Rowerowo

Zakładka poświęcona rajdom rowerowym organizowane przez nas w ramach CKRajdCommando

15.06.2017r.  Kielce - Jaworznia - Szewce - Jaskinia Raj - Nowiny - Kielce  
                  
            Ostatnio w naszym kraju jest albo zimno, albo pada albo upalnie. Zbyt gorące dni nie nadają się na pieszą wędrówkę, więc kolejny raz wybieramy się na rowery. Tym razem "rajd bożocielny" miał być do Mostów, gdzie akurat kwitnie smółka na "Wale Secałowskim", lecz z powodu awarii sprzętu (2x kapeć) musieliśmy skrócić i zmodyfikować trasę.
 
 Jedna ze wspomnianych awarii, Kuba zmaga się z wymianą dętki - a za nim procesja tuż, tuż ;)
  Krótki popas pod Gajówką w Zawadzie.
Po drodze odwiedzamy zalany wodą kamieniołom w Nowinach a tu przykra niespodzianka. Wody gruntowe z powodu wzmożonego wydobycia w sąsiednim kamieniołomie znacznie opadły. 

Letnia sielanka, słonko świeci, motylki się bzykają ....... końcówka wiosny.

  Czy to fatum i zemsta proboszcza z Jaworzni - tym razem Jogas "złapał gumę"

  A tu najlepiej widać jak znacznie opadły wody niegdyś błękitnego jeziorka.

  Kierując się do domu podjeżdżamy jeszcze na ruiny niedoszłej fabryki tlenku glinu. 


Jedna z dziwniejszych budowli, toporna betonowa rotunda, niczym pozostałość hitlerowskiego
Peenemünde, nie wiadomo do czego miała służyć, ale wygląda ciekawie.

10.09.2016r.  Kielce - Tumlin Węgle - Umer - Zagnańsk - Kajetanów - Kielce
                  
            I znów kolejna, bardzo ciepła sobota a my tym razem postanowiliśmy wybrać się rowerami nad wodę. Kąpiel w zalewie na Umerze 10-go dnia września, nie zdarza się często. Tak ciepłą aurę (+30°C) warto wykorzystać na chwile spędzone nad wodą. 
                  
Jadąc dojazdówką wzdłuż ulicy Warszawskiej na wysokości zakrętu w lewo, tuż za salonem Solo skręcamy, na czerwony szlak. Po minięciu kilku zabudowań wbijamy się w las pod górkę.

Przy skraju lasu na podjeździe postanowiliśmy zrobić mały odpoczynek w cieniu drzew.


Dalej jedziemy  w kierunku zachodnim bardzo głębokimi koleinami, zrobionymi przez jakieś wielkie machiny przemierzające te lasy.


Po minięciu kładki nad "siódemką" i przejechaniu kolejnego kilometra przez las, docieramy do asfaltowej drogi na Zagnańsk. Przy pomniku upamiętniającym żołnierzy AK zbierającym się tu na pomoc walczącej Warszawie, robimy chwilową przerwę w trasie. 


Kolejny popas robimy w miejscu biwakowym, w samym sercu tumlińskich lasów, u stóp Sosnowicy.


Dalej czeka nas przeprawa po zgniłym pomoście, przeprawie przez strumień Sufraganiec.


Wreszcie docieramy do punktu docelowego - zalewu w Umerze, gdzie złaknieni chłodu zanurzamy się w zimnych wodach Bobrzy, rzeczki która spiętrzona tamą rozlała się wśród malowniczych wzgórz.


Pośladki mieliśmy tak rozpalone, że zostawiały po sobie wypalone wgłębienia w dębowej ławie :)

Po ostudzeniu się w chłodnych wodach zalewu, czas wyschnąć i udać się w powrotną drogę. Jogi, jako że człek to nieśmiały i wstydliwy, udał się jak to mówił "do przymierzalni" aby zmienić gatki.


Jeszcze kilka spojrzeń na wodę i w drogę.

Wracamy jak zawsze przez Zagnańsk, mijając przejazd kolejowy skręcamy w Kajetanowie do Kielc.


 Przed wjazdem do miasta jeszcze krótki postój w Wiśniówce na płyny chłodzące (nie wiśniowe!)



03.09.2016r.  Jędrzejów - Imielno - Korytnica - Chomentów - Zbrza - Bilcza - Kielce
                  

                   Wreszcie się udało zorganizować wypad rowerowy połączony z pociągiem. Od kilku lat planowany jako "Majówka z pedałami" wyszedł jako...... "Wrzesień z pedałami" :) Skład mocno okrojony, a to część na rajdzie w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, a to  komuś nie pasi, albo po prostu jak "taki jeden" - zaspał po ciężkim piątku.


Wyjazd spod domu 6:15 i kierunek dworzec PKP. Jadąc koło kieleckiego zalewu zastaliśmy  unoszące się mgły nad taflą wody i pływające leniwie kaczki.


Z niewielkim opóźnieniem, godzina 7-ma z minutami wyruszmy pociągiem do Jędrzejowa. Wagon zapełniliśmy ciasno rowerami, przed nami kilkadziesiąt minut jazdy.


Jędrzejów powitał nas niesamowitym fetorem wydobywającym się spod pociągu, bo akurat na stacji jakiemuś baranowi zachciało się wydalić "klocka" ze swoich trzewi. Brrrrrr


Z odorem który długo jeszcze gościł w naszych nosach jedziemy drogą 78 w stronę Nidy, na wschód.  Opuszczamy miasto i za zakrętem przed Jesionną skręcamy na południe. Dojeżdżamy do torów kolejki wąskotorowej i dalszą drogę pokonujemy ścieżką rowerową wzdłuż wspomnianej trasy kolejki - Ciuchcia "Express Ponidzie" aby klucząc lokalnymi, drogami dotrzeć do Imielna.
 
Powstały w roku 1224 romański kościół w Imielnie to perła architektury sakralnej. Świątynia została zbudowana z kamiennych ciosów wapienia pińczowskiego przez cysterskich budowniczych z pobliskiego Jędrzejowa. Romańskim rodowodem kościoła pozostaje prezbiterium, gdzie w jednej ze ścian  zachowały się półkoliście zamknięte pierwotne otwory okienne z charakterystycznymi dla tej epoki  tzw. służkami – kolumienkami, które podtrzymywały romańskie sklepienie. Dziś bryłę kościoła zakłócają dobudówki wykonane w XV i XVII w. (od północy m.in. kaplica barokowa i zakrystia, od południa zaś – kaplica gotycka). 



Na zewnętrznej ścianie południowej kaplicy na uwagę zasługuje cenna XV-wieczna płaskorzeźba, symbolizującą Zmartwychwstanie Chrystusa na tle Arma Christi, czyli – narzędzi Jego męki. Dostrzec można Jezusa otoczonego przez ramię krzyża (patibulum), flagrum (bicz z ołowianymi ciężarkami), młotek i gwoździe. Sarkofag, z których wyłania się Jezus, kryje w sobie również głęboką symbolikę i odniesienia biblijne.

Po krótkim postoju ze zwiedzaniem świątyni jedziemy dalej na wschód. W miejscowości Stawy natrafiamy na zabawne "kogucie chochoły", symbol lokalnych dożynek.


Po dodarciu do Nidy przekraczamy most i udajemy się pod wyniosłe wzgórze nad podmokłymi łąkami i starorzeczem Nidy. Na wierzchołku wzniesienia istniała w VIII-XII wieku osada obronna z epoki wczesnopaństwowej. Grodzisko wiślańskie okolone pierścieniami fos i wałów, górujące nad rozlewiskami Nidy było siedzibą średniowiecznej kasztelani czechowskiej. Stanowiło system obronny pogranicza ziem piastowskich – krakowskiej i sandomierskiej. W tak klimatycznym, prasłowiańskim miejscu, wypicie prażubra było jak najbardziej oczywiste ;)


Opuszczamy okolicę grodziska i wracamy przez żelazny, zardzewiały most.



Chwila odpoczynku nad płynącą tu leniwie Nidą i dyskusje "okołorowerowe" przed kolejnym etapem jazdy.




Po powrocie przez Stawy po kilku kilometrach docieramy do niewielkich Motkowic. W wiosce zachowały się w ruinie cześć zabudowań gospodarczych z 2 połowy XVIII wieku należąca do rodu Lackorońskich. Czworoboczny majdan z trzech stron zamknięty był stodołami, z czwartej spichlerzem i bramami. Posiadłość ma swoją ciekawą historię, przechowywany był tu drewniany stół, przy którym w 1702 roku obradowali szwedzcy generałowie króla Karola XII przed bitwą pod Kliszowem.

Dalej trasa prowadzi wzdłuż wałów przeciwpowodziowych Nidy i dojeżdżamy do betonowego mostu na rzece. Powstałe tu spiętrzenie wody wykorzystane jest dla potrzeb elektrowni wodnej.


Przed mostem  została niedawno wybudowana przystań kajakowa, którą to wykorzystaliśmy na krótki popas i podziwianie Michałowej sałatki.





Jadąc przez Chomentów mijamy drewniany kościół pw. św. Marii Magdaleny, wzniesiony przed 1744 r. W jego wnętrzu znajduje się barokowy ołtarz główny z początku XVIII w. Również ołtarze boczne i ambona są w stylu barokowym. 


Przed kościołem stoi murowana dzwonnica, typu bramnego. Jest to budowla piętrowa, trzyosiowa, o trzech wierzchołkach nakrytych gontowymi daszkami.

W dzwonnicy, jak to w dzwonnicy wiszą dzwony, mocno "nadgryzione" przez czas.



Jadąc przez Chomentów dostrzec można liczne kamienne piwniczki, w których to od dziesięcioleci zamieszkiwały ziemniaki, buraki i inne plony z pobliskich pól. Zapewne w zakamarkach tych piwnic znaleźć można było zacne trunki, które cieszyły spragnione podniebienia tutejszych mieszkańców.




W Chomentowie odbijamy na północ, przecinając grzbiet rozległego wzgórza, mknąc w dół kamienistą, polną drogą.


Po minięciu Chmielowic i Kawczyna leśnym duktem docieramy do Zbrzy.




Po zakupach w miejscowym sklepie, dość nieźle zamaskowanym od drogi wjeżdżamy w las i zatrzymujemy się na popas z ogniskiem. Podczas dyskusji przy pieczonej kiełbasie Beno przyznał się, że jego nie rajcuje jedzenie ani cała otoczka wokół tego, tylko inne rzeczy, jak np. sex. Od razu usłyszał zbiorową odpowiedź - "eeeeee, sex jest przereklamowany", wolimy dobrze pojeść, popić i pojeździć po fajnych okolicach :)




Po napełnieniu żołądków jedziemy dalej. Kolejną atrakcją po drodze jest stary żelazny, nitowany most kolejowy podwieszony nad Nidą.



Podążając wzdłuż torów kolejowych mijamy starą, podniszczoną stację kolejową Nida.




Po przejechaniu kolejnych kilometrów, jadąc przez Brzeziny, Bilczę i Dyminy docieramy w końcu do Kielc. Spragnieni i wysuszeni przez palące słońce zatrzymujemy się na chwilę w lesie pod Stadionem aby nawilżyć krtań zimnym ekstraktem z ulubionych szyszek. Tuż przy nas uchował się nawet mały czerwony kozaczek, który po podsuszeniu wyląduje w jakimś barszczu.
 


07.08.2016r.  Kielce - Bobrza - Samsonów - Kaniów - Kielce

                 Wreszcie nieupalna niedziela, temperatura optymalna na rower, więc w drogę. Trasa niezbyt ambitna, bo około 60 km, tak w sam raz przedobiadowo.


Na tamie w miejscu naszych spotkań przysiadł tajemniczy wędrowiec, wczytany w mądre księgi.
 
Po wyjeździe z miasta pędzimy leśnymi drogami w kierunku Bobrzy.


Po niecałej godzinie jazdy przybywamy do ruin kompleksu wielkopiecowego.


A jak wiadomo - "w Bobrzy robi się dobrzy", więc rozkoszujemy się ciszą i klimatem.



Na naszym stole pojawił się słonik dębowiec, wzbudzając zachwyt swoją trąbką.


Kolejny przystanek na naszej trasie to ruiny pieca w Samsonowie.


Po kolejnych kilkudziesięciu kilometrach czas na odpoczynek nad zalewem w Kaniowie.


Tomasz, niestrudzony tenisista-sportowiec, przecinał żabką chłodne odmęty kaniowskiego zbiornika.


Kolejny stwór tego dnia, szary pasikonik zamaskowany na plażowym piasku.


Na przystanku napotkaliśmy na ogłoszenie o zaginionym psie. Na szczęście nic mu się złego stać nie powinno, ponieważ w całej gminie obowiązuje zakaz katowania zwierząt.


Wracamy do Kielc przez Kajetanów i Wiśniówkę, omijając ruchliwą "siódemkę".


22.08.2015r.  Karczówka - Białogon - Jaworznia - Szewce - Miedzianka - Chęciny - Zgórsko - Kielce

                 Rajd MTB Orange CUP 2015 zbliża się wielkimi krokami, więc trzeba objeżdżać planowane przez nas z Jogim trasy. Tym razem wypad drugiego dnia zawodów, sprawdzamy traskę na Miedziankę i do Chęcin. Obiecali w TV niewielkie opady i dotrzymali słowa, tylko czemu do cholery akurat w czasie naszego ogniska? :)

Wyjazd zaczynamy od awarii jednego roweru, pękła guma, zdarzenie które wielu facetów wprawia w szok ale na szczęści chodziło w tym przypadku o dętkę :) 

 Bardzo ciekawa propozycja na szlaku turystycznym :)


Stromy zjazd z Karczówki, nawet na dwóch hamulcach koła mi się ślizgały, przydałby się ABS

 Czarny dzięcioł ostro naparzał w pień sosny


 A tu nasza koszmarna wspinaczka z rowerami na szczyt Miedzianki


Miedzianka zdobyta, warto jednak było, jeszcze nikt nas tu nie widział z rowerami :)


 Jak zwykle nie mogliśmy odpuścić wejścia do "Zośki", trochę chłodu pod "matrixem" zawsze się przyda. Pozdrawiamy napotkanych we wnętrzu góry speleologów ;)

 Tak wygląda "prawdziwa" dbałość o naturę i postawa EKO w naszych górach

Po drodze do Chęcin robimy małe ognisko na drodze, w końcu mamy suszę stulecia i nie ma co ryzykować na ściółce. Oczywiście zapowiadany przelotny deszcz  "przeleciał" podczas naszej degustacji w porę upieczonych kiełbasek

Rynek w Chęcinach przywitał nas zjazdem starych samochodów

Pod naszą kultową bramą beztrosko siedział sobie jej mieszkaniec i "obcinał" co to się na rynku dzieje

I wracamy do Kielc przez Zgórsko, opodal Pasma Zgórskiego, przez które zamierzamy przejechać podczas naszych zawodów MTB

31.05.2015r.  Karczówka - Białogon - Jaworznia - Szewce - Nowiny - Trzcianka - Kielce

                Dzień weekendowy bez deszczu, rzadkość ostatnio niesłychana, więc okazja aby powycierać trochę opony na okolicznych drogach i bezdrożach. Po lekkim poślizgu wyruszamy w stronę Karczówki, zbierając po drodze umówionych kompanów. Zabrakło oczywiście "trzonu" naszego commanda - Jogiego, który po ostatnich swawolach parkietowych smarował mazidłem opuchnięte kolano, zawinięte liściem kapusty włoskiej z Biedronki. Zaznaczyć trzeba, że nie była to słynna "szwedzka maść na kolano marki Absolut", którą zażywa się doustnie.  Po ominięciu Karczówki pędzimy przez las pod Brusznią i wyjeżdżamy w Białogonie.

Pierwsza przeprawa wodna - mostek na Silnicy

Po przejechaniu przez Janów wjeżdżamy na kamieniołom w Jaworzni. Widok tej zarośniętej, wielkiej dziury (tylko bez skojarzeń) zawsze robi niesamowite wrażenie.

A tu  jastrzębiec kosmaczek - ale w wersji rowerowej w tle :)


Jadąc z Jaworzni przez lasy Pasma Zgórskiego wyjeżdżamy drogą w Szewcach. W międzyczasie krótka awaria - podobno Honi pękła gumka od...... a nie, to łańcuch odmówił posłuszeństwa.

W lesie, po lewej stronie drogi prowadzącej do Szewców od Zgórska, w otoczeniu dębów i sosen stoi pomnik z nazwiskami poległych żołnierzy AK, upamiętniająca potyczkę z września 1944 roku oddziałów Antoniego Hedy "Szarego" z Niemcami.
 
Gąsiennica kuprówki złotnicy pełzająca po ławce, pewnie chciała nam się do browara dobrać.

Mijamy Szewce, przekraczamy ulicę Krakowską i wjeżdżamy do Sitkówki. Po dotarciu w część przemysłową udajemy się nad zalany kamieniołom "Zgórsko". Najstarsze kamieniołomy w Sitkówce czynne były od początku XX wieku. W kamieniołomie Zgórsko prowadzono wydobycie od 1928 roku. Właścicielami byli bracia Goldferbrowie, znanego pochodzenia. Kamieniołom zmieniał właścicieli, był miejscem wydobycia surowca wapienniczego dla powstałych w 1966 roku Zakładów Cementowo-Wapienniczych i funkcjonował do 1990 roku.  Kamień był segregowany i ładowany na kolej wąskotorową, a następnie transportowany na stację przeładunkową w Sitkówce. Do 1988 roku w kamieniołomie eksploatację prowadzono w dwóch piętrach po 20 m każdy, lecz potem zaniechano z uwagi na wysokie koszty wydobycia kamienia. Od 1990 roku wyrobisko jest zalane wodą a jego powierzchnia wynosi 11 ha. Zbiornik wodny jest aktualnie rajem dla wędkarzy, zaś w przyszłości służyć ma celom rekreacyjnym.

Po opuszczeniu kamieniołomu podjeżdżamy na teren ruin fabryki tlenku glinu. To wielka, niedokończona inwestycja z czasów PRL-u, która miała dobić świętokrzyskie lasy, wypluwając z czeluści swych kominów jeszcze większą ilość pyłów. Aktualnie pozostały betonowe kikuty służące jedynie dla uprawiania gier drytoolowych, wspinaczkowych. W tym miejscu Przemo zadumał się: "Jak to już Gierek w dawnych czasach przewidział, że będą tu ludzie wspinaczkę uprawiać".

W Trzciance stoją dwa młyny, jeden w kompletnej ruinie a drugi przerobiony na dom mieszkalny.


Po przejechaniu przez Słowik i ulicę Krakowską, wracamy ścieżką rowerową do centrum Kielc. Część ludzi odbija po drodze a reszta rozstaje się przy tamie na zalewie kieleckim. Wyszło nam ok 35 km, więc niezbyt wyczerpujący dystans.



11.04.2015r.  Gościniec Piotrowskiego - Szczukowskie Górki - Białogon - Karczówka
 
                 Bardzo ciepła (nareszcie) sobota i czas zainaugurować sezon rowerowy. Na początek standardowa traska 20 kilometrów, aby nadto nie przeciążyć kości miednicy po zimie :) Zbiórka przy kieleckim zalewie i w drogę, ścieżkami rowerowymi przez północno-zachodnie osiedla, aby wydostać się  z miasta.


 Jadąc przez dzielnicę Herby mijamy nader urokliwą stację Kielce Herby

 Widok z grani skalnej nad rezerwatem "Ślichowice" zawsze robi wrażenie.

 Znad kamieniołomu rozciąga się widok na całą okolicę i urokliwy kościół w Chełmcach

Jak nakazuje wieloletnia tradycja robimy krótki odpoczynek przy "Zapadniętej Karczmie", która jest niczym innym jak zjawiskiem geologicznym, pozostałością leja krasowego.

Na mapach LIDAR miejsce to robi fajne wrażenie, przypomina lej po bombie w środku lasu

Kolejny kamieniołom mijany po trasie - kopalnia w Górkach Szczukowski. Przed kilku laty rekultywowany znów stał się miejscem wyciągania matce ziemi swoich skarbów

 Po dojechaniu nad Bobrze w otoczeniu nadrzecznych łąk, robimy krótki popas


Rozpalamy niewielkie ognisko i pochłaniając opiekane kiełbaski przegryzamy je Michałową sałatką z rukoli. Od tego chrupania i mlaskania aparat wariując stracił ostrość ;)
 

 W trawach nad rzeką zakwitł ziarnopłon wiosenny

Wracając przez miasto wstąpiliśmy po drodze do opuszczonej kamieniczki, gdzie na ścianach zobaczyć można niecodzienne graffiti, niczym dzieła mistrza Picassa




 
07.09.2014r.  Kielce - Masłów - Barcza - Św. Katarzyna - Ciekoty - Kielce
 
                
Dziś ważne zadanie - przetarcie trasy odcinka specjalnego rajdu MTB Orange CUP 2014. Start jak tradycja nakazuje spod tamy nad zalewem i w drogę. Tym razem kolejny debiutant w naszym gronie - Kuba, znany z niedawnej afery podsłuchowej, gdzie został nagrany w barze mlecznym "Stokrotka"..... jak siorbał zupę ogórkową :).



Pogoda lipcowa, ciepło i słonecznie, więc po kilku kilometrach "podpisaliśmy listę" w lokalnym sklepie spożywczym.

Jadąc przez Masłów postanowiłem wypróbować drogę przez Marczakową Dolinę i okazało się nie było co żałować. 




Z grzbietu wzgórza oddzielającego Masłów od Marczakowej Doliny rozciągał się wspaniały  widok  na pobliskie pasma górskie i górującą nad okolicą Łysicę.


Po przejechaniu przez  Barczę wbijamy się w lasy Pasma Klonowskiego, aby wypróbować przejazd przez wspomniany "odcinek specjalny"

Miejscami błota były tak odstraszające , że woleliśmy przejechać bokiem drogi.
Łąki - niby ładne, widokowe ale jak na  przejazd rowerem dość ekstremalne ze względu na błoto i koleiny zalane wodą.

Po przejeździe przez św. Katarzynę pomykamy sobie asfaltem do Ciekot, pod nieczynny jak się okazało bar "Pod Pstrągiem. Ta kultowa dla wracających ze szlaiu turystów turystów miejscówka została w barbarzyński sposób przeniesiona o ponad kilometr w inne miejsce. Co prawda wystrój jej mógłby Magdę Gessler przyprawić o zawal,  był dla nas niezastąpioną przystanią dla złaknionych jadła i złocistego nektaru traperów.

Zasmuceni odjeżdżamy z Ciekot i jadąc szlakiem pokonujemy Lubrzankę i dalej przez okolicę lotniska w Masłowie wracamy do Kielc.


02.08.2014r.  Kielce - Mójcza - Suków piaskownia - Cedzyna - Kielce
                 Zapowiadany kolejny cholernie upalny dzień tego lata, w szklanej rurce rtęć powinna się unieść na wysokość 30 st. C więc okazja na wyjazd nad wodę. Wybraliśmy zbiornik po kopalni piasku pod Sukowem, gdzie woda jest tak czysta, że widać stopy unosząc się pionowo w wodzie.



Kolejny punkt zbiórki pod głową Cześka na skwerku Szarych Szeregów i okazuje się, że Jogi się nie spóźnił tym razem. Po krótkim szoku spowodowanym tym wydarzeniem wsiadamy na nasze maszyny i jedziemy w stronę południowych dzielnic Kielc.


 Po wyjechaniu w miasta w okolicy Bukówki jedziemy w dół przez Mójczę i dalej skręcamy na wschód w stronę rzeki Lubrzanki i starego młyna nad rzeką. Drogą którą jedziemy płynie strumień a napotkany po drodze tubylec mówił, że od ponad 30 lat jak tu chodzi nie widział takiej wody.


W niektórych miejscach droga była kompletnie zalana i nie do przejechania, więc trzeba było "bockiem, bockiem"


 Samą rzekę Lubrzankę pokonuje się tu po prowizorycznym mostku ze słupów elektrycznych.


 Teraz już tylko krótki przejazd lasem po leśnym dukcie i jesteśmy nad wodą.

Piaskownia powitała nas przejrzystą wodą i bezchmurnym niebem. Była wczesna pora, więc ludzi mało nad wodą.


 Złaknieni chłodu wskoczyliśmy do chłodnej wody i racząc się browarem z dryfujących butelek chłodziliśmy się delektując ciszą i wodnymi klimatami.


 A tu po wyjściu z wody nasz Jogi w kreacji a'la Shakira bez bielizny z wysokim "rozpierdakiem" :)

Z przejażdżki wracaliśmy przez Niestachów i Cedzynę, wstępując po drodze nad cedzyński zalew.


 A nad zalewem sielanka na całego, chociaż nie było tu takich tłumów jak to dawniej bywało.

Zapewne głównym powodem braku ludzi jest woda w kolorze zupy grzybowej i brak infrastruktury nad zalewem. Znad wody wróciliśmy drogą tzw. dojazdówką wzdłuż drogi ekspresowej do Kielc.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

25.06.2014r.  Łagów - Duraczów - Melonek - Pipała - Wszachów - Winna - Łagów
 
                 Środa 7:00 rano, zapinamy z Honią i Benem rowery na samochód i jedziemy do Łagowa. Tam opracowałem pętlę rowerową, tak około 60 km aby potrenować przed głównym daniem roku - rajdem rowerowym pracowników Orange Polska. Pogoda była dość niepewna i dlatego umówiliśmy się bardzo wcześnie.


Łagów powitał nas słońcem z niewielkimi chmurami i po rozładowaniu rowerów przy rynku wyruszamy  w trasę. 

Jedziemy z miasteczka asfaltem przez wieś Masłowiec, gdzie miejscowa rzeka Łagowica wydrążyła ogromny wąwóz w wapiennych skałach. U podnóża skarpy znajduje się źródło krasowe, skąd wypływa krystalicznie czysta woda.

Po zjechaniu z drogi przecinamy Łagowicę przeprowadzając rowery brodem na drugą stronę.

Przed wjechaniem na rozległą dolinę z zielonymi łąkami, przysiadamy na moment podelektować się urokami tego miejsca. Jadąc polną drogą natrafiliśmy na zmykającego jelonka.

Przepływająca tędy rzeczka Łagowica raczej do najczyściejszych nie należy, ale mieliśmy na szczęście picie w bidonach. To zmętnienie to wina pobliskich kopalni dolomitów.



W miejscowości Melonek natrafiliśmy na stary, drewniany młyn wodny, po którym jego sympatyczny właściciel nas oprowadził, opisując jego działanie i opowiadając przy tym ciekawe historie.


            Proces przemiału rozpoczynał się od umieszczenia miary zboża w koszu nasypowym nad kamieniami młyńskimi, skąd ziarno trafiało do otworu w biegunie, tj. do oka mlewnika. U wylotu kosza zainstalowane było mieszadło (trzęsacz) z drgającym prętem, zapewniające równomierne rozsypywanie zboża. Poprzez oko mlewnika ziarno dostawało się między kamienie młyńskie, gdzie ulegało pierwszemu mieleniu. W ten sposób powstawała gruba i ciemna mąka zwana razówką. Z mąki razowej z otrębami wypiekano chleb razowy.

W celu uzyskania mąki wyższej jakości, a więc oczyszczonej z otrąb, miałkiej i białej, kontynuowano przemiał z zastosowaniem urządzeń zwanych odsiewaczami (przesiewaczami), gdzie zmielone zboże spod kamieni młyńskich kierowano drewnianą rynną.

Początkowo powszechnie stosowano pytle, czyli ruchome rękawy przesiewowe z płótna i jedwabiu, których wlot i wylot obszywano dla wzmocnienia skórzanymi taśmami. Wielokrotnie mielona, oczyszczona i przesiana przez pytel mąka nosiła nazwę „mąki pytlowej”. Wypiekano z niej chleb pytlowy.
[zaczerpnięte ze strony ekologia.pl]





            Poważną wadą naturalnych kamieni młyńskich było ich szybkie zużywanie się (ścieranie) podczas pracy. Na przykład kamienie z białego piaskowca musiano w sezonie roboczym regenerować (ostrzyć) średnio raz w tygodniu. Ostrzenie polegało na ponownym nakłuwaniu bruzd na ich powierzchniach ściernych. Aby zaradzić temu problemowi, zaczęto stosować kamienie sztuczne, wykonywane z cementu z domieszką kwarcu. Importowano je z Francji, a zatem potocznie nazywane były francuzami. Taki właśnie francuz widać na pierwszym planie zdjęcia.

Dalej nasza trasa prowadziła przez śmiesznie brzmiące nazwy wiosek jak Zbelutka czy Pipała. Droga wiła się pomiędzy ciągnącymi się pasmami wzgórz pod którymi pasły się krowy i przechadzały boćki.


Przy naszej trasie natrafiliśmy na pola facelii błękitnej, wyglądające niczym lawendowe plantacje w Prowansji.

W wiosce Skolankowa Wola skręciliśmy w lewo i udaliśmy się leśną drogą na drugą stronę lasu. W lesie planowaliśmy ognisko co zmusiło nas do szukania sklepu z kiełbasą i browarem. Napotkaliśmy dwóch miejscowych "kowboi", więc spytaliśmy czy dalej po drodze jest jakiś sklep. Jeden z nich wybełkotał: 
- "A panie, jest tam dalej sklep ale nic w nim nie ma, wina nie ma - nic nie ma".
- "Ale my chcieliśmy piwo". 
- "A to piwo tam jest" :)

Po pokonaniu lasu wyjechaliśmy na drogę do Wszachowa, gdzie skręciliśmy znów w lewo w stronę Łagowa.

Jadąc przez wioskę Winna zastaliśmy całkiem odmienny krajobraz niż ten, który nam do tej pory towarzyszył. Nie wiem czemu ta wieś Winna  była winna, że okoliczne pola, wąwozy i zielone łąki zamieniono w księżycowy krajobraz.


Patrząc na mieszkających tu pośród hałd i ogromnych dziur w ziemi ludzi, należy im tylko współczuć.


Po dojechaniu do miejsca naszego startu, czyli Łagowa, zapinamy rowery i wracamy do Kielc. Po drodze zatrzymujemy się w wiosce Belno aby zobaczyć jeszcze jeden drewniany młyn.


           Ciekawostką tego powstałego w 1884 roku młyna jest jego stan. Pomimo, że jest w stanie rozpadu zachowały się w nim wszystkie urządzenia a największe wrażenie robi pozostawiony pod zsypem pełny worek mąki. Wygląda to jakby jakiś wybuch jądrowy  przerwał nagle pracę przebywających tu młynarzy i pozostawili to wszystko w nienaruszonym stanie.

 

07.06.2014r.  Kielce - Białogon - Jaworznia - Czerwona Góra - Nowiny - Kielce

                             
Zapowiadała się bardzo ciepła i słoneczna pogoda. Polska to jest jednak "bardzo dziwna kraj" jak mawiał Zulu Gula. Przychodzi czas po zimie i albo jest upalnie albo pic jak diabli. No ale cóż zrobić, na rowerze przynajmniej wiatr owiewa a w domu szkoda siedzieć.


              Na miejscu zbiórki w parku miejskim powitał nas ociekający patyną i obsrany przez ptaki Żeromski. Kiedyś popularne było powiedzenie, że "masz łeb jak Żeromski w parku", które teraz należałoby zmienić na "masz nawalone pod czapką - jak Żeromski w parku" :)

I wreszcie jest, Krzychu który w końcu się zebrał w sobie i wstawił na pierwszą w tym roku eskapadę. Po odpowiedniej reprymendzie obiecał się poprawić - zobaczymy ;)


Pierwszy postój pod sklepem w pobliżu kieleckiej perełki budownictwa drewnianego, kościół w Białogonie w stylu góralskim z trochę innej perspektywy, z mchami w roli głównej.


Kolejny popas na trasie, tym razem Białogońskie łąki przy dawnym stawie fabrycznym i zmagający się facet z niesfornymi krowami. Kosa wbita w ziemie dodawała tej scence uroku i element grozy.

Jadąc przez Jaworznię zatrzymujemy się jak zwykle przy kamieniołomie ze słynną jaskinią "Chelosiowa Jama", która jak mało kto wie, jest drugą co długości jaskinią w Polsce. Jej łączna długość to 3670 metrów, więcej na stronie: http://www.sktj.pl/epimenides/inne/chelo_p.html

Krzychu rozsiadł się jak basza na skale i łapał czerwcowe promienie słońca. Może zmarzł chłopina po drodze? :)


Czas na pamiątkowe zdjęcie w lustrze - taka nasza mała świecka tradycja.


A my dalej w drogę, omijamy Bolechowicki Grzbiet jadąc przy ekspresówce, obwodnicy Kielc.
Dalej na trasie kładka nad trasą szybkiego ruchu koło wsi Zelejowa, zmierzamy w kierunku Czerwonej Góry.


I wreszcie postój na ognisko, całą załoga skupiona na opiekaniu kiełbasek i sączeniu zimnych napojów ;)


Gościnnie na nasze ognisko zawitał nasz kumpel Stachu, obiekt westchnień miejscowych grzybiarek i znany smakosz  lubczyku. Aby pasować do reszty zajechał do nas rowerem.

Tu mnie trochę przeklinali za "niezbyt komfortową nawierzchnię "gliniasto-płynną", ale daliśmy radę przebrnąć.


Po mozolnej jeździe pod górę (z deka pomieszały mi się ścieżki :)) wdrapaliśmy się na zalesioną górę Berberysówka i na skraj zalanego wodą kamieniołomu Zagórsko.


Przysiadając w miejscowej altanie przysklepowej dla "smakoszy tanich trunków", przy urynalno-alkoholowych klimatach oglądaliśmy efekty przejazdu przez "czerwoną ziemię". Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.


24.05.2014r.  Herby - Białogon - Zalesie - Karczówka

                          
     Upalna sobota pod koniec maja. U nas w Polsce to albo zimno albo upalnie, dziwny kraj. Na termometrach 29 stopni, ale nie zważając na gorąc udajemy się na przejażdżkę rowerowa po zachodnich rejonach Kielecczyzny.


Wyjazd z miasta ścieżką rowerową koło Elektrociepłowni. Paweł zabrał dzieciaki aby nałapały trochę podkieleckiego, świeżego powietrza.


Lody - dla każdego dziecka to wielka radocha, zimne, słodkie i można się przy tym uciapać :)

Jadąc ścieżką rowerową przez bugajskie lasy przekraczamy kładką obwodnicę Kielc - ekspresową E77


Dalej droga prowadziła przez kompleks leśny Świniej Góry, szeroką drogą przeciwpożarową.

Podczas krótkiego postoju w lesie Pawła syn Filip zapytał: "Tato, a to w lesie są koszmary?"
"Nie synku, to są komary" :)

Po wyjechaniu z lasu docieramy do Kostomłotów i wielkiego kamieniołomu Laskowa.


Po przekroczeniu Bobrzy i wsi Bugaj skręcamy w stronę Chełmców, gdzie na szczycie wzniesienia stoi górujący nad okolicą kościół św. Magdaleny i Mikołaja z 1665 roku.

Kolejna atrakcja na trasie rajdu to ruiny pałacu należącego niegdyś do zamożnej rodziny magnackiej - Jana Aleksandra Tarły i jego małżonki, księżnej Anny Czartoryskiej. Z miejscem tym związana jest ciekawa historia. Na przyjęciu zorganizowanym przez biskupa krakowskiego Jakuba Zadzika w kieleckim pałacu biskupim, dumny ze swej siedziby gospodarz pogardliwie odmówił przyjęcia zaproszenia wojewody, odpowiadając na zaproszenie gościa do ówczesnej rezydencji w Chełmcach, że "po chałupach jeździć nie będę". Urażony Tarło zripostował: "Zapraszam zatem ekscelencję do siebie, do Piekoszowa za dwa lata, do takiego samego pałacu, jaki ekscelencja tu posiadasz". Dwa lata później stanął pod Piekoszowem obiekt, zbudowany przez tego samego architekta, dokładna kopia pałacu biskupiego w Kielcach.



Nasz dzielny Skandal wdrapał się nawet z rowerem na piętro pałacowych ruin .


W pozostałościach dawnych pomieszczeń rezydencji widać misterną konstrukcję kamiennych stropów.


Jadąc przez rozlewiska i wały dawnego stawu białogońskiego natrafiliśmy na czajkę, która próbowała nas odstraszyć od swojego gniazda, latając nad głowami i krzycząc na nas. Mieliśmy ze sobą parówki i piwo, więc nie połakomiliśmy się na świeże ptasie jaja :)


  Rusałka admirał na fragmencie zardzewiałej tamy przy  białogońskim stawie.


Do miasta wróciliśmy ścieżką rowerową z Białogonu wzdłuż ul. Krakowskiej. Na niebie pojawiła się chmura w kształcie sterczącego fallusa, jako symbol - "takiego wała, upał nam nie straszny !"
 

18.04.2014r.  Herby - Białogon - Zalesie - Karczówka

                  Taka krótka przejażdżka rowerowa w dniu wolnym przed całym zamieszaniem świątecznym. Wybraliśmy się wspólnie ze Skandalem aby zaliczyć dawno planowane miejsce, czyli starą lokomotywownię na Herbach. Pochodząca jeszcze z czasów międzywojennych zajezdnia jest obecnie w stanie ruiny i nie wiadomo czy jej dni nie są już policzone.





 Dalej pojechaliśmy przez pustkowia i podmokłe łąki dzielnicy Pietraszki 


 Na Białogonie przysiedliśmy przy "stykance" Bobrzy z Silnicą, aby nacieszyć się wiosną i zimnym piwem.



Wracając do miasta podjechaliśmy na Karczówkę aby zobaczyć jak zaawansowane są tam prace porządkowe. Z tarasu podziwialiśmy widok na Kielce skąpane w kwietniowym, ciepłym słońcu.




05.04.2014r.  Kielce - Mójcza - Kranów - Borków - Dyminy - Kielce


              Wietrzny i niezbyt ciepły dzień ale jak już poszło w świat, że jedziemy to trzeba było ruszać w trasę. Spotkanie przy molo z kręcącym się jak zawsze przy nas, nastroszonym gołębiu, widać upodobał sobie to miejsce. Ruszamy grubo po 9:00, bo jak zwykle Jogi się spóźnił :) Jedziemy pod wiatr wiejący ze wschodu wzdłuż wylotówki i dalej nad zalew w Mójczy.


Nad zalewem dołącza do nas jeszcze trójka uczestników i udajemy się koło cmentarza przez most na Lubrzance do pobliskich lasów.



  Wbijając się w kompleksy leśne góry Otrocz jedziemy wygodnymi leśnymi drogami przeciwpożarowymi.



  Po wyjechaniu z lasu trasa nasza wiedzie przez spokojne wioski Kranów i Słopiec.

W Słopcu mijamy zburzoną rzekę Belniankę, gdzie pod mostem robimy krótki odpoczynek ;)

Jadąc przez wieś można napotkać na przedziwne twory budowlane (uśmiechnięty domek)


 
W lesie pod Babią Górą zrobiliśmy dłuższy popas na ognisko i przyczepił się do nas pewien leśny mieszkaniec. To mały chrząszcz o dłuuuugich czółkach - Tycz Cieśla ...... ale pewien znawca odrzekł że to trzyszcz, może w lokalnym dialekcie to i trzyszcz :)






Po ognisku i zjedzeniu kiełbasek ruszamy w stronę Kielc drogą leśną, mijając po drodze to oto bajorko.


I został ostatni odcinek do miasta przez przebudowywaną drogę krajową 73. W sumie zrobiliśmy ponad 50 km i to przy sporym wietrze.

Plan trasy

24.08.2013r.  Miąsowa - Rembieszyce - Bocheniec - Bolmin - Miedzianka - Jaworznia - Kielce
Skład: Tomasso, Jogi, Krzychu, Bryłka, Michał, Zbychu i Beata


















15.08.2013r.  Kielce - Bobrza  - Umer - Kaniów - Kielce
Skład: Tomasso, Jogi, Marcin Ch., Skandal, Przemek, Marzena, Mariusz W.


                 Czwartkowe święto wniebowzięcia, dzień wolny od pracy to dla rowerowych "niefanatyków" religijnych doskonała okazja na wypad. Tym razem próbujemy nową trasę wiodącą przez las u podnóża Świniej Góry - nazwaną przeze mnie "świńską drogą". Na końcu ulicy Kruszelnickiego skręciliśmy w prawo i jadąc lasem docieramy do kładki nad obwodnicą Kielc.


Kładka ma dłuuuugi żwirowy podjazd z obu stron i barierki.

Z kładki widać nowo-oddaną ekspresową obwodnicę Kielc


Dalej jedziemy wijącą się przez sosnowy las żwirową "świńską drogą". Szeroka, bez wzniesień droga jest wspaniałym traktem omijającym ruchliwe szosy aby dotrzeć w stronę Oblęgorka i Miedzianej Góry.


Jadąc przez Ciosową, Porzecze docieramy do Bobrzy i po pokonaniu niewielkiej rzeczki o tej samej nazwie, docieramy do obelisku upamiętniającego istnienie w tym miejscu pierwszego wielkiego pieca.



Po dotarciu do ruin pozostałości Zakładów Wielkopiecowych zbudowanych w latach 1828–1831 zwiedzamy teren i robimy sobie pamiątkową fotkę.

Okazały mur oporowy o długości ok. 400 metrów i wysokości do 15 m robi niesamowite wrażenie.



Jadąc dalej przez Ćmińsk w kierunku Samsonowa mijamy z lewej fermę wiatrową.



Po dotarciu nad zalew w Umerze delektujemy się widokami.



Kolejnym zabytkiem przemysłowym mijanym na trasie są ruiny zakładu wielkopiecowego z lat 1818-1822



Po przejechaniu kilku kilometrów wyłania się nam kolejna atrakcja, słynny kilkusetletni dąb "Bartek".


W pobliżu zalewu w Kaniowie robimy krótki popas i rozpalamy ognisko aby opiec "conieco" nad ogniem i ruszyć w drogę powrotną.






01.05.2013r.  Skarżysko - Wąchock - Wykus - Siekierno - Św. Katarzyna - Ciekoty - Kielce
Skład: Tomasso, Jogi, Jacek M, Beata, Pablino z córką Anią, Sławek Ł, Skandal, Wojtek i Zbychu


                          To już nasz trzeci wypad rowerowy z cyklu "Majówka z Pedałami" zaliczony pomimo nieciekawej pogody :) Po nocnej ulewie nie zniechęceni zbieramy się przed 7 rano na dworcu PKP i wsiadamy w pośpieszny do Skarżyska.  


Po zapięciu rowerów z dobrym humorem i nadzieją na brak opadów dojeżdżamy "więźniarką" do stacji w Skarżysku.




Po wytaskaniu się z rowerami na peron ruszamy przez wschodnie rejony Skarżyska w stronę Wąchocka. Po drodze odpoczywamy przy drewnianym młynie Piasek na rzece kamiennej.

I tu na zdjęciu pojawił się mistrz drugiego plany Jogi ze swoją wypiętą potylicą :)


Dalej jadąc mijamy stadninę koni fiordzkich i napotykamy na niewielką rzeczkę o śmiesznej nazwie Kaczka. Aby dalej przejechać musimy wybudować przeprawę, ale nikt nie mówił że będzie łatwo.

Po paru chwilach udaje nam się przedostać na drugi brzeg.

Po udanej przeprawie docieramy do zalewu na Kamiennej w Wąchocku. Czeka tam na nas przemarznięty Darek, który musiał swoją kolarką dostać się tu asfaltowymi drogami.

Pod tamą już wszyscy w komplecie.

Opodal tamy na Kamiennej stoją ruiny dawnego zakładu metalowego z 1 połowy XIX wieku, zwane od późniejszych właścicieli pałacem Schoenbergów.

Opactwo Cystersów z 1179 roku z charakterystyczną pasiastą ścianą kościoła z kamienia wydobytego w pobliskich kamieniołomach. 

Wyjeżdżamy z Wąchocka pokonując stromy podjazd przy malowniczych wąwozach i udajemy się w stronę Puszczy Świętokrzyskiej.

Teraz czeka nas mordercza jazda kamienistą drogą pod Wykus

Po drodze mijamy liczne drogi przez las i szlaki pieszo-rowerowe.

 Sławek dzielnie pokonuje rowerem mostek nad strumieniem Lubianka w drodze na Wykus

 Wykus - obozowisko Zgrupowań Świętokrzyskich AK mjr. Ponurego zwane "stolicą świętokrzyskiej partyzantki"



Po opuszczeniu obozowiska docieramy wreszcie głodni na miejsce popasu. Na polanie spotykamy rowerzystę z Łodzi z namiotem, który spędził tu noc. A my rozpalamy ognisko i podpiekamy wyczekiwane mięsiwa dla pokrzepienia naszych wygłodniałych brzuchów.

 W miejscowości Siekierno wyjeżdżamy z puszczy i udajemy się w stroną Świętej Katarzyny i dalej przez Ciekoty i Masłów do Kielc.

A to krótki filmik z przeprawy przez rzeczkę:

27.09.2012r.  Miąsowa - Bizoręda - Bocheniec - Bolmin - Zajączków - Piekoszów - Kielce
Skład: Tomasso &Jogi

                    Wypad rowerowy podczas wyczekiwanego długiego urlopu. Zapakowaliśmy się z Jogim i rowerami do pociągi i dojechaliśmy nim do stacji Miąsowa. Stamtąd planowaną od roku  trasą przyjechaliśmy do Kielc. A co podziwialiśmy po drodze - zobaczcie na fotkach.


 Na stacji Miąsowa

 Droga przez Bizorędę
 Nad Białą Nidą

 Budowa mostu w Jacłowie

 Droga na Wał Karsznicki


 Romantyczny Jogi :)

 Droga do Bocheńca

 Zakrucze - zalew na Wiernej

 Widok na kościół w Bolminie w kasztanowej oprawie

 Kozy i widok na Miedziankę

Rezerwat leśny "Milechowy" otoczony rzepakiem

 
23.09.2012r.  Kielce - Suków - Borków - Szczecno - Skrzelczyce - Dyminy - Kielce
Skład: Tomasso, Jogi, Beata, Skandal i gościnnie Tomek


 Nad zalewem w Borkowie


Kozy, po prostu kozy

Pędzimy przez lasy

Zalew w Wojciechowie

Pozostałości zabudowań dworskich z XIX wieku w Skrzelczycach
Kościółek p.w. św. Antoniego - Skrzelczyce
Marzysz - widać już Kielce na horyzoncie

Ekipa nad Czarną Nidą

Młyn na Czarnej


28.07.2012r. Kielce - Suków - Słopiec - Borków - Kaczyn - Kielce
Skład: Tomasso, Jogi, Krzychu, Beata, Wojtas i Skandal ;)

                      Gorąco jak diabli, więc wsiadamy na rowery i śmigamy na Borków aby się przekąpać w tamtejszym zalewie na Belniance. Po drodze postój na browara pod mostem w Słopcu i podziwianie tamtejszych cudów natury w przepływającej rzece.


 Oczekując na spóźnionego Jogiego przy mostku na Silnicy

 Nad piaskownią w Sukowie
 Wyschnięty kamieniołom pod Słopcem

Małż wędrujący 


 Dziwne porosty

 Stado nartników na Belniance

 A to cholera wie co? Cienkie jak włos i wijące się jak wąż - mikrowąż?

 Kąpielisko w Borkowie

 A to my w komplecie


 A to słynne oczko wodne u Krzycha


I jego kolekcja paproci





01.05.2012r.  Miąsowa - Mokrsko - Sobków - Wolica - Lipowica - Słowik - Kielce
Skład: Tomasso, Jogi, Beno, Krzychu, Darek S, Zbych, Wojtek i inni ;)


                  "1 Maja z pedałami" - bardzo ciepły dzień, +30 st C w południe a my wsiadamy w pociąg i jedziemy do Miąsowej. Stamtąd spokojnymi, wiejskimi drogami przez Mokrsko, krótki przejazd do dworku w Kotlicach, dalej przez Sobków, Siedlce, Wolicę z wizytą w zalanym wodą kamieniołomie do Ostrowa. Tu nad Nidą krótki popas z ogniskiem i dalej w drogę. Jeszcze przeprawa przez Bobrzę którą pokonujemy na rozlatującym się drewnianym pomoście i jedziemy przez Lipowicę, Nowiny, Słowik do Kielc.

W pociągu

 Stacja Miąsowa


Ruiny zamku w Mokrsku

 Kaczeńce

Kościół w Mokrsku

 Wnętrze kościoła

Drzwi dzwonnicy

Pałacyk w Kotlicach

Załoga w komplecie

Most na Nidzie


Nida w okolicach Mokrska

Rezerwat "Wolica"

Upragniony popas z ogniskiem


 Ruiny dworu w Ostrowie

Przeprawa przez Bobrze

Dzielny Krzychu na kładce

A tu mapka trasy: