piątek, 6 lutego 2026

13.09.2025r.    Samsonów - Krzemionka - Dąbrowa

        Tegoroczne lato już się skończyło i wraz z nim gorące dni, których i tak nie było za wiele. Nadszedł czas aby rozpocząć nowy sezon na wędrowanie po naszych pięknych, świętokrzyskich górach. Czytając ostatnio post znajomego, w którym pisał o wyschnięciu strumienia Bobrzy tuż za jego źródłem, postanowiłem sprawdzić jak się mają inne źródełka w tumlińskich lasach. Wzgórza Tumlińskie są wodonośnią wielu znanych podkieleckich rzek i strumieni, a na terenie całego kompleksu leśnego swój początek mają: Sufraganiec, Bobrza czy Silnica. Znaleźć tu można wiele źródeł i podmokłe wywierzyska z których wybija woda, a następnie spływa potokami po łagodnych stokach, tworząc malownicze wąwozy.

        Wędrówkę rozpoczynamy pod ruinami huty „Józef” w Samsonowie. Zakład ten powstał latach 1818-23 z inicjatywy Stanisława Staszica, a nazwa obiektu pochodzi od imienia gen. Józefa Zajączka, namiestnika Królestwa Polskiego, który położył kamień węgielny pod jego budowę. Aktualnie teren jest ogrodzony i niedostępny do zwiedzania, gdyż trwają prace związane z jego rewitalizacją. Polegają one przede wszystkim na zabezpieczeniu i wzmocnieniu murów pieca hutniczego, a w dalszej kolejności wokół obiektu powstaną alejki informacyjno-edukacyjne, a całość zostanie oświetlona. Dzięki zakupowi sąsiedniej działki, dla turystów zostaną udostępnione pozostałe budynki na tyłach huty, oraz zostanie wybudowany parking. Będąc tego dnia przy ruinach, poranne niebo dzięki ołowianym chmurom, nadawało bardzo klimatycznego widoku.

Idąc wzdłuż strumienia Bobrzaneczka, napotkać możemy kilka niewielkich oczek wodnych, zapewne pozostałości po stawach hodowlanych.
 
        Idąc przez Rurarnię w stronę lasu, po drodze warto odwiedzić dąb szypułkowy „Dudek” o obwodzie pnia 506 cm i wysokości ok. 20 metrów. Na mocy uchwały Rady Gminy Zagnańsk, w dniu 9 sierpnia 2017 został on uznany za pomnik przyrody.

Płynąca skrajem lasu Bobrzaneczka, wije się przez podmokłą dolinkę pomiędzy wyschniętymi olchami.
   
        Połowa września to czas, kiedy na konwaliach pojawiają się kuliste, pomarańczowo-czerwone jagody. Wszystkie części rośliny, w tym owoce są silnie trujące. Zawierają one bowiem glikozydy nasercowe, które mogą doprowadzić do poważnych zaburzeń pracy serca, wymiotów i innych objawów zatrucia, dlatego należy zachować szczególną ostrożność, zwłaszcza w przypadku dzieci. Lecz znane jest też inne oblicze tej rośliny. W XVI wieku napary z kwiatów konwalii majowej w wodzie stosowano w celu złagodzenia skazy moczanowej. Napary w winie stosowano dla poprawienia pamięci oraz łagodzenia stanów zapalnych oczu. Lekarstwa te ceniono tak, że nazywano je „złotą wodą” i trzymano w złotych lub srebrnych naczyniach.

Czas zagłębić się w las. Skręcając na południe leśna droga prowadzi nas łagodnie pod górę.

 

Po drodze mijamy karpę po powalonym przez wichurę drzewie. Ślad po cięciu piłą zdążył już obrosnąć mchem a na wierzchołku, wyrosła młoda sosenka.

  


Mijamy przepust pod linią kolejową nr 8 i wchodzimy coraz głębiej w las.

Po przejściu ok 600 metrów docieramy do pierwszego ze źródeł, jednego z dopływów Bobrzaneczki. Samo źródełko wyschło a poniżej jego sączy się niewielka, zamulona struga.

         Przemierzając las napotkać możemy często na Hubiaka pospolitego. Wyróżnia się on tym, że rozkłada wszystkie składniki drzewa: celulozę, hemicelulozę i ligninę. Pasożytuje on jedynie na starych, chorych drzewach infekując je przez powstałe mechanicznie rany. Jest grzybem niejadalnym, lecz dawniej z jego miąższu wyrabiano tampony do tamowania krwawienia, oraz łatwo rozpalająca się hubkę, służącą w epoce brązu do rozpalania ognisk.
 
 
        Innym grzybem porastającym martwe pnie drzew jest Świecznik rozgałęziony. W Polsce jest gatunkiem dość rzadkim, przez co znajduje się na Czerwonej liście roślin i grzybów Polski i ma status V – narażony na wyginięcie. Swoje charakterystyczne owocniki wytwarza od czerwca do października.
  
        Stąpając po leśnym poszyciu trzeba uważać co czasami „w trawie piszczy”. Spoglądając pod nogi o mały włos nie nadepnął bym żaby trawnej. Trudno ją odróżnić od kuzynki – żaby moczarowej, gdyż żaba trawna ma zdolność zmiany ubarwienie do otaczającego ją środowiska. Jej grzbiet przybiera najczęściej odcienie brązu i posiada na nim ciemne plamy. Ponadto wyróżnia ją jedna z plam za głową, przypominająca odwróconą literę „V”. Gatunek ten ma krótki, szeroki pysk zakończony ostrzej niż u żab wodnych.
  
Im wyżej podchodzimy, tym las staje się coraz ciekawszy. Właśnie na tym obszarze planowane jest utworzenie obszaru chronionego pod nazwą „Puszcza Staropolska”.
  
        Kolejna ciekawostka mykologiczna – wykwit piankowaty, zwany też „masłem czarownicy”. Jest on gatunkiem śluzowca zaliczanego do protistów, czyli nie jest on ani rośliną, ani zwierzęciem ani też grzybem. W Polsce można go spotkać porastającego stare pnie drzew w lasach i parkach. Występuje od lata do późnej jesieni, szczególnie po większych opadach deszczu.

       Przechodząc przez łagodne wzgórz, schodzimy w dół aby dotrzeć do kolejnego ze źródeł. Tym razem jest to jedno z zasileń strumienia Sufraganiec, który w tym miejscu ma swój początek. Tu pojawiło się trochę wody w niecce, ale nadal nie przypomina to bijącego spod ziemi źródełka.

Poniżej, idąc na południe widać już wyraźnie wijący się wąwozami strumień z niewielką kamecznicą.
  
Zbliżając się do czerwonego szlaku, przekraczamy wijący się urokliwie Sufraganiec. Miejscówka ta jest często fotografowana przez ludzi wędrujących po szlaku, więc i ja nie mogłem się oprzeć temu widokowi.

Docieramy do miejsca piknikowego, gdzie podczas można na chwilę przysiąść i odpocząć. Lecz niestety widok psują ścięte drzewa i zryty przez ciężki sprzęt las. Nie wiem dlaczego nadal trwa tu wycinka, skoro obszar ten ma być chroniony?

       Mijamy kolejny pień porośnięty zielonym mchem i „oblepiony” Maślanką wiązkową. Ten gatunek grzybów z rodziny pierścieniakowatych jest trujący, gdyż powoduje zaburzenia trawienne spowodowane podrażnieniem i zapaleniem śluzówki układu pokarmowego. Z powodu bardzo gorzkiego smaku, zatrucia tym grzybem są jednak rzadkie. Dawniej, w medycynie ludowej maślankę wiązkową stosowano w chorobach układu pokarmowego, jako środek wymiotny i przeczyszczający.
 

       Po przejściu przez płytką dolinę, gdzie swoje królestwo mają bobry (opisywałem to miejsce, będąc tu zimą 2023 roku: https://tiny.pl/ck1zg-qf ), przechodzimy przez kolejne wzniesienie, aby na jego południowym skłonie zobaczyć źródło Sufragańczyka. I tu miła niespodzianka, źródełko to nadal bije i ma się całkiem dobrze.
  
Opuszczając ostatnie dziś odwiedzane źródło, skręcamy na wschód aby dotrzeć do szosy na Kielce i czerwonego szlaku. Po drodze przechodzimy przez jeden ze szczytów Wzgórz Tumlińskich – Krzemionki (389m).

Przekraczając ulicę zobaczyć możemy podziwiać widok na „motyw drogi” z fragmentem miasta w oddali.
 
      Po wejściu na szlak znów czekała nas niemiła niespodzianka. Dlaczego droga do zwożenia drewna z lasu musi przebiegać po szlaku turystycznym? Czy lasy państwowe mają nad tym kontrolę? Tak ma wyglądać turystyka piesza w naszym regionie?


Kolejny odcinek czerwone szlaku, ale tu aby go normalnie pokonać, potrzeba mieć ze sobą wodery 😖
  
Powoli zbliżamy się do zabudowań przysiółka Dąbrowa-Osiedla, droga zmienia się w szutrową z licznymi przepustami i odnogami prowadzącymi w las.

       Na koniec wędrówki napotkamy na owocująca Kalinę koralową, zwaną potocznie czerwoną. Jest ona rośliną posiadającą walory lecznicze, głównie stosowaną w leczeniu chorób kobiecych, związanych z problemami zdrowotnymi i bolesnościami w czasie ciąży i menstruacji. Ze względów smakowych nie jest cenioną rośliną jadalną, gdyż zawiera goryczkę. Bywa za to często sadzona w przydomowych ogródkach, ponieważ jej efektowne kwiatostany, jaskrawo czerwone owoce i kolorowe liście, doskonale upiększają otoczenie domu. 

piątek, 8 sierpnia 2025

13.06.2025r.    Lechów - g. Drogosiowa - g. Duża Skała - g. Chełmy - Bieliny

 

       Trasę tą, zrobiliśmy w połowie czerwca, kiedy zrobiło się nawet chłodniej niż zazwyczaj o tej porze. Pogoda była pochmurna, lecz nie zapowiadało się na deszcz. Biorąc dzień wolnego zmówiliśmy się w czwórkę i pojechaliśmy autobusem 206 do Lechowa, skąd zaczyna się nasza wędrówka.

         Wysiadając z autobusu w Lechowie, udajemy się na północ w kierunku niewielkiego przysiółka Łazki, leżącego u podnóża Pasma Bielińskiego. Za naszymi plecami rozlega się widok na niedawno odwiedzane Pasmo Orłowińskie, oddzielone płytką Doliną Kielecko – Łagowską. Pasmo Bielińskie, które będzie bohaterem dzisiejszej relacji, zbudowane jest z piaskowców dewońskich. Od zachodu ogranicza je przełom rzeki Belnianki a po stronie wschodniej przechodząc w Wał Małacentowski, kończy się przy wąwozie Dule. Partie szczytowe porasta gęsty bukowy las z domieszkami jodły pospolitej.

         Po drodze mijamy jeden z ginących już reliktów na polskich wsiach – ocembrowaną studnię z drewnianym zadaszeniem i ręczną korbą z wałkiem.

        Stojąc u podnóża góry Drogosiowa, próbujemy znad łąki wypatrzeć ostatni, zachodni szczyt Pasma Jeleniowskiego – górę Jeleniowską (533m). Niestety spowita niskimi chmurami, skrywa swój wierzchołek.

       Po wejściu w las czeka nas niewielka, około 300 metrowa wspinaczka aby dotrzeć do szczytu Drogosiowa (447m). Jest to oficjalnie najwyższy wierzchołek Pasma Bielińskiego, znajdujący się w połowie wspomnianego pasma. Piszę „oficjalnie”, ponieważ podczas tej wędrówki dokonałem pomiarów na Geoportalu i wyszło, że sąsiedni szczyt Duża Skała jest wyższy o ponad metr. Ponieważ szczyt ten należy do Korony Gór Świętokrzyskich, postawiony jest na nim słup z tablicą informacyjną i kodem QR do skanowania, aby potwierdzić zaliczenie szczytu.

       Tuż za wierzchołkiem góry, zobaczyć można ślady po dawnym łomiku gdzie poszukiwano rud żelaza. Wiele lat temu ze szczytu Drogosiowej można było zobaczyć widoki na sąsiednie pasma górskie, lecz z biegiem lat wszystko zarosło.

       Początek czerwca to czas przekwitania buków i tworzenia się z żeńskich kwiatów - bukwi. Występujące najczęściej w parach są otoczone czteroklapową okrywą. Dojrzewając twardnieją tworząc tzw. miseczkę, w której znajdują się nasiona buka. Orzeszki bukowe obfitują w tłuszcze oraz zawierają pokaźne ilości białka (do 30%). W niektórych krajach, jak np. we Francji, orzeszki bukowe wykorzystywano dawniej jako zamiennik kawy. Orzeszki bukowe są jadalne, jednak w zbyt dużych ilościach mogą okazać się szkodliwe. Surowa bukiew zawiera bowiem związek o nazwie fagina, należący do substancji alkaloidowych i przypisuje się jej działanie toksyczne i halucynogenne. Dlatego przed ich spożyciem w większej ilości należy je wcześniej uprażyć, gdyż proces ten prowadzi do całkowitego rozkładu faginy.
I jeszcze ciekawostka - nazwa buk pochodzi od anglosaskiego boc oraz starogermańskiego Buche i stąd wywodzi się angielskie słowo book, oznaczające książkę. W krajach skandynawskich pierwsze zapiski powstawały na cieniutkich bukowych płytkach oprawianych w okładki z bukowego drewna.
 
      Na szczycie Drogosiowej rośnie m. in. czworolist pospolity, bylina z całorocznym kłączem podziemnym, żyjącym nawet ponad 200 lat. Wszystkie jej części, a w szczególności kłącza są trujące, co stanowi ochronę przed roślinożercami. Roślina ta występuje w żyznych i wilgotnych lasach na terenie prawie całej Europy oraz w syberyjskiej części Azji. Po przekwitnięciu w środkowej części rośliny pojawia się kulisty owoc, który stopniowo przybiera kolor granatowy.
 
      Opuszczamy szczyt Drogosiowej i wąską ścieżką docieramy do niebieskiego szlaku. Dalej wędrujemy szutrową drogą wijącą się pomiędzy ciemnozielonymi bukami i sporadycznie rosnącymi dorodnymi jodłami.
 
        Idąc leśnym duktem docieramy do kolejnego szczytu pasma Bielińskiego – Dużej Skały (444m). Na jej kulminacji znajdują się również wychodnie piaskowców dewońskich, rozczłonkowane i pokryte mchem. Pośród skał stoi żelazny krzyż upamiętniający działania partyzanckie w tej okolicy.
 
       Będąc na szczycie dokonałem pomiarów wysokości na Geoportalu i wyszło na to, że szczyt Duża Skała (448m) jest o ponad metr wyższy od Drogosiowej. Wychodzi na to, iż to on powinien być zaliczony do KGŚ.
 
     Kierujemy się dalej szlakiem na zachód, mijając po drodze polanę z widokiem na pasmo Łysogór z nisko zawieszonymi chmurami. Po lewej stronie widać Łysicę, której szczyt zatopiony jest w chmurze.
 
Kolejny z niewielkich łomików na paśmie.
 
      Śródleśne łąki pokrywają się o tej porze dywanami kwitnących ziół, jak widoczne na zdjęciu bielejące wśród zielonych traw rumianki.
 
      Po zejściu z grani pasma docieramy do szosy i skręcamy na prawo, aby przy zabudowaniach przysiółka Sogi ponownie udać się szlakiem na zachód. Po drodze mijamy poukładane witki wierzbowe, wyglądające niczym dwupoziomowy parking z miotłami dla świętokrzyskich czarownic 
🙂

Jak to na szlaku bywa, jest czas na ciepłą strawę z kija ;)
 
Na zachodnim stoku góry Chełmy, przy skraju lasu robimy krótki popas z ogniskiem. Penetrując szczyt natrafiamy na grupę młodych grabów z ciekawymi odrostami na pniach.
 
      Kolejna mijana łąka i kolejna grupa kwiatów. Tym razem na zachodnim skłonie góry Chełmy rozgościł się kwitnący na fioletowo dzwonek rozpierzchły. Siedliskiem tej światłolubnej rośliny są łąki, polany, obrzeża lasów i parki. Występuje najczęściej na glebach średnio zasobnych i wilgotnych, chociaż może rosnąć także na glebach gliniastych i piaszczystych. W dawnych wierzeniach ludowych przypisywano mu moc przełamywania nieśmiałości między zakochanymi. Wszystkie gatunki dzwonków są jadalne, a korzenie, liście i kwiaty można dodawać do surówek i zup.
 
     Wędrując niebieskim szlakiem w stronę Bielin, zbaczamy z niego aby dotrzeć do ostatniego szczytu Pasma Bielińskiego. Na górze Skała (363m) stoją trzy wysokie metalowe krzyże a od 1981 roku, w kolejne rocznice uchwalenia Konstytucji 3 Maja, odbywają się przy nich msze święte. Z miejscem tym związana jest pewna legenda, jakoby na szczycie góry miał powstać kościół z części skarbu, jaki pozostawił grasujący w okolicy zbój Madej. Po wniesieniu na górę materiałów do budowy świątyni, miejscowi murarze przez siedem dni stawiali mury. Lecz w ostatnią noc jakieś siły nadprzyrodzone przeniosły cały materiał na sąsiednią górę Popówkę i uznając, że to wola boska, na niej wznieśli kościół.
 
      Kierując się spod krzyży na północny-zachód, schodzimy gęstym lasem ku płynącej u podnóża góry rzeki Belnianki. Opływająca od strony zachodniej szczyt Skała, podmyła skarpę odsłaniając skaliste oblicze góry.
 
Idąc wzdłuż koryta rzeki, podziwiać możemy budowę geologiczną tego miejsca, gdzie doskonale widać nachylone pod kątem warstwy piaskowca.
 
Płynące wąwozem wody Belnianki, miejscami mocno wypłukały skalne podłoże, ukazując swą dzikość górskiego potoku.
 
Szukając przebicia do Bielin, Mirek stwierdził że znalazł ścieżkę .......hmmm
 
    Na zachodnim brzegu rzeki, tuż pod wysoką skarpą znajduje się niewielki cmentarz, upamiętniający pomordowanych 9 marca 1944 roku mieszkańców Bielin. 8 marca 1944 roku późnym wieczorem, ponad dwudziestu partyzantów z oddziału AK „Wybranieckich” pod dowództwem Mariana Sołtysiaka „Barabasza” dokonało napadu na posterunek żandarmerii niemieckiej. Po otwarciu bramy przez współpracującego z partyzantką strażnika, okazało się że będąc spóźnionym nie udało się zaskoczyć Niemców. Po krótkiej wymianie ognia, partyzanci zabijając pięciu z żandarmów zmuszeni byli do wycofania się. Akcja zakończyła się niepowodzeniem i ściągnęła na wieś okrutną zemstę okupanta. Żandarmi już tej samej nocy dokonali odwetu na mieszkańcach wsi, w wyniku którego rozstrzelano 20 mężczyzn, mieszkańców Bielin. Jednemu z nich, kiedy to żandarmi poszli po kolejną z ofiar udało się zbiec i przeżył. Ponieważ nie pozwolono pochować ofiar na cmentarzu, na miejscu wykopano wspólną mogiłę i tam zakopano ich ciała. W 1946 roku przeprowadzono ekshumację zwłok, a następnie przeniesiono je na cmentarz w Bielinach.
 
     Przed nami ostatni z punktów rajdu - kościół pw. Świętego Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny w Bielinach (oj długa nazwa ;)). Kościół usytuowany jest na wyniosłym wzgórzu o nazwie Plebanka, ogrodzonym starym kamiennym murem. Został konsekrowany w roku 1643 przez bp. Tomasza oborskiego, sufragana krakowskiego. Murowana i otynkowana świątynia prezentuje manieryzm, okres przejściowy między renesansem a barokiem, zwany również stylem wczesnobarokowym. Wzniesiono go w latach 1637–1643 na planie prostokąta. W roku 1838 świątynia została rozbudowana ku zachodowi, zyskując wówczas klasycystyczną, trójosiową fasadę główną. Do najcenniejszych zabytków ruchomych kościoła należą: renesansowy dzwon wykonany z brązu w 1589 roku, obraz w ołtarzu głównym – Święta Rodzina w typie flamandzkim datowany na XVII wiek, wczesnobarokowa chrzcielnica z wapienia chęcińskiego z połowy XVII wieku, XVII wieczna srebrna ze złoceniami puszka liturgiczna na komunikaty, barokowy krucyfiks ścienny z I połowy XVIII wieku oraz inne zabytkowe przedmioty.
 
       Prezbiterium kościoła jest dwuprzęsłowe, z widoczną na tyłach świątyni półkolistą absydą. Od południa do bryły kościoła przylega mała kruchta, a od północy zakrystia z nadbudowanym XIX wiecznym stryszkiem. W skrajnych osiach frontowej fasady, znajdują się dwie półkoliste nisze, w których umieszczono posągi świętych - Piotra i Pawła. I tu pod kościołem w Bielinach kończy się nasza wędrówka. 
 
Na koniec zamieszczam mapka z przebytą trasą, liczącą ok. 11 km. Na Pasmo Bielińskie zamierzam ponownie wybrać się w zimowych klimatach, aby zobaczyć inne jego oblicze.