22.05.2026r. Zalew "Lubianka" - Wykus - "Lubianka"
Sezon na wiosenne wędrówki rozkręcił się nam na dobre. Coraz więcej
ludzi przemierza świętokrzyskie szlaki lub jeździ na rowerach. Ostatnia
inicjatywa z powołaniem Górskiej Korony Kielc, jeszcze bardziej
zachęciła do poznawania pięknych okolic naszego miasta. Korzystając z
pięknej, słonecznej aury postanowiliśmy we trzech wybrać się w okolicę
Starachowic. Jednym z celów, był dawno przeze mnie nie odwiedzany
rezerwat „Wykus”, oraz chęć zobaczenia słynnego zalewu na Lubiance,
który nieźle nas zaskoczył.

Powstały w latach 80-tych, na
spiętrzeniu wód rzeki Lubianka zbiornik, zajmuje około 27 ha, natomiast
całkowity obszar terenu rekreacyjnego z jego otoczeniem to blisko 40 ha.
W miejscu zwanym Kozi Ogon znajdowały się rozległe, podmokłe łąki oraz
tereny leśne na obrzeżach Starachowic. W latach 50-tych XX wieku obszar
ten zaczęto przekształcać w tereny rekreacyjne, a w połowie lat 80-tych
utworzono pierwszy sztuczny zbiornik wodny. Po trzech dekadach
istnienia, między innymi dzięki działaniom bardzo dobrego gospodarza
Starachowic, którym niewątpliwie jest młody i energiczny prezydent Marek
Materek, teren ten przeszedł niesamowitą metamorfozę. Za sprawą
wielomilionowej rewitalizacji, został przekształcony w nowoczesny
kompleks rekreacyjny "Port Lubianka", który stał się turystyczną perełką
naszego województwa. Obecnie oferuje czystą, zagospodarowaną plażę,
nowoczesne mola, trasy rowerowe i spacerowe, oraz bogatą ofertę sportową
- boiska, siłownie plenerowe, wakeboarding czy wypożyczalnię kajaków.

Śmieszy
mnie pojawiające się w prasie i na prasowych portalach, określenie
nadane naszemu zalewowi w Cedzynie – „Świętokrzyska Madera”. Porównując
go do opisywanej Lubianki, prezentuje się naprawdę bardzo mizernie. Co
prawda trochę „drgnęło” w ostatnich latach w temacie ucywilizowania
Cedzyny, powstały punkty gastronomiczne, parking i krótka, jak dla mnie
za krótka ścieżka rowerowa. Lecz nadając podobnym zalewom nazwy znanych
kurortów, to ten pod Starachowicami powinien analogicznie do Cedzyny
nazywany być ”Świętokrzyską Copacabaną” albo Saint-Tropez :) Oj wiele potrzeba jeszcze zainwestować w nasz podkielecki akwen, aby
mógł dorównać Lubiance, nie wspominając już Sielpi. Ale wiadomo: kasa i
własność terenu należąca do dwóch gmin.
Przechadzając
się wokół zalewu po solidnie zbudowanych ścieżkach i pomostach,
podziwiać możemy jego różnorodne otoczenie. Po północno-wschodniej
stronie zbiornika, kładka przechodzi przez niewielki smug, z rosnącymi
na brzegach dorodnymi olchami.
Naprzeciw "Portu Lubianka" znajduje się porośnięty trzcinowiskiem łagodny brzeg oraz Harcerski Ośrodek Obozowy "Lubianka".
Idąc
ścieżką wzdłuż brzegu, towarzyszyła nam ciekawska pliszka. Pliszka siwa
to niezwykle ruchliwy mały ptaszek, który słynie z charakterystycznego,
ciągłego kiwania ogonem. Jest to bardzo pożyteczny ptak, gdyż zjada
mnóstwo uciążliwych owadów. Ptaki te uwielbiają sąsiedztwo człowieka i
potrafią założyć gniazdo w nietypowych miejscach: w szczelinach murów,
pod dachówkami, na stertach desek czy porzuconych, starych maszynach
rolniczych. Pomimo swych niewielkich rozmiarów i czyhających na nie
zagrożeń, pliszki potrafią dożyć sędziwego wieku. Rekordowa
zaobrączkowana pliszka żyła prawie 14 lat! W starożytnej Grecji ptak ten
uważany był za symbol magii miłosnej i poświęcony został bogini
Afrodycie. Pasterze greccy wierzyli, iż pliszki chronią ich stada, a
zabicie tego ptaka ściągnęłoby na nich wielkie nieszczęście.

Czas
opuścić teren zalewu i udać się zielonym szlakiem na południe, przez
wspaniałe lasy Sieradowickiego Parku Krajobrazowego. Park ten został
utworzony 10 czerwca 1988 roku, a jego powierzchnia wynosi obecnie 12
252 ha. Rozciąga się pomiędzy doliną rzeki Kamiennej od północy i Doliną
Bodzentyńską od południa. Jego wschodnią część ograniczają doliny rzek
Pokrzywianki i Świśliny, zaś od zachodu dolina rzeki Kamionki. W
obrębie parku znajdują się trzy rezerwaty przyrody: Wykus, Góra
Sieradowska i Kamień Michniowski, oraz ponad dwadzieścia pomników
geologicznych i przyrody.
Lasy
pokrywają około 85% obszaru parku, a dominuje tu drzewostan sosnowy,
jodłowy oraz buczyna. Ubogie i piaszczyste podłoże w tego typu borach,
sprzyja rozwojowi gęstego podszytu. Wędrując szlakiem podziwiać możemy
zielony dywan utworzony z krzewinek borówki czarnej, potocznie nazywanej
czarną jagodą, co jest typowe dla świetlistych borów sosnowych.
Przez
ogromny teren sieradowickich lasów, przebiegała dawniej kolejka leśna
służąca do przewozu pozyskiwanego z lasów drewna. Lecz nie tylko drewno
było tu wywożone. Od wczesnego średniowiecza wydobywano tu rudy żelaza,
a lokalne złoża środkowojurajskiej rudy, były w starożytności podstawą
lokalnego rozwoju, a następnie w średniowieczu i nowożytnym hutnictwie
kruszcowym w całym regionie. Na zdjęciu widzimy pamiątkę po czasach
kolejki leśnej, usypany pośród podmokłych terenów nasyp pod dawne
torowisko.
Na
terenie kompleksu leśnego zostały pobudowane szerokie drogi szutrowe,
służące do transportu drewna i jako drogi pożarowe. Wiem, że na zawsze
zostały utracone dawne kręte, leśne dukty i ścieżki, ale taka jest
niestety cena cywilizacji.
Maj
to jeszcze nie miesiąc na prawdziwe grzybobranie, ale w runie leśnym
znaleźć już możemy różne jadalne gatunki grzybów. Jednym z nich jest
polówka wczesna, grzyb saprotroniczny rosnący głównie na resztkach
drzewa, trociach, korze czy po prostu w ściółce leśnej. Swe owocniki
wytwarza zazwyczaj od maja do lipca. Posiada delikatny, lekko mączny
zapach (o ile mąka jakoś pachnie :)) i subtelny smak. Świetnie sprawdza
się w sosach, duszony na maśle z cebulką, czy jako dodatek do
jajecznicy.
O
tej porze roku wzrok niekiedy przykuwa kwitnący na niebiesko
przetacznik ożankowy, znany również "kocie oczy" ze względu na
charakterystyczny środek kwiatu. Bywa często uprawiany jako roślina
ozdobna, nadająca się na rabaty kwiatowe. Jest całkowicie mrozoodporny i
łatwy w uprawie. Nie ma on specjalnych wymagań co do podłoża.
Wędrując
zielonym szlakiem przez sieradowicki las, skręcamy na zachód aby
dotrzeć do góry Wykus. Ten spłaszczony, porośnięty lasem szczyt mierzy
prawie 324 metry wysokości, co sugeruje zawieszona na drzewie ręcznie
wykonana tabliczka.
Ponieważ
czas nas niemiłosiernie popędzał i dało się również słyszeć burczenia w
brzuchach, trzeba było lekko skrócić planowaną trasę, aby zejść do
polany biwakowej. Szkoda tylko, że musieliśmy odpuścić wizytę na polanie
„Wykus” i Kapliczkę Matki Boskiej Bolesnej z Wykusu, ale będzie to
doskonały pretekst by znów jesienią tu wrócić. W miejscu tym, corocznie w
drugą sobotę czerwca, organizowane są patriotyczne uroczystości z
udziałem wojska, kombatantów, harcerzy oraz władz państwowych.

Pobliskie
gęste i przepastne lasy, służyły podczas II Wojny Światowej jako główna
baza zgrupowań partyzanckich Armii Krajowej. Formacje Partyzanckie AK
"Ponury-Nurt" to jedna z najważniejszych formacji polskiego podziemia,
działająca na terenach Kielecczyzny. Oddział sformowany został w czerwcu
1943 roku przez cichociemnego porucznika Jana Piwnika ps. „Ponury”. Po
jego odejściu dowództwo przejął inny cichociemny, major Eugeniusz
Kaszyński ps. „Nurt”. Partyzanci operowali głównie w siekierzyńskich
lasach, w rejonie Pasma Jeleniowskiego oraz wokół Wykusu. Przeprowadzali
liczne akcje dywersyjne i paraliżowali niemiecki transport kolejowy.
W
miejscu obozowania oddziałów partyzanckich, po wschodniej stronie polany
znajduje się kamienny obelisk z inskrypcją:
»Bogu
Wszechmogącemu na chwałę. Świętokrzyskim Zgrupowaniom Partyzanckim Armii
Krajowej "Ponury-Nurt" i Cywilnemu Ruchowi Leśników w podzięce«
Opuszczamy
„stolicę świętokrzyskiej partyzantki” i udajemy się tym razem
niebieskim szlakiem na północ. Po drodze pokonujemy niewielki w tym
miejscu strumień Lubianka, aby dotrzeć do starej, kamiennej drogi.
Przed nami kolejny, bezimienny strumień przepływający pomiędzy kamiennymi przyczółkami dawnego mostu kolejki leśnej.
Schodząc
szlakiem z kamiennego traktu, docieramy do urokliwego miejsca jakim
jest „Źródełko Langiewicza”. Według ustnych przekazów, wodę z tego
krystalicznego źródła czerpali powstańcy styczniowi w 1863 roku.
Przyglądając się temu miejscu, łatwo zauważyć, iż miejsce to ma dwa
sąsiadujące zagłębienia, z których przez cały rok wypływa obficie woda,
zasilając rzekę Lubiankę.
Pokonujemy
brodem następny z leśnych strumieni, aby dotrzeć do kolejnego
historycznego miejsca, związanego tym razem z Powstaniem Styczniowym –
„Polany Langiewicza”. Na skraju polany rośnie pokaźnych rozmiarów sosna,
otoczona drewnianymi żerdziami na której według legendy generał Marian
Langiewicz miał swój punkt dowodzeni. Do jej pnia przymocowana jest
żeliwna tablica z wizerunkiem orła i napisem "OBÓZ JENERAŁA MARIANA
LANGIEWICZA", upamiętniającą obóz powstańczy z 1863 roku.
Opuszczamy
historyczne miejsce i udajemy się dalej ścieżką oznaczoną żółtym
kolorem. Mijamy po drodze pień ze świeżo rozkopaną wokół niego ziemią.
Ziemię zryły najprawdopodobniej dziki w poszukiwaniu larw owadów i
pędraków, a miejsce takie często określa się to mianem buchtowania. W
rozkładającym się pniu i wilgotnej ziemi żyje mnóstwo larw owadów,
pędraków chrabąszczy czy korników, które dla dzików są doskonałym
pożywieniem, bogatym w białko.
Ponownie przechodzimy przez strumień Lubianka, mijając niewielką bobrową tamę.
Docieramy w końcu do początku naszej wędrówki - zalewu Lubianka i do miejsca zwanego Hohołówka.
W
miejscu gdzie wody strumienia Lubianka zasilają zbiornik, natrafić
można na wędkarzy łowiących ryby, jak mawiał klasyk: „w tych pięknych
okolicznościach przyrody”.
Na zdjęciu widać wspomnianą przeze mnie jedną z betonowych kładek, które nadają temu miejscu dodatkowego uroku.
Jeszcze
tylko ostatnie spojrzenie na senny o tej porze akwen, z widokiem spod
podmytych przez wodę i wiatr korzeni sosny i czas wracać do domu.
Planuje w czasie „złotej , polskiej jesieni” ponownie odwiedzić tą
okolicę i znów pokazać ciekawostki i uroki okolicznych lasów.