czwartek, 30 maja 2019

18.05.2019r.   Nowa Słupia - Chełmowa Góra - Skarpa "Zapusty" - Rudki


               Od kiedy Jogi objął kierownictwo pieszych rajdów, coraz rzadziej mamy okazję na jakiś wspólny wypad w plener. Tym razem z braku chętnych osób na odwiedziny Chełmowej Góry, wybraliśmy się we dwóch z Jackiem. W Nowej Słupi przywitała nas dość pochmurna pogoda, ale z prognoz wynikało, że wkrótce wyjdzie słońce. Opuszczamy miasteczko i udajemy się na północ czarnym szlakiem.

Za plecami pozostawiamy spowity w chmurach Święty Krzyż z klasztorem i wieżą telewizyjną.

Po minięciu ostatnich zabudowań, szlak prowadzi wydeptana ścieżką przez mostek na Słupiance.



Po dotarciu pod ścianę lasu, przekraczamy bramę Świętokrzyskiego Parku Narodowego i wbijamy się w zatopiony majową zielenią las.

Las na Chełmowej Górze o tej porze pokryty jest wieloraką roślinnością, natrafiliśmy właśnie na całe stada konwalijki dwulistnej.


Na skraju lasu od strony Starej Słupi pola pokryte były żółtymi dywanami rzepaku.


Po kilometrze marszu docieramy do szczytu Chełmowej Góry.
               Góra Chełmowa - to zalesione wzgórze położone na północ od Nowej Słupi, które rzadko bywa odwiedzane przez turystów. Może to i dobrze, bo jako enklawa Świętokrzyskiego Parku Narodowego zachowała klimat pradawnego lasu z bogatą szatą roślinną i dziką zwierzyną. Szczyt góry (351 m n.p.m.), wyrastający na łuku opływających rzek Pokrzywianki i Słupianki, zbudowany jest z jasnego piaskowca dolnodewońskiego i porośnięty mieszanym lasem. Największym atutem góry są naturalne stanowiska modrzewia polskiego. Niektóre olbrzymy rosnące wokół partii szczytowej to ponad 300-letnie drzewa, a najstarsze dwa okazy liczą przeszło 350 lat i mają obwód nieco ponad 5 metrów. Przez górę prowadzi czarny szlak pieszy z Nowej Słupi. Na najwyższym punkcie natrafimy na pomnik profesora Mariana Raciborskiego, znanego botanika i pioniera ruchu ochrony przyrody w Polsce. Obelisk został postawiony w setną rocznicę jego urodzin. Właśnie tu Raciborski wyodrębnił gatunek modrzewia polskiego.
Ciekawostką tego miejsca, są szablaste wygięcia pni rosnących tu modrzewi. Jedną z hipotez tego zjawiska jest wpływ znajdujących się we wnętrzu góry złóż uranu, które to mają wpływ na deformację występującego tu modrzewi.


Jacek głaszcze omszały pień sędziwego buka.


Po zejściu z góry wędrujemy polami do wsi Cząstków, mijają soczyście zielone pola uprawne.

Po dojściu do szosy przekraczamy most na Pokrzywiance z pozostałościami młyna wodnego.


                   Docieramy w końcu do ostatniego punktu naszej wyprawy - skarpy "Zapusty".
Wzniesienie okalającą niewielką rzeką Pokrzywianką, stanowi enklawę Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Na porośniętych przez murawy kserotermiczne zboczach, widoczne są pochylone pod kątem wychodnie wapieni dewońskich. Miejsce to różni się od pozostałych stanowisk morfologicznych, znajdujących się na terenie Parku. To przez swą odmienną budową geologiczną, powstałą ze skał węglanowych, a nie krzemionkowych jak w pozostałych częściach parku. Warunkuje to rozwojem innych zbiorowisk roślinnych i zwierzęcych.

Z krawędzi skarpy podziwiać można rozległy widok na całe pasmo Łysogór, aż po znajdującą się w oddali Łysicę.

Przechodząc koło kościoła w Rudkach napotykamy na taką oto osobliwość zapiętą do bagażnika motocykla :)

niedziela, 17 lutego 2019

16.02.2019r.   Grząby Bolmińskie - Żebrowica - Sosnówka - Chęciny


               Mamy połowę lutego, w perspektywie słoneczny dzień i 12°C - takiego dnia nie można zmarnować!!! W obawie przed podmokłymi terenami po leżącym do niedawna śniegu, wybrałem okolice obfitujące w wapienne wzgórza, gdzie powinno być sucho. Wędrówka o tej porze przez okolice Chęcin, zawsze jest najbezpieczniejszym wariantem.


Miejscem zbiórki było pod przepięknym, drugim dworcem busowym a mglista, ponura aura nie zraziła nas do wymarszu.


Wysiadamy przy drodze na Bolmin i ruszamy na trasę, mijając oszronione jeszcze o poranku łąki.

Po przejściu wioski skręcamy na północ, podziwiając lutowo-wiosenne pola pod Grząbami.


Nad naszymi głowami przeleciały trzy żurawie, zwiastun nadciągającej wiosny termicznej.


A co to nad nami takiego? Łomatko, to bzyczy i buczy ..... sprawdze w Googlach :)


..... a nie, to dron Elektryka filmuje nas nad runami dworu w Bolminie :)

Pozostałości Bolmińskiego dworu leżą u stóp pasma wzgórz, zwanych Grząbami Bolmińskimi, które ciągną się prawie do Chęcin po Milechowy. Dwór powstał w końcu XVI lub na początku XVII wieku. Budowla została gruntownie przekształcona po pożarze, który wybuchł w drugiej połowie XVII wieku. Prawdopodobnie wtedy do prostokątnej budowli dobudowano ryzalitową wieżę we frontowej fasadzie. Później, w XIX wieku nastąpiła kolejna przebudowa. Dwór był zamieszkały do końca tegoż stulecia a kres jego świetności nastąpił podczas I wojny światowej, kiedy rezydencję zniszczono podczas działań wojennych. Po tych zdarzeniach, budowla pozostaje w formie trwałej ruiny bez dachu i podziału wnętrza. Do dziś zachowała się cała zewnętrzna architektura razem z półokrągłą basztą w fasadzie oraz obramieniami okien z XVI i XVII wieku. Wokół ruin zobaczyć można bujne pozostałości parku w postaci lip oraz winorośli.

 Rycina przedstawiająca dwór obronny w okresie jego świetności.

Po wejściu na wzgórze podziwiamy widoki na pozostające w oddali zabudowania Bolmina, wraz z późno-renesansowym kościołem pw. Narodzenia NMP, wybudowanym w latach 1602–1617.



Dalsza nasza wędrówka prowadzi przez wapienną grań Grząbów Bolmińskich.


Schodzimy z Grząbów i idziemy ulicą przez zabudowania Jedlnicy.


Przekraczamy niewielką rzekę Hutkę i kierujemy się łąkami na północ.



Leśną drogą dogania nas pozostała grupa "smakoszy" :)



Przed nami kolejne wzniesienia na trasie: Żebrowica, Zegzela i Sosnówka.



Po zejściu z zalesionej Żebrowicy, docieramy do dwóch wiekowych topoli, przy których organizujemy popas z ogniskiem.


Tradycyjnie, po 2/3 trasy organizujemy ognisko.


Po drodze mijamy plantacje anten krótkofalowych, dorodnie dojrzewających na południowym skłonie wzgórza Zegzela.


Przed nami ostatnie wzgórze na szlaku, bezleśna Sosnówka z pięknym widokiem na Chęciny.


Ze szczytowych partii Sosnówki podziwiać można panoramę okolic Chęcin z widoczną w oddali Miedzianką ...


... i ruinami chęcińskiego zamku.


Delektując się wspaniałymi widokami w ciepłym, lutowym słońcu, nad naszymi głowami przeleciało ogromne "kluczysko" dzikich gęsi - gęgaw, lecących na swe legowiska i miejsca żerowania.

niedziela, 20 stycznia 2019

19.01.2019r.   Przez pasmo Masłowskie - z Podklonówki przez Wielki Kamień, Radostową do Ciekot


               Zapowiedź słonecznej i lekko mroźnej aury skłoniła nas ponownie do wyjścia w teren, trasa bliźniacza do tej ostatniej, listopadowej ale w jakże innych klimatach. Dość ciepły i mokry piątek i nagły spadek temperatury w nocy wróżył pojawienie się szadzi. I tak też było, wieczorne mgły osadziły szadź na wszystkim co wystawało ze śniegu. I w tej też bajkowej scenerii, powitało nas Pasmo Masłowskie.


Po dotarciu autobusem nr 12 ruszamy z Podklonówki czerwonym szlakiem ku szczytom pasma.


Widok z Klonówki (473m) i zalegająca wokoło szadź jak zawsze robiła wrażenie.


Sezon polowania na dziki trwa nadal, więc napotykamy na myśliwych przeklinających wymysł ministerstwa, które nakazało odstrzał w okresie ochronnym, mimo iż w naszym regionie nie ma przypadku zachorowań na ASF. Ale pojawiła się też hipoteza, czy nie chodzi przypadkiem o 600 zł za każdego ustrzelonego dzika? Jak to jest do końca, to nie wiadomo.

Igiełki szadzi na gałązkach.


Widok z masłowskiego na kolejny łańcuch wzgórz, Pasmo Klonowskie.


"Wielki Kamień" na jednym ze szczytów, oblepiony białym puchem.


Opuszczamy las i wędrujemy dalej zaśnieżonymi polami i łąkami.



Po opuszczeniu Pasma Masłowskiego przekraczamy szosę na Ameliówkę.


Pamiątkowe zdjęcie na mostku przy przekraczaniu Lubrzanki.



Kolejna grupowa fotka, tym razem pod gromadą urokliwych lip.



Krótki odpoczynek, zebranie się do kupy i wędrujemy dalej (foto Piotrek W.)

Po drodze mijamy gospodarstwo rodem z połowy ubiegłego wieku :)


Ostatnie podejście na trasie, droga na Radostową.


Przechodząc przez Podmąchocice przypętała się do nas suczka, która przewędrowała z nami całą drogę. Nie pomagało przepędzanie jej i potem martwiliśmy się, jak wróci do domu.


Wreszcie dłuższy popas i ognisko, które przy długotrwałej wilgoci, ledwo zdołaliśmy rozpalić (foto Monia K)


Wiata na Radostowej. Kiedyś ze szczytu góry rozciągał się wspaniały widok na okoliczne wzgórza i Łysicę. Teraz niestety to wszystko zarosła i aby cokolwiek zobaczyć trzeba zejść ku dolinie. Niedługo aby turysta chciał podziwiać nasze piękne góry, będzie musiał wypuścić drona z kamerą :(


Widok ze zbocza Radostowej na pobliską Wymyśloną z Łysicą w oddali.


Zalew w Ciekotach skuty lodem i oprószony świeżym śniegiem.


Zrekonstruowany dwór rodziny Żeromskich w zimowej szacie.



Hydrant przeciwpożarowy, który otrzymał imię „Wincenty” na cześć ojca pisarza. A że Wincenty Żeromski nosił bujny wąs, również hydrant ma namalowane duże czarne wąsiska.