wtorek, 25 sierpnia 2026

 22.05.2026r.   Zalew "Lubianka" - Wykus - "Lubianka"

          Sezon na wiosenne wędrówki rozkręcił się nam na dobre. Coraz więcej ludzi przemierza świętokrzyskie szlaki lub jeździ na rowerach. Ostatnia inicjatywa z powołaniem Górskiej Korony Kielc, jeszcze bardziej zachęciła do poznawania pięknych okolic naszego miasta. Korzystając z pięknej, słonecznej aury postanowiliśmy we trzech wybrać się w okolicę Starachowic. Jednym z celów, był dawno przeze mnie nie odwiedzany rezerwat „Wykus”, oraz chęć zobaczenia słynnego zalewu na Lubiance, który nieźle nas zaskoczył. 

        Powstały w latach 80-tych, na spiętrzeniu wód rzeki Lubianka zbiornik, zajmuje około 27 ha, natomiast całkowity obszar terenu rekreacyjnego z jego otoczeniem to blisko 40 ha. W miejscu zwanym Kozi Ogon znajdowały się rozległe, podmokłe łąki oraz tereny leśne na obrzeżach Starachowic. W latach 50-tych XX wieku obszar ten zaczęto przekształcać w tereny rekreacyjne, a w połowie lat 80-tych utworzono pierwszy sztuczny zbiornik wodny. Po trzech dekadach istnienia, między innymi dzięki działaniom bardzo dobrego gospodarza Starachowic, którym niewątpliwie jest młody i energiczny prezydent Marek Materek, teren ten przeszedł niesamowitą metamorfozę. Za sprawą wielomilionowej rewitalizacji, został przekształcony w nowoczesny kompleks rekreacyjny "Port Lubianka", który stał się turystyczną perełką naszego województwa. Obecnie oferuje czystą, zagospodarowaną plażę, nowoczesne mola, trasy rowerowe i spacerowe, oraz bogatą ofertę sportową - boiska, siłownie plenerowe, wakeboarding czy wypożyczalnię kajaków.

 

       Śmieszy mnie pojawiające się w prasie i na prasowych portalach, określenie nadane naszemu zalewowi w Cedzynie – „Świętokrzyska Madera”. Porównując go do opisywanej Lubianki, prezentuje się naprawdę bardzo mizernie. Co prawda trochę „drgnęło” w ostatnich latach w temacie ucywilizowania Cedzyny, powstały punkty gastronomiczne, parking i krótka, jak dla mnie za krótka ścieżka rowerowa. Lecz nadając podobnym zalewom nazwy znanych kurortów, to ten pod Starachowicami powinien analogicznie do Cedzyny nazywany być ”Świętokrzyską Copacabaną” albo Saint-Tropez :) Oj wiele potrzeba jeszcze zainwestować w nasz podkielecki akwen, aby mógł dorównać Lubiance, nie wspominając już Sielpi. Ale wiadomo: kasa i własność terenu należąca do dwóch gmin.

        Przechadzając się wokół zalewu po solidnie zbudowanych ścieżkach i pomostach, podziwiać możemy jego różnorodne otoczenie. Po północno-wschodniej stronie zbiornika, kładka przechodzi przez niewielki smug, z rosnącymi na brzegach dorodnymi olchami.

Naprzeciw "Portu Lubianka" znajduje się porośnięty trzcinowiskiem łagodny brzeg oraz Harcerski Ośrodek Obozowy "Lubianka".
  
       Idąc ścieżką wzdłuż brzegu, towarzyszyła nam ciekawska pliszka. Pliszka siwa to niezwykle ruchliwy mały ptaszek, który słynie z charakterystycznego, ciągłego kiwania ogonem. Jest to bardzo pożyteczny ptak, gdyż zjada mnóstwo uciążliwych owadów. Ptaki te uwielbiają sąsiedztwo człowieka i potrafią założyć gniazdo w nietypowych miejscach: w szczelinach murów, pod dachówkami, na stertach desek czy porzuconych, starych maszynach rolniczych. Pomimo swych niewielkich rozmiarów i czyhających na nie zagrożeń, pliszki potrafią dożyć sędziwego wieku. Rekordowa zaobrączkowana pliszka żyła prawie 14 lat! W starożytnej Grecji ptak ten uważany był za symbol magii miłosnej i poświęcony został bogini Afrodycie. Pasterze greccy wierzyli, iż pliszki chronią ich stada, a zabicie tego ptaka ściągnęłoby na nich wielkie nieszczęście.

       Czas opuścić teren zalewu i udać się zielonym szlakiem na południe, przez wspaniałe lasy Sieradowickiego Parku Krajobrazowego. Park ten został utworzony 10 czerwca 1988 roku, a jego powierzchnia wynosi obecnie 12 252 ha. Rozciąga się pomiędzy doliną rzeki Kamiennej od północy i Doliną Bodzentyńską od południa. Jego wschodnią część ograniczają doliny rzek Pokrzywianki i Świśliny, zaś od zachodu dolina rzeki Kamionki. W obrębie parku znajdują się trzy rezerwaty przyrody: Wykus, Góra Sieradowska i Kamień Michniowski, oraz ponad dwadzieścia pomników geologicznych i przyrody.

        Lasy pokrywają około 85% obszaru parku, a dominuje tu drzewostan sosnowy, jodłowy oraz buczyna. Ubogie i piaszczyste podłoże w tego typu borach, sprzyja rozwojowi gęstego podszytu. Wędrując szlakiem podziwiać możemy zielony dywan utworzony z krzewinek borówki czarnej, potocznie nazywanej czarną jagodą, co jest typowe dla świetlistych borów sosnowych.

       Przez ogromny teren sieradowickich lasów, przebiegała dawniej kolejka leśna służąca do przewozu pozyskiwanego z lasów drewna. Lecz nie tylko drewno było tu wywożone. Od wczesnego średniowiecza wydobywano tu rudy żelaza, a lokalne złoża środkowojurajskiej rudy, były w starożytności podstawą lokalnego rozwoju, a następnie w średniowieczu i nowożytnym hutnictwie kruszcowym w całym regionie. Na zdjęciu widzimy pamiątkę po czasach kolejki leśnej, usypany pośród podmokłych terenów nasyp pod dawne torowisko.

      Na terenie kompleksu leśnego zostały pobudowane szerokie drogi szutrowe, służące do transportu drewna i jako drogi pożarowe. Wiem, że na zawsze zostały utracone dawne kręte, leśne dukty i ścieżki, ale taka jest niestety cena cywilizacji.

         Maj to jeszcze nie miesiąc na prawdziwe grzybobranie, ale w runie leśnym znaleźć już możemy różne jadalne gatunki grzybów. Jednym z nich jest polówka wczesna, grzyb saprotroniczny rosnący głównie na resztkach drzewa, trociach, korze czy po prostu w ściółce leśnej. Swe owocniki wytwarza zazwyczaj od maja do lipca. Posiada delikatny, lekko mączny zapach (o ile mąka jakoś pachnie :)) i subtelny smak. Świetnie sprawdza się w sosach, duszony na maśle z cebulką, czy jako dodatek do jajecznicy.

       O tej porze roku wzrok niekiedy przykuwa kwitnący na niebiesko przetacznik ożankowy, znany również "kocie oczy" ze względu na charakterystyczny środek kwiatu. Bywa często uprawiany jako roślina ozdobna, nadająca się na rabaty kwiatowe. Jest całkowicie mrozoodporny i łatwy w uprawie. Nie ma on specjalnych wymagań co do podłoża.

         Wędrując zielonym szlakiem przez sieradowicki las, skręcamy na zachód aby dotrzeć do góry Wykus. Ten spłaszczony, porośnięty lasem szczyt mierzy prawie 324 metry wysokości, co sugeruje zawieszona na drzewie ręcznie wykonana tabliczka.

        Ponieważ czas nas niemiłosiernie popędzał i dało się również słyszeć burczenia w brzuchach, trzeba było lekko skrócić planowaną trasę, aby zejść do polany biwakowej. Szkoda tylko, że musieliśmy odpuścić wizytę na polanie „Wykus” i Kapliczkę Matki Boskiej Bolesnej z Wykusu, ale będzie to doskonały pretekst by znów jesienią tu wrócić. W miejscu tym, corocznie w drugą sobotę czerwca, organizowane są patriotyczne uroczystości z udziałem wojska, kombatantów, harcerzy oraz władz państwowych.

       Pobliskie gęste i przepastne lasy, służyły podczas II Wojny Światowej jako główna baza zgrupowań partyzanckich Armii Krajowej. Formacje Partyzanckie AK "Ponury-Nurt" to jedna z najważniejszych formacji polskiego podziemia, działająca na terenach Kielecczyzny. Oddział sformowany został w czerwcu 1943 roku przez cichociemnego porucznika Jana Piwnika ps. „Ponury”. Po jego odejściu dowództwo przejął inny cichociemny, major Eugeniusz Kaszyński ps. „Nurt”. Partyzanci operowali głównie w siekierzyńskich lasach, w rejonie Pasma Jeleniowskiego oraz wokół Wykusu. Przeprowadzali liczne akcje dywersyjne i paraliżowali niemiecki transport kolejowy. 

W miejscu obozowania oddziałów partyzanckich, po wschodniej stronie polany znajduje się kamienny obelisk z inskrypcją:

»Bogu Wszechmogącemu na chwałę. Świętokrzyskim Zgrupowaniom Partyzanckim Armii Krajowej "Ponury-Nurt" i Cywilnemu Ruchowi Leśników w podzięce«

      Opuszczamy „stolicę świętokrzyskiej partyzantki” i udajemy się tym razem niebieskim szlakiem na północ. Po drodze pokonujemy niewielki w tym miejscu strumień Lubianka, aby dotrzeć do starej, kamiennej drogi.

Przed nami kolejny, bezimienny strumień przepływający pomiędzy kamiennymi przyczółkami dawnego mostu kolejki leśnej.

      Schodząc szlakiem z kamiennego traktu, docieramy do urokliwego miejsca jakim jest „Źródełko Langiewicza”. Według ustnych przekazów, wodę z tego krystalicznego źródła czerpali powstańcy styczniowi w 1863 roku. Przyglądając się temu miejscu, łatwo zauważyć, iż miejsce to ma dwa sąsiadujące zagłębienia, z których przez cały rok wypływa obficie woda, zasilając rzekę Lubiankę.

       Pokonujemy brodem następny z leśnych strumieni, aby dotrzeć do kolejnego historycznego miejsca, związanego tym razem z Powstaniem Styczniowym – „Polany Langiewicza”. Na skraju polany rośnie pokaźnych rozmiarów sosna, otoczona drewnianymi żerdziami na której według legendy generał Marian Langiewicz miał swój punkt dowodzeni. Do jej pnia przymocowana jest żeliwna tablica z wizerunkiem orła i napisem "OBÓZ JENERAŁA MARIANA LANGIEWICZA", upamiętniającą obóz powstańczy z 1863 roku. 

      Opuszczamy historyczne miejsce i udajemy się dalej ścieżką oznaczoną żółtym kolorem. Mijamy po drodze pień ze świeżo rozkopaną wokół niego ziemią. Ziemię zryły najprawdopodobniej dziki w poszukiwaniu larw owadów i pędraków, a miejsce takie często określa się to mianem buchtowania. W rozkładającym się pniu i wilgotnej ziemi żyje mnóstwo larw owadów, pędraków chrabąszczy czy korników, które dla dzików są doskonałym pożywieniem, bogatym w białko. 

Ponownie przechodzimy przez strumień Lubianka, mijając niewielką bobrową tamę. 

Docieramy w końcu do początku naszej wędrówki - zalewu Lubianka i do miejsca zwanego Hohołówka. 

W miejscu gdzie wody strumienia Lubianka zasilają zbiornik, natrafić można na wędkarzy łowiących ryby, jak mawiał klasyk: „w tych pięknych okolicznościach przyrody”.

Na zdjęciu widać wspomnianą przeze mnie jedną z betonowych kładek, które nadają temu miejscu dodatkowego uroku.

       Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na senny o tej porze akwen, z widokiem spod podmytych przez wodę i wiatr korzeni sosny i czas wracać do domu. Planuje w czasie „złotej , polskiej jesieni” ponownie odwiedzić tą okolicę i znów pokazać ciekawostki i uroki okolicznych lasów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz