sobota, 15 sierpnia 2026

 07.03.2026r.   Cisów - g. Włochy - g. Września - Daleszyce

               Pierwsza dekada marca przywitała nas dużą dawką słońca, noce były jeszcze zimne, ale za to dni stawały się coraz cieplejsze. Po pozytywnych prognozach na sobotę, postanowiłem przejść się po dawno nie odwiedzanych okolicach Cisowa. Lecz aby urozmaicić sobie wędrówkę, jak zwykle postanowiłem przejść większość poza niebieskim szlakiem, ale obowiązkowo z zaliczeniem góry Włochy.

Startujemy z drogi krajowej 764 w okolicach przysiółka Duży Bór skąd wyruszamy w stronę Pasma Cisowskiego.

       Pasmo Cisowskie zbudowane jest głównie z kambryjskich kwarcytów, szarogłazów i łupków sylurskich. Strome wzgórza pokryte lasami o charakterze naturalnym, stanowiły w przeszłości schronienie dla powstańców styczniowych (1863–1864) oraz partyzantów oddziału Armii Krajowej „Wybranieccy”w latach 1943–1944. W samym sercu pasma leży niewielka wioska Cisów, otoczona od północy łańcuchem górskim z trzema szczytami: Stołowa, Włochy i Małzna, tworzącymi oryginalny półkolisty grzbiet. Obręb pasma wyznacza na zachodzie dolina rzeki Belnianki, zaś na wschodzie rzeka Łukawka. Pośród tych wzgórz lezy niewielka wioska Cisów, a w centralnej części wioski stoi kościół pw. św. Wojciecha, widoczny w oddali na zdjęciu.

Schodzimy z drogi 764 i kierujemy się na północ gruntową drogą, przez niewielki las i łąki, pokryte w zacienionych miejscach szronem. 

       Jednym z symboli przedwiośnia, jest kwitnący o tej porze podbiał lekarski. Swą medyczną nazwę zawdzięczają właściwościom, które znane były od wieków. Ich liście i kwiaty bogate w śluzy, działają wykrztuśnie i przeciwzapalnie, łagodząc suchy kaszel oraz chrypkę. Lecz z powodu zawartych w roślinie alkaloidów pirolizydynowych, zaleca się ostrożność i krótkotrwałe stosowanie. Odwary z podbiałów stosuje się natomiast do okładów na trudno gojące się rany, oparzenia, oraz do przemywania skóry trądzikowej.
  

         Jak wspominałem wcześniej, w centralnej części Cisowa, na niewielkim wzniesieniu stoi kościół pod wezwaniem św. Wojciecha. Ufundowany został przez biskupa krakowskiego Andrzeja Załuskiego w 1758 roku, zaś formalnie powołany do istnienia w roku 1765. Budowę murowanej świątyni zakończono w 1816 roku, a rok później nastąpiła jego konsekracja. Kościół jest murowany z miejscowego kamienia i otynkowany. Posiada dwuprzęsłową nawę i prezbiterium zamknięte wielobocznie. Harmonijnie zaprojektowane wnętrze, pełne jest scen biblijnych z postaciami figur apostołów i świętych. W barokowym ołtarzu głównych umieszczone są obrazy Ukoronowania Matki Bożej i św. Wojciecha.

       Ale tym z czego słynie cisowski kościół, jest umieszczona na ołtarzu postać diabła pod stopami Michała Archanioła. Rzeźba ta, w ikonografii chrześcijańskiej symbolizuje ostateczne zwycięstwo dobra nad złem, oraz pokonanie buntu przeciwko Bogu. Mieszkańcy Cisowa zadowoleni są z posiadania w świątyni owej rzeźby, która przyciąga turystów, lecz tutejszy proboszcz martwi się zachowaniem zwiedzających, których bardziej interesuje postać diabła, do którego kierują pierwsze kroki, jakby to jemu chcieli oddać hołd.  

 

Opuszczamy teren kościoła i kierujemy się szosą na północ, ku ścianie lasu. Za plecami zostawiamy urokliwą dolinę z senną wioską pośrodku. W oddali widać rozległe wzgórza i lasy, jak widoczne na zdjęciu Pasmo Ociesęckie.

      Odbijając niecałe 300 metrów od szlaku, dochodzimy do najwyższego szczytu Pasma Cisowskiego – Góry Włochy (427m), zaliczanego do KGŚ. Z tą wysokością też jest pewien problem, gdyż będąc na miejscu i dokonując pomiarów GPS, wychodzi wysokość ok 429 metrów. Ale przynajmniej najwyższy punkt zgadza się z tym na mapie. Ciekawostką jest nazwa góry Włochy, która najprawdopodobniej związana jest z obecnością włoskich specjalistów (rzemieślników, budowniczych lub górników) działających w okolicach Gór Świętokrzyskich między XVI a XVIII wiekiem.

      Po minięciu nadajnika BTS zagłębiamy się w las, na teren Cisowsko–Orłowińskiego Parku Krajobrazowego. Powierzchnia parku wynosi 20 693 ha, zaś otulina liczy 25 336 ha. Na terenie parku znajduje się kilka rezerwatów przyrody, występują 52 gatunki roślin objętych ochroną i 15 gatunków niezwykle rzadkich okazów. W parku rosną wspaniałe, blisko 200-letnie drzewostany dębowe i jodłowo-bukowe, jak również stare cisy i jałowce, które uzyskały status pomników przyrody.


        Wracamy na niebieski szlak i podążamy dalej na północny- zachód, w stronę kolejnego szczytu – góry Stołowa (423m). Warto na chwilę zatrzymać się przy martwym pniu starego buka. Drzewo to jest bardzo podatne na rozkład po jego ścięciu, szczególnie w wilgotnym środowisku. Pień starego buka może rozkładać się od kilku, do nawet kilkunastu lat w zależności od wielkości, wilgotności i dostępu grzybów. Do najskuteczniejszych saprotrofów buka, czyli grzybów rozkładających jego drewno, należą boczniak ostrygowaty, szczeciniak żółtobrązowy, korzeniowiec bukowy czy pospolita opieńka. Po ścięciu drzewa lub naturalnej śmierci, następują trzy etapy: zasiedlenie przez grzyby i bakterie które trawią drewno od środka, murszenie - drewno wtedy traci strukturę, staje się miękkie i kruche a na końcu mineralizacja – czyli rozkład do próchnicy i powrót do gleby.

       Po krótkim marszu pod górę, docieramy do granic rezerwatu przyrody „Cisów” im. prof. Zygmunta Czubińskiego. Patron szlaku, prof. dr hab. Zygmunt Czubiński był wybitnym polskim botanikiem, geografem roślin i ekologiem. To również pionier w badaniach nad rozmieszczeniem mchów oraz geobotaniką. Pośmiertnie został uhonorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Rezerwat założony został w roku 1970 i obejmuje powierzchnię ok. 40,58 ha. Chroni naturalne drzewostany bukowo-jodłowe (buczynę karpacką) o charakterze pierwotnym, których drzewa liczą 130–180 lat.

      Przemierzając nasze świętokrzyskie lasy, warto nieraz rozglądać się wokół, aby odnajdywać ciekawe osobliwości przyrody. Tu na przykład oczami wyobraźni zobaczyć możemy zjawisko zwane pareidolia, polegające na dopatrywaniu się w otoczeniu, roślinach, przedmiotach bądź chmurach, znanych kształtów, twarzy lub postaci. Ten oto ścięty i złamany pień drzewa, skojarzył mi się z konikiem szachowym, lub psem z logo sieci sklepów Netto 🙂

       Jedną ze słynnych osobliwości przy szlaku wiodącym przez Pasmo Cisowskie, jest dąb z ciekawą naroślą, zwany niekiedy „ślimakowym drzewem”. Ta deformacja to czeczota, wada drewna powstała w wyniku narośli i zgrubień na pniach drzew, charakteryzująca się zawiłym, plamistym wzorem słojów. Taka deformacja to cenny materiał wykorzystywany w meblarstwie, produkcji instrumentów drewnianych, czy rękodzielnictwie.

        Wędrując niebieskim szlakiem zejdziemy na jakiś czas z niego, aby przejść niedawno powstałą ścieżką dydaktyczną, upamiętniającą stacjonujących w okolicznych lasach żołnierzy oddziału „Wybranieccy”. W latach 1943–1945 na tych terenach działał oddział partyzancki Armii Krajowej pod dowództwem Mariana Sołtysiaka „Barabasza”. Nazwa tej jednostki dywersyjnej - „Wybranieccy”pochodzi od ludzi wyróżniających się, czyli „wybranych” z lokalnych struktur konspiracyjnych za swoją odwagę i działalność. Stoimy właśnie przed pomnikiem upamiętniającym stacjonowanie tych oddziałów. Penetrując okolicę, odnaleźć możemy liczne zarysy okopów, stanowisk ogniowych czy ziemianek.

Dla zainteresowanych zgłębieniem tematu, polecam stronę: akokregkielce.pl/wybranieccy.html


         Wielu z tych dzielnych, młodych ludzi po zakończeniu wojny podlegało represji ze strony komunistycznego aparatu bezpieczeństwa. Działania te miały na celu eliminację struktur niepodległościowych. Żołnierze „Barabasza” byli jedną z najsilniejszych jednostek dywersyjnych Kedywu AK w regionie kieleckim, przez co byli priorytetowym celem dla władz komunistycznych po 1945 roku. W ostatnich latach pojawiły się różne opinie na temat „żołnierzy wyklętych”, lecz nie chcę wdawać się w spory na te tematy.

Zdjęcie z tablicy pamiątkowej w lesie, rekonstrukcja cyfrowa i kolor – własna 😉

Ścieżka dydaktyczna śladami Wybranieckich „Czas w Las”, wije się po północnym skłonie góry Stołowej, kluczą pośród buków i jodeł.

Po drodze na kolejny ze szczytów – Wrześnię (370m), mijamy jeden z kilku strumieni spływający ze szczytowych fragmentów Pasma Cisowskiego.

    W niższych, północnych częściach lasu natrafić można na miejsca z wycinką lasu i pozostawionymi drzewami biocenotycznymi, które pełnią kluczową rolę w ochronie bioróżnorodności. Zapewniają siedliska dla ptaków i owadów, umożliwiają naturalne odnowienie lasu, a w przyszłości stają się cennym martwym drewnem.

        Po drodze do kolejnego punktu naszej wiosennej wyprawy, docieramy do pozostałości dawnego tartaku. Podczas II wojny światowej niemiecki okupant prowadził na tym terenie rabunkową gospodarkę leśną, wycinając ogromne połacie lasu. Na potrzeby obróbki drewna na miejscu, w roku 1940 wybudowany został tartak, który działał do 1944 roku. Ze względu na zbliżający się front wschodni, musiano zakład zlikwidować i przenieść maszyny w okolicę Łodzi.

      Do dziś zachowały się betonowe elementy dawnego tartaku, które są niemym świadectwem ogromu budowli. Do wywożenia ściętych drzew i tarcicy, służyły linie kolejki wąskotorowej, po których pozostały jeszcze przyczółki mostków i nasypy ziemne.

        Kolejną pamiątką jeszcze z czasów wojny, jest jeden z leśnych stawów powstały na potrzeby tartaku. Okupanci spiętrzali tu wodę w zbiorniku wykopanym w ciągu strumienia o nazwie Dopływ, która następnie służyła jako źródło energii wodnej do napędzania maszyn tartacznych. W latach siedemdziesiątych XX wieku staw został powiększony i odmulony, następnie wybudowano trzy kolejne zbiorniki, tworząc system stawów. Akweny początkowo służyły do hodowli ryb, lecz niedozorowane odpowiednio stały się doskonałym miejscem na kłusownictwo.

      Powódź która nawiedziła południową Polskę w połowie lat 90-tych, przerwała groble i przyczyniła się do zniszczenia stawów. Obecnie, po rewitalizacji i utworzeniu paciorkowego systemu połączenia stawów, miejsce to pełni funkcję małej retencji w lasach.

    Na koniec jeszcze mała ciekawostka. Przy czwartym zbiorniku znajduje się obelisk upamiętniający wydarzenie z roku 1926. Wówczas odbył się tu przegląd II Dywizji stacjonującej w obozie letnim w Niwkach Daleszyckich, oraz ćwiczenia wojskowe w których brał udział Marszałek Józef Piłsudski. W cisowskich lasach, nadal można napotkać zapomniane pozostałości dawnych strzelnic artyleryjskich i obozowisk wojskowych z tamtego okresu.


wtorek, 11 sierpnia 2026

 28.02.2026r.   Skorzeszyce - "Świnia Góra" - Górno

               Dni robią się coraz dłuższe, temperatura już tylko nocami oscyluje wokół zera i zaczynają pojawiać się pierwsze wiosenne kwiaty. Biorąc wolny dzień postanowiliśmy wybrać się ponownie w okolicę Daleszyc, a konkretnie na górę o zabawnej nazwie - Świnia Góra. Takich „świńskich gór” mamy w świętokrzyskim nawet kilka. Jedna z nich znajduje się nawet w samych Kielcach i zaliczając się do powstałej niedawno Górskiej Korony Kielc, zyskuje na popularności. Mamy również na terenie Cisowsko-Orłowińskiego Parku Krajobrazowego wzniesienie o oryginalnej nazwie Świński Ryj, na które planuje niedługo się wybrać, odwiedzając je po latach. 

Do miejsca skąd rozpoczniemy naszą foto-wędrówkę, docieramy autobusem miejskim linii 43. Tuż przed samymi Skorzeszycami wysiadamy na niewielkim przysiółku Pipała, skąd udamy się w stronę lasu. Opuściwszy zabudowania, kierujemy się lekko na zachód w stronę górującej nad okolicą Świniej Góry. Po drodze natrafiliśmy na przeszkodę wodną w postaci przepływającej przez drogę rzeki Kakonianka. Jak sama nazwa wskazuje, rzeczka bierze swój początek w okolicach wsi Kakonin, a dokładnie z samym sercu Łysogór, w przełęczy kakonińskiej.

Aby pokonać rzekę suchą stopą, zboczyliśmy lekko z trasy do najbliższej kładki, która znajdowała się dosłownie 100 metrów obok.

Wracamy na poprzednią drogę i wędrujemy dalej na południowy-zachód, leśną szutrową drogą. W prześwitach lasu zobaczyć możemy jedno ze wzgórz Pasma Cisowskiego – górę Krzemionka. O tym, że zima jeszcze całkiem nas nie opuściła, świadczy zalegający śnieg w bruzdach na zaoranym polu.

Ponownie, tym razem celowo schodzimy lekko z trasy, aby dotrzeć nad brzeg wijącej się przez łąki Belnianki. Belnianka to ponad 30-to kilometrowa rzeka, będąca wraz z Lubrzanką źródłowym ciekiem Czarnej Nidy. Jej dopływami są od lewej: Nidzianka, Trupień i Pierzchnianka, zaś od prawej: Hutka, Dajlonka, Bielinianka, Kakonianka oraz Stokowa.

Stojąc na dość wysokim brzegu Belnianki, podziwiamy ciekawe formy lodowe, powstałe z zamarzniętej wody na gałązkach i kłączach sitowia.

Wracamy znów na naszą drogę i po kilkuset metrach dochodzimy pod wschodni stok góry. Teraz ścieżka prowadzi nas dość stromym podejściem w kierunku zachodnim, aby dotrzeć na sam szczyt Świniej Góry (350m). Na jej wierzchołku znajdują się niewielkie wychodnie piaskowców kwarcytowych, z jedną dominującą skałką, na której znajduje się kamień z opisem szczytu. Nazwa góry z pewnością nawiązuje do często spotykanych dawniej miejsc, gdzie wypasano dzikie świnie z wykorzystywaniem lasów bukowych i dębowych, w których żywiły się one spadającymi żołędziami i bukwią.

Czas opuścić górę i udać się w dół, w kierunku kolejnego wzniesienia. Po drodze mijamy przewrócony pień drzewa, prawdopodobnie po zeszłorocznych huraganach.

Po przejściu przez podmokła dolinę i hałdy po dawnej kopalni, docieramy do wieży widokowej. 15-metrowa, drewniana wieża widokowa u stóp góry Podłazianej (343m), została oficjalnie otwarta w czerwcu 2019 roku. Nazwa owej góry wywodzi się od słowa „łaz” – czyli miejsca po wypalonym lub wykarczowanym lesie, przeznaczone na uprawę lub pastwisko.

W miejscu gdzie dziś stoi wieża widokowa i maszt telekomunikacyjny istniały w XIX wieku kopalnie rudy żelaza, stanowiące zaplecze dla zakładu wielkopiecowego w Szczecnie. Złoża rud żelaza rozciągały się wąskim pasem, biegnącym z północnego zachodu na południowy wschód, pomiędzy Brzechowem a Świnią Górą i dalej na wschód za rzeką Belnianką, przez górę Krzemionkę aż po wzgórze Hucisko. Eksploatacja tych złóż była aktywna m.in. w latach 1856–1862, a obecnie są tu pozostałości po dawnych zrobach górniczych. Co ciekawe, najwcześniejsza wzmianka o wydobyciu rudy żelaza na pobliskim wzgórzu Koski (Kózki) pochodzi z 1617 roku.

      Bardziej współcześnie na tym terenie, w latach 1953-1957 działała filia Spółdzielni Pracy „Kwarcyt” z Kielc, zajmująca się wydobyciem piaskowców dolno-dewońskich w na Górze Podłazianej. Ponieważ były to czasy „głębokiej komuny”, a właścicielami kopalni byli niewygodni dla władzy prywatni właściciele, spółdzielnia borykała się z wieloma problemami. Jako akt złośliwości ze strony ówczesnej władzy, zlecono przedsiębiorstwu produkcję kostki brukowej dla powstającego wówczas Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Decydenci w Warszawie nie zważali na braki odpowiednich fachowców jak i koniecznego wyposażenia technicznego. Zignorowano również fakt, iż do wyrobu zamówionej kostki nadawało się zaledwie 2% wydobywanego kwarcytu. Większość urobku zatem musiała być przeznaczana na tłuczeń, na który nie zapewniono odbiorców.

Na kolorowej reprodukcji widać dawną kopalnie kwarcytu z jej kilkoma pokładami i widoczną po lewej Świnią Górę.

wieży widokowej, podziwiać możemy rozległą panoramę w kierunku południowym, z widocznymi zabudowaniami Daleszyce wraz z kościołem. Nad miastem widać bezkresne lasy Cisowsko-Orłowińskiego parku Krajobrazowego, w których znajduje się ciekawy rezerwat bagienny „Białe Ługi”. Szkoda tylko, że wieży nie postawiono w najwyższym punkcie wzniesienia, dwadzieścia metrów wyżej, wtedy widoczne byłyby całe góry świętokrzyskie.

Czas opuścić pokopalniane tereny na których współcześnie porasta gęsty, chaotycznie rosnący las i udać się na najwyższy punkt wzniesienia. Po drodze mój wzrok przykuł widok malowniczego obłoczka na błękicie nieba.

Tuż obok prywatnej posesji, na samej kulminacji góry Podłazianej rozciąga się wspaniały widok na okolicę. Przy dobrej widoczności podziwiać możemy północne zabudowania Kielc, zaś po północnej stronie całe pasmo Łysogór.

Nasyciwszy oczy odległymi widokami, udajemy się dalej na północ w stronę Górna i rozciągającego się przed nim lasu. Zagłębiając się w niego, wędrujemy leśnymi duktami w otoczeniu wspaniałych jodeł rosnących pośród gęstych, zielonych mchów.

A oto i stały element większości rajdów ;)

W połowie drogi, skręcamy na zachód i idziemy drogą szutrową przez las ze zróżnicowanym drzewostanem. 

 

     Droga ta prowadzi nas na skraj lasu, przy którym znajduje się Kopalnia Kamienia „Józefka”. Eksploatowane są tu w sposób odkrywkowy, na pięciu poziomach, złoża wapieni dewońskich i dolomitu. Wysoka jakość oferowanych kruszyw wykorzystywana jest do budowy wielu ważnych dróg, jak choćby naszej „siódemki”. W ostatnich latach roczne wydobycie i sprzedaż kruszywa z kopalni wynosi kilkaset tysięcy ton.

Na zdjęciu z drona widać dwie odkrywki znajdujące się w miejscu dawnej góry Józefka.

Spod wyrobiska udajemy się śródpolną drogą w stronę Górna, mając po prawej stronie widok na królową świętokrzyskich gór – Łysicę.

sobota, 13 czerwca 2026

 21.02.2026r.   Sobków - Staniowice - Mokrsko Górne

               Mamy oto końcówkę lutego, okres zwany w fenologii spodzimkiem. To końcowa faza zimy, przypadająca zazwyczaj na przełom lutego i marca, podczas którego zanika pokrywa śnieżna, a pąki niektórych roślin (np. wierzb) zaczynają nabrzmiewać, co zapowiada rychłe nadejście wiosny. Ale trzecia dekada lutego była nadal zimowa, nocami temperatura spadała sporo poniżej zera, a krajobraz wokół przykryty był białym puchem. Korzystając ze słonecznej aury, która wreszcie po wielu ponurach dniach się pojawiła, postanowiłem przejść planowaną od dawna pętlę wokół Sobkowa. Pofalowane wzgórza, wąwozy erozyjne i wijąca się w zimowej scenerii przez las Nida, kusiły pięknymi widokami.

      Tego słonecznego ale mroźnego dnia wybraliśmy się połazić po Wzgórzach Sobkowsko-Korytnickich. Jest to pas malowniczych wzniesień rozciągających się na zachód od Sobkowa, aż po okolicę Chomentowa. Obszar ten obejmuje rezerwat przyrody Wzgórza Sobkowskie oraz Ostoję Sobkowsko-Korytnicką. Charakteryzuje się łagodnymi wzgórzami, ciepłolubnymi dąbrowami i meandrującą rzeką Nidą z licznymi starorzeczami.
 
     Wędrówkę rozpoczniemy od Sobkowa, niewielkiego miasteczka liczącego około tysiąca mieszkańców. Przywilej lokacji miasta Sobkowa na gruntach wsi Nida nadał w 1563 król Zygmunt August. Założycielem miasta był Stanisław Sobek - starosta małogoski i podskarbi wielki koronny i to właśnie od jego nazwiska pochodzi nazwa miejscowości. Stoimy właśnie na sobkowskim rynku, przed figurą patrona strażaków – św. Floriana z Lauriacum, rzymskiego oficera i chrześcijańskiego męczennika.
 
      Wyruszając z rynku na wschód ulicą Kielecką, docieramy do kościoła parafialnego pw. św. Stanisława. Świątynia została wybudowana w początkach lat 60-tych XVI wieku, przez Stanisława Sobka z Sułowa jako zbór kalwiński. Wzniesiona na planie krzyża, reprezentuje głównie styl wczesnobarokowy. Charakteryzuje się murowaną konstrukcją z dwuprzęsłową nawą oraz węższym prezbiterium, z ołtarzami utrzymanymi w stylu barokowym. Przy kościelnym murze znajduje się murowana dzwonnica z 1843 roku.
 
Przed kościołem, na kamiennym cokole stoi niewielka rzeźba sakralna, przedstawiająca kobietę w długich szatach, co jest typowe dla przedstawień świętych lub Matki Bożej w ludowej sztuce sakralnej.
  
     Opuszczamy Sobków i kierujemy się na północ w stronę porośniętego lasem wzgórza, nazywanego Waligórkami, a oficjalnie Międzygórzem. Geologicznie, wzgórze zbudowane jest z margli i wapieni górnojurajskich w większości porośnięte jest lasem, zaroślami i łąkami. W wąwozie znajduje się niewielki stawik powstały na strudze, której źródło znajduje się opodal.
 
Samo źródełko obudowane jest starą cembrowiną świadczącą o tym, że mieszkańcy od dawna czerpali tu wodę, która wypływa z wapiennych skał i jest bardzo czysta.
 
       Rezerwat przyrody "Wzgórza Sobkowskie" powstał w 2005 roku i zajmuje ponad 37 ha. Jego zadaniem jest ochrona naturalnych krajobrazów, stanowisk roślinności kserotermicznej oraz ciepłolubnych dąbrów. Niestety, mamy tu przykład zaniedbań spowodowanych niekontrolowanym zarastaniem łąk kserotermicznych, przez co walory przyrodnicze tego miejsca zostaną na zawsze utracone. Kiedyś na tych murawach ludzie wypasali owce, które zapobiegały zarastaniu, a dziś pozostała tylko tablica informacyjna, ledwo czytelna i przesłonięta krzakami. 
 
Historyczny widok z góry Galicowej na zbocze Międzygórza i dzisiejszą ulicę Źródłową (kolorowanie własne)
 
Po wyjściu z lasu przed nami pojawia się fragment pól uprawnych z amboną, za którą znajduje się jeden ze szczytów wzgórza – góra Galicowa (291m). 
 
Z tego miejsca kierujemy się na wschód, aby idąc miedzami pośród łąk pokrytych śniegiem, dotrzeć do starego, nieczynnego kamieniołomu.
  
Mijając czynną kopalnię wapienia, niedostępną dla oczu, schodzimy w dół malowniczym wąwozem pośród sosnowego lasu.
 
      Przyglądając się poszyciu leśnemu na nasłonecznionych brzegach wąwozu, zobaczyć można wiele zimozielonych roślin, które otulone śniegiem czekają na wiosnę. Jedną z nich jest Lepnica wąskopłatkowa, z rodziny goździkowatych. Jest byliną dwupienną, rośnie w miejscach silnie nasłonecznionych, w murawach na stokach lub na przydrożach.
 
Po przekroczeniu szosy udajemy się w stronę kolejnego, niezalesionego wzgórza. Latem na północnym stoku wzniesienia, ujrzeć można stado pasących się owiec.  
 
Z wierzchołka wzgórza roztacza się rozległy widok na okolicę. Po północnej stronie widzimy wspomniane wcześniej, czynne wyrobisko kopalni „Wierzbica”.
 
Po północnej stronie góry roztacza się wspaniały widok na pofalowane wzniesienia i otuloną pośród nich wioskę Staniowice. Nad zabudowaniami, pomiędzy dwoma spłaszczonymi wzgórzami Święta Góra i Dodatki, wije się niewielka rzeczka.
 
      Schodząc ze wzgórza, na szczycie którego znajduje się nadajnik GSM, spłoszyliśmy niewielkie stado saren. Gdy sarna jest zaniepokojona lub wystraszona, stroszy sierść na zadzie, co powoduje, iż biała plama widoczna na jej pośladkach powiększa się niemal dwukrotnie. Jest to bezdźwięczny kod dla swojego potomstwa, jak i innych osobników: „Uwaga, niebezpieczeństwo!”.
  
Spoglądając w kierunku zachodnim, dostrzec można wystające nad lasem ruiny dawnego zamku w Mokrsku. 
 
Mijając pola uprawne z pozostawionymi jako poplon suchymi roślinami, przemierzamy zabudowania Staniowic i kierujemy się w stronę Nidy.
 
Po przejściu około kilometra od wsi, docieramy nad Nidę. Rzeka w tym miejscu podmywa stromy, piaszczysty brzeg, meandrując pośród sosnowego lasu. 
 
Na brzegiem rzeki robimy krótki popas z ogniskiem, podziwiając uroki Nidy w zimowych klimatach.
 
Skarpa nad Nidą.
 
 
Czas na długo wyczekiwane ognisko i "giętą z kija"
 
       Wędrując brzegiem rzeki napotkaliśmy na obgryzione przez boby pnie sosen. Gdy w okolicy skończą się drzewa liściaste, bobry zmuszone są jeść korę iglastą. Kora sosny jest dla nich mniej smaczna i zawiera żywicę, ale pozwala przetrwać trudny, zimowy okres.
  
     Ulubionymi drzewami bobrów, stanowiącymi podstawę ich diety (głównie korałyko i młode pędy), są drzewa liściaste o miękkim drewnie. Najchętniej zjadane przez nich gatunki to: topola osika (największy przysmak), wierzba, brzoza, leszczyna, olsza czy też drzewa owocowe. Na zdjęciu widać jak bobry dobrały się do całkiem sporej topoli, która jak widać nie postoi już długo.
 
Zimową porą rzeka ma również swoją niepowtarzalną urodę, beżowo-brązowe uschłe trawy nad brzegami, nadają jej otoczeniu dodatkowego powabu.
 
     Opuszczamy brzeg Nidy i podążamy wałem przeciwpowodziowym w kierunku ostatniego z naszych celów – do ruin zamku w Mokrsku Górnym. I tu mała ciekawostka. Wspomniane Mokrsko Górne jest położone znacznie niżej niż Mokrsko Dolne. A wynika to z historycznej hierarchii oraz ukształtowania terenu wzdłuż rzeki Nidy. Mokrsko Górne (położone nieco niżej przy rzece) było siedzibą wyższą rangą (zamek), natomiast Mokrsko Dolne leży dalej, co w dawnych podziałach często oznaczało "dolną" część majątku.
 
Prawdopodobnie to dawny kamień wiorstowy
  
     Do wspomnianych ruin dawnej warowni, dotrzeć można polną drogą pośród podmokłych łąk. Niestety cały teren zamku jest od lat własnością prywatną i ogrodzony. Można jednak podziwiać malownicze pozostałości gotyckiej budowli z zewnątrz, ewentualnie filmując z drona.
 
      Późnogotycki zamek został wzniesiony przez marszałka wielkiego koronnego - Piotra Kmitę w latach 1519–1526. Obiekt posiadał 4-kondygnacyjny budynek mieszkalny, dziedziniec z gankiem straży ze strzelnicami i otoczony był murem oraz fosę. W południowej części zamku ulokowana była wieża bramna.
 
       W roku 1537 warownia nabyta została przez królową Bonę Sforze i pełniła funkcję strategicznej rezydencji i bazy operacyjnej w jej konfliktach politycznych. Zamek Mokrsko był rozbudowywany pod koniec XVI i w XVII wieku. Pod koniec XVIII wieku zamek przestał pełnić funkcje mieszkalne, został opuszczony i popadł w ruinę.

Foto z drona
 
       A jak mógł ów zamek wyglądać w ubiegłych wiekach? Tu z pomocom przychodzi sztuczna inteligencja, która na podstawie rysunku sporządzonego przez Adama Miłobędzkiego, polskiego historyka architektury i sztuki, stworzyła wizualizację dawnej warowni.