07.01.2023r. Umer - Kołomań - Wzgórza Kołomańskie - Pogłodów - Raszówka
Za
oknem kolejny taki „nie zimowy”, styczniowy dzień. Temperatura znacznie
powyżej zera, pochmurno z przejaśnieniami i gęsta, długo zalegająca
mgła. W prognozach zapowiadali w ciągu dnia rozpogodzenia, więc
postanowiłem zorganizować kolejny rajd, tym razem po rzadko przez nas
odwiedzanym terenie. Zbiórka na Czarnowskiej i autobusem nr 32 jedziemy w
stronę Samsonowa. Celem naszej wędrówki są Wzgórza Kołomańskie, a dokładnie
ich wschodnia, zalesiona część. Zapraszam więc na najświeższą
foto-relację po wzgórzach porośniętych pięknym, bukowym lasem,
skrywającym pozostałości kopalń rud żelaza ale również po miejscach
nasiąkniętych krwią niewinnych ofiar.
Nasza
wędrówka zaczyna się w miejscowości Umer, której dawna nazwa Humer
wywodzi się najprawdopodobniej od słowa „młot”. W XIX wieku była to
niewielka osada fabryczna w której funkcjonował zakład fryszerski, gdzie
przerabiano surówkę wytapianą w pobliskiej hucie w Samsonowie. Stoimy
właśnie nad brzegiem spowitego gęstymi mgłami zbiornika retencyjnego na
rzece Bobrzy, zrewitalizowanego w 2004 roku.
W
miejscu gdzie Bobrza wpływa do zalewu, na niewielkich podmokłych łąkach
bytują bobry, ścinając swymi ostrymi zębami porastające mokradła drzewa
i krzewy.
Po
okrążeniu wschodnim brzegiem zalewu idziemy drogą przez zabudowania
wsi Kołomań, aby skręcając na zachód wejść w las. Wzgórza Kołomańskie to
dość duży obszar starego, mieszanego lasu z przewagą dostojnych jodeł i
buków. Zalesione wzgórza rozciągają się pomiędzy wsiami Kołomań,
Serbinów i Malmurzyn. To aż dziwne, że przez tak wspaniałe tereny,
obfitujące w piękny starodrzew, porastający liczne wąwozy i głębokie
parowy, nie prowadzi żaden szlak turystyczny. Może warto aby nasz PTTK
zainteresował się tym fragmentem naszego regionu?
Wędrując
leśnymi duktami warto spojrzeć na poszycie leśne, pełne soczyście
zielonych o tej porze roku mchów i porostów. Jednym z nich jest widoczny
na zdjęciu porost, należący do rodziny chrobotkowatych - chrobotek
kubkowaty. To popularna w Polsce roślina porastająca często podstawy pni
drzew i występuje na wszystkich kontynentach świata, również na
Antarktydzie oraz w Arktyce. Preferuje gleby kwaśne, najliczniej rosnąc
na obszarach o klimacie umiarkowanym i zimnym. Porost ten tworzy grzyb
żyjący w symbiozie z glonem, gdyż oba te organizmy samodzielnie nie
występują. Chrobotek oprócz miejsca do osiedlenia dostarcza glonowi
niezbędnych soli mineralnych i wodę, a glon oddaje grzybowi część
cukrów, które wytworzył w procesie fotosyntezy. Ot i taka współpraca 

Lasy
kołomańskie to miejsce wielu potyczek partyzanckich w okresie II Wojny
Światowej. Opodal wioski Kołomań, na wschodnim skłonie Skalnej Górki
znajduje się pomnik i zbiorowa mogiła partyzantów. Oddział żołnierzy
należących do Armii Krajowej. Oddział ten, pod dowództwem Pawła Stępnia
ps. "Gryf" w dniu 26 czerwca 1944 roku przeprowadził zasadzkę na
żandarmerię niemiecką. W wyniku starcia w walce poległo 8 hitlerowskich
żandarmów i 2 partyzantów z oddziału „Gryfa”.
Nasza dalsza trasa prowadzi dalej leśnymi drogami pożarowymi, wokół panuje cisza i wszechobecna mgła.
Na chwilę zbaczamy z planowanej trasy, aby zajść do dawnej leśniczówki w Światełku.
Ponieważ ostatnio napadało obficie śniegu a aura aktualnie jest mocno deszczowa, z lasów spływają zewsząd strumienie wody.
Wychodząc
na skraj lasu, ujrzeć można widok na pobliską górę Grodową, spowitą
niskimi chmurami i unoszącymi się nad lasem mgłami.
Kierujemy
się teraz na północ w stronę szczytu Wzgórz Kołomańskich, na górę
Kamieniec (400m). Idziemy wzdłuż podmokłego wąwozu, przez ogromną nieckę
zwaną Podoły, z płynącymi przez jej dno strumieniami.
Mijamy
pozostałość złamanego przez wiejące tu wichry drzewa i wspinamy się
coraz wyżej. Tu drzewostan powoli zaczyna się zmieniać. Dorodne jodły
ustępują miejsca bukom, znacznie odporniejszym na działanie silnych
wiatrów. Mirek nie zażył dziś etopiryny - i był trochę niewyraźny :)
Wchodząc
wyżej natrafić możemy na ślady po dawnej działalności górniczej. Zbocze
wzgórza pokryte jest licznymi śladami po łomikach i sztolniach
górniczych.
Czas
od końca lutego do maja, to okres zrzutu poroża u zwierząt
jeleniowatych. Poroże, nie myląc z rogami, które występuje tylko u
zwierząt hodowlanych, wyrasta im co roku. Składa się z jednolitej tkanki
łącznej, która z biegiem czasu kostnieje i wczesną wiosną jest przez te
zwierzęta zrzucane. Ponadto, poroże jest rozgałęzione a rogi nie. Dwa
rozgałęzienia to widłak, trzy – szóstak, cztery – ósmak a pięć –
dziesiątak i tak dalej. Natrafione przez nas poroże jelenia przeleżało
zapewne od zeszłej zimy i dopiero teraz zostało znalezione.
Pod
wypłaszczonym wierzchołkiem góry Kamieniec, natrafić możemy na
pozostałości starych kopalń rud żelaza. Przed wojną wydobywano tu rudę
żelaza a do niewielkich łomików doprowadzono sieć konnych kolejek
leśnych. Załadowany urobek zwożono wagonikami ciągnionymi przez konie po
ułożonych przez las torach, do pobliskiej huty. W niecce pod szczytem natrafiliśmy na dziwne miejsce, jakby wejście do kopalni. Były tam nawet ułożone z kamieni schody ale dalej było wszystko zasypane.
Przebieg trasy kolejki leśnej do zwożenia urobku z kamienieckich kopalń.
Źródło: „Zagnańskie kolejki wąskotorowe”.
Źródło: „Zagnańskie kolejki wąskotorowe”.
Na
powalonych pniach drzew na dobre zadomowiła się grzybnia, która
rozkładając strukturę drewna naturalnie dokończy żywot drzewa.
Bliżej
Mniowa, na północnym skłonie kołomańskich wzgórz, istnieje więcej
pamiątek po działalności górniczej na tym terenie. W bukowym lesie widać
zarysy kopalń odkrywkowych rud żelaza, datowanych na XVII-XIX wiek. W
czasie I Wojny Światowej przed wycofującymi się wojskami austriackimi, w
opuszczonych wyrobiskach znaleźli schronienie mieszkańcy okolicznych
wiosek. Całymi rodzinami wraz z bydłem i całym dobytkiem koczowali tu w
wybudowanych prowizorycznie szałasach.
Stare
opuszczone sztolnie i pokopalniane szpary były również schronieniem dla
partyzantów w czasie II Wojny Światowej. Jak wiadomo Niemcy panicznie
bali się zagłębiać w lasy i stacjonujący tu partyzanci mieli względny
spokój.
Jesienią
1942 roku w uroczysku „Kamieniec”, kilometr od Pogłodowa miejscowy
gajowy Wawrzyniec Drogosz zwerbował dwóch cieśli, aby wybudowali w lesie
bunkier. Był to dwuizbowy drewniany dom z kamienną podmurówką, obity
papą i wysmarowany dla izolacji smołą. Aby nie był widoczny został
przysypany ziemią ze ściółką a na jego dachu posadzono sadzonki jodeł i
brzóz. W bunkrze tym, na przełomie roku 1943/1944 przechowywano broń,
amunicję oraz mundury wojskowe. Bunkier miał swoją obsadę i komendanta,
który wyznaczał kolejne osoby do pilnowania magazynku. W dniu 14
czerwca 1943 pod bunkier podprowadził Niemców jeden z kapusiów, nawiasem
mówiąc również „partyzant” i teren został szczelnie przez wojsko
otoczony a sam bunkier zniszczony granatami.
Na wprost wspomnianego miejsca po bunkrze, stoi kamienny obelisk poświęcony pamięci poległych w tych okolicach partyzantów.
Z
kamienieckim lasem związana jest też inna ponura historia. Po zajęciu
tych ziem przez niemieckich okupantów, część mężczyzn w sile wieku
wstąpiła do miejscowej partyzantki. Ale nie wszyscy z nich działali
zgodnie z prawem i honorem. Po akcji okupantów, podczas której
aresztowano większość wyższej rangi oficerów podziemia, wśród mniej
moralnych i krewkich partyzantów zapanowała samowola. W lasach grasowała
kilkunasto-osobowa grupa zwykłych zbirów. Byli to znani w okolicy
bandyci i złodzieje, którzy pod przykrywką partyzantki napadali na
własnych rodaków, grabili ich domy, torturowali a w skrajnych
przypadkach zabijali. Nachodząc okoliczne wioski rekwirowali bydło i
trzodę chlewną a następnie czego nie zjedli wywozili na handel. Napadali
również na wiejskie sklepy plądrując je doszczętnie. Bunkier stał się
miejscem, gdzie dzielili łupy, imprezowali, sprowadzali na
"przesłuchania" tych co im podpadli. Tu min. więziona była nauczycielka z
pobliskiej szkoły a następnie nikczemnie zabita. Leśne zbiry,
pozbawione wszelkich skrupułów zajmowali się również polowaniem na
żydów. Byli oni dla nich "łakomym kąskiem", gdyż nie mogli iść i
poskarżyć się Niemcom, jak to robili niektórzy Polacy.
Nad
niewielkim wąwozem z przepływającym po jego dnie strumieniem, znajduje
się prowizoryczne miejsce pamięć. W lessowej skarpie prawdopodobnie
jeszcze do dziś spoczywają ciała wielu ofiar, którzy zginęli z rąk bandy
„leśnych ludzi”. Niedługo nakładem księgarni „Znak” ukaże się reportaż
Jacka Łukawskiego, w którym zostaną szczegółowo opisane ponure
wydarzenia z czasów II Wojny Światowej, związane z tymi miejscami. Tam
również dowiemy się jak zakończyła się pacyfikacja bunkra i co dalej
stało się z jego obsadą.
Bulwersującą
sprawą jest brak poszanowania dla tego miejsca, przez działalność
pracowników leśnych. Na terenie tym, aktualnie trwa wycinka i zwożone
jest drzewo, ale dlaczego jedna z dróg prowadzi tuż przy miejscu, gdzie
znajdują się symboliczne mogiły pomordowanych? Czy nikt z pracowników
Lasów Państwowych tego nie widzi, nie ma nad tym żadnej kontroli?
Zapewne do tych prac zatrudniani są miejscowi drwale "z łapanki", których nie
interesuje to, że niszczą miejsca pamięci.
Buk
ten, to również symboliczna mogiła związana z bestialskim mordem
młodej, żydowskiej dziewczyny. Po ucieczce z kieleckiego getta,
szesnastolatka wraz z rodzicami ukrywała się przed hitlerowcami w
pobliskiej wiosce. Aby przeżyć, chodziła po wsiach i sprzedawała różne
drobne świecidełka. Niestety, wpadła w ręce "chłopców z lasu" jak sami
się nazywali i uwięziona w piwnicy jednego z domów pod lasem. Całą noc
dręczona, nad ranem została przez swych oprawców zabita i zakopana w
lesie.
Po opuszczeniu mogił czas na popas z ogniskiem. Przez te mgły i wszechobecną wilgoć ledwo co rozpaliliśmy ognisko. Gdyby nie Marka palnik byłoby ciężko.
Opuszczamy
las z jego ponurą historią i udajemy się w kierunku Raszówki. Wędrując
podmokłymi łąkami dostrzec można wzmożoną działalność dzików. Takie
ślady ze zrytą ziemią po poszukiwaniu pożywienia nazywane jest
buchtowiskiem.
Po
długiej wędrówce przez las, udajemy się na przystanek busa pod
Raszówką. To miejsce również związane jest z tragicznymi wydarzeniami
podczas drugiej wojny. Opodal szosy znajduje się zbiorowy grób spalonych
żywcem mieszkańców z pobliskich wiosek. 26 maja 1943 r. żandarmeria
niemiecka i żołnierze SS z Kielc przeprowadziły w gminie pacyfikacje.
Był to najprawdopodobniej odwet za wcześniejszy napad oddziału AK
dowodzonego przez Stanisława Stachurę „Małego” na samochód pocztowy. W
czasie pacyfikacji zostały obrabowane i spalone dwa domy oraz jedno całe
gospodarstwo. W tym czasie aresztowano wiele osób, a ponad 50 z nich
zostało rozstrzelanych lub spalonych żywcem. Największa grupa około 30
osób, została spalona w samotnie stojącym domu w Raszówce a pośród nich
było pięcioro dzieci.
Dzień
chyli się ku końcowi, słońce powoli chowa się za nisko zawieszonymi
chmurami i czas kończyć naszą foto-opowieść. Ale planuje jeszcze
powrócić w te rejony, aby spenetrować północno-wschodnie tereny lasu,
tam również znaleźć można wiele ciekawostek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz