07.01.2023r. Umer - Kołomań - Wzgórza Kołomańskie - Pogłodów - Raszówka

Nasza dalsza trasa prowadzi dalej leśnymi drogami pożarowymi, wokół panuje cisza i wszechobecna mgła.
Źródło: „Zagnańskie kolejki wąskotorowe”.
07.01.2023r. Umer - Kołomań - Wzgórza Kołomańskie - Pogłodów - Raszówka
29.12.2022r. Ciekoty - Ameliówka - Pasmo Masłowskie - Masłów Drugi
Jak nagle jak zrobiła się piękna, śnieżna zima – tak i szybko się skończyła. Napłynęły ciepłe, atlantyckie masy powietrza i cały śnieg przy asyście deszczu roztopił się, spłynął do rzek … „i tyle było go widać”. Teraz znów mamy za oknem szarugę i trzeba wyczekiwać na słoneczne dni, aby wędrówka mogła być przyjemniejsza. Ale na szczęście w połowie ostatniego tygodnia roku nastały takie dni, więc zmówiliśmy się na szybko w niewielkim gronie aby wyruszyć na ostatnią rajzę 2022 roku. Jako cel wybrałem jedno z najpopularniejszych miejsc na wędrówkę - Pasmo Masłowskie. Lecz, aby to nie był standardowy rajd czerwonym szlakiem, postanowiłem zmodyfikować trasę i dodać dwie atrakcje podczas wędrówki.
Okazało się, że jechaliśmy razem w autobusie z bratnią grupą włóczykijów - "Poszukiwaczami Przygód", ale że kapnęliśmy się dopiero jak wysiedli, nie doszło do bliższego kontaktu. Pozdrawiam serdecznie naszych następców, jak już nie będziemy dawać rady ;)
Naszą
wędrówkę rozpoczniemy spod dworku Stefana Żeromskiego w Ciekotach,
zrekonstruowanego dworu szlacheckiego z końca XIX wieku, którego
pierwowzorem był dom pisarza w którym spędził lata dzieciństwa i
młodości (1871-1883). W jego wnętrzu mieści się wystawa poświęcona życiu
i twórczości Żeromskiego, oraz ówczesne wyposażenie domu, jak portrety,
zdjęcia pisarza i różne pamiątki rodzinne. Ponieważ był to okres
świąteczny, przed dworkiem zastaliśmy udekorowaną świątecznie choinkę –
taki miły akcent. Celowo nie wspomnę tu o pewnej „szkaradzie” stojącej
za moimi plecami - o tzw. „szklanym domu”, bo za projekt jego bryły,
autor powinien do końca życia zbierać muł z dna pobliskiego zalewu.
Tuż za zrekonstruowanym dworem znajduje się niewielki zbiornik wodny, powstały na jednym z dopływów Lubrzanki. Niegdyś to miejsce tętniło życiem, na niewielkiej plaży opalali się ludzie, dzieci pluskały się w zbiorniku a opodal znajdował się bar ze wspaniałym smażonym pstrągiem i można było napić się zimnego piwa. Teraz w sezonie otoczenie zalewu jest puste i powoli znów zarasta. Może jest bardziej dziko i naturalnie, ale przecież można to jakoś pogodzić. Wypoczynek w tym miejscu z widokiem na królową naszego regionu – Łysicę, mógłby być nie lada atrakcją i przyciągać większą ilość turystów.
Opuszczamy
zalew pod Radostową i udajemy się niebieskim szlakiem w stronę
meandrującej Lubrzanki. Na końcu asfaltowej drogi, idąc dalej na zachód
docieramy do dawnego brodu na rzece i pozostałości pewnego młyna. Pośród
drzew i krzaków, blisko koryta rzeka zobaczyć można zarys fundamentów
dawnego młyna „Oszczywilk”. Niewiele o nim wiadomo, w roku 1826 ówczesny
dzierżawca Ciekot - Mieczysław Gosławski napisał:
(…) W rękach
familii mey od lat przeszło 130 Młynek Ciekoty pozostaje (…) Nayprzód
móy pradzoad Ozga nabył Młynek nazywający się Oszczywilk z jedną chałupą
wieyską od Ciekota nazywającego się”.
Skąd taka zabawna nazwa - nie wiadomo, ale w tym zapisie można wynioskować pochodzenie nazwy osady od nazwiska Ciekot.
Po
spenetrowaniu pozostałości młyna szlakiem docieramy do kładki na
Lubrzance. Przecinamy szosę prowadzącej do Ciekot i udajemy się dalej na
południe. Na wschodnim, stromym skłonie góry Dąbrówki, zwanej też
Smorgowej - rośnie „rozczapierzony”, niczym pięć palców dłoni –
osobliwy buk.
Na
jakiś czas opuszczamy nową trasę czerwonego szlaku i wpinamy się
stromym zboczem, poprzecinanym licznymi strumieniami z zalegającymi na
ich dnie odłamkami kwarcytowych skał. To trasa dawnego szlaku, który
aktualnie został przeniesiony bardziej na południe, ale i tak do niego
dojdziemy.
Nowo wytyczony szlak biegnie blisko ciekawych wychodni skalnych, pomnika przyrody „Skałka”, przysypanego jesiennymi liśćmi.
Przed dotarciem do zabudowań hotelu „Przedwiośnie” mijamy zaorany pas ziemi z fajnym widokiem na sąsiadującą górę – Radostową.
Wspinając się pod górę asfaltową drogą do hotelu, nasz wzrok przyciągnęła zabawna „strachlica na gawrony”, niczym córka św. Mikołaja ubrana w jego czerwone szaty.
Opuszczamy asfalt i skręcamy ponownie na południe, przechodząc bitą drogą wijącą się przez pola uprawne. Pośród oziminy, pomiędzy miedzą rośnie ulubiona przeze mnie, samotna brzoza – bohaterka naszych wielu fotografii.
Kamecznica to miejscowa nazwa stosowana w Górach Świętokrzyskich, oznaczająca głębokie i najczęściej zalesione wąwozy, przez który najczęściej spływają wartko strumienie. Na ich dnie znajdują się duże ilości skalnych okruchów kwarcytowych. Taka osobliwość geologiczna, występuje w paśmie głównym Gór Świętokrzyskich, do którego należą Łysogóry, Pasmo Jeleniowskie oraz na ich geologicznych przedłużeniach. Strome brzegi kamecznic zbudowane są z większych bloków piaskowców kwarcytowych, które ulegając żywiołom natury pękały i zamieniały się w tzw. „toczeńce”. Dna tych strumieni, oprócz zalegających piaskowców, pokrywają również warstwy iłów, podlessowe osady oraz tzw. koluwia – zsunięty ze zboczy drobny materiał skalny i glebowy.
Na jednej ze starych fotografii zachował się jeszcze widok niezarośniętej kamecznicy z charakterystycznym, wijącym się niczym wąż strumieniem.
Takie osobliwe miejsca mają też swoje ciemne oblicza. Znajdujące się z dala od domów stanowią doskonałe miejsce do porzucania wszelkiego rodzaju śmieci. Niestety, nasze społeczeństwo w większości nie zdaje sobie sprawy, że sami sobie szykujemy powolną zagładę. Rozpadające się śmieci, plastik czy eternit zamienione w mikrocząstki, rozpuszczając się w strumieniach spływają w dół zasilając wody gruntowe, które następnie sami spożywamy pijąc wodę z podziemnych ujęć, bądź zjadając produkty z pół i ogródków. Potem ludzie się dziwią skąd alergie czy taka zachorowalność na raka.
Ale jak mawiał Marszałek Piłsudski – „Naród
wspaniały, tylko ludzie k****” :(
Opuszczamy spowite cieniem wąwozów strumienie i udajemy się w kierunku zachodnim w stronę słynnego „Diabelskiego Kamienia”.
Stoimy właśnie przy jednym z moich ulubionych miejsc widokowych. To zapewne jedno z ostatnich punktów, gdzie ujrzeć możemy piękno naszego regionu z urokliwym widokiem na górę Radostową i wyłaniającą się zza jej szczytu - Łysicą. Kilka dekad temu na zboczach tych wzniesień podziwiać można było widoki na wijące się polne drogi, poukładane w rzędach snopki zbóż i kopki siana.
Docieramy w końcu pod wschodni kraniec grzbietu Klonówki – jeden ze szczytów, Wielki Kamień (460m). Miejsce to zwane potocznie „Diabelskim Kamieniem” to najbardziej widowiskowe zwieńczenie całego fragmentu kwarcytowej grani. Na jednym z głazów dostrzec można charakterystyczne rysy tektoniczne, będące śladami legendarnych czarcich pazurów. Ponieważ miejsce to jest często fotografowane, celowo postanowiłem zamieścić widok tych skał „od zaplecza”.
Jak już wspominałem, całe Pasmo Masłowskie jest bardzo zarośnięte i traci na tym swoje walory widokowe jak i geologiczne. Kiedy ruszy wegetacja i wszystko się zazieleni, przeciętny turysta nie zobaczy, że cały masyw góry jest zbudowany w prawie pionowo ułożonych kwarcowych skał. Ponieważ to są nadal działki prywatne, nikt nie dba o to aby odsłonić te wychodnie skalne, które byłyby dodatkową atrakcją.
Będąc na Paśmie Masłowskim, warto na chwilę zboczyć ze szlaku aby ujrzeć piękną panoramę Pasma Klonowskiego i znajdującą się pod nim Dolinę Wilkowską. Ten urzekający widok zawdzięczamy wycince lasu na potrzeby przebudowy drzewostanu po stronie północnej, więc trzeba się spieszyć póki nowe drzewa nie przysłonią widoków.
Udając się już na autobus czekała na mnie miła niespodzianka, w postaci widoku spod Klonówki na ruiny chęcińskiego zamku na tle czerwieniejącego nieba.