Ciepły i słoneczny majowy dzień, warto wziąć dzień urlopu i odstresować się od pracy zdalnej w domu i wyskoczyć poza miasto. Tym razem przemieszczaliśmy się koleją i przewędrowaliśmy przez malownicze wzgórza w okolicach Sobkowa, królestwo rzepaków i pół usłanych wapiennymi kamieniami. Ostoja Sobkowsko-Korytnicka obejmuje swą powierzchnią 2206 ha rozległe wzgórza, lasy, łąki z murawą kserotermiczną i wijącą się po jej obrzeżu rzekę Nidę. Powstała z połączenia Białej i Czarnej Nidy w miejscowości Żerniki k. Chęcin, jest typową rzeką nizinną, o bardzo niskim spadku, piaszczystym dnie i ciepłej wodzie.
Lądujemy naszym świętokrzyskim szynobusem na stacji Sobków w Sokołowie Dolnym
Nida, malowniczo wijąca się płytka, ciepła rzeka. Całkowita jej długość, wraz z odcinkiem Białej Nidy, to 151 km, a powierzchnia dorzecza wynosi 3862 km².
Pośród
pól i łąk natrafić można na liczne starorzecza i niewielkie zbiorniki
wodne, powstałe w zagłębieniach od podsiąkającej rzeki.
Wędrując wzdłuż koryta Nidy docieramy do niewielkiej przystani pod sobkowskim zamkiem. Na brzegu stoi dość mocno zdezelowana łódka służąca kiedyś jako rekwizyt do sesji ślubnych.
Fortalicja
sobkowska, wzniesiona na lewym brzegu rzeki przez Stanisława Sobka,
powstała w latach 1560–1570. Pierwotny zamek został zastąpiony przez
wczesnoklasycystyczny pałac Szaniawskich, wybudowany według projektu
Francesco Placidiego w 1767 roku. Niestety, pałac ten znajduje się w
stanie kompletnej ruiny i stanowi dodatek do obszernego majdanu.
Do
dziś zachowała się zwrócona w stronę rzeki fasada główna, z czterema
jońskimi kolumnami. Posiada zwieńczony półkolistym tympanonem ryzalit,
wypełniony ozdobnym kartuszem stiukowym z rogami obfitości i girlandami.
Na bocznej ścianie pozostałości pałacu dostrzec można wyrzeźbione
litery krajczego koronnego Stanisława Szaniawskiego oraz jego żony Anny z
Kluszewskich. Aktualnie cały zabytkowy kompleks jest w rękach
prywatnych a jego właściciel zadbał o otoczenie i w jego zabudowaniach
prowadzona jest działalność komercyjna, pod nazwą Zamek Rycerski w
Sobkowie
Opuszczając klimatyczny teren fortalicji wspinamy się na pobliskie wzgórze Galicowa,
skąd podziwiać można średniowieczne zabudowania zamkowe.
Góra Galicowa (291m) od strony południowej, pokryta jest kwitnącym rzepakiem, który w blasku słońca nadaje niesamowitego uroku.
Na
zachodnim stoku Galicowej, znajduje się nieczynny kamieniołom wapienia,
znad którego podziwiać można widoki na dolinę Nidy i okoliczne wzgórza.
Kwiaty kwitnącej w maju poziomki.
Podczas krótkiego postoju nad krawędzią wyrobiska kosztujemy pysznej Sprinterowej kiełbasy ze słoika, okraszonej Bryłkowymi podgrzybkami z marynaty :)
Znad wschodniej krawędzi wyrobiska widać ogrom kamieniołomu i lekkie nachylenie warstwy pokładów piaskowca.
Wędrując leśną przecinką mijamy pracownika służby leśnej, który z kataną w dłoni zagadał nas dość oschle.
A my po kolejnym postoju i obraniu się z kleczczy maszerujemy dalej kamienistą drogą.
Mniszek lekarski, pospolicie zwany mleczem przekwitł już i tworzy białe dywany "dmuchawców".
W oddali widać było zebranie miejscowego gangu gołębi, namawiających się którą wioskę teraz obsrać :)
I znów natrafiamy na pole rzepaku, którego intensywny blask wprost oślepia oczy.
W środku "rzepakowego jeziora" skryła się łania jelenia z młodym i czujnie wypatrywała w jakim kierunku podążamy.
Na drodze spotykamy, zdawałoby się bezbronnego i niemrawego chrząszcza, który to okazał się niezłą bestią
Oleica fioletowa to rzadki gatunek chrząszcza, który w swym arsenale
posiada niebezpieczny jad, powodujący bolesne poparzenia, które swoją
mocą porównywalne są do tego z użyciem kwasu pirosiarkowego. Jeśli
zostanie przygnieciony, lub dostanie się pod ubranie, może narobić
dużego kłopotu.

Wijące się śródpolne drogi nadają pięknego uroku krajobrazowi otaczających nas pagórków.
W drodze na Wolicę napotykamy pozostałości kolejnego wyrobiska, które jak poprzednie ulega powolnemu zarastaniu.
Nad jednej z półek dawnego kamieniołomu rozpalamy niewielkie ognisko i osmalamy "cotamktomiał" ;)
Nasz załoga zamaskowana w tych ciężkich czasach zarazy. Mam nadzieje, że niedługo będziemy to wspominać jako męcząca konieczność.
Na
obrzeżach Wolicy, pośród gęsto zarośniętych parceli skrywają się ruiny
opuszczonej willi. Zbudowana w roku 1910, należała do spolszczonego
Niemca Joahima Hempla, wieloletniego senatora II RP i właściciela
zakładów wapienniczych i kamieniołomów w Kielcach.
Jej
właściciel zginął prawdopodobnie podczas Powstania Warszawskiego. Willa
wzniesiona w stylu secesyjnym oraz modernistycznym, z dominującą
niegdyś w jej bryle wieżą widokową, uległa 1937 r. spaleniu, lecz willę
udało się odbudować. Po II wojnie światowej obiekt przejęło Państwowe
gospodarstwo Rolne, a latach 70-tych mieściło się tu Technikum Rolnicze.
Niestety w skutek zaniedbań i dewastacji, obiekt popadł w kompletną ruinę.
Słynny wychodek gdzie "te sprawy" załatwiało się w pozycji "na narciarza" :)
A KUKU ;)
Nad
przepływającą przez Wolicę Czarną Nidą znajduje się wybudowany w XIX
wieku młyn wodny. Jak to bywało za czasów komunizmu, młyn został w 1955
roku upaństwowiony i po pewnym czasie zdewastowany. Do swych właścicieli
powrócił dopiero na początku lat 80-tych ubiegłego wieku. Młyn działał do roku 2001 a obecnie w jego niewielkiej części działa mała elektrownia wodna wytwarzająca 70 kW.
Ruiny budynku gospodarczego należącego do PKP przy ul. Laskowej, który w ubiegłym roku uległ pożarowi. Zapewne do pożaru zamieszkiwał go lokalny menel "Noniu", którego poznaliśmy przed laty :)
Swą
wędrówkę zakończyliśmy na stacji kolejowej w Wolicy, przy której mieści
się murowany budynek dworca, wybudowany w 1903 roku i rozbudowany po II
Wojnie Światowej.