niedziela, 24 listopada 2024

 08.10.2024r.   Przez Pasmo Bostowskie       

               

       Złota polska jesień” zagościła u nas na dobre. Ciepła i słoneczna aura wprost zachęca, aby wyjść z domu i ruszyć w teren. Jak co roku, zostawiam sobie kilka dni urlopu na październik, aby móc nacieszyć się jesiennymi widokami. Dziś zabiorę Was na wędrówkę po mniej uczęszczanych terenach, przez zachodnią część Pasma Bostowskiego. Trasa wiedzie przez malownicze pagórki z polami uprawnymi, przeplatanymi niewielkimi wioskami z długoletnią historią.

        Po dotarciu busem do wsi Mirocice udajemy się lokalną drogą na północ, ku porośniętym z rzadka wzgórzom. Za naszymi plecami zostawiamy piękny widok na wschodnią część Łysogór, z górującym nad okolicą masztem wieży telewizyjnej i zabudowaniami klasztoru na Świętym Krzyżu. Pasmo Bostowskie, to bezleśne wzgórza leżące między Bodzentynem a Starym Bostowem, zbudowane z dewońskich piaskowców, łupków i zalegających na nich lessach.

     Po przekroczeniu niewielkiej rzeczki Pokrzywianki, mijamy zabudowania przysiółka Trochowiny zagłębiając się w las. Ta niewielka enklawa leśna, zwana „Uroczysko Serwis”, należy do Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Nazwa „Serwis” pochodzi od niewielkiej wioski znajdującej się po drugiej stronie lasu. Pierwsze wzmianki o tej osadzie pochodzą z lat 1351-1374, gdzie pierwotnie zwana była Wolą Pluskaną. W 1662 roku Serwis zamieszkiwało 47 mieszkańców. Ekskanclerz koronny Jacek Małachowski, wybudował tu warsztat garncarski wraz z fabrycznymi barakami. Na potrzeby wyrobu naczyń, na pobliskiej Chełmowej Górze wydobywano białą glinkę kaolinową. Ponieważ surowca było niewiele, zakład szybko przestał działać a pozostawione baraki, zwane „serwisem”, nadały nazwę temu miejscu.

      Po opuszczeniu lasu dochodzimy do szosy na Stary Bostów, skąd podziwiać możemy niezwykłą panoramę na całe Pasmo Łysogór i zachodni fragment Pasma Jeleniowskiego.

 

Tuż przy drodze, w niewielkich zaroślach wypatrzeć możemy starą, zniszczoną figurę św. Nepomucena.

         Dotarliśmy do zabudowań wsi Łomno, niewielkiej osady istniejącej według spisu miast i wsi Królestwa Polskiego już w 1827 roku. Na początku XX wieku właścicielami owych dóbr, była rodzina Ścibor-Kotkowskich herbu Ostoja. Wtedy to na południowym stoku niewielkiego wzniesienia wybudowano dwór, w miejscu starszego obiektu. Znacznie wcześniej niż opisywany dwór, pod koniec XVIII wieku istniał tu park przydworski o powierzchni 3,33 ha, zachowany szczątkowo do dziś. Po dawnych zabudowaniach pozostała jedynie nakryta wielospadowym dachem i przebudowana oficyna dworska. Obecnie cały teren jest w rękach prywatnych i mieści się tu skup zbóż i rzepaku.

       Opodal dworu natknąłem się na pole konopi, ale spokojnie – legalnych, zawierających poziom limitu THC poniżej 0,2%, która może być uprawiana na cele paszowe, do produkcji włókien, oleju lub nasion. Ale przyznacie, że widok znad pola „marychy” na Łysiec jest bardzo ciekawy 😉

Późna jesień to czas kwitnienia astra gawędki, kwiatów popularnie zwanych „marcinkami”.  

 

Kierujemy się dalej na północ, mijamy po drodze pofalowane i porośnięte z rzadka pola uprawne, z pozostawionymi gdzieniegdzie kępami niezaoranych traw.
 

Po drodze napotykamy na bardzo urokliwy drewniany dom, pokryty przebarwiającym się na jesień winobluszczem.

Ciepła aura, nietypowa jak na drugą połowę października sprawiła, że ochoty na „harce” nabrały nieuśpione zazwyczaj o tej porze bielinki kapustniki.
 
Samotne drzewo rosnące pośród uprawnych pól, zawsze przyciąga mój wzrok i jest wdzięcznym obiektem do fotografowania.

       Przekraczając mostem niewielki potok Gozdkówka - dopływ rzeki Psarki, docieramy do pierwszego z dwóch dzisiejszych „domów bożych”, kościółka w Świętomarzu. Nazwa wioski wywodzi się od XV wiecznej osady „Szwyantha Marza”, nazwy sławiącej Matkę Bożą. Wieś znajdowała się wówczas pośród lasów należących do biskupstwa krakowskiego, nieopodal dworu biskupiego w Tarczku. Przy wejściu do świątyni, po prawej stronie nad stromymi schodami znajduje się drewniana dzwonnica, którą wzniesiono bez użycia gwoździ i wpisana do rejestru zabytków nieruchomych.

     Kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Świętomarzy, wybudowany został w latach 1367–1434, ponoć w miejscu XI wiecznego drewnianego kościoła. Świątynia była wielokrotnie przebudowywana i odnawiana. W XIX wieku do bryły kościoła dostawiona została od strony północnej kaplica Świętego Krzyża.  

 

      Wewnątrz kościoła znajduje się barokowy ołtarz główny z obrazem Matki Bożej z XVII wieku, wzbogacony o złotą sukienkę. W przedsionku zobaczyć możemy chrzcielnicę z XIII wieku, wykorzystywaną dziś jako kropielnica. Warto również zobaczyć XIV wieczne boczne drzwi z kutego żelaza, zawieszone w gotyckim portalu z herbami fundatorów. 

Nad drzwiami południowej kruchty, odsłonięty została wykuta w kamieniu tablica erekcyjna z XIV wieku.
 
Opuszczamy tereny kościoła i czas ruszać dalej na zachód ku kolejnej świątyni. Po drodze mijam przekleństwo współczesnego, wiejskiego krajobrazu – elektrownie wiatrowe. 

Do kolejnej historycznej atrakcji droga prowadzi przez urokliwy wąwóz lessowy, oświetlony przez liście październikowym słońcem. 

        Wyłaniając się z wąwozu stajemy przed kościołem w Tarczku. Rodowód tej dawnej osady na prawach miejskich, sięga jeszcze średniowiecza. Naonczas istniała tu osada targowa, zwana Starym Targiem, później Tarżkiem, a następnie Tarczkiem. Ośrodek ten, był siedzibą jednej z czterech kasztelanii, pozostających wówczas w rękach biskupów krakowskich. W 1244 roku osada została złupiona i spalona przez Konrada Mazowieckiego. Ówczesny biskup Bodzanta po założeniu w pobliżu nowego miasta Bodzentyn, wybudował w nim swą siedzibę i przeniósł do niego targowisko oraz ośrodek administracyjny. 

     Pochodzący z pierwszej połowy XIII wieku romański kościół pw. Św. Idziego, prawdopodobnie również powstał w miejscu wcześniejszej świątyni, datowanej na XI wiek, być może ufundowanej przez Władysława Hermana. Świątynia stanowi doskonały przykład romańskiej budowli. Została wzniesiona z precyzyjnie obrobionych bloków piaskowca, połączonych ze sobą w formie prostych geometrycznych brył. Jednonawowa budowla jest orientowana, czyli ustawiona względem stron świata podyktowanych względami religijnymi. 

      Na wschodniej fasadzie kościoła zobaczyć możemy ślady po ostrzeniu szabel lub mieczy. Naostrzona o ściany budowli biała broń, stawała się bardziej święta i lepiej przez to chroniła swego właściciela. Ponadto możemy również dostrzec niewielkie okrągłe wgłębienia, pozostałości jeszcze starszych obrzędów, tzw. świdrów ogniowych. Pocierając w dniu Wielkiej Nocy drewnem o kamień elewacyjny kościoła, pozyskiwano żywy ogień, symbol odradzającej się natury, ale również Chrystusa zmartwychwstałego. Taki wzniecony święty ogień przynoszono do domu i rozpalano nim w piecu, gdyż miał chronić rodzinę, zapewniać pomyślność i dostatek. Pilnowano potem, aby ten „święty ogień” nie wygasł do kolejnej Wielkanocy. 

Wewnątrz kościoła zachowały się resztki późnorenesansowej polichromii z przełomu XVI i XVII wieku, oraz gotycka płaskorzeźba z XVI wieku.

        W ołtarzu głównym kościoła w Tarczku znajduje się niezwykle cenny renesansowy tryptyk z ok. 1540 roku. Jest to jedyna w Polsce scena ukazująca zmartwychwstałego Chrystusa ukazującego się Maryi w towarzystwie Archanioła. Na skrzydłach tryptyku umieszczono sceny z życia świętych i Matki Bożej, zaś na tylnych skrzydłach, niewidocznych na zdjęciu, cztery sceny z Męki Pańskiej. Przy okazji pozdrawiam przesympatycznego księdza spotkanego w kościele, który opowiedział nam kilka ciekawostek.

     W kościele znajdują się również dwa boczne, późnorenesansowe ołtarze, romańska chrzcielnica z XIV wieku, barokowa ambona i gotycka płaskorzeźba datowana na XVI wiek. Na zabytkowych ścianach kościoła można dostrzec również średniowieczne freski, odsłonięte podczas remontu wnętrza świątyni.
 
Tuż za budynkiem kościoła znajduje się gruby, kamienny mur opasający kościół, znad którego podziwiać możemy widok na zieloną dolinę Psarki i Pasmo Klonowskie w oddali.
 
Przez niewielki mostek przekraczamy wody rzeki Psarki, która wije się przez zieloną dolinę swym głębokim korytem.
 
Opodal na zielonym wzgórzu wypasa się pokaźne stado krów.

Niebywałym jak na tą porę roku widokiem, zaskoczyły nas roje pszczół uwijające się nad kwitnącym rzepakiem, jakby tegoroczna zima miała w ogóle nie nadejść. 

Powoli zbliżamy się do zabudowań Bodzentyna. Droga prowadzi nas przez pola porośnięte zielonym, ozimym rzepakiem, który po przejściu zimy, z nastaniem wiosny ozłoci swymi kwiatami okoliczne doliny.

       I docieramy w końcu do Bodzentyna, a dokładnie na Górny Rynek. Wokół zrewitalizowanej płyty rynku dominuje w większości niska zabudowa z charakterystycznymi od frontu domów, sieniami przejazdowymi i półokrągłymi bramami z XVIII i XIX wieku. Na kamiennym cokole w Rynku stoi pochodząca z lat 40-tych ubiegłego wieku figura świętego Floriana, zastąpiona zniszczoną przez silny wiatr XIX wieczną poprzedniczkę.
 
      Będąc w Bodzentynie warto odwiedzić ruiny XVI wiecznego zamku, opisywane już przeze mnie we wcześniejszych relacjach. Nie chcę się już wypowiadać na temat tej porażki z rewitalizacją, poczekam na efekt końcowy, może choć minimalnie mnie zaskoczy.
A co sądzę o tej "przebudowie", opisałem na moim innym blogu:

Ponieważ na busa do Kielc było jeszcze sporo czasu, postanowiłem przejść się poniżej zamku, aby zobaczyć stan dawnego parku nad Psarką. Po drodze mijamy dwie zabytkowe figury - ukrzyżowanego Jezusa i św. Jana Nepomucena.
 
       Jak wspominałem, skręciłem na chwilę do dawnego parku, przez który leniwie wije się rzeka Psarka. Widać tam pozostałości po urządzeniach wodnych i porosłe, już dorodne drzewa. Szkoda, że to miejsce niegdyś usłane zielonymi łąkami z widokiem na ruiny zamku, jest obecnie tak zaniedbane. Jeszcze w latach 60-tych ubiegłego wieku odbywały się tu zloty drużyn harcerskich z całego regionu, trawiaste tereny pokryte były obozowymi namiotami a miejsce to tętniło życiem. 

Spiętrzenie wody pod zamkiem na dawnej fotografii
(ze strony e-bodzentyn)
 
       Wracając ulicą Licealną w stronę rynku, ujrzeć możemy pozostałości murów miejskich z II połowy XIV wieku. W czasach średniowiecza, Bodzentyn jak większość podobnych miast otoczony był murem obronnym, z którego dziś pozostały zarysy i niewielkie fragmenty.

     Spacerując wąskimi, krętymi uliczkami napotkać można na historyczną, drewnianą zabudowę miasta z przejezdnymi sieniami. Nawet załapałem się na fotkę w oknie ;)
 
Zbliżając się do Dolnego Rynku mijam klimatyczną, niską zabudowę miasteczka i docierając do Dolnego Rynku zakończę moją ciepło-jesienną relację.

piątek, 22 listopada 2024

 06.10.2024r.   Rezerwat "Wietrznia"                       

               Po niezwykle słonecznym i ciepły wrześniu, pierwszy weekend października przywitał nas słotą i pochmurną pogodą. Po mżystym, niedzielnym poranku postanowiłem wybrać się gdzieś blisko, na przysłowiowe „rozprostowanie kości”. Ponieważ dni są coraz krótsze a przy takim zachmurzeniu w lesie jest mrocznie, tym razem padło na Wietrznię. Nisko zawieszone, ołowiane chmury niezbyt zachęcały do spaceru, ale warto zawsze po obiedzie gdzieś się przejść, dla kondycji i oczyszczenia głowy przed tygodniem pracy.



      Nazwa Wietrznia kojarzona jest zazwyczaj z pozostałością po ogromnym kamieniołomie, gdzie pozyskiwano wapień dla celów budowlanych, bądź też z rezerwatem geologicznym, jednym z pięciu na terenie Kielc. Lecz nazwa tego miejsca pochodzi od jednego ze szczytów wzgórza, które istniało przed powstaniem wyrobiska o wysokości 312 metrów, lub od zaznaczonego na mapie trochę wyższego wzniesienia.


          Na łagodnym wierzchołku wzgórza Wietrznia znajduje się prawdopodobnie jedyny ostały punkt triangulacyjny na terenie naszego miasta. Trzy betonowe słupy złączone ze sobą na górze, popularnie zwana „triangułem”, to punkt geodezyjny na powierzchni Ziemi o znanych współrzędnych geodezyjnych, przyjętych względem układu odniesienia, wyznaczający wierzchołek trójkąta sieci triangulacyjnej (trochę skomplikowane 😉. Triangulacja to metoda mierzenia dużych powierzchni, polegająca na pokryciu powierzchni siecią trójkątów, a każdy z takich punktów posiada numer i nazwę ustaloną od nazwy miejscowości, na której obszarze jest położony. Dla zabezpieczenia widoczności między sąsiednimi punktami triangulacyjnymi, stawiano na wzniesieniach budowle triangulacyjne (specjalne słupki, słupy, wieże triangulacyjne). Dla osób nie znających tajników kartografii - jak ja, jest to jednak „czarna magia” . Obecnie, wieże triangulacyjne utraciły swoje znaczenie, ponieważ zmieniła się technologia pomiaru osnów podstawowych i współcześnie do tego celu używa się techniki satelitarnej.


Ze szczytu wzniesienia widać między innymi północne kieleckie osiedla.


Ze wzgórza, zwanego dawniej przez miejscowych „chorągiewką”, patrząc na południe widzimy osnutą mgłami górę Telegraf.


Schodzimy w dół w stronę wyrobiska, pozostawiając za plecami wzgórze Wietrznia, porośnięte tarniną i pozostałościami dawnych sadów.


        Udając się na zachód krętymi ścieżkami pośród wysokich krzewów, wkraczamy na teren rezerwatu. Rezerwat przyrody nieożywionej „Wietrznia”, o powierzchni prawie 18 ha powstał dość niedawno, bo w 1999 roku. Teren rezerwatu obejmuje połączone ze sobą trzy nieczynne od lat kamieniołomy: Wietrznia, Międzygórz i Międzygórz Wschodni. Dawniej, przed eksploatacją kamieniołomu, którą zaczęto jeszcze w XIX wieku znajdowało się tu skaliste wzgórze o wysokości 312 metrów, należące do wschodniego krańca Pasma Kadzielniańskiego. W kopalni wydobywano wapienie płytowe, skały pochodzące z górnego dewonu. Wapienny urobek służył do produkcji wapna oraz jako kamień łamany i kruszywo dla budownictwa.
       Ruchy górotwórcze w regionie świętokrzyskim zachodzące między późnym karbonem a wczesnym permem, zaburzały pierwotne poziome ułożenie warstw. W wyniku potężnych ruchów skał, powstały liczne uskoki i fałdy z widocznym na zdjęciu zagięciem warstw skalnych. Cała formacja łupków i wapieni marglistych została oderwana od stałego podłoża i przesunięta po górnej powierzchni zalegających wapieni, w wyniku czego w „miękkich” osadach marglisto-iłowcowych powstały charakterystyczne fałdy.


        Obecnie, strome ściany dawnej kopalni wapieni porastają samosiejki sosen, klonów lub brzóz, które o tej porze przybierają jesienne barwy. Na tle jasno-szarych skał, nadają temu miejscu dodatkowego uroku.


      Na dnie wyrobiska zadomowił się powojnik pnący, którego kwiaty po przekwitnięciu zamieniły się w kulki z charakterystycznymi jasnymi wąsami. Powojnik to roślina z rodziny jaskrowatych, jeszcze dość rzadka w Polsce, lecz ze względu że jest to roślina inwazyjna –kenofit, bardzo szybko się rozprzestrzenia. Uprawiana jest jako roślina ozdobna ze względu na swój szybki wzrost, bardzo dobrą wytrzymałość na mróz i suszę. Nadaje się do przydomowych ogródków i parków. Ma długi okres kwitnienia, powstałe z kwiatów puszyste owoce utrzymują się na roślinie do zimy, przez co stają się również ozdobą. Ma małe wymagania glebowe, może rosnąć na stanowisku słonecznym, półcienistym, a nawet zacienionym.


      Schodząc na dno kamieniołomu, na jednym z poziomów zobaczyć możemy charakterystyczny dla tego miejsca stożkowy pagórek. Przemieszczające się wzdłuż kierunku wschód-zachód masy skalne, utworzyły szeroką na ok. 100 metrów szczelinę, którą wypełnił gruz składający się z okruchów i bloków skalnych różnej wielkości. Zjawisko to nazywane jest brekcją tektoniczną. Ponieważ taki materiał nie nadawał się do eksploatacji, pozostawiono go i obecnie w centralnej części rezerwatu, podziwiać możemy ten malowniczy ostaniec.


       Na terenie rezerwatu Wietrznia w wyniku zjawisk krasowych, występuje siedem jaskiń i schronów skalnych. Najbardziej znaną jest „Jaskinia na Wietrzni” o długości 60 metrów, a jej deniwelacja, czyli różnica poziomów to 10 metrów. W jaskini, w Wielkim Kominie występują ciekawe polewy naciekowe i bywa zamieszkała przez nietoperze. Obecnie wejście do niej jest zamulone, pełne rumoszu skalnego i zarośnięte, przez co jest niedostępna do penetracji. Sprawne oko dostrzeże wypalony znicz, stojący przy wlocie do niej. Jego obecnością wiąże się pewna tragiczna historia. Otóż 5 czerwca 1991 roku dwaj speleolodzy-amatorzy penetrując jej korytarz, po 20 minutach czołgania się wąskim przejściem natrafili na białe adidasy. Po oświetleniu tego miejsca zobaczyli szkielet młodego człowieka, który popełnił w jaskini samobójstwo.


       Będąc na dnie wyrobiska, w centralnej jego części rośnie moje ulubione drzewo, wiąz korkowy z charakterystycznym naroślami na gałązkach, które zawsze odwiedzam sprawdzając czy nadal sobie tam rośnie.

W trzy-poziomowym kamieniołomie, pozyskiwany urobek ładowano ręcznie na wagoniki, a transport odbywał się po pochylniach za pomocą wyciągarki, wzdłuż południowych ścian. Do dziś zachowały się jeszcze resztki podkładów i kawałki szyn, oraz zarośnięte schody prowadzące na dno wyrobiska.

         Obecnie zagłębienie dawnej kopalni wapienia porośnięte jest coraz bujniejszymi samosiejkami i wkrótce nie będzie można podziwiać ogromu tego malowniczego, sztucznie stworzonego "kanionu".


Zdjęcie z czasów, kiedy powoli zaprzestawano eksploatacji, widać jeszcze budynki i szyb windy.

         Po drodze nad "Glinianki" rzut oka na pewne kultowe miejsce z dzieciństwa - Punkt Skupu Butelek. Za dzieciaka zbierało się puste butelki, organizowało w grupę i jechało do skupu aby je sprzedać. To była wielka wyprawa a potem do sklepu na rogu Żeromskiego i Wojska Polskiego po smakołyki :)

     Będąc na Wietrzni warto odwiedzić pozostałość po kopalni gliny, potocznie zwane „glinianką”. Zbiornik prawdopodobnie zasilany jest ze źródeł wybijających pod nim, oraz wodami spływającymi z pobliskiego bagna leżącego nad zbiornikiem, po jego wschodniej stronie.

         „Glinianki” to obecnie użytek ekologiczny, powstały w miejscu gdzie dawniej wydobywano glinę do produkcji cegieł. Niegdyś tu można było popływać, na jego wschodnim brzegu znajdowała się trawiasta plaża pełna wypoczywających ludzi . Sam jeszcze w latach 90-tych korzystałem z tego miejsca, aby zażywać w okresie letnim chłodnych kąpieli. Aktualnie teren ten jest zarośnięty i niestety zaśmiecony.