wtorek, 15 listopada 2016

12.11.2016r.   Dudków - Pasmo Tumlińskie - Wiśniówka



                  Sobotni, zimny listopadowy poranek. Wreszcie udało nam się zmówić na ostatnio mocno zaniedbany wypad z kociołkiem. Skład był zacny, udało się zebrać trzon Commanda, więc rajd został okrzyknięty "trzonowym kociołkiem" :) Na trasę do przejścia wybrałem podkieleckie Pasmo Tumlińskie a miejsce na biesiadę - źródło Silnicy, skąd zaczerpnęliśmy wodę do potrawy.

Startujemy z Dudkowa - niewielkiego przysiółka należącego do Samsonowa. Idąc przez miejsce, zwane Rurarnią mijamy stare dęby i szukamy tego najważniejszego.


Oto jest i on - dąb Dudek. Okolica Zagnańska obfituje w "dębowe pomniki przyrody", obok najsłynniejszego Bartka i tego oto kuzyna, jest jeszcze dąb Daniel i kilka innych, nienazwanych.

Po sesji fotograficznej z drzewem wędrujemy dalej przez pola i wchodzimy w leśne ostępy. Po kilometrze drogi przekraczamy tory kolejowe i ponownie wbijamy się w las.



Pochylamy się nad biednym motylkiem, który niestety, nie ujrzy już wiosny.


Zroszone, kolorowe liście zawsze są wdzięcznym obiektem do sfocenia - Amisz w akcji :)


Po trzech kwadransach docieramy do wąwozów, w których wiją się dopływy Sufragańca. Przy powalonych przez wichury drzewach robimy krótki popas i wspólną fotkę.


Niektóre z drzew zostały powalone już kawał czasu temu i omszone dogorywają, by zmienić się w torf.


Kolejna dłuższa przerwa i urządzamy sobie mały popas przy specjalnie przygotowanych ławach. Jogi rozkroił wędzoną słoninę z marynowaną cebulą, która smakowała wybornie.



Na zboczu góry Sosnowica mijamy czynny okresowo kamieniołom czerwonego piaskowca.



Wędrując przez masyw wzgórza tumlińskiego, napotykamy na Krzyż Biskupi, którego pierwowzór stał tu od 1661 roku na przebiegającym tędy Szlaku Królewskim. Krzyż ten, swą nazwę zawdzięcza królowi Janowi Kazimierzowi, który w owym czasie podróżował tędy z biskupem krakowskim Andrzejem Trzebickim, fundatorem kościoła p.w. Św. Rozalii i Św. Marcina w Zagnańsku. Na krzyżu wisi żeliwna tablica z napisem: "ZA DUSZE, KTÓRE RATUNKU I MIŁOSIERDZIA BOŻEGO OCZEKUJĄ, A DOCZEKAĆ SIĘ NIE MOGĄ, PROSIMY CIĘ, PANIE".

Docieramy w końcu do głównego celu naszej wyprawy, miejsca gdzie ma się odbyć nasza wielka uczta.


W miejscu tym swój początek bierze rzeka Dąbrówka, która mylnie nazwana Silnicą przepływa przez nasze miasto. Kryształowa woda z jej źródła będzie składnikiem naszej wspaniałej potrawy.


Przed umieszczeniem nad paleniskiem kociołka, wygłodniali opiekamy sobie kiełbaski, przed głównym daniem dnia - kwaśnicą świętokrzyską.


Kociołek już ustawiony nad ogniskiem, czas zaczynać rytuał.



Potrawa powoli dochodziła smagana jęzorami ognia a mistrz Jogi, pośród strzelających w górę iskier doglądał bulgocącego kociołka.


Jeszcze pozostał ostatni składnik dania - ziemniaczki, które lądują w kotle.


W kociołku paruje i bulgocze, znak że czas na wyżerkę coraz bliżej.


Kwaśnica świętokrzyska w pełnej okazałości!

Mistrz Jogi nakłada każdemu "słuszną" porcję, każdemu już ślina cieknie po brodzie - jeść !!!


Po leśnej biesiadzie czas wracać do domów. Po wyjściu z lasu docieramy do krajowej siódemki i smagani zimnym, listopadowym wiatrem spieszymy na busa do Kielc.


video

Krótki film z kociołka nagrany przez wytwórnię filmową Beno Pictures.

poniedziałek, 31 października 2016

27.10.2016r.   Korytnica - Niziny - Staniowice - Sobków



                  Kolejny dzień urlopu aby gdzieś rozruszać kości i nacieszyć oczy jesiennymi barwami. Aura w tym roku nie była zbyt łaskawa na włóczęgi, dni ze słońcem i bez deszczu było jak na lekarstwo. Postanowiliśmy zaryzykować z pogodą i wybraliśmy się na Wzgórza Sobkowko-Korytnickie.


Przyjeżdżamy busem do Korytnicy i tu obowiązkowa wizyta w lokalnym sklepie spożywczym, aby kupić coś "miłego" na drogę. Pod sklepem zastaliśmy dyskutującą grupkę miejscowych i pozostawione przez nich lekko zabytkowe jednoślady.


Po zakupach ruszamy przez wieś wąskimi uliczkami, mijając liczne mostki nad potokami. Zerkając przez płot podziwialiśmy bałagan na jednym z podwórek, widać że tu cywilizacja jeszcze nie dotarła.


Opuszczamy domostwa i zapyziałe podwórka, aby udać się w pola prowadzące do pierwszego punktu naszej wycieczki - zalesionego wzgórza Grodziska.


Za nami pozostawiamy zabudowania Korytnicy i podążamy na wschód, przez polne drogi.


Po wejściu na niewielkie wzniesienie stajemy u podnóża stromej, zalesionej góry Grodziskiej.

 
Góra Grodziska to miejsce, na którym przed wiekami mogło znajdować się średniowieczne grodzisko, widoczne doskonale na mapach Lidar. Po przeskanowaniu terenu widać zarysy dwóch wałów na wierzchołku stromej góry, otoczonej od zachodu i północy strumieniem. Kiedyś tu, przed 50 laty, dobywano kamień litograficzny a pamiątką po tych działaniach jest posadzka ułożona z tego kamienia w tutejszym kościele parafialnym.

Penetrujemy szczyt góry zbudowanej z lessowych osadów, którą porastają wiekowe buki. 

Po zejściu z góry i przekroczeniu strumienia z widocznymi jeszcze pozostałościami betonowej śluzy po dawnych stawach rybnych, znów czekała nas wspinaczka. Kolejna atrakcja - Góra Łysa (nazwa pochodzi od jej nie zalesionego szczytu), wznosi się 234 metry n.p.m. Jest zbudowanym z wapieni wzniesieniem Pasma Sobkowsko-Korytnickiego, kończącym ostatecznie Góry Świętokrzyskie. Zbocza pagórka i okolicę porastają rzadkie gatunki roślinności stepowej, rosną tu między innymi  miłek letni pierwiosnek lekarski i zawilec wielkokwiatowy. Ze szczytowej partii rozciąga się piękny widok, na "zdobytą" wcześniej Górę Grodziską.

Dalej wędrujemy przez dno dawnego tropikalnego Morza Mioceńskiego, pochodzącego sprzed 15-16 milionów lat. Można tu znależć na polach wyorane okazy jego ówczesnych mieszkańców, zasiedlających dno dawnej Zatoki Korytnickiej,  m.in. koralowce, pierścienice, rozgwiazdy, jeżowce, stomatopody. Najbardziej popularne jest jednak występujące tu całe bogactwo muszli ślimaków i małż, które liczą około 800 gatunków.

Opuszczamy "muszlonośne" pola i zapuszczamy się w mieszany las.



Po przejściu kilku kilometrów zarządzamy popas. Czas w końcu coś podjeść.


W czasie, kiedy boczuś wiszący nad płomieniem skwierczał smakowicie, pod drzewem czekała na mnie cierpliwie puszka chłodnego piwa Namysłów.


Kiedy z Benem zajadaliśmy się pieczystym z ogniska, Skandal palił wszelkiego rodzaju pisma urzędowe i wezwania komornicze, aby zatrzeć swą mroczną przeszłość :)


Nasyciwszy przewody pokarmowe ciepłym jadłem ruszamy dalej w stronę Sobkowa, przez zieleniejące oziminą pola i przeorane ścierniska.


Po drodze natrafiamy na pozostałości po wizycie pewnego bydlaka, który wyrzucił tu swoje śmieci. Na tyle był tępy, że nawet nie sprawdził jakie dokumenty po sobie pozostawił. Mam nadzieję, iż nagłośnienie tej sprawy doprowadzi do ukarania tego buraka. Może zna ktoś rodzinę Znojków?


Po wypowiedzeniu wielu niecenzuralnych słów, czas na dalszą drogę.



Na jednej z rozległych łąk natrafiliśmy na pasące się owieczki, dodające uroku tej okolicy.

Dalej nasza droga prowadzi przez urokliwy i kręty wąwóz lessowy, porośnięty sosnami.


Po przedarciu się przez gęste krzewy tarniny, wyłania się przed nami widok na okolicę Sobkowa.


Podczas zejścia ze wzgórza nad Sobkowem, idziemy przez zagospodarowany niegdyś wąwóz, lecz teraz niszczejący i bardzo zarośnięty. Widocznie zabrakło zapału mieszkańcom aby zadbać o to miejsce.

Wędrówkę kończymy na rynku w Sobkowie, który nie poddał się jeszcze rewitalizacji i wyglądem przypomina typowy, pokomunistyczny rynek-zagajnik.


Oczekując na busa, przed naszymi oczami świeciła na czerwono tablica i raziła nas w oczy, niczym przestroga przed czymś ....... ale to zapewne pomówienia i złe ludzkie języki :)

wtorek, 25 października 2016

23.10.2016r.   Karczówka - Janów - Zalesie - Pasmo Zgórskie - Słowik


                  Jest!!! ....... w końcu słoneczny poranek po tak wielu pochmurnych i deszczowych dniach. Jako notoryczny rajdoholik nie mogłem przepuścić takiej aury i zmówiłem skład na niedzielną wędrówkę. Ranek dość mglisty, chłodny ale w ciągu dnia miało zrobić się już ciepło i miło.


Po spotkaniu z Benem udajemy się brukowaną ulicą Karczówkowską na Karczówkę (ciekawe skąd taka nazwa ulicy?:) ) Już na starcie mieliśmy przed oczami jesienne klimaty.

Obowiązkowo robimy sesję zdjęciową na tarasie widokowym, skąd rozciąga się panorama na północno-wschodnią część Kielce spowitą jeszcze wznoszącymi się mgłami.

W miejscu gdzie młode pary zapinają swoje kłódki, jako symbol nierozerwalnego związku, zobaczyć można, że przybywa ich coraz więcej. Ciekawe czy po nieudanym związku, będą potem wspólnymi siłami odcinać brzeszczotem te wspomnienia.

 
Kolejny punkt na naszej trasie, wzgórze Dalnia pięknie prezentuje się na tle jesiennych liści.


Mijamy kościół na Karczówce, opisywany już nie raz na blogu i wędrujemy dalej.

Po drodze przejście pomostem po odsłoniętych, dawnych szparach pogórniczych.
 
Wejście na Dalnię wita nas przepiękną, jesienną szatą.


Ze stoku wzgórza Dalnia podziwiamy zatopiony w mgłach klasztor Pallotynów na wzgórzu Karczówka.


Jedno z moich ulubionych miejsc widokowych, kamieniołom na Grabinie w tonacji jesiennej.


Opuszczamy wzgórza kopalniane i wędrujemy dalej przez zalesione drzewami łąki, ku stumieniowi Sufraganiec.



Po przejściu przez Pietraszki i płynący przez nie Sufraganiec i Bobrzę przechodzimy tory pod wiaduktem i skręcamy w stronę Janowa. Z pobliskiego wzgórza Podzamecka Góra rozciąga się widok na północne dzielnice Kielc i górujący na horyzoncie komin elektrociepłowni.

Przedzierając się przez krzewy tarniny i dzikiej róży natrafiliśmy na dwa młode łosie.

Dalej idziemy przez Janów Dolny, przechodzimy przez szosę w Zalesiu i udajemy się w stronę Pasma Zgórskiego. Las powitał nas przepiękną, jesienną szatą i promieniami słońca muskającymi liście drzew nadając całemu otoczeniu bajkowych barw.

Przed wejściem na grań pasma urządziliśmy krótki popas z ogniskiem, aby nabrać sił przed mozolną wspinaczką.


Zatopieni w jesiennych barwach wędrujemy leśnymi drogami ku kulminacji wzgórz i dalej kierujemy się szlakiem niebieskim na jeden ze szczytów pasma, górę Patrol.

W drodze na szczyt uważamy, aby podziwiając widoki nie nadepnąć na przyczajonego do zdjęcia Bena.


Na przełączy, pomiędzy Patrolem a górą Trupień podziwiać można widoki na świętokrzyskie krajobrazy.


Jedno ze stromych zejść z Trupienia i zagubiony jak zwykle po drodze Skandal, dociera do nas w swym dopasowanym kolorystycznie kamuflarzu. 


Na tle malowniczych wąwozów z powalonymi drzewami robimy sobie sesje zdjęciowe.



Głębokie wąwozy Pasma Zgórskiego w złoto-jesiennej szacie robią o tej porze niesamowite wrażenie.


Po wyjściu z lasu udajemy się na pętlę autobusową, podziwiając kolorowe wzgórza położonego na wschód od Słowika - Pasma Posłowickiego.


Pod mostem łącznicy kolejowej wsiadamy do autobusu miejskiego 111 i wracamy do Kielc.