niedziela, 24 maja 2026

13.12.2025r.   Kranów - Żarnowicka - Sikorza - Otrocz - Niestachów

        Wiem i przyznaję się. Jestem nałogowym lasoholikiem i tydzień – dwa, bez przejścia się po lesie, są dla mnie ciężkie do zniesienia. Ostatnio mam fazę na zdobywanie mniej popularnych szczytów i odnajdywanie na nich słupków pomiarowych. Tym razem to już ostatnia zeszłoroczna relacja, wędrówka jeszcze w jesiennych klimatach wokół doliny rzeki Warkocz z zaliczeniem czterech szczytów. Szlak niebieski prowadzący przed Otrocz i Sikorzę pokonywałem już wiele razy, ale teraz zaplanowałem dodatkowo przejście przed dwa sąsiadujące z nimi wierzchołki – Żarnowicką i Kamienną Górę. Zapraszam więc na relację z tego przejścia, jeszcze w ciepłych, jesiennych barwach.   

     Foto-opowieść zaczynamy od drogi 764 prowadzącej z Kielc w stronę Staszowa, dokąd docieramy autobusem linii nr 11. Przy zakręcie w kierunku Kranowa skierowaliśmy się na północ, ku pięknym lasom Nadleśnictwa Daleszyce. Region świętokrzyski to oczywiście wspaniała, prastara Puszcza Jodłowa, Łysogóry czy dzikie lasy Suchedniowsko-Oblęgorskiego Parku Krajobrazowego. Ale są też i inne urocze zakątki naszej Kielecczyzny, jak choćby daleszyckie lasy. Nadleśnictwo Daleszyce zarządza połacią lasów o powierzchni blisko 12,5 tys. hektara. Na ich terenie znajduje się m.in. Pasmo Brzechowskie, pokryte w znacznej części lasami jodłowo- bukowymi, do których to właśnie się udamy
        
Mamy już prawie połowę grudnia a widok złocistym łąk przypomina klimat późnego października
 
Przed wejściem na pierwszy z naszych szczytów do zdobycia – górę Żarnowicką, musimy dotrzeć drogą wijącą się przez pola i podmokłe łąki. 
 
Mamy w końcu kalendarzową zimę, więc widoki oszronionych kępy traw nie powinny nas dziwić. 
 
Przed wejście do lasu jeszcze rzut okiem na górę Telegraf, wystającą nad lasem i niewiele niższy od niej szczyt - Górę Dymińską.
 
       Wspinamy się na Górę Żarnowicką, przemierzając piękny jodłowy las, pełen dorodnych drzew. Stoimy właśnie na jej szczycie (316m), gdzie królują jodły rosnące pośród zielonych mchów, które będą nam jeszcze nie raz towarzyszyć podczas tej wędrówki.
 
Przy niskim, zimowym słońcu jak to o tej porze roku bywa, towarzyszy nam wspaniałe zjawisko śreżogi, kiedy słońce przebija się przez mgłę z parującego lasu.
 
Czasem podczas marszu przez leśne ostępy, natrafić możemy na wycinkę i pozostawione niedbale gałęzie po ściętych drzewach. Zaciskamy zęby i jakoś pokonujemy te niedogodności.
  
Tym razem szczyt Sikorza (361m) zdobywamy od południa - poza szlakiem, pokonując lekko podmokła dolinę. To najwyższe wzniesienie Pasma Brzechowskiego zbudowane z wapieni i dolomitów dewońskich, które porastają mieszane lasy jodłowo-bukowe.
 
Po zdobyciu szczytu kierujemy się niebieskim szlakiem na północny-zachód, w kierunku zabudowań Niestachowa i wijącej się przez wieś rzeki Warkocz.
 
Zbaczając ze szlaku odwiedzamy niewielkie źródełko wybijające na zachodnim skłonie Sikorzy. które swymi wodami zasila rzekę Warkocz
 
     Rzekę pokonujemy przez prowizoryczną kładkę. Warkocz to dość niesforna, górska struga stanowiąca prawobrzeżny dopływ rzeki Lubrzanki. Swoje źródła ma na południowym stoku Łysicy a jej długość wynosi około 17,5 km. Z Lubrzanką łączy się na południe od Sukowa, w miejscu zwanym Krajewczyzna. To tu znajdował się przed wielu laty młyn wodny Kryczka, umiejscowiony na niewielkim stawiku wójtowskim, po którym już niewiele pozostało śladów.
 
     Po przekroczeniu zabudowań Niestachowa przechodzimy przez szosę i udajemy się dalej niebieskim szlakiem lekko na zachód. Przed wejściem w las mijamy łąki pokryte uschniętą nawłocią, która przy nisko padającym świetle słońca, nadawała ciepłego klimatu. 
 
Powoli i mozolnie, coraz wyżej i wyżej wchodzimy na kolejny z planowanych szczytów – Otrocz.
 
     Jesteśmy na szczycie – góra Otrocz (375m) składa się jakby z trzech kulminacji, gdzie w najwyższym punkcie znajduje się drewniany krzyż upamiętniający setną rocznicę Bitwy Warszawskiej. Tak zwana Grupy Otrocza w której skład wchodzi sam szczyt Otrocz, Kamienna Góra, Mazurowa i Zdobiec rozciąga się pomiędzy dolinami rzeki Lubrzanki na zachodzie a potokiem Warkocz na wschodzie. Zbudowana jest z piaskowców i łupków kambryjskich, porośnięta mieszanym lasem z przewagą jodły
 
Schodząc lekko ze szlaku znajdujemy miejsce na krótki popas z ogniskiem, do naszej grupy dołączają jeszcze dwie, wcześniej zapowiadane osoby.
 
Po krótkim popasie, czas ruszyć na południowy-zachód, ku ostatniemu z celów dzisiejszej wyprawy – Kamiennej Góry .
 
Po przejściu ponad dwóch kilometrów przez piękny, jodłowy las docieramy do szczytu Kamiennej Góry (329m). Tu również podziwiać możemy wspaniałe dywany ciemno-zielonych mchów porastające leśne poszycie.
 
       Oczywiście, aby uwiecznić zdobycie tego mało znanego, z dala od szlaków szczytu, robimy sobie pamiątkowe zdjęcie naszych buciorów na tle słupka geodezyjnego. Takie znaki geodezyjne to ustabilizowane w terenie punkty osnowy geodezyjnej, które stanowią podstawę dla wszelkich pomiarów związanych z pracami geodezyjnymi. Ich położenie jest precyzyjnie określone w państwowym systemie odniesienia. Geodeci wykorzystują je do wykonywania pomiarów, obliczania współrzędnych nowych punktów lub tyczenia obiektów budowlanych. Znak ten ma centralny otwór, tzw. punkt celowania, oraz reliefowe napisy, które pomagają w jego identyfikacji i ochronie.
 
       Grudniowe dni są bardzo krótkie, więc czas opuścić piękne lasy daleszyckie i udać się do domu. Schodząc szutrową drogą przeciwpożarową kierujemy się na wschód, aby dotrzeć na przystanek autobusowy w Niestachowie.

 13.11.2025r.   Tumlin Węgle - Grodowa Góra - Wykień - Miedziana Góra

          

        Dziś zaległa, listopadowa wędrówka przez zachodnią, zalesioną część Pasma Tumlińskiego, z wizytą w dwóch kamieniołomach czerwonego piaskowca. 
   
      Naszą wędrówkę zaczynamy od przystanku przy kościele w Tumlinie-Węgle, skąd ruszamy czerwonym szlakiem na zachód. Po lewej stronie z drogi widać w oddali jeden z dzisiejszych punktów na trasie, górę Wykieńską. Pogodę mamy wręcz idealną do wędrówki, jest w miarę ciepło i doskonała widoczność.
 
Dochodzimy do rozstaju dróg, gdzie kierujemy się w prawo, drogą pod górę. Wkraczamy na teren sosnowego lasu z domieszką liściastych drzew, których opadłe liście nadają pięknego, jesiennego klimatu.
 
Idąc dość głębokim wąwozem zobaczyć możemy na jego ścianach warstwowo ułożone czerwone piaskowce. Widać również, jak działały tu ogromne siły natury i przesuwając całe pasma wzgórz, zmieniły kąt nachylenia tych skał. 
 
       Dochodząc do zakrętu zbaczamy na chwilę w prawo, aby dojść do pozostałości starej skoczni. Skocznia ta powstała w roku 1952 roku i była areną kilku zawodów sportowych. Rekord skoczni, który został ustanowiony przez Jana Starzewskiego wynosił 32 metry. Z czasem nieużywany obiekt popadł w ruinę a jego metalowe elementy zostawały sukcesywnie rozkradane.
 
W otoczeniu skoczni zobaczyć można liczne nieduże łomiki, w których wydobywano czerwone piaskowce.
 
      Na jednym z powalonych pni, natrafiłem na pomarańczowego grzyba – Łzawnika rozciekliwego. Miąższ tego galaretowatego osobnika, jest bardzo miękki, wodnisty, bez zapachu i smaku. Po wyschnięciu, łzawnik zamienia się w cienką, ledwie widoczna żółtopomarańczową plamę. Natrafić na niego można przez cały rok, głównie jednak w okresach wilgotnej, deszczowej pogody. Tworzy często duże skupiska na zrzezach pni drzew liściastych i iglastych lub na okorowanych kłodach.
 
       Wracamy na wspomniany zakręt drogi i udajemy się na zachód, aby dotrzeć do kamieniołomu, znajdującego się na wschodnim skłonie Góry Grodowej (ok. 400m). Całkiem do niedawna wydobywany był tu tzw. tumliński piaskowiec, służącego niegdyś do produkcji m.in. kamieni młyńskich oraz wykładania pieców hutniczych. Jeszcze kilka lat temu pozyskiwane bloki skalne służyły do wyrobu płyt chodnikowych, schodów, okładzin elewacji budynków czy do nagrobków.
 
       Przyglądając się z bliska blokom piaskowca, dostrzec można ślady po wierceniach i widoczne w różnych odcieniach warstwy geologiczne. Znajdujące się tu skały, to jedyny w Polsce przykład osadów eolicznych (wydmowych) powstałych 240 milionów lat temu, które możemy podziwiać na powierzchni. Piaskowce charakteryzują się wielkoskalowym, przekątnym warstwowaniem z czerwonobrunatną barwą, pokrytą patyną i mchem.
 
      Ale góra ta skrywa również inne ciekawe miejsce. Przed wieloma wiekami na terenie Góry Grodowej istniało wczesnośredniowieczne grodzisko. Podczas badań archeologicznych natrafiono na pozostałości dwóch chat z paleniskami, datowane na przełom XI / XII wieku oraz XIII wiek. Miejsce to ma również jeszcze wcześniejszy rodowód. To ledwo już widoczne fragmenty wałów kamiennych, które zostały prawdopodobnie zniszczone już przy budowie opisywanego grodziska a następnie w wyniku prac górniczych. Są to pozostałości kulturowe po pogańskich kręgach kamiennych z VIII–IX wieku, podobnych do tych na Górze Dobrzeszowskiej, Łyśćcu czy na odległej Ślęży. Na widocznym zdjęciu z map Lidar, zaznaczyłem na czerwono fragmenty wałów, które niegdyś stanowiły trzy eliptyczne kręgi.  
 
       Schodząc w dół, na dno południowego wyrobiska podziwiać możemy surowe, pionowe ściany czerwonego piaskowca z którego zbudowane jest całe wzniesienie. Opodal szczytu Góry Grodowej (398m) w 1994 roku utworzony został rezerwat przyrody Kręgi Kamienne o powierzchni 2,33 hektara. Przedmiotem ochrony są odsłonięcia dolnotriasowych piaskowców tumlińskich, słowiański obiekt kultowy, krajobraz oraz ciekawa szata roślinna wzgórza. Na terenie rezerwatu rośnie kontynentalny bór mieszany z dominującym dębem szypułkowym i bezszypułkowym, osiągającym wiek 50–70 lat, buki, graby, klony i sosna pospolita. Nad skalnym urwiskiem, widać na zdjęciu niewielką kapliczkę, pod którą zaraz się udamy.
 
     Stoimy przed kamienną kaplicą pw. Przemienienia Pańskiego z 1850 roku, wybudowaną w miejscu wcześniejszej drewnianej kaplicy, która według lokalnych przekazów powstała dla upamiętnienia setnej rocznicy odparcia wojsk szwedzkich. Legenda głosi, iż stacjonujący w pobliżu Szwedzi oblegali grupę polskich rycerzy, którzy zza kamiennych wałów strzelali do nich kaszą. Chcieli w ten sposób pokazać swoim wrogom, jak niezliczone zapasy pożywienia posiadają i są gotowi na długotrwałą obronę. Obecna, murowana kaplica, wzniesiona została w 1850 roku na planie nieregularnego sześcioboku. Nad drzwiami wejściowymi znajduje się wnęka z rzeźbą przedstawiającą Chrystusa. Wewnątrz kaplicy stoi skromny ołtarzyk Matki Boskiej Częstochowskiej. Dach kaplicy wieńczy niewielka wieżyczka z latarenką.
 
Czas ruszać dalej w kierunku kolejnego wzniesienia – Góry Wykieńskiej.  
 
      Po drodze znów zbaczamy ze szlaku aby odwiedzić kolejne wyrobisko, w którym również wydobywany był czerwony piaskowiec. Jego ciekawostką jest wielki, płaski głaz położony na szczycie betonowego słupa. Jest to praca magisterska studenta architektury Jacka Plicha pod tytułem „Ciało”, który wyliczył dokładnie punkt podparcia 13 tonowego bloku granitu. Można by tu rzec – „mieli rozmach ….. studenci” 🙂
 
      Pozostajemy na chwilę w dawnym kamieniołomie i podziwiamy ciekawe formy skalne. Piaskowce tumlińskie to średnio i drobno ziarniste skały kwarcowe o spoiwie żelazisto-krzemionkowo-ilastym z charakterystycznym zabarwieniem, powstałym dzięki związkom żelaza.
 
W dawnych otworach strzelniczych swoje gniazda uwiły sobie pająki.
 
Po zachodniej stronie wyrobiska znajduje się niewielki, kamienny krzyż z krucyfiksem, wykonanym z miejscowego kamienia.


Na drewnianej żerdzi zadomowił się prawdopodobnie Wrośniak różnobarwny, pospolity grzyb który rośnie na martwym drewnie. Owocniki jego często wyrastają dachówkowato, jeden nad drugim.
  
      A tu kolejny ciekawy grzyb, rosnący na obumarłym pniu drzewa - Galaretek kolczasty. Jest to gatunek jadalnego grzyba, podobnie jak uszak bzowy, który smakuje nieco jak ryba i posiada niewyraźny zapach. Można go stosować jako dodatek do sałatek lub do dekoracji wystawnych potraw. Odradzam jednak spożywania go na surowo, gdyż można w ten sposób zarazić się tasiemcem bąblowcem, przenoszonym przez lisy.
 
       Na opadłym liściu dębu, zobaczyć niekiedy można różnobarwne kulki przytwierdzone do jego powierzchni. Są to galasy, znane również jako dębianki lub dębowe jabłka. To patologiczne narośla powstałe w wyniku podrażnienia przez owady, najczęściej galasówki dębianki. Samica owada nakłuwa liść i składa w nim jaja, a galas pełni funkcję ochronną dla rozwijającej się w środku larwy. Zawierają one dużo taniny i dawniej wykorzystywane były jako barwnik lub zaprawa do barwienia.
 
      Czas na mozolną wspinaczkę po ścieżce pełnej rumoszu skalnego, aby wejść na Górę Wykieńską. Zboczyliśmy lekko z czerwonego szlaku, by odwiedzić miejsce w którym znajdowała się kolejna skocznia narciarska.
 
        Druga ze skoczni, znacznie większa powstała w 1956 roku na Górze Łajscowej (obecnie zwanej Wykieńska). Do czasu otwarcia w 1970 roku skoczni narciarskiej na Pierścienicy, był to największy tego typu obiekt w Polsce o punkcie konstrukcyjnym K45, poza Karpatami i Sudetami. Podczas zawodów w skokach narciarskich, najlepszy wynik ustanowił Antoni Wieczorek, polski olimpijczyk z Oslo osiągając odległość 56 metrów. Po zakończeniu użytkowania skoczni przez klub LKS Skała Tumlin, obiekt został zdemontowany.
 
      Po wdrapaniu się (dosłownie) na grzbiet góry, zbudowanej z czerwonych piaskowców triasowych, skręcamy w prawo aby poszukać najwyższego punktu. I tu również jest niezgodność z mapą, ponieważ szczyt Wykieńskiej znajduje się nieco na zachód i ma wysokość 406 metrów (401 na mapach). Na zdjęciu najwyższy punkt tego wzniesienia.
 
        Spod szczytu Wykieńskiej udajemy się czerwonym szlakiem dalej na południe, aby dotrzeć do kolejnego szczytu - Góry Kamień (399m). Ścieżka wiedzie pomiędzy dorodnymi jodłami, rosnącymi w ciemnozielonym poszyciu z mchów.
 
    Nieco na zachód od samego szczytu, warto odwiedzić grupę skał, zwanych „Piekło Miedzianogórskie”. Są to naturalne wychodnie skalne piaskowca kwarcytowego z okresu dolnego dewonu, którym brunatne zabarwienie nadają tlenki żelaza powlekające spękania skał.
 
Występujące tu formy skalne tworzą stromą, nachyloną ku południowi skarpę o długości 15 metrów i wysokości 6-7 metrów. W pobliżu spotkać możemy stanowiska bluszcza pospolitego, objętego ścisłą ochroną gatunkową podczas kwitnienia.
 
      Schodząc z góry opuszczamy tumlińskie lasy i przechodzimy przez zabudowania Miedzianej Góry. Stąd idąc w kierunku południowym docieramy do kolejnej kaplicy górniczej, znajdującej się na niewielkim wzgórzu Buchcina. Kaplica pw. św. Barbary to zabytkowa, XIX-wieczna murowana kaplica ważna dla lokalnej historii górnictwa. Bryła świątyni z dobudowanym w 1922 roku przedsionkiem i portalem z piaskowca, posiada wewnątrz neobarokowe drewniane ołtarze i organy a jej zewnętrzna elewacja została niedawno odnowiona. Obiekt został ufundowany przez mieszkańców i związany z historycznymi kopalniami miedzi na tym terenie. U podnóża wzniesienia na której stoi, znajdowały się historyczne kopalnie i zakłady górnicze. Poszukiwania i wydobycie kruszców w Miedzianej Górze prowadzono z przerwami od przełomu XVI i XVII w do początków XX wieku. Blachą z miedzi pochodzącej z miedzianogórskich kopalń, pokryto między innymi dach Wawelu, po pożarze pod koniec XVI wieku.
 
      Po przekroczeniu drogi krajowej nr 74, przechodzimy na tyły domów, gdzie znajdują się pozostałości po trzech szybach wydobywczych (św. Stanisław, św. Katarzyna i Austriacki II). Ostatni z wymienionych szybów, to historyczny szyb wydobywczy dawnej kopalni miedzi, drążony przez Austriaków podczas I wojny światowej. Był to jeden z głębszych szybów (ponad 90 m), mający na celu eksploatację rud miedzi, cynku i żelaza. Połączony był z szybem "Austriacki I" chodnikiem na głębokości 54 metrów. Ostatnim epizodem górniczym w tym rejonie, były prace poszukiwawcze złóż pierwiastków promieniotwórczych na potrzeby radzieckiego przemysłu zbrojeniowego.

sobota, 11 kwietnia 2026

20.12.2025r.   Bliżyn - "Piekło Dalejowskie" - "Brama Piekielna" - Bliżyn

          

        Kolorowe liście już dawno opadły, słońca jak na lekarstwo a większość dni spowite są mgłami i niskimi chmurami. To znak, że nieuchronnie zaczął się najgorszy okres w roku – przedzimie. W takich klimatach jesiennej szarugi postanowiłem wybrać się w podkieleckie, puszczańskie lasy – w okolicę Bliżyna.
 
„Wstępniak” był, teraz czas na „rozbiegówkę” 😉 
 
       Nazwa miejscowości - Bliżyn, od której rozpoczyna się moja foto-opowieść pochodzi od legendy o św. Jacku Odrowążu, który to miał podczas pielgrzymki na św. Krzyż wypowiedzieć słowa: „... bliżej stąd niż dalej...". Słynny nasz kronikarz, Jan Długosz wspominał, jakoby to sam król Władysław Jagiełło nocował w Bliżynie z 21 na 22 czerwca 1410 roku w ramach wyprawy pod Grunwald. XVIII wiek to szalejąca w okolicy dżuma, która zdziesiątkowała mieszkańców osady. W kronikach zapisane jest, że od 1682 roku Bliżyn przeszedł na własność rodziny Świderskich, a od 1775 roku w posiadanie Małachowskich. W roku 1790 roku osada liczyła 20 domów zamieszkałych przez 125 osób i należała do podkomorzyny Sandomierskiej Ludwiki Potkańskiej. W Bliżynie znajdował się murowany pałac z oficynami, wielki piec, cegielnia, olejarnia, budynek dworski, gorzelnia oraz oczywiście browar. Z rejonem tym związane były również kopalnie rud żelaza, których w pobliskich lasach było wiele. 
 
      Dzisiejszą wędrówkę rozpoczniemy od Zalewu Bliżyńskiego. Po powodzi z 2002 roku cały akwen został na nowo odbudowany, pogłębiony i powiększony. W 2011 roku zakończono roboty budowlane i mający 10,3 hektara zbiornik, został oddany do użytku. Przy zbiorniku wybudowano plac zabaw, boisko do piłki plażowej, amfiteatr i grillową altanę.
 
      Podczas powodzi która nawiedziła całą okolicę, zniszczeniu uległa tama którą również w ramach prac odbudowano. Zapora przed wielu laty służyła do spiętrzenia wód rzeki Kamiennej na potrzeby pobliskiego zakładu metalurgicznego z Wielkim Piecem. Historia przemysłu w Bliżynie ma swój początek w XIX wieku, kiedy na terenie osady istniały zakłady górnicze, które zajmowały się wydobyciem rudy żelaza i produkcją węgla drzewnego. Wybudowane zostały również odlewnie („Salonowa”, „Ludwików”) i „Stalownia” rozkwitające pod rządami hrabiego Ludwika Platera. W okresie międzywojennym, powstały Kieleckie Zakłady Farb i Lakierów, których teren podczas II wojny światowej był miejscem obozu jenieckiego i pracy przymusowej, jako podobóz Majdanka.


Po tych przemysłowych czasach pozostały jedynie ruiny dawnych budynków fabrycznych, domy pracownicze i XIX wieczna wieża ciśnień.

(Fotografia z Katalogu Zabytków Budownictwa Przemysłowego w Polsce 1959 rok, rekonstrukcja cyfrowa AI) 
 
Opuszczamy okolicę dawnej huty i kierujemy się na wschód, wzdłuż koryta rzeki Kamiennej.

      Po północnej stronie Kamiennej, znajduje się wysoka, piaszczysta skarpa przy której wije się uroczo rzeka. W tym spokojnym, oddalonym od domostw miejscu zadomowiły się bobry, podgryzający drzewa.

      Kierujemy się teraz na południe i przekraczając mostem rzekę Kamienną, która łączy się opodal ze strumieniem Kobylanka, wkraczamy na teren Suchedniowsko-Oblęgorskiego Parku Krajobrazowego. Przed nami ogromne połacie pozostałości po dawnej Puszczy Świętokrzyskiej. Powierzchnia parku bez jego otuliny wynosi niespełna 20 000 ha. Został on utworzony w celu ochrony unikatowych zasobów przyrodniczych oraz kulturowych regionu, stanowiących pozostałości Staropolskiego Zagłębia Przemysłowego. Na terenie parku znajdują się źródliska rzek Krasnej, Bobrzy i Kamionki. Największym atutem są porastające na jego terenie lasy, zajmujące ponad 90% powierzchni. Zobaczyć tu możemy potężne jodły i okazałe sosny, buki i graby, zaś osobliwością są tu stanowiska modrzewia polskiego, odnawiającego się z samosiewu. Występuje tu również świerk kolumnowy, jego świętokrzyska odmiana.

      Dziś przejdziemy jedynie niewielki fragment parku, ale zawierający kilka niezwykłych miejsc ze wspaniałymi formami skalnymi, kilkusetletnimi drzewami i pozostałościami po dawnych pracach górniczych. Znajdziemy się również na terenie utworzonego w maju tego roku rezerwatu „Bliżyńskie Lasy Naturalne”, o dość imponującej powierzchni 2965 hektarów. Ochroną objęte zostały lasy o pierwotnych cechach bukowo-jodłowych, z naturalną strukturą wiekową i gatunkową. Występuje tu endemiczny, wyżynny bór jodłowy oraz liczne gatunki roślin chronionych (jak: czosnek niedźwiedzi, parzydło leśne, buławik czerwony czy wroniec widlasty) a także reliktowe owady.

     Po przejściu zielonym szlakiem około dwóch kilometrów, docieramy do pierwszej z atrakcji na trasie, formacji skalnej „Piekło Dalejowskie”. Te oto skałki, to pomnik przyrody nieożywionej, zbudowane z białego piaskowca triasowego, skupione w kilku grupach na długości 130 metrów. Osiągają miejscami wysokość 4 metrów i tworzą kilka nałożonych na siebie pięter - półek skalnych, pokrytych ciekawą roślinnością.

Pomiędzy formacjami skalnymi, zapewne w wyniku zjawisk krasowych powstały pomiędzy skałami wąskie szczeliny i korytarze.

Warto zwrócić uwagę na bogatą szatę roślinną, porastającą tutejsze piaskowce. Wśród zieleni zauważyć można różne gatunki mszaków, preferujące wilgotne środowiska, takie jak bagna, wilgotne łąki i lasy.

      Na opadłych z igieł gałęziach modrzewia, zobaczyć możemy chrobotki, organizmy symbiotyczne, powstające z połączenia grzyba i glonu. Są one doskonałymi wskaźnikami czystości powietrza. Mają krzaczkowatą, rozgałęzioną formę, przypominającą małe krzewinki, często w kolorze szarozielonym.

     Opuszczamy teren „Piekła Dalejowskiego” i kierujemy się teraz bardziej na zachód. Szlak przecina niewielki strumień Zebrza, z krętym i kamienistym dnem. Na wilgotnych fragmentach lasu rozgościło się zielone sitowie. Są to byliny, często spotykane na terenach podmokłych, bagnach lub nad wodami.

      Wędrując szlakiem natrafiliśmy prawdopodobnie na wypluwkę jemiołuszki. Jest to zbity pakiet niestrawionych resztek pokarmu – głównie owoców, nasion, a czasem owadów, wyrzucany przez ptaka w formie wymiotów.

     Docieramy w końcu do największej w tym rejonie osobliwości geologicznej. Słynna „Brama piekielna”, to formacja skalna złożona z piaskowców triasowych, będąca pomnikiem przyrody nieożywionej. Powstała ona najprawdopodobniej w wyniku działania lodowca, który przeszedł przez Góry Świętokrzyskie. Woda spływająca z czoła topniejącego lodowca wypłukiwała szerokie szczeliny w skałach, a z jego powierzchni odpadały przesuwane, ogromne głazy narzutowe. Jeden z takich głazów, mógł nasunąć się na ten skalny korytarz i został tak do dziś.

W wilgotnych borach, pośród ciemnej zieleni odznaczają się kępy jasnych, suchych traw ożywiając ten dzisiejszy mroczny klimat lasu.


    Tuż za piekielną bramą znajduje się rezerwat „Dalejów”, z miejscem zwanym „Stolnia”. Rezerwat Przyrodniczy „Dalejów” powstał w styczniu 1978 roku i zajmuje powierzchnię 87,06 ha. Na jego terenie znajdują się pozostałości XIX wiecznych kopalń i sztuczny wąwóz o głębokości 4 metrów i szerokości 6 metrów. Dawniej przez te tereny, usłane licznymi kopalniami, przebiegała kolejka wąskotorowa służąca miejscowej ludności do transportu drewna i rudy żelaza na potrzeby pobliskiej huty.

A oto wspomniana „Stolnia”, gdzie gwarkowie spod ziemi wydobywali rudę żelaza. Za pomocą AI wygenerowałem zdjęcie, aby pokazać jak to miejsce mogło wyglądać przed laty.

      Po setkach kopalń i mniejszych szybików, rozsianych po bliżyńskich lasach, pozostały do dziś ziemne „kratery” z zasypanymi na ich dnie wejściami do sztolni. Nie wszystkie z nich służyły do opuszczania w głąb kopiących gwarków, lecz były to często oszalowane drewnem otwory wentylacyjne, doprowadzające powietrze do podziemnych chodników.

Czas wracać z najdalszego punktu dzisiejszej wyprawy. Leśnym duktem biegnącym opodal Łysej Góry (323m) kierujemy się na północ.

Po obu stronach drogi rosną okazałe sosny i jodły z zeschniętymi, brązowymi paprociami w podszycie.

    Klucząc szutrowymi drogami docieramy do niewielkiego przysiółka Buk. Za kilkoma domostwami mijamy przy drodze cmentarz z czasów II Wojny Światowej, z pomnikiem poległych jeńców radzieckich. Obóz ten urządzili Niemcy jesienią 1941 roku, na terenie przedwojennej Wytwórni Węgla Aktywowanego w Bliżynie. Przybyłych więźniów czekała na stacji kolejowej wstępna selekcja. Słabych i chorych jeńców od razu zabijano, natomiast pozostałych trzymano w nieogrzewanych halach fabrycznych. Zmuszani byli do niewolniczej pracy w kamieniołomie i tartaku. Pozbawieni odpowiedniej odzieży i wyżywienia, masowo umierali. Nieznana jest dokładna liczba ofiar, lecz szacuje się iż w latach 1941-44 łącznie w obozie zginęło około 7-8 tysięcy jeńców radzieckich, ok. 3000 Żydów i około 200 Polaków.