czwartek, 16 grudnia 2010

Kadzielnia - podziemna trasa turystyczna

04.12.2010r.  Kadzielnia - las na Stadionie

Skład: Tomasso, Marenka, Jogi, Senior Jogi, Krzychu i Sławek


 Brać górnicza w komplecie



  W jaskiniach

 Znany penetrator jaskiń Krzychu - bada strukturę skał


 Kadzielnia w zimowej szacie

 Idziemy w las

 Leśny zamarznięty strumyk


 Czas rozpalić ogień - Krzychu ma suche drewno z piwnicy

Ognicho!

Przez Grząby Bolmińskie - Tomasso

30.10.2010r. Trasa: Bocheniec - zalew pod Małogoszczą -rezerwat "Milechowy" - Grząby Bolmińskie - Bolmin
Skład: Tomasso, Jogi, Krzychu, Benek, Smorendziak, Parzystokopytny i Asija



 Narada przed wymarszem w trasę

 Nad Wierną Rzeką

 Krzychu przybiera jesienny wygląd

 "W tych pięknych okolicznościach przyrody"

Zalew pod Małogoszczą
Krótka narada w sztabie głównym

Nad Wierną Rzeką

Wąwóz w rezerwacie Milechowy

Jaskinia Milechowska


Cała załoga w komplecie (wreszcie jestem na zdjęciu)

Dom letniskowy J. Brauna

"Przez łąki i pola" Grząbów Bolmińskich

Kościół w Bolminie we mgle jesiennej

Jabłek im się zachciało

niedziela, 24 października 2010

Okolice Małogoszczy - Tomasso

02.10.2010 - Małogoszcz - Mironice - Bocheniec 
Pierwsza fotorelacja z jesiennego rajdu po okolicach Małogoszczy. 
Skład ekipy: Tomasso, Jogi, Kri100, Beno i Honia. 

Kościół parafialny w Małogoszczy

Architektura rustykalna 


W drodze na kamieniołom

Krzychu przyczajony i skupiony

Kamieniołom cementowni Małogoszcz
Kanion małogoski

 Kościółek cmentarny


Suszona dziewanna

Widok na cmentarne wzgórze
Krzychu maskuje buty

Lekko mroczne klimaty

Twardzioszek "jakiśtam"

....a my dalej w trasę

W jesiennych kolorach


Wreszcie popas i kiełbasa.....a Jogiemu śmierdzi !

W słońcu ku Bocheńcu

sobota, 23 października 2010

23. 10. 2010 - Ostojów - Barcza.

Trasa: Ostojów - Berezów - Kamionki - Łączna - Czerwona Górka - Zajamnie - Bukowa Góra - Klonów - Barcza.

Uczestnicy: Honorcia, Benek i ja - parzystokopytny.

Od dawna miałem chęć na wycieczkę do Berezowa. Zawsze jednak przytrafiały mi się różne okoliczności niweczące przedsięwzięcie. Najczęściej spotykałem na swojej drodze lenia, który zaglądał mi głęboko w oczy, tak że cały truchlałem i pokornie wracałem na kanapę aby wertować przewodnik Ireneusza Kulińskiego i Jana Włodarczyka "Pieszo i rowerem po powiecie skarżyskim"*. Czytając część o młynach nad rzeką Kamionką można dowiedzieć się o starych dziejach tej opuszczonej i zrujnowanej dziś budowli. Dość wspomnieć, że w okresie między dwoma wojnami światowymi, właścicielami tego miejsca byli rodzice Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Dzieciństwo słynnego pisarza upłynęło właśnie w Berezowie.



Miłośnicy ruin, szmelcu i innego badziewia powiedzą, że ten stary zabytek jest "w dechę".



Mimo że kilku elementów bezsprzecznie mu brakuje.

Po małej sesji zdjęciowej ruszyliśmy na południe. Czuliśmy się jak prawdziwi pionierzy. Co rusz wychylały się zza krzaków sylwetki grzybiarzy, których przepastne kosze z pewnością skrywały niejedną tajemnicę. I ujrzeliśmy Bestię wytaplaną w morzu niezidentyfikowanej, śmierdzącej substancji, nie miała ani jednego rogu, ale za to posiadała jedną głowę, diamentów się nie doszukiwałem, lecz z pewnością nosiła imię bluźniercze. Bestia, którą widzieliśmy podobna była do psa, łapy jej - wychudzone, paszcza jej - pożal się Boże! A Beniamin dał jej swą bułkę, swoją szynkę i potem przegonił, choć z całym przekonaniem twierdził, że to haski. A ja uważam, że takich haskich, to należy zabijać. Nawet jeżeli mają jedno oko bardziej.

Zafrapowali nas nie tylko grzybiarze i apokaliptyczne twory infernalne. Bohaterski Benio przeżył nawet zwycięską walkę z rozpędzonym stalowym gigantem. Stał na torowisku i mierzył obiektywem prosto w paszczę szarżującego potwora niczym dzielny Dawid nadupcający procą Goliata. Przerażona maszyna zniknęła szybciej niż się pojawiła, a gotowego na więcej pysznego Beniamina skarcił głos z niebios! Tak było! Wcale nie przesadzam!



Fama o niezłomnym wojowniku, lotem błyskawicy a pewnie i przez megafony rozniosła się po całej gminie. Nic dziwnego, że jej mieszkańcy na widok Benka reagowali tak, jak na powyższym zdjęciu - kuląc się w trwodze i przestrachu.



Nie niepokojąc dłużej autochtonów ruszyliśmy w dalszą drogę. Przeszliśmy przez pamiętający XIX stulecie przepust w nasypie kolejowym w Czerwonej Górce i korzystając z rzadko uczęszczanego torowiska wiodącego do kamieniołomu na Bukowej Górze, udaliśmy się do Zajamnia.

C.D.N.
Do historii powrócę, kiedy najdzie mnie wena i odrobina wolnego czasu.

* - o wspomnianym przewodniku - pozycji godnej polecenia: tutaj.