Spontany

Spontaniczne wypady z CKRajdCommando

15.08.2017r.   Wyprawa na Fajną Rybę.

                Wbrew pozorom, nie była to wycieczka do mojej ulubionej smażalni ryb w Śladkowie, lecz samochodowa wyprawa na najdalej wysunięty szczyt, zaliczany do korony Gór Świętokrzyskich. To najwyższe naturalne wzniesienie województwa łódzkiego (347 m n.p.m.), położone na terenie gminy Przedbórz, zaliczane jest do naszych gór i ze względu na odległość, bardzo rzadko odwiedzane. Nazwa tej góry pochodzi od nazwiska mieszkającego w pobliżu żyda - Wajnryba. Góra owa z czasem została przechrzczona na górę "Fajna Ryba". Po wielu upalnych dniach, w końcu zrobiło się znośnie, więc mogliśmy wyruszyć w drogę. Po drodze odwiedziliśmy ruiny, niegdyś wspaniałego pałacu rodziny Niemojewskich, dziś popadający w coraz większą ruinę.

Pałac w Lasocinie powstał na podwalinach wcześniejszego dworu szlacheckiego w połowie XIX wieku. Budowla otoczona była wspaniałym 8-mio hektarowym parkiem, ze starymi dębami, klonami, lipami, grabami oraz bardzo rzadkimi w Polsce miłorzębami japońskimi. Do posiadłości wiodły dwie drogi, jedna z nich - Aleja Lipowa, prowadziła z pobliskiego Mnina.


Pałac wybudowany został na wyraźnym wzniesieniu i otoczony wysokim murem, którego fragmenty zobaczyć można do dnia dzisiejszego. Pałac na ówczesne czasy był bardzo nowoczesny. Wyposażony w wodę, c.o., telefon i światło elektryczne (agregat mieścił się w piwnicy), świadczył o zamożności mieszkańców. Jego właściciel - Edward Niemojewski, po licznych polowaniach w pobliskich lasach, organizował w pałacu huczne przyjęcia. Ostatnimi właścicielami majątku byli Stanisław i Ludwig Niemojewscy, mieszkający tu do końca 1945 roku. Po tzw. wyzwoleniu zmuszeni zostali do opuszczenia swej siedziby i wyprowadzki do Kielc. Pod kuratelą Polski Ludowej obiekt ten,  jak i inne tego typu majątki zaczął popadać w coraz większą ruinę.




A tak pałac prezentował się w latach swojej świetności.

Opuszczamy Lasocin i jedziemy dalej do celu naszej wyprawy - wzgórza "Fajna Ryba". Należący do Gór Przedborskich wzniesienie liczy 347 metrów i jest drugim szczytem w dość rozległym masywie Pasma Przedborsko-Małogoskiego.

Droga na szczyt prowadzi oznakowanym, zielonym szlakiem. Po wejściu do lasu od strony wsi Góry Suche czeka nas mozolna wspinaczka stromą ścieżką, rozjechaną przez durnych "crossowców". 

Po kilku minutach wędrówki grzbietem wzniesienia, zbaczamy lekko ze szlaku i natrafiamy na jego wierzchołek. W całej wędrówce na szczyt towarzyszy nam dzielna Wenga, obwąchując po drodze co popadnie. "Fajna Ryba" - zaliczona :)

Ze wschodniego zbocza góry rozciąga się ciekawy widok na zalesione Wzgórza Łopuszańskie.

Wracając do domu, po drodze podjeżdżamy pod urokliwe ruiny dawnego zboru ariańskiego pod Gruszczynem. Świątynia, powstała na Górze św. Michała (332m) a datowana jest na XVI wiek. Samo już położenie ruin jest dość tajemnicze, gdyż powstało co najmniej kilkaset metrów od najbliższych zabudowań. 

Świątynia zgodnie z dawnymi zasadami, została wybudowana na osi wschód-zachód, gdzie prezbiterium z ołtarzem znajdowało się od strony wschodniej. Do dziś przetrwały jedynie ściany boczne, podparte kamiennymi szkarpami, prezbiterium oraz mury zakrystii. Całość zbudowana została z wapiennego kamienia, wydobytego opodal, zaś obramienia okien i drzwi oraz szczyty, noszą ślady użytych cegieł. Kościół powstał w stylu gotyckim, o czym świadczy między innymi okrągła rozeta, okno nad głównym wejściem do obiektu.


Raz w roku, zawsze pod koniec września ruiny wypełniają się wiernymi z okolicznych wiosek i odprawiane są tutaj nabożeństwa.

Spoglądając spod ruin kościoła na zachód, widać rozległe widoki na krańce świętokrzyskiej krainy.

I w tej oto scenerii zorganizowaliśmy sobie niewielki piknik w to ciepłe, sierpniowe popołudnie ;)


18.08.2016r.   Świtanie nad piaskownią w Mójczy.

                   Pobudka 4 rano i wyjazd o 4:50. Dla niektórych może to być niezrozumiałe, dziwne, lecz dla mnie i moich towarzyszy, chęć ujrzenia magicznego spektaklu pełnego pastelowych barw i klimatycznych mgieł, to wspaniała przygoda. Wyruszamy przed świtem, aby poczuć ten urzekający klimat nad pobliski zbiornik w Mójczy.
 
I jak to powiadają najstarsi górale i baby spod kieleckich remiz: "Na Mójcy - świat się kuńcy"


Brzask, jeszcze przed świtaniem, nad zbiornikiem unoszą się leniwie mgły i zalega niesamowita cisza.

Mgły opadają powoli rosząc łąki i okoliczne pola.



Powoli jaśnieje horyzont, to preludium przed spektaklem budzącego się dnia.


Aż w końcu 5:27 zza widnokręgu wyłoniło się przesłonięte lekko chmurami słońce. W poprzek zalewu powoli sunął po wodzie perkoz, przecinając taflę wody wśród magicznej ciszy.




Słońce wznosząc się nad widnokręgiem znów lekko skryło się w chmurach.


Nasz bohater poranka-słońce, jest już dość wysoko. Nastała wszechobecna jasność.

Na roślinach pojawiła się poranna rosa, pozostałość po rześkim poranku.



Po opuszczeniu akwenu w Mójczy wybraliśmy się nad pobliski zalew w Cedzynie, aby złapać trochę porannego klimatu.



₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪ 

29.05.2016r.   W poszukiwaniu żołny - okolice Kunowa

                   Upalny, słoneczny koniec maja, idealna pogoda aby sfocić jedne z najbardziej kolorowych polskich ptaków - żołny. Ten średniej wielkości ptak (długość ciała 23=25 cm, masa ok. 45-55 g) buduje długie do 2 metrów norki w lessowych skarpach, gdzie składa jaja i wychowuje swe potomstwo.

Dojeżdżamy samochodem do końca wsi Udziców Górny, skąd ruszmy pieszo na północ głębokimi, lessowymi wąwozami do Dolnego Udzicowa.


Po zejściu na dół wędrujemy szosą w kierunku Chmielowa (ładna, piwna nazwa :))

Mijając Chmielów skręcamy ponownie w górę, aby w kolejnym wąwozie znaleźć miejsce gniazdowania żołn.



Wreszcie są, siedzą na drutach wysokiego napięcia lecz pozwalają się sfotografować jedynie z daleka. 


Przenosimy się w inne miejsce, bliżej Kunowa do wąwozów Sroczy i Prosięcy Dół. Pod stanowiskiem bytowania żołn, napotkaliśmy na przyczajoną parę, fotografujących te piękne ptaki (których przy okazji pozdrawiamy).






Foto - Misiek B.


Oprócz żołn znaleźliśmy ukryte wysoko w skarpie gniazdo kwiczoła.



W samym Kunowie, przy miejscowym sklepie napotkaliśmy młodego gawrona, który zapewne wypadł z gniazda i pilnowany przez rodziców i licznych kuzynów, wystraszony czekał na ratunek.

₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪ 
  07.05.2016r.   Bezkrwawe łowy na ptactwo wodne - stawy pod Maleszową i Śladkowem

                   Kolejny majowy weekend i wyjazd z aparatami na bezkrwawe łowy dzikich ptaków, mieszkających w pobliżu stawów hodowlanych. Na pierwszy ogień poszły stawy pod Maleszową.



Kaczki głowienki

  Biały łabądziek szukający cierpliwie swojej wybranki

Droga nad kolejne stawy


Czajka odciągająca nas od swego gniazda

Gniazdo czajki

Łyska wijąca sobie przytulne gniazdko

A tu już siedzi na jajkach

Opuszczony, wyschnięty staw pod Śladkowem

Rak szlachetny, jeden z mieszkańców stawu, który nie zdołał się uratować :(


Łubinowy las 

Kwitnąca turzyca błotna

Zając szarak


₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪ 
23.01.2016r.   Zimowa "objazdówka": Krajno, Bodzentyn, Tarczek, Świętomarz, Radkowice, Ciekoty

                   Pierwotny plan był taki, aby iść pieszo z osiedla nad rezerwat "Sufraganiec". Lecz po telefonie od Amisza zapadła decyzja - wsiadamy w jego samochód i robimy objazdówkę. Pogoda tego dnia była wyśmienita, niewielki mróz, słonecznie i szadź na drzewach. Jak tu w taką pogodę siedzieć w domu. Więc o 9:30 ruszyliśmy w drogę. 


Kapliczka p.w. Jezusa Miłosiernego w Krajnie Zagórzu została wybudowana prawdopodobnie w połowie XIX w. Pierwotnie usytuowana była w miejscu, gdzie rozpoczyna się Puszcza Jodłowa. W czasie remontu drogi wojewódzkiej w 2007 r. przeniesiona została w obecne miejsce z widokiem na Dolinę Wilkowską.


Zamek w Bodzentynie przechodził 8 etapów przebudowy. Z prac archeologicznych dowiadujemy się, że w XIV wieku stała tu baszta, której pozostałości można znaleźć w północno-wschodnim narożniku. W wieży znajdowało się głębokie pomieszczenie, służące zapewne jako więzień, gdzie osadzonego spuszczano w dół na linie. Z tego okresu pochodzą również północne mury zbudowane z dużych brył piaskowca, zaliczane do budowli gotyckiej. Z końcem XVII wieku budynki mieszkalne uzyskały charakter pałacowy. Rozebrano większość gotyckich murów, których użyto do przebudowy rezydencji. Dziedziniec połączono z przedzamczem mostkiem, ulokowanym na kamiennych filarach i bramą z czerwonego, wąchockiego piaskowca. W 1797 roku budowle przejęli okupanci austriaccy, umieszczając tu szpital polowy i spichlerz. W 1815 roku opuszczony zamek zaczął popadać w ruinę.


Gotycki kościół pw. Wniebowzięcia NMP w Świętomarzu powstał w latach 1367-1434 w miejsce XI wiecznego, drewnianego kościółka. Nazwa miejscowości pochodzi od bogini słowiańskiej Marzanny, którzy po przyjęciu wiary chrześcijańskiej nazywali tym imieniem Matkę Boską.

Z najstarszych czasów zachowała się romańska chrzcielnica i gotycka monstrancja wieżyczkowa. Na jednej ze ścian kościoła znajdują się gotyckie inskrypcje.




Pofalowane pola pod Szerzawami.



Radkowice - stoi tu drewniany kościół pw. Matki Boskiej Częstochowskiej wzniesiony w Miedzierzy a następnie w latach 1958-62 rozebrany i przeniesiony do Radkowic. We wnętrzu świątyni znajdują się trzy barokowe ołtarze a na szczególną uwagę zasługują malowidła ludowe z początku XVII wieku w oknach prezbiterium i kaplicy, tzw. "gomółki".


Wąwozy lessowe pod Radkowicami.


Tarczek - jedna z najstarszych osad na ziemiach świętokrzyskich, w średniowieczu ważny ośrodek targowy, stąd pochodzi nazwa miejscowości (tarżowanie). W roku 1253 otrzymał prawa miejskie i był siedzibą kasztelanii. Stracił swe przywileje w XVI wieku po tym, jak miejscowy biskup Bodzanta wybudował na włościach należących do Tarczka nową osadę - Bodzentyn.  Pierwsze wzmianki o istnieniu tu drewnianego kościoła pochodzą z roku 1067. Świątynia romańska pw. św Idziego, wybudowana w latach 1218-29 z kamienia ciosowego orientowana - czyli absyda wraz z  ołtarzem skierowanym na wschód, do dnia dzisiejszego zachowała swój pierwotny kształt. Budowla posiada dach dwuspadowy, na dachu wieżyczka z sygnaturką. Wnętrza kościoła zachowały się w niemal niezmienionej formie. Ponieważ świątynia została posadowiona na lessowej skarpie, która ulega suffozji -czyli spełzaniu gruntu, można dostrzec w murze kościoła żelazną ankrę, która zespala ścianę budowli.


W dolnej części muru wschodniego absydy, nisko w przyziemiu dostrzec można lejkowate i miseczkowate zagłębienia wytarte w kamieniu. Są to tzw. "świdry ogniowe" w których dawni wierni kościoła uzyskiwali ogień do świec kościelnych, poprzez tarcie oburącz drewienek szybkim ruchem obrotowym o kamień. Powyżej widać również bruzdy po ostrzeniu broni siecznej.

Amfiteatr letni nad zalewem w Ciekotach.

Widok na "oszadziałą" od strony południowej Łysicę.


Kościół w Masłowie, wybudowany z cegły i piaskowca w latach 1926-37 w stylu "gotyku nadwiślańskiego" z wypatrującym na pobliskie wzgórze Amiszem.

₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪ 

12.07.2015r.  Rezerwat "Gagaty Sołtykowskie"

           Ciepła, ale nie upalna niedziela, więc pojechaliśmy miśka samochodem nad zalew w Krasnej i do rezerwatu "Gagaty Sołtykowskie". Rezerwat znajduje się on opodal miejscowości Odrowąż. Na jego terenie  ochroną zostały objęte odsłonięcia skał dolnojurajskich zawierających interesujące minerały i skamieniałości, oraz odmianę węgla brunatnego używaną w jubilerstwie - gagaty.
             W miejscu tym, do 1977 roku wydobywano glinę ceramiczną. Obok wyrobiska odkryto w 1999 r. wyraźne tropy dwóch gatunków dinozaurów, które zabezpieczone zostały drewnianą wiatą. Niedawno natrafiono tu na małe fragmenty kości drapieżnych dinozaurów, teropodów które polowały na roślinożerne, ociężałe zauropody. Innym znaleziskiem były ślady zadrapań pazurów po dnie dawnego, ciepłego morza, pozostawione przez gady pływające w tych wodach ponad 200 mln lat temu. Wśród hałd północnej części wyrobiska spotyka się w blokach piaskowca bogate ślady jurajskiej flory. Współcześnie zobaczyć można rosnące pod ochroną widłaki i rosiczki, które rozrosły się na podmokłym terenie. Dodatkową atrakcją jest widoczny w północnej części wyrobiska „księżycowy krajobraz”, powstały w wyniku wyżłobienia przez wody opadowe w glinianym podłożu pofalowanych mikro-kanionów.

Droga do rezerwatu

Fragment ścieżki po drewnianych pomostach

W rezerwacie - wiata, chroniąca odsłonięcia odcisków dinozaurów

Pod wiatą

Kaniony utworzone przez spływające strumienie opadowe

Zaschnięte pagórki gliny

Rosiczka z kwiatostanem

Całkiem spore stadko rosiczek

Paź żeglarz

Czerwończyk dukacik

 Widłak pospolity

₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪ 

11.07.2015r.  Spływ pontonowy po Nidzie: Sobków - Mokrsko - Korytnica

               Zapadła decyzja - w sobotę organizujemy spływ. W piątek wszystko ustaliliśmy, transport załatwiony, pogoda zapowiadała się na fajną. Sobota, 6:20 tel od Jogasa, że zimno, tylko 12 stopni i strach wybierać się na spływ, może coś na pieszo? Na szczęście nie dodzwoniłem się do Amisza (jak zwykle) i spływ był już nieodwracalny. I całe szczęście, bo rozpogodziło się, wyszło słońce i temperatura szybko szła w górę. Przyjeżdżamy na dwa samochody z całym sprzętem  pod zamek w Sobkowie. 


Wypakowujemy cały majdan na łące przy rzece i czeka nas teraz wielkie pompowanie.

Godzina 10:00 i załoga gotowa do wodowania.

Płyniemy. Opuszczamy Sobków oraz okoliczne pola i kierujemy się na Mokrsko.


Po drodze mała przygoda z uchodzącym powietrzem z Darkowego pontonu. Trzeba załatać.


Woda w Nidzie leniwie płynie przez łąki, czas na relaks w ciszy i beztroskie wylegiwanie się.
Po przepłynięciu mostu koło Mokrska i ponad kilometrowego odcinka przez łąki wpływamy do lasu.

W międzyczasie Krzychu próbuje złowić coś na kija ale efekty były żadne.



Przy zakolu w lesie klimaty są niczym z amazońskiej dżungli, powalone drzewa, liany z zebranego po wysokiej wodzie siana na gałęziach i porośnięte czuprynami traw pniaki.


Po znalezieniu kawałka suchej plaży robimy ognisko i podpiekamy zabrane smakołyki.



Pod koniec trasy spływu wyłaniamy się z lasu.

Spływ kończymy przy miejscowości Kotlice. Wychodzimy na brzeg, spuszczamy powietrze z szalup i czekamy na transport. Jak pokazał czas, pogoda była idealna na spędzenie wolnego dnia na wodzie.