sobota, 5 września 2026

 26.05.2026r.   Grochowiska - rezerwat "Pieczyska" - Pasturka - Pińczów

          Trwa upalne lato z krótkimi przerwami na nieco chłodniejsze dni. Jak to ostatnio u nas bywa, deszcz pada sporadycznie dzięki frontom burzowym, a jak już pada to jest zazwyczaj gwałtowny i ulewny. Niejednokrotnie wspominałem, że latem rzadko wybieram się w dłuższe trasy, czasem jakieś bliższe wypady aby ruszyć się poza miasto. Poza tym jeśli jest w miarę chłodniej, to wybieram rower a w gorętsze dni, organizujemy ze znajomymi spływy pontonowe po Nidzie. Opisywana dziś trasa to taka trochę „zawieruszona”, jeszcze z maja. Ale warto o niej wspomnieć, może ktoś jesienią skusi się wybrać w te okolice. Zapraszam więc na spóźnioną „majówką” z widokami z Garbu Pińczowskiego. 

      Powstały w 1986 roku Nadnidziański Park Krajobrazowy znajduje się w obrębie Niecki Nidziańskiej. Obejmuje swym zasięgiem środkowy i dolny fragment Doliny Nidy, Nieckę Solecką i część Garbu Pińczowskiego. Został utworzony dla zachowania unikatowych zespołów zjawisk i form krasu gipsowego. Związany jest między innymi z występowaniem warstw skał wapiennych i gipsowych, tworzących pofalowany krajobraz z licznymi, malowniczymi wzgórzami. Dominującym elementem krajobrazu jest oczywiście nasza piękna rzeka Nida z jej licznymi meandrami i starorzeczami. Aby dotrzeć do tej uroczej krainy, najlepiej udać się pociągiem do stacji Grochowiska, skąd można wyruszyć w trasę. 

       Ze stacji kolejowej ruszamy niebieskim szlakiem na zachód, przechodząc przez niewielką wioskę Grochowiska, którą opisałem podczas poprzedniej wizyty. Wspomnieć należy tylko, iż okoliczne pola i lasy były świadkami wielkiego zrywu powstańczego, czego pamiątką są liczne pomniki i mogiły upamiętniające poległych żołnierzy. 18 marca 1863 roku na pobliskich polach odbyła się jedna z najkrwawszych bitew Powstania Styczniowego, zakończona pyrrusowym zwycięstwem Polaków, lecz okupiona ogromnymi stratami.

         Wędrując szlakiem przez las, mijamy po drodze jedną z takich powstańczych mogił. Szacuje się, że podczas bitwy pod Grochowiskami w 1863 roku zginęło około 300 powstańców. Również po stronie rosyjskiej odnotowano podobne straty. W czasie tych krwawych starć, ciężkie straty ponieśli m.in. elitarne oddziały Żuawów Śmierci. Nazwa „żuaw” pochodzi od arabskiego słowa zuāwa – określającego etniczny szczep Kabylów z Algierii. Z niego to wywodził się oddział lekkiej piechoty w armii francuskiej, na wzór którego nazwano słynny oddział z czasów powstania styczniowego. Nazwa „Żuawi Śmierci” wynikała ze składanej przysięgi, która głosiła, iż żołnierze ci podczas walki nigdy się nie cofną ani nie poddadzą, a jedyną drogą jest zwyciężyć albo zginąć.

        Podczas pobytu w leśnych ostępach, natrafić możemy na wbite w ziemię drewniane pale z bryłą soli na ich wierzchołku. Sól, jako źródło mikroelementów koniecznych dla prawidłowego rozwoju zwierząt i utrzymania ich w dobrej kondycji zdrowotnej, pod wpływem wilgoci rozpuszcza się i spływa po słupku. Zamieszkujące w lasach dzikie zwierzęta, chętnie wtedy taką spływającą sól zlizują, uzupełniając potrzebne dla organizmu składniki. 

Kierujemy się dalej na zachód, by dotrzeć do niewielkiego rezerwatu „Pieczyska”. Teren ten jest w większości porośnięty lasem, lecz trafiają się też i zielone łąki, pełne soczystej o tej porze roślinności.

      Rezerwat przyrody „Pieczyska” o powierzchni 40,41 ha został utworzony w roku 1999. Przedmiotem tutejszej ochrony są śródleśne torfowiska z torfotwórczym lepiężnikiem różowym i innymi chronionymi roślinami, jak turzyca czy kruszczyk błotny. 

          Teren rezerwatu porasta las mieszany ze świerkiem pospolitym i jodłą oraz zarastające brzozą i sosną torfowiska, powstałe przy wylewie pobliskiego strumienia Czarna Rzeka. Na ich terenie występują rośliny chronione, takie jak: storczyk kukawka, wawrzynek wilczełyko czy pełnik europejski. Poszycie leśne w rezerwacie „Pieczyska” porastają liczne paprocie, min. Orlica pospolita. Jako ciekawostka warto wspomnieć, iż kłącze orlicy i młode liście po przetworzeniu są jadalne. Same kłącza zawierają w sobie do 60% skrobi, z których wytwarzało się dawniej mąkę. Zwyczajowa nazwa polska wywodzi się od wyglądu wiązek przewodzących na przekroju ogonka liściowego, które przypominają postać orła. 
 
          Opuszczamy leśne ostępy aby udać się w stronę wsi Pasturka, by dotrzeć na południowy skłon Garbu Pińczowskiego. Stąd rozciągają się wspaniałe widoki na dolinę Nidy i widoczne w oddali lasy Kozubowskiego Parku Krajobrazowego. 
 
         Na pofalowanych, południowych skłonach wzgórza, prócz pół uprawnych występują rozległe łąki porośnięte bogatą roślinnością ciepłolubną. Występuje tu m.in. Wilczomlecz sosnka, bylina z rodziny wilczomleczowatych. Rośnie na stanowiskach słonecznych, murawach kserotermicznych, suchych łąkach, przydrożach i na skrajach lasów, preferując gleby piaszczyste i ubogie. Cała roślina jest niebezpieczna, gdyż zawiera drażniący, biały sok mleczny, który w kontakcie ze skórą lub oczami może wywołać silne podrażnienia i oparzenia. 
 
      Kontynuujemy dalej naszą wędrówkę polnymi drogami w kierunku Pińczowa. Urokowi tutejszego krajobrazu dodaje kwitnący o tej porze roku dziki bez. Jego baldachy kwiatowe chętnie zbierane są na aromatyczny syrop, zdrowotne napary, domowe nalewki lub chrupiące placuszki w cieście naleśnikowym. Kwiaty te mają miodowy zapach i wspomagają przy przeziębieniu. 

Idąc pośród pól uprawnych, podziwiać możemy z lewej strony rozległą dolinę Nidy, a po prawej łagodne zbocza, soczyście zielonego Garbu Pińczowskiego.  

Na chwilę zagłębiamy się w las, aby złapać trochę ochłody od palącego słońca i zrobić krótki popas z ogniskiem. 

Po krótkim odpoczynku i posileniu się ruszamy dalej w drogę. Za nami widać fragment wzgórz przez które przewędrowaliśmy. 

        Jednym z rezydentów tutejszych nasłonecznionych łąk, jest Macierzanka piaskowa - bylina z rodziny jasnotowatych, bliska krewna tymianku. Roślina ta płożąc się tworzy gęste, pachnące poduszki o purpurowofioletowych kwiatach. Macierzanka rośnie na suchych, słonecznych i piaszczystych terenach oraz murawach naskalnych tworząc piękne barwne kobierce. Ceniona jako ozdoba skalniaków i roślina miododajna, wykorzystywana jest również w ziołolecznictwie, stosowana przy dolegliwościach trawiennych i kaszlu.

Z grani Grzbietu Pińczowskiego podziwiać możemy panoramę Pińczowa i meandrująca za miastem Nidę.
 
        Powoli zbliżamy się do ostatniego punktu naszej dzisiejszej wędrówki. Na niewielkim cyplu, zwanym Góra św. Anny (258m) znajduje się niewielka kaplica. Wzgórze, na którym się znajduje, położone jest na północ od centrum miasta, naprzeciw kolejnego wzgórza z pozostałościami fundamentów dawnego zamku Oleśnickich w Pińczowie. W przeszłości budowla otoczona była umocnieniami i stanowiła część systemu fortyfikacyjnego pińczowskiego zamku. 
 
      Kaplica św. Anny wzniesiona została w stylu manierystycznym około 1600 roku według projektu włoskiego architekta Santi Gucciego. Fundatorem budowli był margrabia Zygmunt Myszkowski przy współudziale członków pińczowskiego Bractwa św. Anny. Kaplica o wysokości 13 metrów wzniesiona została na planie kwadratu i przykryta jest kopułą z latarnią. Z dawnego wyposażenia wnętrza zachowała się kamienna kropielnica z XVII w. Gzyms pod kopułą zdobiony jest ciekawymi wiązkami owocowo-kwiatowymi. Obok kaplicy, na wzgórzu znajdują się powstałe w pierwszej połowie XIX wieku kamienne figury świętych: św. Pawła, św. Tekli oraz Michała Archanioła. 
 
        To co widzimy współcześnie to tylko fragment dawnej budowli. W XVIII w. zaniedbana kaplica uległa zniszczeniu, tracąc wówczas część bryły budynku, oraz cztery wieżyczki narożne, które odpadły. Na podstawie rysunku szwedzkiego dyplomaty i kartografa - Erika Jönssona Dahlbergha z 1657 roku, za pomocą sztucznej inteligencji stworzyłem cyfrową rekonstrukcję dawnej świątyni.

         Opuszczamy malownicze wzgórze i schodzimy stromo w dół udając się do miasteczka. Pińczów to prywatne miasto szlacheckie lokowane w 1428 roku. Początki osady związane są z pobliskim kamieniołomem, przy którym istniał niewielki gród obronny, zniszczony prawdopodobnie przez Tatarów w 1241 roku. Po jego zniszczeniu, w połowie XIV wieku na jego miejscu wzniesiono gotycki zamek, u stóp którego rozwinęła się osada Piędziców, przemianowana następnie na Pińczów. W XVIII w. Pińczów był jednym z ważniejszych ośrodków żydowskich w Małopolsce. Pozostałością po tych czasach jest widoczna na zdjęciu Synagoga Stara, wybudowana w latach 1594–1609, jedna z najstarszych synagog zachowanych w Polsce. 
 
        W czasie II Wojny Światowej i w okresie powojennym, historyczne nekropolie w Pińczowie uległy zniszczeniu, a kamienne płyty nagrobne rozkradziono lub wykorzystano jako materiał budowlany. W 1983 roku z inicjatywy opiekującego się obiektem muzeum, ocalone kamienne fragmenty płyt nagrobnych z inskrypcjami w języku hebrajskim umieszczono w murze okalającym dziedziniec bóżnicy. Tworzą one dziś lapidarium upamiętniające żydowskich mieszkańców Pińczowa. 
 
        W drodze na dworzec busów przystajemy na chwilę, aby poczuć chłodny powiew od wody. Pińczowski zalew to sztuczny zbiornik wodny powstały w 1973 roku i zaadaptowana po dawnym starorzeczu Nidy. Ma powierzchnię 11,35 hektara a średnią głębokość ok. 2 metrów. Jego głównym zadaniem jest retencja, ochrona przed powodzią oraz stworzenie miejsca do rekreacji dla mieszkańców miasta. Zalewem opiekuje się koło PZW z Kielc, a amatorzy wędkowania mogą złowić tu karpia, lina, sandacza, amura czy szczupaka. W wodach akwenu żyją także cztery gatunki małży, z których dwa zaliczane są do Globalnej Czerwonej Listy Gatunków Ginących i Zagrożonych.

wtorek, 25 sierpnia 2026

 22.05.2026r.   Zalew "Lubianka" - Wykus - "Lubianka"

          Sezon na wiosenne wędrówki rozkręcił się nam na dobre. Coraz więcej ludzi przemierza świętokrzyskie szlaki lub jeździ na rowerach. Ostatnia inicjatywa z powołaniem Górskiej Korony Kielc, jeszcze bardziej zachęciła do poznawania pięknych okolic naszego miasta. Korzystając z pięknej, słonecznej aury postanowiliśmy we trzech wybrać się w okolicę Starachowic. Jednym z celów, był dawno przeze mnie nie odwiedzany rezerwat „Wykus”, oraz chęć zobaczenia słynnego zalewu na Lubiance, który nieźle nas zaskoczył. 

        Powstały w latach 80-tych, na spiętrzeniu wód rzeki Lubianka zbiornik, zajmuje około 27 ha, natomiast całkowity obszar terenu rekreacyjnego z jego otoczeniem to blisko 40 ha. W miejscu zwanym Kozi Ogon znajdowały się rozległe, podmokłe łąki oraz tereny leśne na obrzeżach Starachowic. W latach 50-tych XX wieku obszar ten zaczęto przekształcać w tereny rekreacyjne, a w połowie lat 80-tych utworzono pierwszy sztuczny zbiornik wodny. Po trzech dekadach istnienia, między innymi dzięki działaniom bardzo dobrego gospodarza Starachowic, którym niewątpliwie jest młody i energiczny prezydent Marek Materek, teren ten przeszedł niesamowitą metamorfozę. Za sprawą wielomilionowej rewitalizacji, został przekształcony w nowoczesny kompleks rekreacyjny "Port Lubianka", który stał się turystyczną perełką naszego województwa. Obecnie oferuje czystą, zagospodarowaną plażę, nowoczesne mola, trasy rowerowe i spacerowe, oraz bogatą ofertę sportową - boiska, siłownie plenerowe, wakeboarding czy wypożyczalnię kajaków.

 

       Śmieszy mnie pojawiające się w prasie i na prasowych portalach, określenie nadane naszemu zalewowi w Cedzynie – „Świętokrzyska Madera”. Porównując go do opisywanej Lubianki, prezentuje się naprawdę bardzo mizernie. Co prawda trochę „drgnęło” w ostatnich latach w temacie ucywilizowania Cedzyny, powstały punkty gastronomiczne, parking i krótka, jak dla mnie za krótka ścieżka rowerowa. Lecz nadając podobnym zalewom nazwy znanych kurortów, to ten pod Starachowicami powinien analogicznie do Cedzyny nazywany być ”Świętokrzyską Copacabaną” albo Saint-Tropez :) Oj wiele potrzeba jeszcze zainwestować w nasz podkielecki akwen, aby mógł dorównać Lubiance, nie wspominając już Sielpi. Ale wiadomo: kasa i własność terenu należąca do dwóch gmin.

        Przechadzając się wokół zalewu po solidnie zbudowanych ścieżkach i pomostach, podziwiać możemy jego różnorodne otoczenie. Po północno-wschodniej stronie zbiornika, kładka przechodzi przez niewielki smug, z rosnącymi na brzegach dorodnymi olchami.

Naprzeciw "Portu Lubianka" znajduje się porośnięty trzcinowiskiem łagodny brzeg oraz Harcerski Ośrodek Obozowy "Lubianka".
  
       Idąc ścieżką wzdłuż brzegu, towarzyszyła nam ciekawska pliszka. Pliszka siwa to niezwykle ruchliwy mały ptaszek, który słynie z charakterystycznego, ciągłego kiwania ogonem. Jest to bardzo pożyteczny ptak, gdyż zjada mnóstwo uciążliwych owadów. Ptaki te uwielbiają sąsiedztwo człowieka i potrafią założyć gniazdo w nietypowych miejscach: w szczelinach murów, pod dachówkami, na stertach desek czy porzuconych, starych maszynach rolniczych. Pomimo swych niewielkich rozmiarów i czyhających na nie zagrożeń, pliszki potrafią dożyć sędziwego wieku. Rekordowa zaobrączkowana pliszka żyła prawie 14 lat! W starożytnej Grecji ptak ten uważany był za symbol magii miłosnej i poświęcony został bogini Afrodycie. Pasterze greccy wierzyli, iż pliszki chronią ich stada, a zabicie tego ptaka ściągnęłoby na nich wielkie nieszczęście.

       Czas opuścić teren zalewu i udać się zielonym szlakiem na południe, przez wspaniałe lasy Sieradowickiego Parku Krajobrazowego. Park ten został utworzony 10 czerwca 1988 roku, a jego powierzchnia wynosi obecnie 12 252 ha. Rozciąga się pomiędzy doliną rzeki Kamiennej od północy i Doliną Bodzentyńską od południa. Jego wschodnią część ograniczają doliny rzek Pokrzywianki i Świśliny, zaś od zachodu dolina rzeki Kamionki. W obrębie parku znajdują się trzy rezerwaty przyrody: Wykus, Góra Sieradowska i Kamień Michniowski, oraz ponad dwadzieścia pomników geologicznych i przyrody.

        Lasy pokrywają około 85% obszaru parku, a dominuje tu drzewostan sosnowy, jodłowy oraz buczyna. Ubogie i piaszczyste podłoże w tego typu borach, sprzyja rozwojowi gęstego podszytu. Wędrując szlakiem podziwiać możemy zielony dywan utworzony z krzewinek borówki czarnej, potocznie nazywanej czarną jagodą, co jest typowe dla świetlistych borów sosnowych.

       Przez ogromny teren sieradowickich lasów, przebiegała dawniej kolejka leśna służąca do przewozu pozyskiwanego z lasów drewna. Lecz nie tylko drewno było tu wywożone. Od wczesnego średniowiecza wydobywano tu rudy żelaza, a lokalne złoża środkowojurajskiej rudy, były w starożytności podstawą lokalnego rozwoju, a następnie w średniowieczu i nowożytnym hutnictwie kruszcowym w całym regionie. Na zdjęciu widzimy pamiątkę po czasach kolejki leśnej, usypany pośród podmokłych terenów nasyp pod dawne torowisko.

      Na terenie kompleksu leśnego zostały pobudowane szerokie drogi szutrowe, służące do transportu drewna i jako drogi pożarowe. Wiem, że na zawsze zostały utracone dawne kręte, leśne dukty i ścieżki, ale taka jest niestety cena cywilizacji.

         Maj to jeszcze nie miesiąc na prawdziwe grzybobranie, ale w runie leśnym znaleźć już możemy różne jadalne gatunki grzybów. Jednym z nich jest polówka wczesna, grzyb saprotroniczny rosnący głównie na resztkach drzewa, trociach, korze czy po prostu w ściółce leśnej. Swe owocniki wytwarza zazwyczaj od maja do lipca. Posiada delikatny, lekko mączny zapach (o ile mąka jakoś pachnie :)) i subtelny smak. Świetnie sprawdza się w sosach, duszony na maśle z cebulką, czy jako dodatek do jajecznicy.

       O tej porze roku wzrok niekiedy przykuwa kwitnący na niebiesko przetacznik ożankowy, znany również "kocie oczy" ze względu na charakterystyczny środek kwiatu. Bywa często uprawiany jako roślina ozdobna, nadająca się na rabaty kwiatowe. Jest całkowicie mrozoodporny i łatwy w uprawie. Nie ma on specjalnych wymagań co do podłoża.

         Wędrując zielonym szlakiem przez sieradowicki las, skręcamy na zachód aby dotrzeć do góry Wykus. Ten spłaszczony, porośnięty lasem szczyt mierzy prawie 324 metry wysokości, co sugeruje zawieszona na drzewie ręcznie wykonana tabliczka.

        Ponieważ czas nas niemiłosiernie popędzał i dało się również słyszeć burczenia w brzuchach, trzeba było lekko skrócić planowaną trasę, aby zejść do polany biwakowej. Szkoda tylko, że musieliśmy odpuścić wizytę na polanie „Wykus” i Kapliczkę Matki Boskiej Bolesnej z Wykusu, ale będzie to doskonały pretekst by znów jesienią tu wrócić. W miejscu tym, corocznie w drugą sobotę czerwca, organizowane są patriotyczne uroczystości z udziałem wojska, kombatantów, harcerzy oraz władz państwowych.

       Pobliskie gęste i przepastne lasy, służyły podczas II Wojny Światowej jako główna baza zgrupowań partyzanckich Armii Krajowej. Formacje Partyzanckie AK "Ponury-Nurt" to jedna z najważniejszych formacji polskiego podziemia, działająca na terenach Kielecczyzny. Oddział sformowany został w czerwcu 1943 roku przez cichociemnego porucznika Jana Piwnika ps. „Ponury”. Po jego odejściu dowództwo przejął inny cichociemny, major Eugeniusz Kaszyński ps. „Nurt”. Partyzanci operowali głównie w siekierzyńskich lasach, w rejonie Pasma Jeleniowskiego oraz wokół Wykusu. Przeprowadzali liczne akcje dywersyjne i paraliżowali niemiecki transport kolejowy. 

W miejscu obozowania oddziałów partyzanckich, po wschodniej stronie polany znajduje się kamienny obelisk z inskrypcją:

»Bogu Wszechmogącemu na chwałę. Świętokrzyskim Zgrupowaniom Partyzanckim Armii Krajowej "Ponury-Nurt" i Cywilnemu Ruchowi Leśników w podzięce«

      Opuszczamy „stolicę świętokrzyskiej partyzantki” i udajemy się tym razem niebieskim szlakiem na północ. Po drodze pokonujemy niewielki w tym miejscu strumień Lubianka, aby dotrzeć do starej, kamiennej drogi.

Przed nami kolejny, bezimienny strumień przepływający pomiędzy kamiennymi przyczółkami dawnego mostu kolejki leśnej.

      Schodząc szlakiem z kamiennego traktu, docieramy do urokliwego miejsca jakim jest „Źródełko Langiewicza”. Według ustnych przekazów, wodę z tego krystalicznego źródła czerpali powstańcy styczniowi w 1863 roku. Przyglądając się temu miejscu, łatwo zauważyć, iż miejsce to ma dwa sąsiadujące zagłębienia, z których przez cały rok wypływa obficie woda, zasilając rzekę Lubiankę.

       Pokonujemy brodem następny z leśnych strumieni, aby dotrzeć do kolejnego historycznego miejsca, związanego tym razem z Powstaniem Styczniowym – „Polany Langiewicza”. Na skraju polany rośnie pokaźnych rozmiarów sosna, otoczona drewnianymi żerdziami na której według legendy generał Marian Langiewicz miał swój punkt dowodzeni. Do jej pnia przymocowana jest żeliwna tablica z wizerunkiem orła i napisem "OBÓZ JENERAŁA MARIANA LANGIEWICZA", upamiętniającą obóz powstańczy z 1863 roku. 

      Opuszczamy historyczne miejsce i udajemy się dalej ścieżką oznaczoną żółtym kolorem. Mijamy po drodze pień ze świeżo rozkopaną wokół niego ziemią. Ziemię zryły najprawdopodobniej dziki w poszukiwaniu larw owadów i pędraków, a miejsce takie często określa się to mianem buchtowania. W rozkładającym się pniu i wilgotnej ziemi żyje mnóstwo larw owadów, pędraków chrabąszczy czy korników, które dla dzików są doskonałym pożywieniem, bogatym w białko. 

Ponownie przechodzimy przez strumień Lubianka, mijając niewielką bobrową tamę. 

Docieramy w końcu do początku naszej wędrówki - zalewu Lubianka i do miejsca zwanego Hohołówka. 

W miejscu gdzie wody strumienia Lubianka zasilają zbiornik, natrafić można na wędkarzy łowiących ryby, jak mawiał klasyk: „w tych pięknych okolicznościach przyrody”.

Na zdjęciu widać wspomnianą przeze mnie jedną z betonowych kładek, które nadają temu miejscu dodatkowego uroku.

       Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na senny o tej porze akwen, z widokiem spod podmytych przez wodę i wiatr korzeni sosny i czas wracać do domu. Planuje w czasie „złotej , polskiej jesieni” ponownie odwiedzić tą okolicę i znów pokazać ciekawostki i uroki okolicznych lasów.

czwartek, 20 sierpnia 2026

18.04.2026r.   Trzcianka - g. Chełmiec - Nowa Słupia - Chełmowa Góra - Rudki

       Doczekaliśmy się w końcu prawdziwej wiosny. Trzeba przyznać, że zima w tym roku „dała nam popalić”, były dni mroźne i śnieżne, a dzieciaki wreszcie poznały czym jest prawdziwa zima. Kiedy zrobiło się już ciepło i zieleń wprost wybuchła, nogi same wyrywają się z domu aby gdzieś powędrować. Myśląc zawsze o Górach Świętokrzyskich, mamy na myśli przede wszystkim pasmo Łysogór, które i ja uwielbiam cyklicznie odwiedzać. Ale ile można chodzić tymi samymi szlakami? Postanowiłem tym razem tylko „liznąć” łysogórskie pasmo, aby dotrzeć do enklawy Parku Narodowego, słynnej Chełmowej Góry. Zapraszam więc na wędrówkę nietypową drogą, przez wschodnie krańce Łysogór.

        Po wyjściu z busa w miejscowości Trzcianka powitał mnie piękny widok, na pobliskie Pasmo Jeleniowskie. Kwitnące na biało owocowe drzewa na tle ciemnozielonych gór, nadawały dodatkowego uroku temu górskiemu widokowi.

      Przechodząc przez szosę do Nowej Słupi wbijamy się w las, aby przekroczyć bramę Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Tu jeszcze nie widać dobrze wiosny, drzewa i krzewy nie zdążyły pokryć się listowiem, ale ciepła aura zapewne szybko pozwoli to nadrobić.

         Po przekroczeniu bramy wędrujemy na północ czerwonym szlakiem prowadzącym na Święty Krzyż, mijając po drodze puszczański las pełen buków i jodeł.

       Łysogóry, to najwyższe pasmo Gór Świętokrzyskich, którego porośnięta wspaniałym lasem grań liczy około 25 km. Zbudowane jest głównie z górnokambryjskich kwarcytów, tworzących szczytową partię grzbietu jak i jego strome stoki, z charakterystycznymi Gołoborzami. Te ogromne rumowiska skalne, powstałymi w wyniku wietrzenia i rozpadu piaskowców kwarcytowych. Największe z tych rumowisk, występują na północnych stokach: pod Łysicą, Agatą i na zboczu Łysej Góry. Ale nie są to jedyne miejsce, gdzie zobaczyć można te niezwykłe zjawiska geologiczne. Podobne gołoborza, choć mniejsze i bardziej zarośnięte istnieją pod Hucką Górą, po południowej stronie góry Chełmiec oraz na zboczu dwukilometrowej grani, pomiędzy Łysą Górą a południowym skrajem lasu.
  
        Najdalej wysuniętym na wschód szczytem Łysogór, jest góra Chełmiec (455m) z długą na ponad 100 metrów granią skalną, stromo podciętą od południa. Poniżej niej, znajduje się całkowicie zarośnięte lasem niewielkie gołoborze.

       Idąc od przysiółka Łazy, dotrzeć możemy do niewielkiego potoku spływającego z obszernego wąwozu znajdującego się po południowym skłonie Łysej Góry. Strumień nazywa się „Słona Woda” i jest dopływem Słupianki, z którą łączy się w okolicach Starej Słupi. W górnym odcinku potoku, znaleźć można typowo kwasolubne okrzemki, jednokomórkowe glony preferujące środowiska o niskim pH.

        Przechodzimy przez zabudowania Łazów a za naszymi plecami roztacza się wspaniały widok na rozległą dolinę Słupianki, z górującym nad nią Pasmem Jeleniowskim.

Po wejściu w las, skręcamy na wschód, aby przejść ścieżką przyrodniczą – „Śladem czarownic, pogańskich kultów i powstańczych kryjówek”.

       Po drodze odwiedzamy miejsce pamięci, zwane „Mogiła nad Skałką”. Pośród wielu kamiennych płyt z nazwiskami pochowanych, znajduje się kamienny obelisk. Na umieszczonej na nim płycie widnieje napis:
„Tu spoczywa około 200 osób z okolicznych wsi, zamordowanych przez okupanta niemieckiego w latach 1939-1945, tylko za to, że byli Polakami. Przechodniu schyl czoło przed prochami bohaterów”.

       Puszcza Świętokrzyska przez wieki była świadkiem wielu potyczek i bitew. Las od zawsze dawał schronienie i wspierał partyzantów w organizowaniu zasadzek na wroga. Na skraju Łysogór powyżej Nowej Słupi, w czasie Powstania Styczniowego w 1863 roku stacjonował tu również ze swoimi oddziałami, generał Marian Langiewicz i toczył swoje bitwy z zaborcą. W budynku schroniska turystycznego w Nowej Słupi, wiosną 1943 roku zakwaterowano 62 Pluton Zmotoryzowany Żandarmerii pod dowództwem Alberta Schustera. Prowadzili oni w okolicy szereg akcji pacyfikacyjnych oraz dokonywali aresztowań ludzi podejrzanych o współdziałanie z ruchem oporu. Schwytanych rozstrzeliwano na Skałce, na granicy Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Część ofiar ekshumowano po wojnie i przeniesiono na okoliczne cmentarze.

        Sprawcą tych mordów na narodzie polskim był ten oto bydlak, z wyglądu sympatyczny 31-letni oficer, Albert Hugo Schuster. Urodzony w Lipsku niemiecki nazista w randze Oberleutnanta, z powodu swej brutalności wykazanej na Kielecczyźnie zwany był w okolicach „katem Łysogór”. Dowodzony przez niego oddział, dopuścił się na Kielecczyźnie mordu na ponad 400 Polakach. Zbrodnie te miały miejsce m.in.: w Hucie Szklanej, Jeziorku, Woli Szczygiełkowej, Psarach i Bodzentynie. Dopiero po wytropieniu go i postawieniu przed sądem w 1973, został skazany na śmierć za popełnione zbrodnie wojenne.
 
„Mogiła nad Skałką” zawdzięcza swą nazwę znajdującym się od wschodniej strony urokliwym wychodniom skalnym, widocznym na zdjęciu w blasku kwietniowego słońca.
 
        Kierując się w stronę wejścia do Parku narodowego od strony Nowej Słupi, mijamy kolejną geologiczną atrakcję - „Skałki Massalskiego”. Owe wychodnie skalne, zbudowane ze starych piaskowców dolnotriasowych, zostały nazwane od nazwiska pioniera turystyki w regionie i współtwórcy pierwszego szlaku turystycznego.
 
       Opuszczamy na chwilę teren Parku Narodowego, aby odwiedzić słynną figurę pielgrzyma. Ta romańska rzeźba klęczącego mężczyzny z XIII wieku, wykuta z kamienia kwarcowego, znana też jako posąg Emeryka, ubranego w strój pielgrzyma. Znajduje się na początku drogi Królewskiej na Święty Krzyż i według legendy, co rok przesuwa się w stronę klasztoru o ziarnko piasku, by odpokutować za swą pychę. Gdy pątnik dojdzie na sam szczyt, nastanie wówczas koniec świata. Inna z legend mówi, iż św. Emeryk podczas polowania w tutejszym lesie ujrzał jelenia z krzyżem między rogami, który został symbolem Świętokrzyskiego Parku Narodowego.
  
         Zdjęcie przedstawia moją rekonstrukcję cyfrową fotografii z lat 1927-1930 z widokiem figury pielgrzyma na tle zabudowań ówczesnej Nowej Słupi. Doskonale widać jak miejsce to zmieniło się na przestrzeni lat.

       Wracamy ponownie na teren Parku Narodowego, mijając po drodze Karczmę Mnicha”, miejsce z prawdziwie regionalnym klimatem, gdzie wystrój na zewnątrz jak i w środku tworzą rustykalną i ciepłą atmosferę.
 
        Na lewo od karczmy, na skraju lasu w pobliżu figury Matki Bożej, znajduje się jedna z trzech kamiennych tablic, będąca w całości „Drogą Pamięci wydarzeń narodowowyzwoleńczych 1861-1863”. Pomnik ten upamiętnia walkę powstańczych oddziałów z atakującymi je carskimi wojskami. 
 
      Z nachylonego na wschód stoku, rozpościera się widok na rozległą dolinę z zabudowaniami Nowej Słupi i przepływającą przez nią rzekę Słupiankę. Na tle doliny, widać kolejny punkt naszej wycieczki – Chełmową Górę.
 
Wędrujemy teraz fragmentem dawnej kolejki leśnej, biegnącym wschodnią krawędzią parku, podziwiając po drodze ciekawą wychodnię skalną.
 
      Na naszej drodze pojawił się niemrawo pełzający Padalec zwyczajny, będący gatunkiem jaszczurki beznogiej. Jest on bardzo pożytecznym i niegroźnym gadem, polującym głównie na ślimaki nagie i dżdżownice. Porusza się wykonując wężowate ruchy ciała i brany jest niestety często za jadowitą żmiję.
 
       Po przebyciu kilkuset metrów skrajem lasu, skręcamy na północ w kierunku wspomnianej Chełmowej Góry. Za naszymi plecami zostawiamy Łysogóry i wędrując ścieżką pośród pół uprawnych i plantacji porzeczek.
 
Kwiecień to okres kwitnienia sadów, które pięknie prezentują się swą bielą na tle świeżej, soczystej zieleni.
  
 
       Tegoroczna susza, mocno daje się we znaki świętokrzyskim rolnikom. Co prawda w tym roku było sporo śniegu, lecz z powodu niskich temperatur i słońca, większość zawartej w nim wody odparowała w atmosferę. Brak wiosennych opadów dodatkowo spotęgował suszę hydrologiczną, co widać po tumanach pyłu z wysuszonych pół uprawnych.
 
Przekraczamy kolejny potok i szosę prowadzącą do Rudek, zostawiając daleko za sobą łysogórskie lasy i widok klasztoru na Świętym Krzyżu.
 
Przed wejściem na teren enklawy Świętokrzyskiego Parku Narodowego – Góry Chełmowej, przechodzimy przez uroczy drewniany mostek na rzece Słupiance.
  
Kolejny popularny widok na „motyw drogi” z widokiem na Święty Krzyż – zaliczony 😉
 
Przed nami brama do Parku Narodowego i czarny szlak na Chełmową Górę. 
 
      Położona na północ od Nowej Słupi - Chełmowa Góra, to najwyższe wzniesienie Pasma Pokrzywiańskiego. Góra pokryta mieszanym lasem z przewagą dębów, buków i modrzewi stanowi schronienie dla 88 gatunków ptaków. Na terenie tego stosunkowo niewielkiego kompleksu leśnego, znajduje się około pięciuset wielkich mrowisk. Najczęściej występującym gatunkiem mrówek, to mrówka ćmawa i rudnica.
  
 
 
        Kopulaste wzniesienie, zbudowane głównie z piaskowca dolnodewońskiego pokryte warstwami lessu, jest naturalnym stanowiskiem Modrzewia polskiego. Wiele z rosnących tu drzew, wiekiem swym przekracza 300 lat, a dwa z najstarszych rosnących tu okazów, datowanych jest na około 350 lat. W wyniku działań wojennych końca II Wojny Światowej, duża część drzewostanu uległa uszkodzeniu, a na ich miejsce zasadzono młodniki. Osobliwością tego lasu, są kształty porastających tu modrzewi, które przybrały „szablisty” i powykrzywiany kształt. Rosnące bez ingerencji człowieka drzewa, w poszukiwaniu lepszego dostępu do słońca wyginają się, co skutkuje nieregularnymi kształtami. Ale jest też i inna hipoteza, mówiąca iż powodem tego zjawiska mogą być zalegające wewnątrz góry rudy żelaza, oraz śladowe występowanie uranu, ale o tym już w dalszej części relacji.
 
        W październiku 2025 roku na terenie Obwodu Ochronnego Chełmowa Góra posadzono wiele młodych, rocznych sadzonek modrzewia polskiego. Działanie to ma na celu czynną ochronę i odnowienie populacji tego gatunku, który posiada tu swoje najstarsze i największe naturalne stanowisko. W akcji sadzenia drzew, pod okiem pracowników Parku, wzięli udział uczniowie i uczennice wraz z wychowawcami Zespołu Szkół Leśnych im. Romana Gesinga w Zagnańsku.
 
        Docieramy do najwyższego punktu wzniesienia, przed nami szczyt Góra Chełmowa (351m). W centralnym punkcie niewielkiej polany stoi pomnik z czerwonego piaskowca, a wokół znajdują się ławki do odpoczynku.
 
      Ów obelisk poświęcony jest pamięci profesora Mariana Raciborskiego, botanika i badacza modrzewi, postawiony w setną rocznicę jego urodzin. To na tej górze Raciborski wyodrębnił gatunek modrzewia polskiego. Zmarły 17 marca 1917 roku w Zakopanem ceniony badacz, pochowany został na zakopiańskim Cmentarzu Zasłużonych - na Pęksowym Brzyzku.
 
        Idąc między opłotkami natrafiłem na taką ciekawostkę konstrukcyjną. To taki domowej roboty złożony ciągnik rolniczy typu "Sam", często nazywany w Polsce "esiokiem". Pojazdy te są konstruowane samodzielnie przez rolników z części pochodzących z innych maszyn i samochodów.
 
Po drodze ze Starego Cząstkowa do przysiółka Zagaje, przekraczamy most na Pokrzywiance z którego zobaczyć można pozostałości młyna wodnego.
 
       Skręcają lekko na wschód, dochodzimy do stromej ściany wzgórza, zwanego „Skarpą Zapusty”, podciętego przez płynące wody rzeki. Wzniesienie okalające niewielką rzekę Pokrzywiankę, stanowi enklawę Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Na porośniętych przez murawy kserotermiczne zboczach, widoczne są pochylone pod kątem wychodnie wapieni dewońskich. Miejsce to różni się od pozostałych stanowisk morfologicznych, znajdujących się na terenie Parku. To przez swą odmienną budową geologiczną, powstałą ze skał węglanowych, a nie krzemionkowych jak w pozostałych częściach parku. Warunkuje to rozwojem innych zbiorowisk roślinnych i zwierzęcych.
 
       I docieramy do ostatniego punktu naszej wędrówki, do pozostałości po kopalni w Rudkach. Początki tego miejsca, o nazwie Osiedle Rudki to lata dwudzieste XX wieku. Polski geolog i paleontolog, profesor Jam Samsonowicz potwierdził w rejonie Nowej Słupi występowanie rud żelaza: hematytu, syderytu i pirytu. Stąd też pochodzi nazwa tego miejsca - „Rudki". Lecz rudy żelaza wydobywano tu już w starożytności, o czym świadczą przeprowadzone badania archeologiczne. Pierwsze ślady działalności górniczej pochodziły z I-III wieku naszej ery, co wykazały badania prowadzone m.in. przez Kazimierza Bielenina, jednego z odkrywców starożytnego hutnictwa w Górach Świętokrzyskich. Wyrobiska, narzędzia i fragmenty obudowy starożytnych szybów znajdowano nawet na głębokości ponad 30 m. Jest to więc najstarsza znana podziemna kopalnia rud na ziemiach polskich. Eksploatację wykorzystywanego do produkcji kwasu siarkowego pirytu, prowadzili podczas okupacji Niemcy. Przed wycofaniem się zalali kopalnię, ale po oczyszczeniu udało się ją szybko uruchomić i wznowiono wydobycie. Pewnym skrywanym w minionej epoce faktem, jest to iż w Rudkach prócz pirytu wydobywano również rudę uranu. Kopalnia była jedną z pięciu kopalń w Polsce, poza Sudetami, z których ten strategiczny surowiec wywożono do ZSRR. Po odkryciu złóż siarki w okolicach Tarnobrzega, piryt przestał być potrzebny i kopalnia w 1971 roku została zamknięta. Aktualnie po dawnych sztolniach i budynkach kopalnianych, pozostały zarośnięte chaszczami fragmenty betonowych obiektów.
 
Na zdjęciu widać wejście do chodników dawnej kopalni pirytu w Rudkach, zamieszczone w internecie przez Pana Piotra Sepioło, niegdyś dyrektora GOK w Nowej Słupi.