sobota, 7 lutego 2026

20.10.2025r.   Bolmin - Czubatka - Milechowska - Grząby Bolmińskie - Bolmin

          Gdy na zewnątrz panuje jesienna szaruga zasnuta nisko wiszącymi chmurami, wytworzonymi przez ogromny „zgniły wyż”, miło wrócić wspomnieniami do minionej już, ciepłej i kolorowej jesieni. Pogoda w tym roku była typowo „w kratkę”, piękne i słoneczne dni przeplatały się z jesienną słotą. Należało uważnie śledzić prognozy pogody i przewidywać sprzyjającą aurę do jesiennych wycieczek. W planach na październik miałem do zaliczenia cztery wypady i cel ten został osiągnięty. Dziś zapraszam na drugą z cyklu „złoto-jesiennych” wędrówek, na pętlę a właściwie „podkowę” wokół Bolmina.

      Po ostatnich perypetiach z busami, do Bolmina docieramy prywatnym samochodem. Po zaparkowaniu na przykościelnym parkingu, udajemy się pod mury kościoła. Świątynia usytuowana jest płaskim wzniesieniu - Górze Wrzosowej i otoczona kamiennym murem. Kościół parafialny pw. Narodzenia NMP w Bolminie został wzniesiony w 1604 roku. Zbudowany z lokalnego kamienia w całości otynkowany, pokryty jest trzema dachami: dwuspadowym (nad nawą główną, prezbiterium, kaplicą i kruchtą), namiotowym (nad wieżą kościelną) oraz pulpitowy (nad zakrystią, południową kruchtą i skarbczykiem). Dachy nakrywają kamienne sklepienia: kolebkowe i kolebkowo-krzyżowe. Wewnątrz kościoła znajduje się neorenesansowy ołtarz główny z początku XX wieku z obrazem Matki Boskiej z Dzieciątkiem, zaś w bocznej wnęce kościoła wisi kopia obrazu Matki Boskiej Pocieszenia z XIX-wieczną suknią. Po południowo-zachodniej stronie budowli mieści się drewniana dzwonnica z XX wieku. W bryłę kościoła wmurowane są pociski, które podczas I wojny światowej miały zniszczyć budowlę, lecz nie eksplodowały. Żaden z austriackich pocisków nie trafił w świątynię, co uznano za cud.  
 
 
 
W bolmińskim kościele znajduje się cudowny obraz Matki Bożej Pocieszenia, który jest przedmiotem kultu. Obraz został sprowadzony prawdopodobnie na przełomie XVI i XVII wieku przez jego fundatora, Jana Brzeskiego. W spisie inwentarzowym mowa jest, iż obraz był przyozdobiony srebrnymi sukienkami, co świadczy o dużo wcześniejszym kulcie Maryjnym. Z wizerunku pierwotnego obrazu pozostało jedynie kilka zdjęć oraz kopia wykonana w Krakowie w 1966 r. Kopia ta została umieszczona w ołtarzu głównym, aby chronić inny obraz z wizerunkiem Matki Bożej. Związana jest z tym ciekawa historia. Otóż w roku 1965, ówczesny proboszcz ks. Stanisław Dudkiewicz oddał zniszczony wizerunek Maryi do konserwacji w specjalistycznej pracowni w Krakowie. Gdy konserwator zdjął srebrne sukienki zawieszone na obrazie, zobaczył wtety że farba znajdująca się na drewnianym podłożu odchodzi płatami. Odkrył, że pod malowidłem znajduje się wizerunek Maryi, który został namalowany dużo wcześniej. Swojej decyzji nie konsultował z proboszczem i odnowił pierwotny obraz, który datowany jest na przełom XIV i XV wieku. Parafianie szybko się zorientowali, że obraz ten nie jest oryginałem a „odrestaurowany” nie przypomina dawnego wizerunku bolmińskiej Maryi, czczonej od dawna. Z czasem jednak mieszkańcy pogodzili się z tym faktem i obraz nadal uznawany jest za cudowny. 

     Opodal kościoła, tuż przy drodze znajduje się figura przydrożna otoczona dwoma dębami. W katalogu zabytków, datowana jest na 1 połowę XVIII stulecia. Tworzy ją toskańska kolumna dźwigająca pseudo-latarnię z czterema arkadowymi wnękami. Niestety, w wyniku nieudolnej konserwacji, figura straciła dawne piękno, a pod warstwami tynku zasłonięto misterne profile gzymsów. Eleganckie, drewniane ogrodzenie zastąpiono metalowym płotkiem z prętów, co dodatkowo ją oszpeciło.
 
Opuszczamy „centrum” Bolmina i kierujemy się niebieskim szlakiem na południe. Po drodze mijamy przydrożny krzyż, stojący za dwoma wiekowymi kasztanowcami.
 
Schodzimy szosą w dół i mijamy pola uprawne z kwitnącym jeszcze, jako poplon rzepakiem. W tle widać pierwszy cel naszej wędrówki, górę Czubatkę.

Po drodze do lasu, przechodzimy przez niewielki przysiółek Kresy, gdzie moją uwagę przykuł widok „nagiego” klona, pozbawionego swych złoto-pomarańczowych liści.  

 Podchodzimy pod ścianę lasu gdzie w zacienionych miejscach, po zimnej nocy pozostał jeszcze szron na trawie. 

Po wejściu w las podziwiać możemy jesienną śreżogę, zjawisko kiedy promienie słońca padające przez drzewa widoczne są jako snopy światła prześwitujące przez mgłę. 

     Po dojściu do podnóża wzniesienia, skręcamy na północny-zachód aby dotrzeć na szczyt. Czubatka to kulminacja skalnej grani zbudowanej z górnojurajskich wapieni, której najwyższy punkt mierzy 325 metrów. Na zwieńczeniu góry znajduje się znak geodezyjny, czyli punkt pomiarowy którego współrzędne są precyzyjnie określone. Tuż za nim rośnie wielki dąb, który dzielnie opiera się wichurom.

        Jak już wspominałem, grzbiet góry stanowi wąska skalna grzęda przypominająca górską grań z kilkumetrowymi przepaściami. Zbudowana z jasnych wapiennych skał, w wielu miejscach przybrała ciekawe kształty grzybów, pieczar czy bramy skalnej. Całe otoczenie wierzchołka góry jest pomnikiem przyrody nieożywionej. Czubatka skrywa również pamiątkę po czasach I Wojny Światowej, ciągnące się kilometrami ślady okopów, czy pozostałości kolejnej wojny, zagłębienia po rowach przeciwczołgowych.  

      Opuszczamy szczyt i udajemy się dalej na zachód, niebieskim szlakiem im. ks. Stanisława Hieronima Konarskiego. Jego patron był polskim pijarem (nie pijakiem! :)), pedagogiem, publicystą, poetą oraz kluczową postacią polskiego Oświecenia. Zasłynął jako reformator szkolnictwa, twórca Collegium Nobilium i autor nowatorskiego planu dydaktycznego dla szkół pijarskich. Szlak prowadzi tu długą skalną granią, niestety mocno porośniętą gęstą roślinnością. Pamiętam ze szczenięcych lat, jakie z Czubatki były wspaniałe widoki na wszystkie strony. Aktualnie całe pasmo porasta gęsty, sosnowy las a na jego grani rośnie m.in. widoczny na zdjęciu Szarłak pospolity. To krzew lub małe drzewo, które może osiągać wysokość do 6 metrów.

         W poszyciu leśnym, na zachodnich stokach wzgórza spotkać można pewną zimozieloną bylinę. To Bluszczyk kurdybanek - pospolita roślina z rodziny jasnotowatych, znana z właściwości leczniczych i kulinarnego zastosowania. Ma sercowate, ząbkowane liście, drobne fioletowe kwiaty i rośnie dziko w lasach, na łąkach i przydrożach. W medycynie ludowej bluszczyk jest wykorzystywany przy dolegliwościach trawiennych, oddechowych, a w kuchni jako przyprawa do zup, ziemniaków czy jaj. Jego korzenny smak dobrze komponuje się z zupami (jako zamiennik pietruszki), ziemniakami, jajkami, twarogiem i pieczonym mięsem.

       Po zejściu z grani Czubatki, podążamy dalej lasem na północ, wzdłuż doliny Wiernej Rzeki. Warto zwrócić uwagę na mijany po drodze szeroki rów w lesie, który jest pozostałością po tzw. Pancegramie (nazwa widoczna na starych mapach). "Panzergraben" to niemieckie określenie, które tłumaczy się na język polski jako "rów przeciwczołgowy". Jest to fortyfikacja inżynieryjna – wykop, który utrudnia lub uniemożliwia poruszanie się pojazdom pancernym wroga. Powstał on w czasie II Wojny Światowej i był budowany przez okoliczną ludność, siłą przymuszaną do pracy. Takie rowy ciągną się od okolic ekspresowej „siódemki” pod Brzegami, dalej przez Pasmo Przedborsko-Małogoskie aż do Olesna. 
 
        Zbaczamy na chwilę z trasy, aby dotrzeć do niewielkiego zbiornika wodnego”Zakrucze”. Jego nazwa pochodzi od płynącej przez wieś niewielkiej rzeczki Kruczki, która wpadając do Łososiny, zwanej Wierna Rzeką stanowi jej zachodni dopływ. Sam prawie 30-to hektarowy zbiornik, powstał na potrzeby wybudowanej w latach 70-tych cementowni Małogoszcz, jako wymiennik wody do chłodzenia pieców w procesie produkcji cementu. Oprócz tego, zbiornik służy jako miejsce do spacerów, łowienia ryb i odpoczynku nad wodą, choć w samym akwenie jest zakaz kąpieli i uprawiania sportów wodnych. 
 
Czas opuścić zbiornik z błękitną wodą i ruszać dalej, w kierunku zalesionego pasma góry Milechowy. 
 
       Klucząc leśnymi ścieżkami okrążamy teren prywatny z kilkoma domami w lesie, aby nie zakłócać spokoju i uszanować prywatność. Po drodze mijamy urokliwą kapliczkę nadrzewną, chroniąca być może owe domostwa, przed złymi siłami. 
 
      Teraz ścieżka prowadzi nas przez spłaszczoną skalista grań, pięknie zasypaną kolorowymi, jesiennymi liśćmi. Wędrując nią, towarzyszył nam ich kojący uszy szelest, nadający dodatkowego, jesiennego klimatu. 
 
        Czasem człowiek napotyka podczas wędrówek na różne ciekawostki. Przykładem może tu być mijany w lesie pień drzewa, który swym wyglądem przypominał głowę psa z długą szyją. To przykład pareidolii – zjawiska psychologicznego, polegającego na dopatrywaniu się znanych kształtów, zwłaszcza twarzy w przypadkowych i niepozornych wzorach czy martwej naturze. Częstym tego przykładem jest obserwacja chmur, które dla oglądających przypominają kształtem postacie ludzi, zwierząt czy mitycznych smoków.
 
       Wędrując dalej na północ, wzdłuż wschodniego brzegu wzniesienia, natrafiamy na ciąg krasowy z „Jaskinią Chalcedonitową”. W wyniku zjawisk krasowych, w wapiennej skale powstały wąskie korytarze, przechodzące w szczeliny. Ciąg rozpoczyna się trzema niewielkimi otworami o rozmiarach około 1 metra, owalnym otworem bocznym oraz niewielką studnią. Obecność zwartych skupisk minerałów krzemionkowych sugeruje, iż jaskinia w okresie neolitu była miejscem pozyskiwania krzemieni. Aktualnie jest w większości zasypana rumoszem skalnym i ziemią.

     Docieramy w końcu na kraniec milechowskiego grzbietu, gdzie na betonowym postumencie stoi pomnik upamiętniający śmierć lotnika Kazimierza Brauna, który zginął w katastrofie lotniczej pod Lwowem w 1920 roku. Jego fundatorem jest mieszkający w Milechowach prof. Juliusz Braun, który w ten sposób upamiętnił tragiczną śmierć swego brata. Porucznik Kazimierz Braun był kawalerem Orderu Virtuti Militari, a zginął mając zaledwie 21 lat. Stojący na litej skale monument, to krzyż lotniczy z charakterystycznym drewnianym śmigłem upamiętniającym lotnika, bohatera wojennego. Pomnik został odbudowany w 2016 roku w miejscu zniszczonego w 1935 roku poprzednika.
 
        Po opuszczeniu miejsca pamięci, schodzimy stromym zboczem na dno wąwozu. Wąwóz ten rozdziela trzy dość wysokie szczyty skalne pokryte liściastym lasem – góry Milechowską, Bolmińską i Brodową. Zasypany jesiennym listowiem głęboki jar, muskany ciepłymi promieniami słońca zachwycił nas swym widokiem.
 
W takich jesiennych klimatach, czas się posilić przed kolejną atrakcją na naszej wędrówce. Tym razem bez ogniska, suchy prowiant nawilżany ekstraktem ze słodu i szyszek chmielowych 😉
  
     Stoimy właśnie przed jednym z moich ulubionych miejsc w Górach Świętokrzyskich. Usytuowana na stoku Góry Milechowskiej jaskinia „Piekło Milechowy”, od grudnia 1952 roku chroniona jest jako pomnik przyrody nieożywionej. Wejścia do jaskini strzeże rosnący koło niej potężny dąb, wplatający się korzeniami w skały niczym jej sędziwy strażnik. Całość tworzy niesamowity klimat wart zobaczenia na własne oczy.
  
       Sama jaskinia ma długość 17,5 metra i kształt zwężającego się w głąb, prostego korytarza o owalnym przekroju, zakończonego kolistym wylotem. Oprócz jaskini ochroną objęto również urwisko i wychodnie skalne, ciągnące się na długości ok. 60 metrów i mające wysokość do 8 metrów.
 
We wnętrzu groty podziwiać możemy liczne rzeźby krasowe oraz polewy ze stwardniałego mleka skalnego. Jaskinię zamieszkują różne gatunki owadów oraz nietoperze (mopek, nocek duży, gacek brunatny).
  
      Opuszczamy otoczenie jaskini i kierujemy się wąwozem na południowy-wschód. Po chwili docieramy do samotnej skałki-ambony. Skałka zbudowana jest z wapieni oolitowych a jej przewieszona ściana podcięta jest płytką wnęką – tzw. niszą niwalną. Jest efektem wietrzenia mrozowego, wywoływanego przez zalegający śnieg.
 
Dalej ścieżka prowadząca szerokim wąwozem pnie się lekko w górę. Podczas wędrówki towarzyszą nam promienie słońca padające przez drzewa, nazywane po japońsku komorebi, kojarzone z poczuciem spokoju i harmonii.
 
        Po drodze czeka nas kolejna przyrodnicza niespodzianka – babrzysko. Jest to grząskie miejsce w lesie, gdzie tarzają się zwierzęta (jelenie oraz dziki), zażywając kąpieli błotnej w celu ochłody i aby chronić skórę przed pasożytami i owadami. Tarzanie się w błocie jest dla dzika elementem pielęgnacji, która oczyszcza skórę i sierść. Są dla dzikich zwierząt formą terapii i higienicznego rytuału.
 
Idąc dalej leśną ścieżką skręcamy na chwilę, aby zdobyć jeden ze szczytów należących do pasma Grząbów Bolmińskich – góry Milechowskiej (334m). To dość mocno zarośnięty wierzchołek ze zwieńczającym go słupkiem pomiarowym, z dala od oficjalnych szlaków.
 
Powoli wychodzimy z lasu i kierujemy się w stronę przysiółka Gajówka. W prześwitach możemy obserwować okoliczne wzgórza w jesiennych barwach. 
 
Na zacienionych zakątkach gdzie nie dociera już nisko świecące słońce, po chłodnej nocy na liściach przywrotnika pospolitego pozostała skroplona rosa.
 
        Mijamy szosę z Zajączkowa do Bolmina i ponownie wspinamy się na wzniesienie. Przed nami ostatni etap wędrówki, przez rzadziej zarośnięte wzgórza Grząbów Bolmińskich. Na odkrytych fragmentach pasma, podziwiać możemy rozległe widoki na łańcuchy wzgórz i rozległe doliny. Doskonale widać stąd kościół w Bolminie, spod którego rozpoczęliśmy naszą wyprawę.
 
U stóp pasma Grząbów Bolmińskich widać w dole wieś Bolmin i cmentarne wzgórze, a w oddali górę Czubatkę, którą przemierzyliśmy na początku relacji. Fajnie na tym tle komponowało się jesienne pole, ze śladami wygniecionymi przez pojazd rolniczy.
 
       Październik w tym roku żegnał nas ciepłą aurą, wiele owadów i zwierząt nie myślały jeszcze o zimie. Motyl widoczny na zdjęciu to Rusałka admirał, duży motyl z rodziny rusałkowatych o rozpiętości skrzydeł do 60 mm. Charakteryzuje się czarnymi skrzydłami z szeroką, czerwoną lub pomarańczową przepaską oraz białymi plamkami. Cętkowany spód skrzydeł pozwala owadowi na kamuflaż, kiedy motyl je złoży. Rusałka admirał żywi się nektarem kwiatów, a także fermentującymi owocami, a jej gąsienice żerują na pokrzywie zwyczajnej i chmielu.
 
Opuszczany wapienne wzgórza i schodząc łagodnie na południe kierujemy się w stronę Bolmina.
 
Po drodze próbujemy odwiedzić ruiny dawnego pałacu obronnego, lecz są tak zarośnięte, że szkoda ubrań na przedzieranie się przez krzaki. 
 
Dwór w Bolminie z początku XX wieku (na podstawie starej ryciny powstało zdjęcie dzięki AI)

Renesansową budowlę wzniesiono w 2 połowie XVI wieku, a dzięki kolejnym przebudowom dwór nabrał cech wystroju barokowego i klasycystycznego. W 1 połowie XVIII w. dobudowano zaokrąglony ryzalit na froncie budynku. Podczas I Wojny Światowej salwa artyleryjska poważnie zniszczyła dwór, a w tym samym okresie uszkodzona została również jedna z wież chęcińskiego zamku. Teraz budynek stoi jako ruina, pamiętająca dawne lata świetności. Nowy właściciel chcąc obiekt zabezpieczyć, zamurował otwory okienne, przez co tylko go oszpecił.

04 i 13.10.2025r.   Chęciny - Podzamcze Chęcińskie - Grzywy Korzeckowskie - Jedlnica - Sosnówka - Chęciny

        

        „Złota, polska jesień” rozgościła się u nas na całego. Szkoda tylko, że pogodnych i ciepłych dni jest jak na lekarstwo. Noce są coraz zimniejsze, nastały nocne przymrozki i tylko patrzeć, jak te piękne kolorowe liście szybko opadną. Ale trzeba się cieszyć każdym pogodnym dniem i jak tylko jest okazja ruszyć się z domu. I tak też zrobiłem, umawiając się ze znajomymi wyruszyliśmy na szlak. Relacja ta będzie trochę nietypowa, bo składać się będzie z dwóch osobnych wypadów, ze względu na problem z transportem za pierwszym razem. Ale spokojnie, można cały dystans zrobić za jednym zamachem.
         Oto więc relacja z moich ulubionych okolic Chęcin, i zaliczona pętla po południowo-zachodnich rejonach. Przy okazji wykonałem pomiary szczytów na Grzywach Korzeckowskich i znów się okazało, że podany szczyt w KGŚ nie jest najwyższym w tym paśmie. Ale o tym trochę później.
 
        Po wielkich perypetiach z dojazdem do Chęcin, gdzie jak się okazało bus jeździ w tygodniu nie według rozkładu z września tego roku, lecz według tego z 2019 roku (rozkłady w komentarzu), docieramy w końcu do Chęcin. Kierując się na zamkowe wzgórze, wędrujemy spod kościelnego parkingu  czarnym szlakiem, drogą o ciekawej nazwie „Aleja Miłości”. Czeka nas teraz krótka wspinaczka po stromym zboczu, pośród bukowego, jeszcze niejesiennego lasu.
 
        Po dotarciu na grań Góry Zamkowej skręcamy na moment w prawo, aby dotrzeć pod chęciński zamek. Stoję akurat w miejscu, gdzie dawniej znajdował się most zwodzony i sucha fosa, która utrudniała wejście do warowni. O samym zamku nie będę się rozpisywał, gdyż był opisywany na wielu moich poprzednich wędrówkach.
 
Z wieży zamkowej, jak i spod murów warowni rozpościera się wspaniały widok na okolicę. Patrząc na północny-wschód dostrzec możemy w oddali północne dzielnice Kielc.
 
Po podziwianiu widoków cofamy się czarnym szlakiem na wschód, aby przejść granią i zejść do boiska drużyny piłkarskiej Piast Chęciny. Na zdjęciu widać miejsce, gdzie w latach 1969-1970 stała makieta zamku w Kamieńcu Podolskim, wybudowana na potrzeby filmu „Pan Wołodyjowski”.
 
       Szkielet zamku tworzyły drewniane bale obite workami, wystylizowanymi na prawdziwy kamień. W tamtych czasach większość wzgórza była nie zalesiona, a wystające z ziemi jasne skały wapienne dodawały uroku temu miejscu. Niestety przez dekady cała okolica bardzo zarosła, co według mnie straciło na wartości. Makieta podolskiego zamku stała pod chęcińskim wzgórzem przez kilka lat, przyciągając spore rzesze turystów.
 
        Kierując się ścieżką tuż przy ogrodzeniu boiska, schodzimy w dół w kierunku Podzamcza. Po drodze mijamy bele z sianem, z których powstaje kiszonka dla bydła. To taki symbol współczesnych czasów, gdzie foliowe bele zastąpiły dawne kopki siana, których urok możemy już tylko podziwiać na starych fotografiach.
 
        Mamy już jesień i na krzewach dzikich róż napotkać możemy na dziwne, włochate narośla. Jest to Szypszyniec różany, wybudowany przez larwy owada błonkówki z rodziny galasówkowatych. Samice tych owadów składają w szczytowych pączkach dzikich róż jaja (szypszyny), w których rozwijające się czerwie wydzielają hormony roślinne, powodujące zniekształcenie i przerost tkanek żywiciela. W wyniku czego, zamiast kwiatów i liści powstają duże, włochate narośla z kilkoma larwami wewnątrz. Zimując w nich, na wiosnę po przepoczwarczeniu wygryzają się z nich i odlatują.
 
      Docieramy do zabudowań Podzamcza i na chwilę zbaczamy z trasy, aby odwiedzić pewne tajemnicze miejsce. Tuż za jednym z budynków stojących przy dawnej „siódemce”, znajduje się niewielki stożkowy pagórek, porośnięty trawą z rosnącym na jego wierzchołku drzewem. Owo wzniesienie to według legendy dawny kurhan, zwany przez miejscowych „Górą Araba”. Według przekazów ludowych na polecenia Starosty Chęcińskiego Stefana Bidzińskiego, został usypany grobowiec ziemny w którym złożone zostało ciało jego przyjaciela Araba, z którym starosta uciekł z niewoli tureckiej. Wraz z nim miał być również pochowany koń, który towarzyszył im w tej ucieczce.
 
Przechodząc przez jezdnię wchodzimy na teren dawnego dworu starostów chęcińskich z 1630 roku. Spoglądając za siebie, zobaczyć możemy otulone jesiennymi kolorami ruiny zamku w Chęcinach.
 
       Dwór obronny w Podzamczu Chęcińskim wzniósł w latach 1630-1657 Jan Branicki, starosta chęciński. Na początku XVIII wieku, starosta opuścił Podzamcze, a sam dwór pełnił już tylko rolę folwarku. W XIX wieku przebudowano budynek skuwając większość elementów barokowego wystroju. W miejscu dawnej fosy utworzono stawy. Dwór składa się z dwóch podobnych, prostopadle do siebie ustawionych budynków piętrowych, które połączono w XX w. nadwieszonym przejściem. Dwór był kilkukrotnie odnawiany i przekształcany, a ostatnia rekonstrukcja odbyła się w latach 1939-1944 pod nadzorem architekta Leona Kuszewskiego. Po wojnie we dworze mieściła się siedziba technikum rolniczego, a następnie dyrekcji tejże szkoły. Za dworem zobaczyć można piękną lipową aleję, pomnik przyrody i barokową bramę w formie łuku triumfalnego. Ciekawostką jest postać samego starosty chęcińskiego, zuchwałego, zadziornego i niezwykle walecznego żołnierza, który był pierwowzorem postaci Kmicica w powieści Henryka Sienkiewicza. Stefan Bidziński herbu Janina, wielki łowczy koronny był zaufaną osobą i powiernikiem króla Jana III Sobieskiego. Brał udział w wielu bitwach: między innymi pod Korsuniem, w 1665 roku pod Częstochową, czy w bitwie pod Chocimiem gdzie omal nie zginął w pościgu za uciekającymi Turkami.
 
Od strony południowej, do głównego zabudowania dworu przylega ogród włoski w stylu barokowym.
     Mijając zabudowania dworskie i piękny ogród, jeszcze do niedawna można było przejść przez barokową bramę w kształcie łuku tryumfalnego, powstałą na powitanie Jana III Sobieskiego wracającego z wiedeńskiej wiktorii. Aktualnie brama jest w trakcie remontu, a przejście przez nią jest zagrodzone.

Aleja lipowa z drzewami liczącymi ponad 300 lat, niestety przez upływ czasu coraz bardziej „szczerbata”.
 
Po dawnym szpalerze wiekowych lip pozostały tylko jednostki, a o ich dawnej wielkości świadczą wypalone przez pioruny kikuty potężnych pni.
 
      Ponownie przekraczamy dawną trasę E7 i udajemy się w stronę porośniętego lasem pasma Grzyw Korzeckowskich. Po drodze mijamy kwitnące dziewanny, rośliny należące do rodziny trędownikowatych. Dziewanna w mitologii słowiańskiej była boginią przyrody, lasów i księżyca, którą często porównywano do rzymskiej Diany. Jako ceniona roślina lecznicza, stosowana jest w w medycynie do leczenia schorzeń dróg oddechowych, a także wykorzystywana do celów ozdobnych. W dawnych czasach kwitnienie tej rośliny było brane za wróżbę nadchodzącej zimy. Kwitnące na żółto kwiaty na całej długości łodygi zwiastowało srogą zimę, jeśli kwitła na przemian wskazywało to na pogodę zmienną, zaś kwitnienie od góry zapowiadało mroźny początek roku, od dołu — późną wiosnę.
 
       Wchodząc w głąb lasu, na karczowiskach bądź w młodnikach zobaczyć można pozostawione pojedyncze okazy drzew, tak zwane ostoje. Samotne drzewa pozostawione po wycince lasu są również nazywane "drzewami nasiennymi" lub "drzewami matecznymi" i służą do naturalnego odnowienia lasu oraz ochrony bioróżnorodności. Leśnicy celowo pozostawiają najcenniejsze, zdrowe okazy, często dziuplaste lub bardzo stare, aby mogły one rozsiać nasiona i zasiedlić nowy teren, zapewniając jednocześnie schronienie dla zwierząt.
  
     Jesteśmy na Grzywach Korzeckowskich, których nazwa na współczesnych mapach została zmieniona na „Korzeczkowskie”, nie wiem dlaczego skoro znajdują się opodal Korzecka? Wzgórza zbudowane są głównie z utworów górnej jury: wapieni oolitowych, kredowych i plamkowatych. Na zboczach, u podnóży pasma występują młodsze utwory, jak pleistoceńskie piaski i gliny zwałowe. Na południowych stokach wschodniej części zalegają płaty lessu, tworząc malownicze wąwozy. Oficjalnie najwyższym szczytem pasma są Glinianki (366m), ale pierwszym ze szczytów zdobytych podczas tej eskapady była góra o dziwacznej nazwie Moskozala (302m). Na zdjęciu widzimy zarośniętą kulminację szczytu i wyraźnie zarysowany pagórek, na którym przed laty znajdowała się wieża triangulacyjna, konstrukcja służąca do wykonywania pomiarów geodezyjnych na dużą odległość.
 
       Kierując się ze szczytu na północ, docieramy do żółtego szlaku który prowadzi przez sam grzbiet Grzyw Korzeckowskich. I tu pojawia się pewien problem. Widoczna na zdjęciu tablica podaje wysokość szczytu 336 metrów, lecz robiąc pomiary w najwyższym punkcie tego miejsca, GPS podaje wysokość 331m. Skąd zatem taka wysokość na tablicy? Pomijam już fakt, że zdjęcie szczytu Glinianki przedstawia puszczę jodłową, a wokół nas rosną dęby. Oj ktoś tu się nie przyłożył do tego i odstawił przysłowiową „manianę”.
 
Na dodatek najwyższy szczyt Grzyw Korzeckowskich znajduje się prawie 2 kilometry na zachód, więc ten z tablicą nie powinien należeć do KGŚ! Może ktoś to logicznie wyjaśnić? 
 
Idąc żółtym szlakiem pod drodze mijamy kapliczkę nadrzewną, powieszoną na skrzyżowaniu ścieżek. 
 
        Warto zwrócić uwagę na jasne plamy na pniach drzew. Jest to Rozsypek srebrzysty, gatunek grzybów który ze względu na współżycie z glonami, zaliczany jest do grupy porostów. Występuje na drzewach rosnących na otwartych terenach, lub w świetlistych liściastych lasach. Porasta on korę drzew liściastych, najczęściej buków, rzadziej zobaczyć go można na drzewach iglastych. Czasem spotkać również go można na skałach piaskowca, tworzącego srebrzyste plamy.

Wędrując po grani pasma, zobaczyć możemy wapienne zbocza pokryte zielonymi mchami.
 
Przyglądając się z bliska wapiennym skałom, zobaczyć można ich budową, składającą się z niezliczonych fragmentów skamieniałych muszli i kręgowców.
 
Mchy porastające wapienne skały, po kilku mokrych dniach nabrały intensywnych kolorów. 
  
         W runie leśnym, pośród opadłych liści napotkać możemy wiele gatunków jesiennych grzybów. Symbioza grzybów w lesie, zwana mikoryzą, to relacja w której grzyby i rośliny (głównie drzewa) wzajemnie czerpią korzyści. Grzyby dostarczają roślinom wodę i składniki mineralne z gleby, a w zamian otrzymują od nich cukry produkowane w procesie fotosyntezy.
  
Widok ze zbocza korzeckowskich wzgórz na młode buki, gęsto porastające północne stoki.
 
       Docieramy w końcu do najwyższego punktu Grzyw Korzeckowskich, o wysokości po pomiarach ponad 333 metry. W najwyższym punkcie ktoś ułożył niewielki kopczyk z kamieni. I to właśnie ten wierzchołek powinien być zaliczany do Korony Gór Świętokrzyskich. 
  
        Po wycince drzew, na jednym z kwartałów lasu posadzono młode drzewa, które zostały pokryte biały repelentem do ochrony młodnika przed zgryzaniem przez dzikie zwierzęta (np. sarny).
 
Schodzimy w dół w kierunku Korzecka, gdzie szlak prowadzi u podnóża pasma.
 
Po pokonaniu szosy Chęciny-Małogoszcz wędrujemy dalej polnymi duktami, podziwiając piękne barwy jesieni. 
 
Na rozległych łąkach czerwienieją muchomory, rosnące w pokaźnych stadkach.
 
Na tyłach wsi Korzecko rośnie mój ulubiony szpaler brzóz.
  
Widok na Grzywy Korzeckowskie w jesiennych kolorach.
 
Kierujemy się teraz na Sosnówkę, mijając z lewej strony porośniętą sosnowym lasem góry Zegzelę i Żebrowicę.
 
        Wspinamy się od południa na niezalesione wzgórze o nazwie Sosnówka. Ponieważ nie rosną na nim wysokie drzewa, większość wzniesienia pokryta jest gęsto rosnąca tarniną. W tym roku mamy urodzaj śliwek tarniny, które pokrywają krzewy licznymi granatowymi owocami.
 
        Na trawie przysiadła zmarznięta rusałka pawik, jeden z najpospolitszych gatunków motyli w Polsce. Charakteryzuje się ona intensywnie brązowo-czerwonym ubarwieniem i dużymi, wielokolorowymi plamkami na skrzydłach, przypominającymi „pawie oczka”. Plamki te stanowią mechanizm obronny, mający na celu odstraszenie drapieżników. Gatunek ten potrafi przetrwać zimę, a dorosłe osobniki mogą żyć nawet do 10 miesięcy.
 
Z zachodniego krańca Sosnówki rozpościera się piękny widok na wzgórza Milechowskie i Pasmo Przedborsko-Małogoskie w oddali.
 
Spoglądając na północ zobaczymy szczyty Pasma Zelejowskiego: góry Żakową, Wsiową oraz Zelejową.
 
Ze szczytu Sosnówki (321m) widać również doskonale górę Rzepkę i ruiny zamku w Chęcinach. I tym właśnie widokiem kończę moją kolorową, jesienną wędrówkę.
 
A oto 
obydwa przebyte odcinki ;)