poniedziałek, 6 kwietnia 2026

 29.10.2025r.   Czerwona Góra - Zelejowa - Żakowa - Stokówka - Rykoszyn

          

        Za nami pierwsza fala zimowej pogody. Śnieg w większości na razie stopniał i za oknami zapanowała ponura aura, więc fajnie jest móc wrócić wspomnieniami do niedawnych jeszcze widoków. Aby trochę umilić te długie ciemne wieczory i czas, pomiędzy jesienną szarugą a prawdziwą, śnieżną zimą zapraszam na zaległą, październikową relację.       
  
       Pasmo Zelejowskie to nie tylko sam grzbiet góry Zelejowej, ale kilka innych grzbietów górskich i wzniesień rozciągających się praktycznie od „siódemki”, aż po rzekę Hutkę. Moją foto-opowieść rozpocznę od Bolechowickiego Grzbietu. Tuż za przystankiem przy dawnej trasie E7, na wysokości Czerwonej Góry wbijamy się w leśną, zarośniętą ścieżkę aby udać się do kamieniołomu. Po chwili znajdujemy się już w innym, kolorowym świecie.
  
      Po kilkunastu minutach drogi docieramy do krawędzi nieczynnego wyrobiska „Zygmuntówka”. Kamieniołom ten położony jest na południowo-zachodnim stoku wzgórza o nazwie Czerwona Góra, ale zwanego jeszcze na początku XX wieku Jerzmaniec. Tak dla przypomnienia - miejsce to słynęło z wydobycia permskiego zlepieńca węglanowego o wspaniałych walorach dekoracyjnych, który to przez ostanie kilkuset lat wykorzystywany był w architekturze i kamieniarstwie. Jak zapewne wiadomo, nazwa kopalni pochodzi od imienia króla Zygmunta III Wazy, którego posąg znajdujący się w Warszawie, stał na kolumnie wykonanej z wydobytego się tu marmuru.
 
Udając się krętą ścieżką w górę nad krawędź dawnej kopalni, dotrzemy do punktu widokowego z którego rozciąga się wspaniała panorama na całą Dolinę Chęcińską. Widać, że ktoś dba o ten widok i ostatnio przyciął kilka drzew. 
 
W centralnym punkcie panoramy, wyróżniają się stojące na skalistej grani ruiny chęcińskiego zamku.
 
       Wracamy ponownie na ścieżkę i wchodząc na grzbiet góry, podchodzimy do dawnego wyrobiska górniczego – „studni gwarków”. Jest to jeden z dwóch otworów, powstały zapewne w wyniku zjawisk krasowych, który następnie był wykorzystywany przez górników wydobywających w XIV-XVIII wieku w tym rejonie rudę ołowiu. Główną częścią jaskini jest studnia zaczynająca się większym otworem, który następnie zmienia się w korytarz, po czym rozchodzi na mniejsze. Łączna długość jaskini to 35 metrów przy głębokości 5,5 m.
  
Po północnej stronie skalistego grzbietu, pod skalistą ścianą możemy zobaczyć drugi otwór wspomnianej jaskini, lecz w większości już zasypany.
  
Jesień to oczywiście pora grzybów, które nieraz potrafią się nieźle zamaskować wśród liści.
 
Będąc tu, warto przejść się u podstawy szczytu Czerwonej Góry, aby podziwiać wielkie buki i dęby rosnące wśród skalnych bloków.
  
Powoli opuszczamy piękny, jesienny las otulający kamieniołom „Zygmuntówka” i kierujemy się czerwonym szlakiem na kolejną z atrakcji, górę Zelejową.
  
Po przejściu przez wiadukt nad trasą S7 wspinamy się mozolnie na grań Zelejowej. Tu również powitał nas mieniący się jesiennymi barwami las.
  
      Czerwony szlak prowadzi teraz po skalnej grani z okresu dewonu. Niestety w wyniku błędnych decyzji o zalesieniu, cały urok i osobliwość tego miejsca została zasłonięta przez krzaki i drzewa. Góra Zelejowa objęta jest ochroną jako rezerwat przyrody nieożywionej, powstały w 1964 roku. Ścisłej ochronie podlega również zróżnicowana roślinność, a przede wszystkim gatunki kserotermiczne (ciepłolubne) porastające południowe zbocza. Przez wieloletnie zarastanie wszystkie te chronione rośliny powoli zamierają, pozbawione mocnego, słonecznego światła. 
 
Po drugiej stronie skalistego grzbietu zobaczyć możemy wspaniałe dywany mchów i paproci, rosnące na prawie pionowych ścianach skał. Można tu spotkać rzadkie gatunki owadów, jak na przykład chrząszcza podolskiego.
  
 
W zagłębieniach i spękaniach skalnych, powstałych w wyniku zjawisk krasowych rośnie zanokcica skalna w sąsiedztwie rojnika pospolitego i innych roślin ciepłolubnych.
  
     Z grzbietem Zelejowej i znajdującym się po drugiej stronie doliny chęcińskiej Wzgórzem Zamkowym związana jest ciekawostka geologiczna. Otóż oba pasma górskie były przed milionami lat stromymi ścianami wysokich łańcuchów górskich. W wyniku silnej erozji, wierzchołki tych gór ulegały spękaniom, rozpadowi i wypłukiwaniu. Ten mocno pofałdowany teren powoli się spłaszczał, a głębokie żleby dolin wypełniał materiał skalny, spływający z rozpadających się szczytów. Sądząc po nachyleniu warstw skalnych i wysokości istniejących wzniesień, wywnioskować można iż te prehistoryczne łańcuchy gór, mogły mieć wysokość ok. 2000 metrów. Nie jestem geografem ani geologiem, ale może ktoś obali moją teorię i przedstawi inną hipotezę?
 
 
Na jednej z tablic informacyjnych, zobaczyć możemy na modelu jak przebiegał taki proces erozji pobliskich gór.
  
Będąc na zamku w Chęcinach, warto przyjrzeć się strukturze skał na których został wybudowany zamek. Wyraźnie tu widać nachylenie warstw wapieni pod przeciwległym kątem do tych na Zelejowej. 
 
      W połowie masywu góry Zelejowa, znajduje się prawidłowy jej szczyt mierzący 371 metrów. Jest wyższy od widocznego na mapach o 10 metrów, a z jego wierzchołka przy braku listowia roztacza się wspaniały widok na północną stronę. Szczególnie pod koniec października możemy podziać uroki mieniącego się kolorami jesieni Pasma Zgórskiego. Szkoda, że nikt nie pomyśli o wycince zasłaniających widoki drzew, bo było by to jeszcze bardziej atrakcyjne miejsce.

Będąc na miejscu dokonałem pomiarów i wychodzi na to, iż właściwy szczyt jest o prawie 500 metrów na wschód. Chyba znów namieszam w wysokościach i lokalizacjach KGŚ 😉
  
      Schodząc ze szczytowych partii góry, docieramy do słynnego z wielu relacji, nieczynnego od lat kamieniołomu „Szczerba”. Wydobywano tu najbardziej atrakcyjną i najpiękniejszą odmianę marmuru, tzw. różankę zelejowską, zawierający różnobarwny kalcyt żyłowy oraz brekcję kalcytowo-wapienną. Przyglądając się uważnie szczelinie prowadzącej w dół wyrobiska, zobaczyć można szeroką żyłę kalcytu, czyli węglanu wapnia. Jako ciekawostka, warto wspomnieć iż pierwsze wzmianki o wydobywaniu tu marmurów, pochodzą z 1602 roku. Dwa z trzech wyrobisk czynne były jeszcze po II Wojnie Światowej. 
 
        Ten cenny kamień dekoracyjny wykorzystywany był od XV wieku do celów architektonicznych, zobaczyć go możemy m.in. w katedrze wawelskiej w Krakowie, jako filary przy wejściu do Pałacu Biskupiego w Kielcach, czy w kościele na Karczówce. 
 
     Opuszczamy skalny wąwóz i ponownie wspinamy się na skalistą grań. Po przejściu kilkuset metrów docieramy do tablic informacyjnych. Miały one opisywać widziane z grzbietu góry okoliczne pasma, ale teren tak zarósł, że ledwo można dostrzec tablicę, nie mówiąc już o widokach. Szkoda, że nikt nie zadbał o to aby kolejne pokolenia mogły cieszyć oczy tymi wspaniałymi niegdyś panoramami.
  
A przed nami wyłoniła się kolejna z celów naszej wędrówki, porośnięta liściastym lasem góra Wiśniowa (Wsiowa).
  
     Południowy skłon góry, znajdujący się nad kamieniołomem zachodnim, porastało dotychczas wiele ciekawych i chronionych gatunków roślin ciepłolubnych. Jeszcze niedawno odbyła się tu nawet akcja wycinania samosiejek, ale jak widać zostało to już zaniechane i walory przyrodnicze tego rezerwatu powoli tracą sens. Pojawiły się młode osobniki drzew i krzewów, które wkrótce opanują cały teren i znajdujące się tu unikatowe łąki kserotermiczne. 
 
      Widok z dna dawnego kamieniołomu zachodniego, jeśli nikt nie zadba o ujarzmienie ekspansywnej przyrody, miejsce to zarośnie i bezpowrotnie już straci swój urok.
  
Opuszczamy piękną Zelejową i udajemy się na północny-zachód, w stronę rezerwatu "Góra Żakowa"
 
       Rezerwat "Góra Żakowa" został utworzony w 1999 roku w celu ochrony pozostałości dawnego górnictwa skalnego i kruszcowego oraz znajdujących się wokół naturalnych wapiennych form skałkowych. Zajmuje on powierzchnię 50,48 ha i roztacza się wokół trzech wyraźnych wierzchołków. Wydobycie kruszców na Górze Żakowej sięga początkami XIV wieku. Na przełomie XV i XVI wieku pisano o występowaniu tu srebronośnej galeny. Przed nami jeden z trzech szczytów, na którym dość młode buki porośnięte są zimozielonym bluszczem, nadającym temu miejscu niesamowitego wrażenia.

      Na kolejnym zdjęciu widać pamiątkę po dawnej działalności górniczej. Na terenie rezerwatu zachowały się bowiem liczne ślady dawnej eksploatacji kruszców. Wydobywano tu przede wszystkim galenę, czyli rudę ołowiu i baryt. Góra Żakowa była ponadto miejscem pozyskiwania na mniejszą skalę cenionych wapieni, zawierających żyłki kalcytowe zabarwione minerałami miedzi.
 
       Okoliczne wzniesienia zbudowane są z płytowych wapieni środkowego i górnego dewonu, na których leżą głównie od północnej strony, zlepieńce permskie. W ich skład wchodzą głównie otoczaki wapieni dewonu i karbonu z domieszką okruchów kalcytu. W rezerwacie widać liczne ślady dawnej działalności górniczej w postaci zapadlisk po szybikach, liczne hałdy, szpary, chodniki podziemne oraz leje szybowe. Znaleźć tu też można kilkanaście otwartych szybów, do których zbliżanie się jest bardzo niebezpieczne.
  
       Przeszukując różne mapy tych wzgórz, nie mogę dopasować nazwy dla jednego z wierzchołków. Analizując archiwalne mapy na Geoportalu, napotkać można na niezgodności w nazewnictwie. Przydałby się znawca tego terenu, aby uporządkować nazwy i wysokości tych szczytów.
Dodatkowo, miejsce wskazane strzałką może być ogromnym zapadliskiem krasowym, ponieważ nigdzie nie ma wzmianki o istniejącym tu niegdyś tak dużym kamieniołomie. Owszem, są tu niewielkie ślady po łamaniu kamienia, ale w takim rozmiarze nie znajduje żadnych publikacji. Ponadto, widoczne sztolnie musiały by powstać po istniejącym tu kamieniołomie. Może ktoś coś wie na ten temat?
  
Widok na jeden ze szczytów, znajdujący się tuż nad ogromną niecką.
  
Idąc szlakiem dalej na północny-zachód, dochodzimy do malowniczego cypla skalnego, zwanego „Czyściec”.
  
 
     Na zachodnim krańcu Góry Żakowej znajduje się jedna z ciekawszych w regionie jaskiń pochodzenia krasowego - Jaskinia „Piekło”. Jest ona pomnikiem przyrody nieożywionej i została objęta ochroną od 1954 roku. Całkowita jej długość jaskini wynosi 57 metrów, niestety w dalszej części jest zasypana. Około 10 metrów od głównego wejścia do jaskini, na jej dnie znajduje się zagłębienie przykryte kratą, które jest prawdopodobnie pamiątką po istniejącym tu szybie poszukiwawczym. Jaskinia posiada bardzo ubogą szatę naciekową składającą się z kilku wystąpień polewy kalcytowej. Jaskinię zamieszkują nietoperze, takie jak nocek duży, mroczek późny, gacek szary i mopek zachodni. W zakamarkach i na suficie jaskini, zobaczyć można kilka gatunków pająków, jak tkańca czy czaika jaskiniowego.
  
    Czas na następną z atrakcji na naszej drodze, słynną „Stokówkę”. Ogromna szczelina przecinająca poprzecznie Górę Stokówkę, to również pamiątka po dawnym górnictwie. Eksploatowano tu ogromną żyłę kalcytu oraz marmur chęciński zwany także „różanką zelejowską”. Kamieniołom Stokówka jest również rajem dla wspinaczy ściankowych. Jego blisko dwudziestometrowe ściany i kilkadziesiąt tras wspinaczkowych przyciągają alpinistów z wielu zakątków kraju.
 
Opuszczamy dawne wyrobisko i udajemy się dalej na północ, w stronę jednej z największych w regionie kopalni.
  
     Stoimy właśnie przed ogromnym wyrobiskiem – kamieniołomem „Ostrówka”. Należąca do firmy Nordkalk kopalnia, obejmuje złoża: „Ostrówka”, „Ostrówka - Todowa Grząba”, „Stokówka”, „Besówka” oraz „Skałka-Sachty”. Wyrobisko powstało w układzie tarasowo-poziomowym, gdzie każde piętro wydobycia odpowiada różnej miąższości ściany z której odstrzeliwany jest kamień. Amplituda głębokości pomiędzy poziomami I i VII sięga 80 metrów. Eksploatacja złoża prowadzona jest od kilkudziesięciu lat, a najstarsza kopalnia górnych poziomów została utworzona w 1957r. Wydobywane są tu głównie wapienie dewońskie, które ograniczone są od północy utworami karbonu.
 
    Kierując się w stronę wsi Gałęzice docieramy do niewielkiego przysiółka Zagórze. W skalnej skarpie przylegającej do drogi, znajduje się niewielka, pozioma sztolnia o długości około 25 metrów.
  
     Połowa sztolni wykuta jest w czerwonawej skale, druga zaś połowa w miękkiej, jasnej. Szyb z początku był eksploatowany wiertłami napędzanymi pompami hydraulicznymi, o czym świadczyć mogą ślady po wiertłach, podobnych do tych co w „Zygmuntówce”. Wewnątrz wzgórza, prace pogłębiające były zapewne wykonywane już ręcznie. 
  
Z wapiennego wzniesienia, znajdującego się nad Gałęzicami, dostrzec można w oddali znany już widok chęcińskiej warowni.
 
      Ponieważ nieznane są zakusy miejscowej kopalni, tereny te mogą być w każdej chwili zabrane na potrzeby wydobycia kamienia, przez co nikt nie chce tu inwestować w nowe domy.
  
     Na zakończenie mały akcent późnojesienny – kwitnące o tej porze roku kwiaty astra nowoangielskiego, znane również jako marcinki lub michałki. Astry te pochodzą z Ameryki Północnej, ale są szeroko rozpowszechnione w Europie, w tym także w Polsce. Charakteryzują się sztywnymi, owłosionymi łodygami i wąskimi, lancetowatymi liśćmi. Kwitną intensywnie od września aż do listopada i pierwszych przymrozków. Są roślinami wieloletnimi, miododajnymi i stosunkowo łatwymi w uprawie, preferują słoneczne stanowiska.
I tym oto kwiatowym akcentem, zakończę moją październikową wędrówkę.

 

sobota, 7 lutego 2026

20.10.2025r.   Bolmin - Czubatka - Milechowska - Grząby Bolmińskie - Bolmin

          Gdy na zewnątrz panuje jesienna szaruga zasnuta nisko wiszącymi chmurami, wytworzonymi przez ogromny „zgniły wyż”, miło wrócić wspomnieniami do minionej już, ciepłej i kolorowej jesieni. Pogoda w tym roku była typowo „w kratkę”, piękne i słoneczne dni przeplatały się z jesienną słotą. Należało uważnie śledzić prognozy pogody i przewidywać sprzyjającą aurę do jesiennych wycieczek. W planach na październik miałem do zaliczenia cztery wypady i cel ten został osiągnięty. Dziś zapraszam na drugą z cyklu „złoto-jesiennych” wędrówek, na pętlę a właściwie „podkowę” wokół Bolmina.

      Po ostatnich perypetiach z busami, do Bolmina docieramy prywatnym samochodem. Po zaparkowaniu na przykościelnym parkingu, udajemy się pod mury kościoła. Świątynia usytuowana jest płaskim wzniesieniu - Górze Wrzosowej i otoczona kamiennym murem. Kościół parafialny pw. Narodzenia NMP w Bolminie został wzniesiony w 1604 roku. Zbudowany z lokalnego kamienia w całości otynkowany, pokryty jest trzema dachami: dwuspadowym (nad nawą główną, prezbiterium, kaplicą i kruchtą), namiotowym (nad wieżą kościelną) oraz pulpitowy (nad zakrystią, południową kruchtą i skarbczykiem). Dachy nakrywają kamienne sklepienia: kolebkowe i kolebkowo-krzyżowe. Wewnątrz kościoła znajduje się neorenesansowy ołtarz główny z początku XX wieku z obrazem Matki Boskiej z Dzieciątkiem, zaś w bocznej wnęce kościoła wisi kopia obrazu Matki Boskiej Pocieszenia z XIX-wieczną suknią. Po południowo-zachodniej stronie budowli mieści się drewniana dzwonnica z XX wieku. W bryłę kościoła wmurowane są pociski, które podczas I wojny światowej miały zniszczyć budowlę, lecz nie eksplodowały. Żaden z austriackich pocisków nie trafił w świątynię, co uznano za cud.  
 
 

         W bolmińskim kościele znajduje się cudowny obraz Matki Bożej Pocieszenia, który jest przedmiotem kultu. Obraz został sprowadzony prawdopodobnie na przełomie XVI i XVII wieku przez jego fundatora, Jana Brzeskiego. W spisie inwentarzowym mowa jest, iż obraz był przyozdobiony srebrnymi sukienkami, co świadczy o dużo wcześniejszym kulcie Maryjnym. Z wizerunku pierwotnego obrazu pozostało jedynie kilka zdjęć oraz kopia wykonana w Krakowie w 1966 r. Kopia ta została umieszczona w ołtarzu głównym, aby chronić inny obraz z wizerunkiem Matki Bożej. Związana jest z tym ciekawa historia. Otóż w roku 1965, ówczesny proboszcz ks. Stanisław Dudkiewicz oddał zniszczony wizerunek Maryi do konserwacji w specjalistycznej pracowni w Krakowie. Gdy konserwator zdjął srebrne sukienki zawieszone na obrazie, zobaczył wtedy, że farba znajdująca się na drewnianym podłożu odchodzi płatami. Odkrył, że pod malowidłem znajduje się wizerunek Maryi, który został namalowany dużo wcześniej. Swojej decyzji nie konsultował z proboszczem i odnowił pierwotny obraz, który datowany jest na przełom XIV i XV wieku. Parafianie szybko się zorientowali, że obraz ten nie jest oryginałem a „odrestaurowany” nie przypomina dawnego wizerunku bolmińskiej Maryi, czczonej od dawna. Z czasem jednak mieszkańcy pogodzili się z tym faktem i obraz nadal uznawany jest za cudowny.


     Opodal kościoła, tuż przy drodze znajduje się figura przydrożna otoczona dwoma dębami. W katalogu zabytków, datowana jest na 1 połowę XVIII stulecia. Tworzy ją toskańska kolumna dźwigająca pseudo-latarnię z czterema arkadowymi wnękami. Niestety, w wyniku nieudolnej konserwacji, figura straciła dawne piękno, a pod warstwami tynku zasłonięto misterne profile gzymsów. Eleganckie, drewniane ogrodzenie zastąpiono metalowym płotkiem z prętów, co dodatkowo ją oszpeciło.
 
Opuszczamy „centrum” Bolmina i kierujemy się niebieskim szlakiem na południe. Po drodze mijamy przydrożny krzyż, stojący za dwoma wiekowymi kasztanowcami.
 
Schodzimy szosą w dół i mijamy pola uprawne z kwitnącym jeszcze, jako poplon rzepakiem. W tle widać pierwszy cel naszej wędrówki, górę Czubatkę.

Po drodze do lasu, przechodzimy przez niewielki przysiółek Kresy, gdzie moją uwagę przykuł widok „nagiego” klona, pozbawionego swych złoto-pomarańczowych liści.  

 Podchodzimy pod ścianę lasu gdzie w zacienionych miejscach, po zimnej nocy pozostał jeszcze szron na trawie. 

Po wejściu w las podziwiać możemy jesienną śreżogę, zjawisko kiedy promienie słońca padające przez drzewa widoczne są jako snopy światła prześwitujące przez mgłę. 

     Po dojściu do podnóża wzniesienia, skręcamy na północny-zachód aby dotrzeć na szczyt. Czubatka to kulminacja skalnej grani zbudowanej z górnojurajskich wapieni, której najwyższy punkt mierzy 325 metrów. Na zwieńczeniu góry znajduje się znak geodezyjny, czyli punkt pomiarowy którego współrzędne są precyzyjnie określone. Tuż za nim rośnie wielki dąb, który dzielnie opiera się wichurom.

        Jak już wspominałem, grzbiet góry stanowi wąska skalna grzęda przypominająca górską grań z kilkumetrowymi przepaściami. Zbudowana z jasnych wapiennych skał, w wielu miejscach przybrała ciekawe kształty grzybów, pieczar czy bramy skalnej. Całe otoczenie wierzchołka góry jest pomnikiem przyrody nieożywionej. Czubatka skrywa również pamiątkę po czasach I Wojny Światowej, ciągnące się kilometrami ślady okopów, czy pozostałości kolejnej wojny, zagłębienia po rowach przeciwczołgowych.  

      Opuszczamy szczyt i udajemy się dalej na zachód, niebieskim szlakiem im. ks. Stanisława Hieronima Konarskiego. Jego patron był polskim pijarem (nie pijakiem! :)), pedagogiem, publicystą, poetą oraz kluczową postacią polskiego Oświecenia. Zasłynął jako reformator szkolnictwa, twórca Collegium Nobilium i autor nowatorskiego planu dydaktycznego dla szkół pijarskich. Szlak prowadzi tu długą skalną granią, niestety mocno porośniętą gęstą roślinnością. Pamiętam ze szczenięcych lat, jakie z Czubatki były wspaniałe widoki na wszystkie strony. Aktualnie całe pasmo porasta gęsty, sosnowy las a na jego grani rośnie m.in. widoczny na zdjęciu Szarłak pospolity. To krzew lub małe drzewo, które może osiągać wysokość do 6 metrów.

         W poszyciu leśnym, na zachodnich stokach wzgórza spotkać można pewną zimozieloną bylinę. To Bluszczyk kurdybanek - pospolita roślina z rodziny jasnotowatych, znana z właściwości leczniczych i kulinarnego zastosowania. Ma sercowate, ząbkowane liście, drobne fioletowe kwiaty i rośnie dziko w lasach, na łąkach i przydrożach. W medycynie ludowej bluszczyk jest wykorzystywany przy dolegliwościach trawiennych, oddechowych, a w kuchni jako przyprawa do zup, ziemniaków czy jaj. Jego korzenny smak dobrze komponuje się z zupami (jako zamiennik pietruszki), ziemniakami, jajkami, twarogiem i pieczonym mięsem.

       Po zejściu z grani Czubatki, podążamy dalej lasem na północ, wzdłuż doliny Wiernej Rzeki. Warto zwrócić uwagę na mijany po drodze szeroki rów w lesie, który jest pozostałością po tzw. Pancegramie (nazwa widoczna na starych mapach). "Panzergraben" to niemieckie określenie, które tłumaczy się na język polski jako "rów przeciwczołgowy". Jest to fortyfikacja inżynieryjna – wykop, który utrudnia lub uniemożliwia poruszanie się pojazdom pancernym wroga. Powstał on w czasie II Wojny Światowej i był budowany przez okoliczną ludność, siłą przymuszaną do pracy. Takie rowy ciągną się od okolic ekspresowej „siódemki” pod Brzegami, dalej przez Pasmo Przedborsko-Małogoskie aż do Olesna. 
 
        Zbaczamy na chwilę z trasy, aby dotrzeć do niewielkiego zbiornika wodnego”Zakrucze”. Jego nazwa pochodzi od płynącej przez wieś niewielkiej rzeczki Kruczki, która wpadając do Łososiny, zwanej Wierna Rzeką stanowi jej zachodni dopływ. Sam prawie 30-to hektarowy zbiornik, powstał na potrzeby wybudowanej w latach 70-tych cementowni Małogoszcz, jako wymiennik wody do chłodzenia pieców w procesie produkcji cementu. Oprócz tego, zbiornik służy jako miejsce do spacerów, łowienia ryb i odpoczynku nad wodą, choć w samym akwenie jest zakaz kąpieli i uprawiania sportów wodnych. 
 
Czas opuścić zbiornik z błękitną wodą i ruszać dalej, w kierunku zalesionego pasma góry Milechowy. 
 
       Klucząc leśnymi ścieżkami okrążamy teren prywatny z kilkoma domami w lesie, aby nie zakłócać spokoju i uszanować prywatność. Po drodze mijamy urokliwą kapliczkę nadrzewną, chroniąca być może owe domostwa, przed złymi siłami. 
 
      Teraz ścieżka prowadzi nas przez spłaszczoną skalista grań, pięknie zasypaną kolorowymi, jesiennymi liśćmi. Wędrując nią, towarzyszył nam ich kojący uszy szelest, nadający dodatkowego, jesiennego klimatu. 
 
        Czasem człowiek napotyka podczas wędrówek na różne ciekawostki. Przykładem może tu być mijany w lesie pień drzewa, który swym wyglądem przypominał głowę psa z długą szyją. To przykład pareidolii – zjawiska psychologicznego, polegającego na dopatrywaniu się znanych kształtów, zwłaszcza twarzy w przypadkowych i niepozornych wzorach czy martwej naturze. Częstym tego przykładem jest obserwacja chmur, które dla oglądających przypominają kształtem postacie ludzi, zwierząt czy mitycznych smoków.
 
       Wędrując dalej na północ, wzdłuż wschodniego brzegu wzniesienia, natrafiamy na ciąg krasowy z „Jaskinią Chalcedonitową”. W wyniku zjawisk krasowych, w wapiennej skale powstały wąskie korytarze, przechodzące w szczeliny. Ciąg rozpoczyna się trzema niewielkimi otworami o rozmiarach około 1 metra, owalnym otworem bocznym oraz niewielką studnią. Obecność zwartych skupisk minerałów krzemionkowych sugeruje, iż jaskinia w okresie neolitu była miejscem pozyskiwania krzemieni. Aktualnie jest w większości zasypana rumoszem skalnym i ziemią.

     Docieramy w końcu na kraniec milechowskiego grzbietu, gdzie na betonowym postumencie stoi pomnik upamiętniający śmierć lotnika Kazimierza Brauna, który zginął w katastrofie lotniczej pod Lwowem w 1920 roku. Jego fundatorem jest mieszkający w Milechowach prof. Juliusz Braun, który w ten sposób upamiętnił tragiczną śmierć swego brata. Porucznik Kazimierz Braun był kawalerem Orderu Virtuti Militari, a zginął mając zaledwie 21 lat. Stojący na litej skale monument, to krzyż lotniczy z charakterystycznym drewnianym śmigłem upamiętniającym lotnika, bohatera wojennego. Pomnik został odbudowany w 2016 roku w miejscu zniszczonego w 1935 roku poprzednika.
 
        Po opuszczeniu miejsca pamięci, schodzimy stromym zboczem na dno wąwozu. Wąwóz ten rozdziela trzy dość wysokie szczyty skalne pokryte liściastym lasem – góry Milechowską, Bolmińską i Brodową. Zasypany jesiennym listowiem głęboki jar, muskany ciepłymi promieniami słońca zachwycił nas swym widokiem.
 
W takich jesiennych klimatach, czas się posilić przed kolejną atrakcją na naszej wędrówce. Tym razem bez ogniska, suchy prowiant nawilżany ekstraktem ze słodu i szyszek chmielowych 😉
  
     Stoimy właśnie przed jednym z moich ulubionych miejsc w Górach Świętokrzyskich. Usytuowana na stoku Góry Milechowskiej jaskinia „Piekło Milechowy”, od grudnia 1952 roku chroniona jest jako pomnik przyrody nieożywionej. Wejścia do jaskini strzeże rosnący koło niej potężny dąb, wplatający się korzeniami w skały niczym jej sędziwy strażnik. Całość tworzy niesamowity klimat wart zobaczenia na własne oczy.
  
       Sama jaskinia ma długość 17,5 metra i kształt zwężającego się w głąb, prostego korytarza o owalnym przekroju, zakończonego kolistym wylotem. Oprócz jaskini ochroną objęto również urwisko i wychodnie skalne, ciągnące się na długości ok. 60 metrów i mające wysokość do 8 metrów.
 
We wnętrzu groty podziwiać możemy liczne rzeźby krasowe oraz polewy ze stwardniałego mleka skalnego. Jaskinię zamieszkują różne gatunki owadów oraz nietoperze (mopek, nocek duży, gacek brunatny).
  
      Opuszczamy otoczenie jaskini i kierujemy się wąwozem na południowy-wschód. Po chwili docieramy do samotnej skałki-ambony. Skałka zbudowana jest z wapieni oolitowych a jej przewieszona ściana podcięta jest płytką wnęką – tzw. niszą niwalną. Jest efektem wietrzenia mrozowego, wywoływanego przez zalegający śnieg.
 
Dalej ścieżka prowadząca szerokim wąwozem pnie się lekko w górę. Podczas wędrówki towarzyszą nam promienie słońca padające przez drzewa, nazywane po japońsku komorebi, kojarzone z poczuciem spokoju i harmonii.
 
        Po drodze czeka nas kolejna przyrodnicza niespodzianka – babrzysko. Jest to grząskie miejsce w lesie, gdzie tarzają się zwierzęta (jelenie oraz dziki), zażywając kąpieli błotnej w celu ochłody i aby chronić skórę przed pasożytami i owadami. Tarzanie się w błocie jest dla dzika elementem pielęgnacji, która oczyszcza skórę i sierść. Są dla dzikich zwierząt formą terapii i higienicznego rytuału.
 
Idąc dalej leśną ścieżką skręcamy na chwilę, aby zdobyć jeden ze szczytów należących do pasma Grząbów Bolmińskich – góry Milechowskiej (334m). To dość mocno zarośnięty wierzchołek ze zwieńczającym go słupkiem pomiarowym, z dala od oficjalnych szlaków.
 
Powoli wychodzimy z lasu i kierujemy się w stronę przysiółka Gajówka. W prześwitach możemy obserwować okoliczne wzgórza w jesiennych barwach. 
 
Na zacienionych zakątkach gdzie nie dociera już nisko świecące słońce, po chłodnej nocy na liściach przywrotnika pospolitego pozostała skroplona rosa.
 
        Mijamy szosę z Zajączkowa do Bolmina i ponownie wspinamy się na wzniesienie. Przed nami ostatni etap wędrówki, przez rzadziej zarośnięte wzgórza Grząbów Bolmińskich. Na odkrytych fragmentach pasma, podziwiać możemy rozległe widoki na łańcuchy wzgórz i rozległe doliny. Doskonale widać stąd kościół w Bolminie, spod którego rozpoczęliśmy naszą wyprawę.
 
U stóp pasma Grząbów Bolmińskich widać w dole wieś Bolmin i cmentarne wzgórze, a w oddali górę Czubatkę, którą przemierzyliśmy na początku relacji. Fajnie na tym tle komponowało się jesienne pole, ze śladami wygniecionymi przez pojazd rolniczy.
 
       Październik w tym roku żegnał nas ciepłą aurą, wiele owadów i zwierząt nie myślały jeszcze o zimie. Motyl widoczny na zdjęciu to Rusałka admirał, duży motyl z rodziny rusałkowatych o rozpiętości skrzydeł do 60 mm. Charakteryzuje się czarnymi skrzydłami z szeroką, czerwoną lub pomarańczową przepaską oraz białymi plamkami. Cętkowany spód skrzydeł pozwala owadowi na kamuflaż, kiedy motyl je złoży. Rusałka admirał żywi się nektarem kwiatów, a także fermentującymi owocami, a jej gąsienice żerują na pokrzywie zwyczajnej i chmielu.
 
Opuszczany wapienne wzgórza i schodząc łagodnie na południe kierujemy się w stronę Bolmina.
 
Po drodze próbujemy odwiedzić ruiny dawnego pałacu obronnego, lecz są tak zarośnięte, że szkoda ubrań na przedzieranie się przez krzaki. 
 
Dwór w Bolminie z początku XX wieku (na podstawie starej ryciny powstało zdjęcie dzięki AI)

Renesansową budowlę wzniesiono w 2 połowie XVI wieku, a dzięki kolejnym przebudowom dwór nabrał cech wystroju barokowego i klasycystycznego. W 1 połowie XVIII w. dobudowano zaokrąglony ryzalit na froncie budynku. Podczas I Wojny Światowej salwa artyleryjska poważnie zniszczyła dwór, a w tym samym okresie uszkodzona została również jedna z wież chęcińskiego zamku. Teraz budynek stoi jako ruina, pamiętająca dawne lata świetności. Nowy właściciel chcąc obiekt zabezpieczyć, zamurował otwory okienne, przez co tylko go oszpecił.