa. Oba strumienie wypływają z serca Puszczy Świętokrzyskiej, z jej podmokłych i dzikich terenów, aby swymi wodami połączyć się z rzeką Kamienną. Przed wiekami potok odgrywał istotną rolę w lokalnym przemyśle metalurgicznym. W dawnych zapisach Kroniki Suchedniowa znaleźć można wzmiankę, iż w XVII wieku w miejscu ujścia potoku Łosieniec do rzeki Kamiennej funkcjonowała Kuźnica o nazwie „Błoto”. Do dziś zobaczyć można zarysy dawnego stawu i ślady upustu wodnego.
Obchodząc od zachodu strumień i jego spiętrzenie, natrafiliśmy na foto-pułapkę zastawioną na rozległych mokradłach. Służy ona zapewne do obserwacji bobrów i dzikiego ptactwa wodnego, odwiedzającego te tereny.
Aby ominąć miejsca z wiatrołomami po wiosennych wichrach, rezygnujemy z wejścia na jeden z pobliskich wierzchołków, Suchą Górę (309m) i kierujemy się soczyście zielonym duktem na południe.
Po drodze mijamy wiele powalonych przez siły przyrody dorodnych jodeł i buków. Na zdjęciu widać jedno z powalonych drzew, tzw. wykrocisko. Rozróżnia się dwa rodzaje powalonych drzew: wiatrołom - gdzie został złamany pień na pewnej wysokości a korzenie pozostają nienaruszone w ziemi, oraz wiatrował – gdzie drzewo zostało wywrócone (wyrwane) wraz z korzeniami. Często dotyczy to drzew o płytkim systemie korzeniowym, lub rosnących na podmokłym gruncie.
Po kilkuset metrach przedzierania się przez las, natrafiamy w końcu na ślad dawnej kolejki leśnej, skąd już niedaleko do celu naszej wyprawy – szczytu Świnia Góra (390m). Sam szczyt to wypłaszczone wzniesienie porośnięte gęstym lasem, z przewróconym słupkiem pomiarowym i tabliczką z nazwą tego miejsca. Zapewne przez wiatr bądź dzikie zwierzę, tabliczka odpadła od zamocowania, ale prowizorycznie zamocowaliśmy ją i postawiliśmy przy niej betonowy słupek.
Zastanawiacie się zapewne skąd taka nazwa tego szczytu. Prawdopodobnie pochodzi bezpośrednio od historycznego sposobu użytkowania tego obszaru przez człowieka, czyli masowego wypasu świń domowych w tamtejszych lasach. W dawnych czasach, jeszcze przed rozwojem przemysłu metalurgicznego i leśnego, okoliczne lasy obfitowały w wiekowe dęby i buki. Lokalna ludność masowo pędziła tam świnie na tzw. żywienie leśne – zwierzęta żywiły się opadającymi jesienią żołędziami oraz owocami buka (bukwią). A taka góra w środku lasu stanowiła doskonały punkt orientacyjny dla ówczesnych świniarzy, stąd zapewne przyjęła się jej nazwa.
Zastanawiacie się zapewne skąd taka nazwa tego szczytu. Prawdopodobnie pochodzi bezpośrednio od historycznego sposobu użytkowania tego obszaru przez człowieka, czyli masowego wypasu świń domowych w tamtejszych lasach. W dawnych czasach, jeszcze przed rozwojem przemysłu metalurgicznego i leśnego, okoliczne lasy obfitowały w wiekowe dęby i buki. Lokalna ludność masowo pędziła tam świnie na tzw. żywienie leśne – zwierzęta żywiły się opadającymi jesienią żołędziami oraz owocami buka (bukwią). A taka góra w środku lasu stanowiła doskonały punkt orientacyjny dla ówczesnych świniarzy, stąd zapewne przyjęła się jej nazwa.
Po mozolnym kluczeniu pomiędzy powalonymi drzewami, czas wreszcie spocząć.
Końcówka lata i jesień to czas, kiedy pomiędzy drzewami plotą swe pajęczyny wszelkiej maści pająki. Sieć taka składa się z promieniowych nici głównych oraz lepkich nici spiralnych, służących do chwytania owadów. Pająki z grupy sieciarzy używają takich konstrukcji do wyczuwania wibracji wywołanych przez złapaną weń zdobycz.
Zmierzając na południe ponownie przecinamy dawny nasyp z urokliwym kamiennym mostem nad niewielkim potokiem, jednym z dopływów rzeki Krasna. Konstrukcje takie wznoszono na przełomie XIX i XX wieku jako elementy infrastruktury technicznej dla leśnych kolejek wąskotorowych. Okolice Bliżyna od stuleci słynęły z bogatych złóż rud żelaza oraz rozwiniętego hutnictwa i odlewnictwa. Mosty takie budowano, aby kolej wąskotorowa mogła pokonywać głębokie jary, bagniste łąki i lokalne strumienie. Kolejki te służyły do wywozu urobku z okolicznych kopalni odkrywkowych oraz transportu drewna i węgla drzewnego do pobliskich wielkich pieców i zakładów fryszerskich.
Tuż przy wspomnianym nasypie rosła grupa kilku klonów jaworów, ze swoją charakterystyczną łuskowata korą. U młodych drzew kora jest gładka i jasnoszara. Z wiekiem zaczyna pękać i łuszczyć się dużymi, nieregularnymi płatami, podobnie jak u platanów. Po odpadnięciu starych łusek odsłaniają się młodsze warstwy pnia o zabarwieniu od pomarańczowobrązowej, przez różowawą, aż po oliwkową.
Po przejściu kilkuset metrów docieramy do czerwonego szlaku i ścieżki do ostatniego punktu dzisiejszej wędrówki – Góry Osieczyńskiej (407m).
Góra Osieczyńska zbudowana jest z piaskowców triasowych i w całości porasta ją gęsty las mieszany. Sam szczyt, podobnie jak inne okoliczne wzniesienia jest bardzo spłaszczony, rozciągnięty i gęsto zalesiony. Na samym wierzchołku góry, znajduje się tabliczka informacyjna z nazwą i wysokością.
Jak to na takich rajdach bywa, w końcu dopada nas głód i trzeba zrobić popas z ogniskiem. Doskonale się trafiło, bo tuż przy szlaku znajduje się murowana leśniczówka z miejscem do biwakowania.
Po posileniu się, czas udać się na powrotnego busa do Kielc. Czerwony szlak prowadzi nas długą prostą drogą w dół w kierunku Zalezianki. Po drodze mijamy kolejny potok, zwany Jaślana płynący przez malowniczą doliną z podmokłymi, zielonymi łąkami. Strumień skręcając na wschód, mija po drodze wieś Osełków, po czym wpada do rzeki Kamionki. Podobnie jak sąsiedni Łosieniec, Jaślana napędzała w przeszłości zakłady Staropolskiego Okręgu Przemysłowego. Dawniej wzdłuż jej biegu funkcjonowały stawy i spiętrzenia wodne służące lokalnym kuźnicom oraz młynom. Po dotarciu do Łącznej kończymy naszą dzisiejszą wędrówkę.















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz