czwartek, 2 października 2014

30.09.2014r.  Tokarnia - Wolica - Lurowizna - Brzeziny

                  Ostatni dzień września a pogoda niczym w lipcu. Zmawiamy się na szlak i jedziemy busem do Tokarni. Planowałem już od wiosny spenetrować bliżej tereny styku rzek Bobrzy i Czarnej Nidy, gdzie w dawnych latach rozwijał się przemysł wapienniczy i stały dwa młyny. Po jednym z nich - "Baranku" nie pozostał już ślad, zaś drugi jest w ruinie, ale nadal wygląda ciekawie. Idąc boczną uliczką mijamy zabudowania Tokarni i skręcamy w łąki nad Czarną Nidą. Jest lekka mgiełka i rosa ale jakże klimatycznie.


Wędrując po nadnidziańskich łąkach spod buciorów co chwila wyskakują nam wszelkiej maści owady, jak ten oto jegomość w ciemnych barwach. Pewnie to jakiś kuzyn konika polnego ze Śląska, jakby wylazł z kopalni :)

 
Idziemy w stronę Wolicy podziwiając po drodze widoki na odległe ruiny zamku w Chęcinach.

Bliżej zamczyska, znad pagórków wychyla się kopuła kościoła w Starochęcinach.


Na krzewach czerwienieją dojrzałe owoce głogu, zimowy przysmak ptaków i smakoszy nalewek.

Maciek w skupieniu "strzela fotę" zamkowi a my wędrujemy dalej.

Po dotarciu do Wolicy penetrujemy liczne tu pustostany. Jogi właśnie znalazł pamiętnik jakiejś  Woliczanki.


Idąc wąskimi uliczkami natrafiamy na ciekawy budynek, to stara przepompownia wody, przez którą transportowano wodę z pobliskiego zbiornika przy rzece i tłoczono rurami do stacji w Wolicy, gdzie pojono zdyszane parowozy.


Budynek okazał się zamieszkały. Pośród porozrzucanych butelek i szmat na starej wersalce, pamiętającej pierwszych sekretarzy partii, wystawały spod barłogu buty. Ciiiiiiii......spadamy stąd.

Opuściliśmy tą uroczą rezydencję i udaliśmy się do pobliskiego sklepu. I wtedy pojawił się ON, właściciel butów wystających spod barłogu, obudzony naszymi głosami i przywołany pragnieniem uzupełnienia procentów w organizmie. Okazało się że to NONIU, wybitny znawca miejscowych koktajli i pan na włościach opuszczonej przepompowni. Po krótkiej dyskusji literackiej udaliśmy się dalej, pozostawiając go w filozoficznych rozmyślaniach. 

W drodze ku rzece mijamy bijące źródełko z krystalicznie czystą wodą. Nie próbujemy pić, może Noniu o poranku właśnie tu obmywał swe stopy?


Stojący tu młyn, a właściwie to, co po nim zostało, wybudowany został w XIX wieku i jak większość tego typu budowli za czasów miłościwie panującego nam komunizmu, popadł w skrajną ruinę. Towarzysze w roku 1955 upaństwowili młyn i zdewastowali go. W latach 80-tych powrócił do właściciela i działał do roku 2001. Aktualnie w przybudówce działa niewielka elektrownia wodna, wytwarzająca 70 kW.

Pod murami budynku zobaczyć można pamiątki z dawnych lat - spracowane koła młyńskie.



Przy młynie wije się odnoga Czarnej Nidy, ale nie było nam dane nacieszyć się klimatem tego miejsca, bo zjawił się znów  ON - bełkoczący coś w lokalnym dialekcie "Noniu" we własnej osobie.


A to napotkana po drodze kapliczka, w murze odgradzającym stary dom.


Powoli opuszczamy jakże senną i wymarłą Wolicę, przemierzając wąskie uliczki niczym w średniowieczu.


Nurt Czarnej Nidy pokonujemy po stalowym moście, po którym mkną coraz rzadsze w naszym kraju pociągi.
Dalsza trasa prowadzi przez podmokłe łąki i sosnowe zagajniki na piaszczystych wydmach, pełne czających się w trawach bestii. Jedna z nich wspięła się na strudzone ciało Maćka i próbowała go owinąć w kokon. Okazało się jednak, że to niegroźny pająk: krzyżak łąkowy z jakże uroczym, przypominającym muchomora zadem.


Po drodze natrafiamy na niewielki staw z pływającymi liśćmi nenufarów.


Kolejny kilometr pokonujemy polami ornymi i wchodzimy w las.



Po przejściu sosnowego lasu wędrujemy przez rzadko porośnięte wzgórze, z którego roztaczają się widoki na okolicę.



I wreszcie czas na odpoczynek i wrzucenie czegoś na kije, tym razem zaniedbane ostatnio szaszłyki.


Dochodząc do Brzezin pod moimi stopami ujrzałem małego, zielonego dziwoląga. Po dokładniejszych oględzinach okazało się, że to niezwykle rzadki w Polsce okaz modliszki. Pewnie zażarła swojego faceta i poszła szukać kolejnego frajera. 
Po sesji fotograficznej z modliszką, przechodzimy przez kolejne wzgórze i docieramy wreszcie do Brzezin.

W Brzezinach na niewielkim wzniesieniu znajduje się kościół pw. Wszystkich Świętych, powstały w 1646 roku a pod nim przy szosie XIX wieczna plebania w wejściem wspartym kolumnami. Oczywiście końcówka rajdu już nie była taka przyjemna, musieliśmy koczować na autobus ponad 3 godziny. Dobrze, że chociaż sklep był w okolicy :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz