poniedziałek, 5 marca 2018

04.03.2018r.   Przez Pasmo Zgórskie -  z Czerwonej Góry - przez Szewce, górę Zieloną do Jaworzni.



              Dziś mieliśmy przykład jaka to aura potrafi być zmienna. Dokładnie rok temu, również 4 marca byliśmy na rajdzie, kiedy było już tak ciepło, że siedzieliśmy na gołej ziemi i porozbierani do koszulek przy ognisku. W tym roku na koniec zimy zadomowiła się "bestia ze wschodu", potężny syberyjski wyż, który spowił zimą znaczną część Europy. Na szczęście to już jego ostatnie tchnienia, temperatura - choć z rana było jeszcze -16, to w ciągu dnia słońce ogrzało powietrze i było nawet "gorąco" do -4 :) I w tych jeszcze zimowych klimatach wybraliśmy się niewielką grupą na krótki wypad przez Pasmo Zgórskie.


Po wyjściu z busa udajemy się ścieżką ku górze Jerzmaniec, zwaną potocznie Czerwoną Górą aby dotrzeć do pierwszego punktu wycieczki - kamieniołomu Zygmuntówka.


A w kamieniołomie niewiele się zmieniło, może trochę więcej śmieci przybyło ale widok zawsze fajny.


Wiem, wlazłem w słoik z Jogiego grzybkami i wywaliłem je na śnieg. Trzeba było zjadać z białego i zmrożonego puchu. Padł fajny tekst do Bena aby pamiętał "żeby nie jeść żółtego śniegu" :)


Jak zawsze wdrapujemy się nad ścianę wyrobiska, aby podziwiać widok na zamczysko w Chęcinach.


Dalej wędrujemy u podnóża skalistego grzbietu by nawiązać się do czerwonego szlaku.


Idąc skrajem lasu przyłącza się do nas Wielki Biały Pies - od razu zagłaskany i napasiony przez nas.

Po krótkiej zabawie z WBP-em czas wędrować dalej, tym razem niebieskim.


Mieszanym lasem podchodzimy mozolnie pod Pasmo Zgórskie, droga jest zamarznięta, więc idzie się bardzo wygodnie po twardym. W lesie jeszcze panuje cisza, brak ptasiego zgiełku.



Podziwiając głębokie jary i parowy robimy zdjęcia, aby upamiętnić doznania.

Po zejściu w dół oglądamy szeroki i głęboki jar powstały zapewne w wyniku erozji zbocza, usytuowanego pomiędzy dwoma szczytami - gór Zielonej i Patrol.


Liczne strumienie spływające z najwyższych partii pasma w wyniku ostatnich silnych mrozów, malowniczo zamarzając przykuły nasze spojrzenia i obiektywy aparatów.



Po opuszczeniu lasu wychodzimy na jego skraj w okolicy Jaworzni i udajemy się na miejski autobus. Nie obyło się oczywiście bez przygody, gdyż jeden z uczestników nam się zapodział tuż przed wejściem do autobusu:)

sobota, 10 lutego 2018

10.02.2018r.   Okolice Korytnicy - czyli z Włoszczowic przez Lipe, Karsy, Korytnicę do Sobkowa


              Korzystając ze śnieżnej aury, której tej zimy jest jak na lekarstwo i nie czekając na słoneczny dzień, postanowiliśmy znów wyskoczyć na szlak. Po zbiórce na dworcu BUS-owym, pojechaliśmy samochodem rejsowym do Włoszczowic. O dziwo bus przyjechał o czasie, widać dobra firma.
 
We Włoszczowicach dołącza do naszej ekipy Jacek i razem ruszamy przez nieczynną od wielu lat stację kolejową ku Korytnicy. Oczywiście nie obyło się bez czekania na podniesienie szlabanu :)


Droga ku wsi Lipa wiodła przez rozległe pola, zimny wiatr wiał nam prosto w twarze.

Pierwsze wzmianki o wiosce Lipa datowane są na 1335 r. Była ona wówczas własnością Wojciecha z Lipy a od 1508 roku, właścicielem części wsi był Stanisław Lipski, dziedzic rodziny Karsów. Tuż przy drodze stoją ruiny dawnego spichlerza, obecnie zarośnięte i bardzo zaniedbane.

Opodal wspomnianego spichlerza znajduje się drewniany dwór z początków XX wieku, stojący w otoczeniu XIX wiecznego parku dworskiego i dawnych stawów hodowlanych.


Po minięciu zabudowań wędrujemy przez rozległe pola uprawne, pokryte białym puchem. W międzyczasie odłączył się od nas Mirek i popędził na pobliskie wzgórze. Myśleliśmy, że to po zjedzeniu "pewnych ciasteczek" go tak naszło, ale okazało się, że to tylko chęć podziwiania widoków.


Po wejściu w las i krótkiej wędrówce wśród dorodnych sosen wyszliśmy na otwartą przestrzeń. Z daleka widok sprawiał jakbyśmy dotarli do kresu drogi, gdzie kończy się świat.



Przed wejściem na górę Grodziskową, gdzie według badań geologicznych i zdjęciach z georadaru znajdował się średniowieczny gród, zrobiliśmy krótki popas na uzupełnienie płynów rozgrzewających.


Po wędrówce wierzchołkiem wzgórza, czeka nas teraz ostre zejście stromizną w dół, ku niewielkiej dolinie. Dolina rozdziela wspomnianą górę od kolejnej - Łysej Góry. Na jej dnie płynie niewielki potok na którym przed laty wybudowano betonowy jaz, aby spiętrzyć wodę.


Teraz czekała na nas dla odmiany wspinaczka stromym podejściem, aby zrównoważyć atrakcje ;)


Na szczycie niewielkiej Łysej Góry podziwiać można wspaniały widok na Grodziskową i okalającą ją dolinę. Być może w tym roku będzie ona miejscówką na nasz coroczny "Nocnik" - czyli pieszy rajd nocny zakończony ogniskiem i podziwianiem wschodu słońca.


Dalej trasa prowadzi nas przez Korytnicę, mijamy kościół pw. św. Floriana z lat 1645–1656, przebudowany w XVIII wieku wraz z murowaną dzwonnicą z 1837 roku.

Przemierzając często niewielkie wsie z dala od turystycznych szlaków, stajemy się obiektem zainteresowania autochtonów, którzy w milczeniu bacznie nam się przyglądają. To milczenie jest bardzo intrygujące, ale to pewnie - jak mawia satyryk Andrzej Poniedzielski - "taka świętokrzyska zaduma" :)


 Opuszczamy Korytnicę i kierujemy się w stronę Sobkowa, wędrując drogą przez łąki i las.


Po kolejnych kilku "pięciusetmetrach" dochodzimy do Nidy, która meandrując przecina sosnowy las.


W pobliżu jej koryta, pod lasem rozbijamy biwak i rozpalamy ognisko.


Ośmiu chłopa w środku zimy przy ognisku, to zapewne rzadki tu widok :)


Jako danie główne oczywiście kiełbaski i boczek z kija ale nasz nieoceniony kuchmistrz-wędrowiec - Jogi, zaserwował nam winniczki w ziołowym masełku, które wyjęte z żaru apetycznie skwierczały.

Kolejnym rarytasem na postoju był upieczony ananas polany sosem chilli - palce lizać.


Po podjedzeniu i wypiciu co nam zostało w plecakach, wędrujemy dalej wzdłuż leniwie płynącej Nidy, podziwiając uroki zimowej rzeki. Szkoda że choć na chwilę nie wyszło słońce :(



Docieramy w okolice Sobkowa, opuszczamy klimaty nad Nidą i udajemy się do miasteczka na busa do Kielc. Mimo braku słońca, przy lekkim mrozie wędrówka była całkiem przyjemna. 

 
Krótki filmik z rajdu
 
 Tekst dnia: "Jogi kuca z podpartą na dłoni głową, spogląda zamyślony w dal, więc go pytam: "Co, dopadł Cię jakiś romantyzm?" .... a Przemek na to - "Nie, to raczej reumatyzm!" :)

niedziela, 21 stycznia 2018

20.01.2018r.   Przez Pasmo Bielińskie - czyli z Lechówka przez Małacentów, Drogosiowe do Bielin


              Po przejściu orkanu Fryderyka wiatr ucichł, zrobił się lekki mrozik i ziemię świętokrzyską spowiły mgły. Pogoda jak zwykle niepewna, więc w piątek zapada decyzja o wyjściu w teren. Trzeba się nacieszyć tegoroczną zimą puki jest, bo według zapowiedzi amerykańskich meteorologów z instytutu NOA, od lutego mają znów padać rekordy ciepła w naszym regionie Europy. Zbiórka w autobusie 206 i jedziemy do Lechówka.

W Kielcach wszystko szare i zamglone, jadąc na miejsce powoli zza mgieł wyłania się słońce, aby po dotarciu do Lechówka przywitać nas swym pięknym blaskiem. Nisko świecąc oświetlało zmrożone pola.

Wędrując w stronę Pasma Bielińskiego mijamy przyprószone śniegiem pola i unoszące się nad nimi urokliwe mgiełki.



Śródpolną szosą powoli docieramy do Małacentowa, przede mną majaczące w mgłach sylwetki moich kompanów. Nieznacznie oddaliłem się robiąc zdjęcia, więc trzeba ich gonić ;)

Po przejściu przez Małacentów zmierzamy ku wsi Drogosiowe, z prawej strony mijając widok na odległy Święty Krzyż.


Po przejściu przez ostatnią wioskę wbijamy się w lasy Pasma Bielińskiego.


Oczywiście nie obyło się bez szukania szlaku, który w tym miejscu został zmieniony i biegnie teraz całkiem inaczej niż na mapach. Z tym oznaczeniem w naszych górach zawsze jest kłopot.


Po krótkim trawersowaniu przez las odnajdujmy niebieski szlak i mijając wycinkę drzew pod budowę leśnej drogi, wędrujemy dalej na zachód.


W lasach tych, co jakiś czas natrafić można na urokliwe jak ta, kapliczki nadrzewne.


Wychodzimy ze strefy zagrożenia, bez strat w ludziach i podążamy w stronę miejsca na ognisko.


Na cyplu skalnym porośniętym jodłami rozpalamy ognisko, aby zaspokoić wygłodniałe trzewia :)

Po posiłku kontynuujemy marsz niebieskim szlakiem, idąc lasem i co jakiś czas otwartymi przestrzeniami. Podziwiać możemy widoki na pasmo Łysogór i okalające je doliny.


Za naszymi plecami pozostał jeden ze szczytów Pasma Bielińskiego - góra Duża Skała (444m).


A my wędrujemy dalej polami i łąkami pokrytymi styczniowym śniegiem.


Schodzimy powoli ze szlaku. Czeka nas jeszcze przeprawa przez rzekę Belniankę, gdzie nie obyło się bez kłopotów, gdyż nie było żadnej kładki. Część z nas przeszła pokonując kamienny bród, część po powalonym drzewie. Tylko z jednym z uczestników mieliśmy problem, oszołomiony ogromem wrażeń, musiał być asekurowany przy przejściu. 

Tekst dnia: "Tomasz pamiętaj - to ty jesteś odpowiedzialny, za naszą nieodpowiedzialność

niedziela, 7 stycznia 2018

06.01.2018r.   Wokół Doliny Chęcińskiej - czyli z Chęcin przez Zelejową, Sosnówkę i Rzepkę


              Prawie rok - temu 9 stycznia, wychodząc na szlak mieliśmy za oknem - 22°C a tegoroczna zima zafundowała nam w połowie sezonu +10°C. To ponad 30 stopni różnicy!  Pojawiły się w naszym kraju modliszki, szopy pracze, szakale, różne owady południowe a ostatnio nawet aleksandretta obrożna - papuga zielona, migrująca na wschód Europy. Co się z tym światem dzieje? Niepewni pogody i komunikacji miejskiej, decydujemy się dopiero z samego rana na wyjazd w kilka osób samochodem Bena w okolicę Chęcin. Liczymy na przebłyski słońca i na szczęście się nie zawiedliśmy. Pogoda dopisała.

Po dojechaniu do Chęcin zostawiamy samochód na dolnym rynku i dalej pieszo ruszamy na szlak, w kierunku Zelejowej. Mijamy zalane łąki i widok na ruiny chęcińskiego zamku.


Schodząc z niebieskiego szlaku przechodzimy na czerwony, w kierunku grzbietu Zelejowej. Turysta zapuszczający się pierwszy raz w te strony może być delikatnie mówiąc przerażony, kiedy będzie przedzierał się przez ścieżkę zarośniętą tarniną i innymi krzakami. Ale jak wiadomo, szlaki u nas są często zaniedbane i musi wiele lat upłynąć, aby ten stan się zmienił.


Po przedarciu się przez gąszcz docieramy do starego kamieniołomu i sterty nieuprzątniętych śmieci. Ot taka wizytówka naszych gór. Na szczęście dzikość tego miejsca rekompensuje widoki.


Dalej nasza trasa wiedzie w kierunku północnym, skalistą granią. Tu na szczęście zaczęto dbać o szlak, został on oczyszczony z zarastających krzewów. Można swobodnie iść nawet w krótkich spodenkach. Występuje tu zjawisko krasu na wapiennych skałach, które spękane licznymi szczelinami, pokryły się zielonymi mchami.


Dawniej, kiedy pasmo to było niezalesione, roztaczał się przepiękny widok na Dolinę Chęcińską i okoliczne wzgórza. Ale po wojnie ktoś wymyślił, aby to wszystko zalesić i aktualnie aby dostrzec zamek, trzeba szukać przerw w koronach drzew a licznie występująca tu roślinność ciepłolubna, gdyby nie okresowe "wygalanie" wzgórza, całkiem by zanikła w tym miejscu.



Schodzimy z grani i udajemy się na skraj lasu. Wokół króluje zieleń niczym nie przypominająca styczniowych klimatów. Tu również nastąpiła totalna przecinka wzdłuż drogi, ale znów nikt nie pomyślał, aby zachować rosnącą tu bardzo rzadką i chronioną - wisienkę karłowatą. Zapewne wynajętym pracownikom kazali wyciąć pas na 5 metrów, to cieli bez nadzoru co popadnie.


Wędrujemy dalej ponownie niebieskim szlakiem, spoglądając na odległe Chęciny i górujący zamek.


Po drodze natrafiamy na martwe drzewa, zaatakowane larwami turkucia podjadka. Oj podjadł on tu sobie niejedno drzewo i bez wkroczenia leśników, nie wróżę temu lasu długiego żywota.


Dalej przedzieramy się przez pola pomiędzy wioskami Skiby i Gościniec, aby dotrzeć do kolejnego wzgórza na trasie naszej wędrówki.

Wzgórzem tym, jest niezalesiona (na szczęście) Sosnówka, która ugościła nas miejscem do  krótkiego popasu. Jedynym mankamentem są tu rozjeżdżone trasy przez crossowców.


Z Sosnówki patrząc na południe, zobaczyć można górę Rzepkę, ostatni punkt naszej trasy.


Podchodząc pod nią, podziwiamy wiosenne widoki tej zimy i zieleniejącą oziminę.


Opodal szczytu Rzepki, nad kamieniołomem zobaczyliśmy ściętą sosnę. Czy to działania wysokogórskich bobrów? Nie - to lokalni biesiadnicy pozyskujący drewno do ogniska :)


Schodzimy z Rzepki i udajemy się w kierunku Chęcin, podziwiając majestatyczne ruiny chęcińskiego zamczyska. Zimowa pora to jedyna okazja aby ujrzeć zamek z tej perspektywy.


Docieramy w końcu do Chęcin i żegnając miasteczko przystrojone świątecznie choinką, lecz wcale nie w klimatach zimowych wracamy do Kielc. Pogoda dopisała, choć nie liczyliśmy na styczniową wiosnę a w końcu na prawdziwą, białą i mroźną zimę.