sobota, 22 czerwca 2024

06.04.2024r.   Wyprawa na Wilkomije                        

 

         Dziś  wirtualna podróż po wapiennych wzgórzach pomiędzy Brzegami a Bizorendą, którą przemierzyliśmy na początku kwietnia. Trasa poprowadzi nas przez pofałdowane wzniesienia z zalesionym wzgórzem Wilkomija, wbijającym się stromą skarpą w Białą Nidę, niczym klin. Zapraszam więc na w pełni już wiosenną wyprawę, w otoczeniu zielonych pól obsypanych białym kwieciem krzewów kwitnącej tarniny.

       Wiosna jak widzimy w tym roku przyszła wyjątkowo wcześnie. Jest początek kwietnia a na polach wszystko wzrasta, niczym po majowych deszczach. Naszą wędrówkę rozpoczynamy w miejscowości Brzegi, znajdującej się opodal miejsca styku Białej Nidy z Czarną Nidą. I aby Was nie zmyliły nazwy, po zmieszaniu ich wód barwa rzeki nie robi się „szara”, lecz od tego miejsca rzeka płynie błękitną wstęgą i zmienia swą nazwę, po prostu na Nida.

Ja wspomniałem, ziemia w tym roku rodzi o wiele wcześniej. Zasiany rzepak posiada już zalążki kwiatów i wkrótce pola pokryją się żółtym kwieciem. Dzika grusza w oddali wypuszczająca nieśmiało pierwsze liście, dodała fajnego klimatu temu widokowi.

Opuszczamy zabudowania Brzegów, przed nami pierwsze wzgórze porośnięte rzadkim, sosnowym lasem.

Przez większą część naszej dzisiejszej wędrówki, będzie nam towarzyszyć widok na chęciński zamek, wyłaniający się co rusz znad zielonych pól.


         Śliwa tarnina – popularnie zwana tarniną lub tarką, to występujący niemal w całej Europie popularny gatunek krzewu z rodziny różowatych. Jest rośliną bardzo zmienną i tworzy mieszańce z innymi śliwami. Tarnina jest rośliną wykorzystywaną w ziołolecznictwie, ma jadalne owoce, jest również rośliną miododajną i dostarcza twardego drewna. Tworząc gęste, cierniste zarośla zwane czyżniami, jest ostoją dla wielu gatunków dzikich zwierząt.

      Kwiaty tarniny osadzone są najczęściej pojedynczo, rzadziej po dwa, trzy czy nawet do pięciu. Wyrastają na krótkich, zwykle szypułkach, kielichy ich są zwykle nagie, niekiedy owłosione. Ich kształt jest podługowato-jajowaty (ciekawe określenie ;)), a na końcu bywają płytko wcięte. Owoce powstałe w wyniku zapylenia kwiatów są barwy czarnosinej z niebieskawym nalotem. Wewnątrz, miąższ przyrośnięty jest do pestki, ma barwę zieloną i smak cierpko-gorzkawy. Owoce cenione są ze względu na walory odżywcze, aromat i smak. Do spożycia nadają się po przemrożeniu – owoc staje się wówczas bardziej słodki, lecz ze względu na toksyczny cyjanowodór nie należy spożywać pestek. We Francji z niedojrzałych owoców robiono marynaty w occie, a z dojrzałych owoców – likier prunelle. W Rosji owoce używane były zarówno do wyrobu wódek i innych alkoholi, jak i do sporządzania marynat w occie, konfitur, galaretek i soków. U nas w kraju tarki stosowane są głównie do wyrobu win, zarówno jako domieszka barwiąca, aromatyzująca i wzbogacająca w garbniki, jak i podstawowy surowiec. Poza tym owoców używa się do wyrobu wódek i nalewek (tarniówka), soków i syropów. Dla mnie nalewka z tarniny to trunek numer 1 spośród „kolorowych” wódek, ma posmak wiśniówki i tą „dzikość” w sobie.

Idąc leśnymi drogami przecinamy drogę asfaltową i docieramy do zabudowań wsi Chojny. Tu nadal panuje klimat, jakby czas się zatrzymał w latach 70-tych. Jest sporo klimatycznych, drewnianych domów a wokół panuje sielski spokój.

Klucząc na północny-wschód leśnymi duktami, docieramy w pobliże Białej Nidy i do znajdującego się tu symbolicznego cmentarza z I Wojny Światowej.


Na jednej z sosen wisi stara, rozlatująca się kapliczka wykonana z kawałków surowego drewna.

I czas na krótki postój nad Biała Nidą w tle głośnego klangoru żurawi, rozchodzącego się po dolinie rzeki. Jest uroczo i można „naładować baterie” przed powrotem do zgiełku miasta.

Po mokrym marcu, poziom Nidy jest nadal bardzo wysoki i w wielu miejscach widać było jak wylewa rzeka.

      Ubrany jak zawsze w odcienie zieleni, aby nie wyróżniać się w otoczeniu postanowiłem podkraść się pod pasące się na łące żurawie. "I już byłem w ogródku, już witałem się z gąską" ..... aż tu zza krzaków wyszła Monika w swych "bikiniarskich" kolorach. 
        Grrrrrr - i jak to mówią "po ptokach".
 
        Wczesna wiosna to czas na „grzybowe nowalijki”, między innymi na pyszne smardze. Ale trzeba być czujnym i nie pomylić ich z przedstawicielami „grzybowej ciemnej strony” – z Piestrzenicą kasztanowatą. To trujący grzyb, często mylony ze wspomnianym smardzem, który zawiera substancję toksyczną – gyromitrynę, powodującą uszkodzenia wątroby, śledziony, nerek, szpiku kostnego a nawet wzroku. 
 
 
     Czas wspiąć się na stromą kulminację wzgórza Wilkomija. Wzgórze składa się z kilku spłaszczonych wierzchołków o wysokości niewiele ponad 260 metrów. Porośnięta jest rzadkim, mieszanym lasem składającym się gównie z sosen i dębów. Na starszych pniach drzew, widać jeszcze ślady po pociskach moździerzowych w wyniku ostrzału tego wzgórza, przez wojska rosyjskie stacjonujące po drugiej stronie rzeki.
 
      Całe wzgórze Wilkomija pokryte jest pozostałościami po sieci okopów i gniazd artyleryjskich, pamiątkach po I Wojnie Światowej. Na wzgórzu tym stacjonowały wojska austro-węgierskie, posiadając doskonały punkt do obserwacji i ostrzeliwania całej okolicy.
Aby nie powielać opisów, odsyłam zainteresowanych do jednej z moich poprzednich relacji z tego miejsca:
https://www.facebook.com/photo/?fbid=107317957973568&set=pcb.107318327973531 (kilka zakładek).
 
 
Jedną z pamiątek po tym okresie, jest znaleziony fragment pocisku moździerzowego.
 
Ze stromej skarpy wzgórza, podziwiać możemy meandrującą Białą Nidę ze swymi wysokimi, piaszczystymi skarpami.
 
   Schodząc w dół na południe, natrafiliśmy na ambonę myśliwską, tuż przy solnej lizawce i miejscu, gdzie dzika zwierzyna może napić się wody. Dodatkowo była rozsypana pasza, aby zwabić zwierzęta. Czy to się nadal nazywa myślistwo czy zwykłe barbarzyństwo?
 
Po opuszczeniu lasu kierujemy się dalej na południe, w stronę wzniesienia Wrzosowa.
 
Przez pokryte zieloną oziminą pola, przebiegło niewielkie stadko saren, umykając przed nami w popłochu.

Mijamy kolejce wzgórze Kocianowy z pięknym widokiem na Łysogóry w oddali, wraz z górującą Łysicą. Po lewej stronie widać nietypowe ujęcie na Pasmo Dymińskie z charakterystyczną wieżą nadajnika.

A my wędrujemy dalej gruntową drogą przez lekko pofałdowane pola uprawne.

        Budząca się z zimowego letargu ozimina, zaczyna piąć się ku słońcu rosnąc coraz wyżej, by pod koniec lata wydać plony. Aby zboża odpowiednio nawozić, potrzebny jest do nich dojazd ciężkim sprzętem. Symetryczne ślady po takich pojazdach, nadają dodatkowego uroku w tym rolniczym krajobrazie.

Krótkie przejście drogą wijącą się przez zagajnik i za chwilę znów wkroczymy na otwartą przestrzeń.

Jak pisałem na początku relacji, większość drogi towarzyszy nam widok na odległe ruiny chęcińskiego zamku.

Mijając zabudowania niewielkiego przysiółka Brzegi Małe, zbliżamy się do wzgórza zwanego Topory (279,7m). Na jego wzniesieniu znajduje się punkt widokowy i tzw. wieża ciśnień.


Ze wzgórza Topory docieramy do pierwszych zabudowań Miąsowej, miejsca noszącego zabawną nazwę Pięćkielów. Na jednym z rozstajów dróg znajduje się kamienna figura z 1949 roku, zawierająca ciekawą inskrypcję:

[uważ sobie jak cię Jezus miłował]

Jest to fragment „Pieśni o Męce Pańskiej”, gdzie słowo „uważ” jest pochodną słowa „rozważam – uważuję”.

Docieramy w końcu na stację kolejową w Miąsowej, więc czas kończyć naszą wiosenną foto-wędrówkę. Mam nadzieję, że moja relacja natchnie kogoś na odwiedzenie tym mało znanych powszechnie okolic.













piątek, 21 czerwca 2024

 26.03.2024r.   Ponidzie - "Polska Toskania" 

                       

          Kiedy nastaje wiosna, czas odwiedzić naszą jedną z świętokrzyskich krain – Ponidzie. Pofalowane gipsowo-wapienne wzgórza otoczone lasami i polami uprawnymi, szczególnie wczesną wiosną pełne są sielskiego uroku. Przydrożne figury - zwane świątkami, które bielejąc na tle świeżo zaoranych pól, nadają temu miejscu dodatkowego klimatu. Jadąc nieraz z Pińczowa w stronę Chrobrza podziwiam wyniosłe wzgórze, zwane Byczowską Górą i myślę sobie, że muszę się na nią kiedyś udać. I właśnie ostatnio miałem okazję wdrapać się jej szczyt, aby podziwiać z niej rozległe widoki. A więc czas na kolejną fotograficzną wyprawę, w północno-zachodnie rejony Kozubowskiego Parku Krajobrazowego.

Naszą tegoroczną przygodę z Ponidziem zaczniemy w Młodzawach Małych. Wieś powstała jeszcze w średniowieczu, w roku 1326 i była siedzibą parafii rzymskokatolickiej. Stoimy właśnie pod kościołem pw. św. Ducha i Matki Boskiej Bolesnej.

      Późnobarokowy kościół w Młodzawach Małych został wybudowany w latach 1716-1720, a fundatorem jego był podczaszy bracławski - Michał Kępski. Na głównej fasadzie kościoła znajdują się figury świętych: św. Jana Kantego, św. Floriana, św. Wojciecha i św. Stanisława, zaś nad nimi umieszczona jest figura Jezusa Chrystusa. Wewnątrz świątyni zobaczyć możemy wspaniałe sklepienie kolebkowe z lunetami a na ołtarzu głównym, pochodzący z I poł. XVII wieku obraz Matki Boskiej Młodzawskiej, uznawany za cudowny. Pod prezbiterium znajdują się krypty grobowe rodu Wielopolskich, jednych z właścicieli okolicznych dóbr.  
 
Kościół okala gruby mur a przed jego frontem znajduje się barokowa brama-dzwonnica z 1779 roku.

     Fasada kościoła wykonana z kamienia pińczowskiego posiada wiele ciekawych wpisów, wykonanych ręcznie przez mieszkańców i odwiedzających to miejsce pielgrzymów. To taki jakby pamiętnik wyryty na kartach świątynnych murów. 

 

Opuszczamy otoczenie młodzawskiego kościoła i udajemy się polną drogą w stronę wsi Mozgawa.
 

       Po drodze wędrujmy przez głęboki lessowy wąwóz, powstały zapewne w wyniku erozji i z pomocą wozów konnych, które przez wieki tędy się przemieszczały. 

 

Wąwóz ten przed laty został uwieczniony na zdjęciu naszego największego, kieleckiego mistrza fotografii – Pawła Pierścińskiego 
 

      Po przejściu drogi w stronę Wiślicy wspinamy się grzbiet wapiennego wzgórza, którego zwieńczeniem jest wspomniana Byczowska Góra. W oddali widać kościół w Młodzawach na tle pól przedzielonych trawiastą miedzą.

       Z zachodniej strony Byczowskiej Góry rozpościera się wspaniały widok na malownicze doliny i lasy Kozubowskiego Parku Krajobrazowego. Wokół rozsiane są małe wioski otulone zielenią pół, połączone siecią krętych dróg, w których czas biegnie znacznie wolniej niż w betonowych miastach.
 
Czas na chwilę zadumy i podziwianie wspaniałych widoków.
 
Stojąc na krawędzi wyniosłego wzgórza, podziwiamy ciekawe formy ukształtowania terenu.
 
    W wyniku erozji wodnej, powstałej od wypłukiwania lessowo-wapiennych struktur wzniesienia, przez wieki powstawały malownicze wąwozy i zagłębienia, które porosły trawami i różnego rodzaju roślinnością stepową.

       Czas opuścić to widokowe wzgórze i skierować się dalej na zachód. Po przejściu niewielkiej rzeczki Mozgawka docieramy do Kozubowa.
 
Wewnątrz wioski stoi przydrożna figura „serca Jezusa” na tle klimatycznie zarośniętego, opuszczonego domu.
 
      Wczesna wiosna to czas kiedy zakwita fiołek wonny (leśny), rosnący chętnie na podłożu wapiennym, którego piękny zapach zawsze kojarzy mi się z wiosną. Napar z tych kwiatów to wspaniały, naturalny lek na kaszel i oczyszczenie organizmu z niepotrzebnych toksyn. Często uprawiany jako roślina ozdobna, upiększa przydomowe ogródki.

A my ruszamy dalej, kolejnym lessowym wąwozem zataczając kilkukilometrowy krąg, wokół Kozubowa.

Mirek i triangul - taki duet ;)
 
        Wędrując przez zachodni kraniec przysiółka Bugaj, mijamy rząd starych, pomnikowych lip drobnolistnych pamiętających zapewne jeszcze stojący tu opodal dwór.
 
W końcu docieramy do kolejnej z dzisiejszych atrakcji, malowniczego wąwozu zwanego „Żydowski Dół”.

      „Żydowski Dół” to ciągnący się ponad pół kilometra lessowy wąwóz, zalesiony liściastymi drzewami właśnie o tej porze roku wspaniale nadający się do penetracji.

Na jego dnie spoczywa wiele obumarłych konarów, które runęły na jego dno i ulegają rozpadowi.
 
       Jako, że w tym roku wiosna wybuchła znacznie wcześniej, już dawno obudziły się żaby i po swoich miłosnych harcach zniosły skrzek w różnych zagłębieniach zalanych wodą. Oby tylko nie pojawił się silniejszy mróz, bo wtedy już nie wyklują się z niego kijanki.
 
      A to przedstawiciel wczesnowiosennych kwiatów - lepiężniki różowy. Najobficiej rozwija się w wilgotnych zaroślach nadrzecznych, nad brzegami potoków, w rowach i wąwozach, tworząc nieraz duże, jednogatunkowe skupiska. Lubi gleby próchniczne, okresowo podmakające i jest hemikryptofitem, czyli rośliną naziemnopączkową, której pączki znajdują się tuż przy powierzchni ziemi. Jest również wskaźnikiem dobrze natlenionych wód.
 
Udajemy się dalej na wschód, wędrując doliną potoku mijamy pasy pól uprawnych.

       W oddali widać bielejący na tle skarpy Byczowskiej Góry pomnik Republiki Pińczowskiej. Republika Pińczowska to był jak wiemy z historii II Wojny Światowej, obszar wyzwolony spod okupacji niemieckiej. W wyniku wspólnych działań zbrojnych przez połączone oddziały partyzanckie: Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich i Armii Ludowej, w okresie 24 lipca–15 sierpnia 1944 roku obszar ten został wyzwolony spod niemieckiego okupanta.

       Po przekroczeniu szosy idziemy dalej na wschód, aby dotrzeć do klimatycznego wąwozu ze świętymi figurami. Te późnobarokowe figury przydrożne, powstały w 1735 roku i przedstawiają św. Jana Kantego, ukrzyżowanego Chrystusa i św. Jana Nepomucena.
 

       Tuż przed Młodzawami przechodzimy jeszcze kolejnym zarośniętym wąwozem i udajemy się na parking pod kościołem. W tym miejscu czas zakończyć naszą foto-wędrówkę.