20.10.2025r. Bolmin - Czubatka - Milechowska - Grząby Bolmińskie - Bolmin
Gdy na zewnątrz panuje jesienna szaruga zasnuta nisko wiszącymi chmurami, wytworzonymi przez ogromny „zgniły wyż”, miło wrócić wspomnieniami do minionej już, ciepłej i kolorowej jesieni. Pogoda w tym roku była typowo „w kratkę”, piękne i słoneczne dni przeplatały się z jesienną słotą. Należało uważnie śledzić prognozy pogody i przewidywać sprzyjającą aurę do jesiennych wycieczek. W planach na październik miałem do zaliczenia cztery wypady i cel ten został osiągnięty. Dziś zapraszam na drugą z cyklu „złoto-jesiennych” wędrówek, na pętlę a właściwie „podkowę” wokół Bolmina.
Po
ostatnich perypetiach z busami, do Bolmina docieramy prywatnym
samochodem. Po zaparkowaniu na przykościelnym parkingu, udajemy się pod
mury kościoła. Świątynia usytuowana jest płaskim wzniesieniu - Górze
Wrzosowej i otoczona kamiennym murem. Kościół parafialny pw. Narodzenia
NMP w Bolminie został wzniesiony w 1604 roku. Zbudowany z lokalnego
kamienia w całości otynkowany, pokryty jest trzema dachami: dwuspadowym
(nad nawą główną, prezbiterium, kaplicą i kruchtą), namiotowym (nad
wieżą kościelną) oraz pulpitowy (nad zakrystią, południową kruchtą i
skarbczykiem). Dachy nakrywają kamienne sklepienia: kolebkowe i
kolebkowo-krzyżowe. Wewnątrz kościoła znajduje się neorenesansowy ołtarz
główny z początku XX wieku z obrazem Matki Boskiej z Dzieciątkiem, zaś w
bocznej wnęce kościoła wisi kopia obrazu Matki Boskiej Pocieszenia z
XIX-wieczną suknią. Po południowo-zachodniej stronie budowli mieści się
drewniana dzwonnica z XX wieku. W bryłę kościoła wmurowane są pociski,
które podczas I wojny światowej miały zniszczyć budowlę, lecz nie
eksplodowały. Żaden z austriackich pocisków nie trafił w świątynię, co
uznano za cud.
W
bolmińskim kościele znajduje się cudowny obraz Matki Bożej Pocieszenia,
który jest przedmiotem kultu. Obraz został sprowadzony prawdopodobnie
na przełomie XVI i XVII wieku przez jego fundatora, Jana Brzeskiego. W
spisie inwentarzowym mowa jest, iż obraz był przyozdobiony srebrnymi
sukienkami, co świadczy o dużo wcześniejszym kulcie Maryjnym. Z
wizerunku pierwotnego obrazu pozostało jedynie kilka zdjęć oraz kopia
wykonana w Krakowie w 1966 r. Kopia ta została umieszczona w ołtarzu
głównym, aby chronić inny obraz z wizerunkiem Matki Bożej. Związana jest
z tym ciekawa historia. Otóż w roku 1965, ówczesny proboszcz ks.
Stanisław Dudkiewicz oddał zniszczony wizerunek Maryi do konserwacji w
specjalistycznej pracowni w Krakowie. Gdy konserwator zdjął srebrne
sukienki zawieszone na obrazie, zobaczył wtety że farba znajdująca się
na drewnianym podłożu odchodzi płatami. Odkrył, że pod malowidłem
znajduje się wizerunek Maryi, który został namalowany dużo wcześniej.
Swojej decyzji nie konsultował z proboszczem i odnowił pierwotny obraz,
który datowany jest na przełom XIV i XV wieku. Parafianie szybko się
zorientowali, że obraz ten nie jest oryginałem a „odrestaurowany” nie
przypomina dawnego wizerunku bolmińskiej Maryi, czczonej od dawna. Z
czasem jednak mieszkańcy pogodzili się z tym faktem i obraz nadal
uznawany jest za cudowny.
Opodal
kościoła, tuż przy drodze znajduje się figura przydrożna otoczona dwoma
dębami. W katalogu zabytków, datowana jest na 1 połowę XVIII stulecia.
Tworzy ją toskańska kolumna dźwigająca pseudo-latarnię z czterema
arkadowymi wnękami. Niestety, w wyniku nieudolnej konserwacji, figura
straciła dawne piękno, a pod warstwami tynku zasłonięto misterne profile
gzymsów. Eleganckie, drewniane ogrodzenie zastąpiono metalowym płotkiem
z prętów, co dodatkowo ją oszpeciło.
Opuszczamy
„centrum” Bolmina i kierujemy się niebieskim szlakiem na południe. Po
drodze mijamy przydrożny krzyż, stojący za dwoma wiekowymi
kasztanowcami.
Schodzimy szosą w dół i mijamy pola uprawne z kwitnącym jeszcze, jako poplon rzepakiem. W tle widać pierwszy cel naszej wędrówki, górę Czubatkę.
Schodzimy szosą w dół i mijamy pola uprawne z kwitnącym jeszcze, jako poplon rzepakiem. W tle widać pierwszy cel naszej wędrówki, górę Czubatkę.
Po
drodze do lasu, przechodzimy przez niewielki przysiółek Kresy, gdzie
moją uwagę przykuł widok „nagiego” klona, pozbawionego swych
złoto-pomarańczowych liści.
Podchodzimy pod ścianę lasu gdzie w zacienionych miejscach, po zimnej nocy pozostał jeszcze szron na trawie.
Po
wejściu w las podziwiać możemy jesienną śreżogę, zjawisko kiedy
promienie słońca padające przez drzewa widoczne są jako snopy światła
prześwitujące przez mgłę.
Po
dojściu do podnóża wzniesienia, skręcamy na północny-zachód aby dotrzeć
na szczyt. Czubatka to kulminacja skalnej grani zbudowanej z
górnojurajskich wapieni, której najwyższy punkt mierzy 325 metrów. Na
zwieńczeniu góry znajduje się znak geodezyjny, czyli punkt pomiarowy
którego współrzędne są precyzyjnie określone. Tuż za nim rośnie wielki
dąb, który dzielnie opiera się wichurom.
Jak
już wspominałem, grzbiet góry stanowi wąska skalna grzęda
przypominająca górską grań z kilkumetrowymi przepaściami. Zbudowana z
jasnych wapiennych skał, w wielu miejscach przybrała ciekawe kształty
grzybów, pieczar czy bramy skalnej. Całe otoczenie wierzchołka góry jest
pomnikiem przyrody nieożywionej. Czubatka skrywa również pamiątkę po
czasach I Wojny Światowej, ciągnące się kilometrami ślady okopów, czy
pozostałości kolejnej wojny, zagłębienia po rowach przeciwczołgowych.
Opuszczamy
szczyt i udajemy się dalej na zachód, niebieskim szlakiem im. ks.
Stanisława Hieronima Konarskiego. Jego patron był polskim pijarem (nie
pijakiem! :)), pedagogiem, publicystą, poetą oraz kluczową postacią
polskiego Oświecenia. Zasłynął jako reformator szkolnictwa, twórca
Collegium Nobilium i autor nowatorskiego planu dydaktycznego dla szkół
pijarskich. Szlak prowadzi tu długą skalną granią, niestety mocno
porośniętą gęstą roślinnością. Pamiętam ze szczenięcych lat, jakie z
Czubatki były wspaniałe widoki na wszystkie strony. Aktualnie całe pasmo
porasta gęsty, sosnowy las a na jego grani rośnie m.in. widoczny na
zdjęciu Szarłak pospolity. To krzew lub małe drzewo, które może osiągać
wysokość do 6 metrów.
W
poszyciu leśnym, na zachodnich stokach wzgórza spotkać można pewną
zimozieloną bylinę. To Bluszczyk kurdybanek - pospolita roślina z
rodziny jasnotowatych, znana z właściwości leczniczych i kulinarnego
zastosowania. Ma sercowate, ząbkowane liście, drobne fioletowe kwiaty i
rośnie dziko w lasach, na łąkach i przydrożach. W medycynie ludowej
bluszczyk jest wykorzystywany przy dolegliwościach trawiennych,
oddechowych, a w kuchni jako przyprawa do zup, ziemniaków czy jaj. Jego
korzenny smak dobrze komponuje się z zupami (jako zamiennik pietruszki),
ziemniakami, jajkami, twarogiem i pieczonym mięsem.
Po
zejściu z grani Czubatki, podążamy dalej lasem na północ, wzdłuż doliny
Wiernej Rzeki. Warto zwrócić uwagę na mijany po drodze szeroki rów w
lesie, który jest pozostałością po tzw. Pancegramie (nazwa widoczna na
starych mapach). "Panzergraben" to niemieckie określenie, które tłumaczy
się na język polski jako "rów przeciwczołgowy". Jest to fortyfikacja
inżynieryjna – wykop, który utrudnia lub uniemożliwia poruszanie się
pojazdom pancernym wroga. Powstał on w czasie II Wojny Światowej i był
budowany przez okoliczną ludność, siłą przymuszaną do pracy. Takie rowy
ciągną się od okolic ekspresowej „siódemki” pod Brzegami, dalej przez
Pasmo Przedborsko-Małogoskie aż do Olesna.
Zbaczamy
na chwilę z trasy, aby dotrzeć do niewielkiego zbiornika
wodnego”Zakrucze”. Jego nazwa pochodzi od płynącej przez wieś
niewielkiej rzeczki Kruczki, która wpadając do Łososiny, zwanej Wierna
Rzeką stanowi jej zachodni dopływ. Sam prawie 30-to hektarowy zbiornik,
powstał na potrzeby wybudowanej w latach 70-tych cementowni Małogoszcz,
jako wymiennik wody do chłodzenia pieców w procesie produkcji cementu.
Oprócz tego, zbiornik służy jako miejsce do spacerów, łowienia ryb i
odpoczynku nad wodą, choć w samym akwenie jest zakaz kąpieli i
uprawiania sportów wodnych.
Klucząc
leśnymi ścieżkami okrążamy teren prywatny z kilkoma domami w lesie, aby
nie zakłócać spokoju i uszanować prywatność. Po drodze mijamy urokliwą
kapliczkę nadrzewną, chroniąca być może owe domostwa, przed złymi
siłami.
Teraz
ścieżka prowadzi nas przez spłaszczoną skalista grań, pięknie zasypaną
kolorowymi, jesiennymi liśćmi. Wędrując nią, towarzyszył nam ich kojący
uszy szelest, nadający dodatkowego, jesiennego klimatu.
Czasem
człowiek napotyka podczas wędrówek na różne ciekawostki. Przykładem
może tu być mijany w lesie pień drzewa, który swym wyglądem przypominał
głowę psa z długą szyją. To przykład pareidolii – zjawiska
psychologicznego, polegającego na dopatrywaniu się znanych kształtów,
zwłaszcza twarzy w przypadkowych i niepozornych wzorach czy martwej
naturze. Częstym tego przykładem jest obserwacja chmur, które dla
oglądających przypominają kształtem postacie ludzi, zwierząt czy
mitycznych smoków.
Wędrując
dalej na północ, wzdłuż wschodniego brzegu wzniesienia, natrafiamy na
ciąg krasowy z „Jaskinią Chalcedonitową”. W wyniku zjawisk krasowych, w
wapiennej skale powstały wąskie korytarze, przechodzące w szczeliny.
Ciąg rozpoczyna się trzema niewielkimi otworami o rozmiarach około 1
metra, owalnym otworem bocznym oraz niewielką studnią. Obecność zwartych
skupisk minerałów krzemionkowych sugeruje, iż jaskinia w okresie
neolitu była miejscem pozyskiwania krzemieni. Aktualnie jest w
większości zasypana rumoszem skalnym i ziemią.
Docieramy
w końcu na kraniec milechowskiego grzbietu, gdzie na betonowym
postumencie stoi pomnik upamiętniający śmierć lotnika Kazimierza Brauna,
który zginął w katastrofie lotniczej pod Lwowem w 1920 roku. Jego
fundatorem jest mieszkający w Milechowach prof. Juliusz Braun, który w
ten sposób upamiętnił tragiczną śmierć swego brata. Porucznik Kazimierz
Braun był kawalerem Orderu Virtuti Militari, a zginął mając zaledwie 21
lat. Stojący na litej skale monument, to krzyż lotniczy z
charakterystycznym drewnianym śmigłem upamiętniającym lotnika, bohatera
wojennego. Pomnik został odbudowany w 2016 roku w miejscu zniszczonego w
1935 roku poprzednika.
Po
opuszczeniu miejsca pamięci, schodzimy stromym zboczem na dno wąwozu.
Wąwóz ten rozdziela trzy dość wysokie szczyty skalne pokryte liściastym
lasem – góry Milechowską, Bolmińską i Brodową. Zasypany jesiennym
listowiem głęboki jar, muskany ciepłymi promieniami słońca zachwycił nas
swym widokiem.
W
takich jesiennych klimatach, czas się posilić przed kolejną atrakcją na
naszej wędrówce. Tym razem bez ogniska, suchy prowiant nawilżany
ekstraktem ze słodu i szyszek chmielowych
Stoimy
właśnie przed jednym z moich ulubionych miejsc w Górach
Świętokrzyskich. Usytuowana na stoku Góry Milechowskiej jaskinia „Piekło
Milechowy”, od grudnia 1952 roku chroniona jest jako pomnik przyrody
nieożywionej. Wejścia do jaskini strzeże rosnący koło niej potężny dąb,
wplatający się korzeniami w skały niczym jej sędziwy strażnik. Całość
tworzy niesamowity klimat wart zobaczenia na własne oczy.
Sama
jaskinia ma długość 17,5 metra i kształt zwężającego się w głąb,
prostego korytarza o owalnym przekroju, zakończonego kolistym wylotem.
Oprócz jaskini ochroną objęto również urwisko i wychodnie skalne,
ciągnące się na długości ok. 60 metrów i mające wysokość do 8 metrów.
We
wnętrzu groty podziwiać możemy liczne rzeźby krasowe oraz polewy ze
stwardniałego mleka skalnego. Jaskinię zamieszkują różne gatunki owadów
oraz nietoperze (mopek, nocek duży, gacek brunatny).
Opuszczamy
otoczenie jaskini i kierujemy się wąwozem na południowy-wschód. Po
chwili docieramy do samotnej skałki-ambony. Skałka zbudowana jest z
wapieni oolitowych a jej przewieszona ściana podcięta jest płytką wnęką –
tzw. niszą niwalną. Jest efektem wietrzenia mrozowego, wywoływanego
przez zalegający śnieg.
Dalej
ścieżka prowadząca szerokim wąwozem pnie się lekko w górę. Podczas
wędrówki towarzyszą nam promienie słońca padające przez drzewa, nazywane
po japońsku komorebi, kojarzone z poczuciem spokoju i harmonii.
Po
drodze czeka nas kolejna przyrodnicza niespodzianka – babrzysko. Jest
to grząskie miejsce w lesie, gdzie tarzają się zwierzęta (jelenie oraz
dziki), zażywając kąpieli błotnej w celu ochłody i aby chronić skórę
przed pasożytami i owadami. Tarzanie się w błocie jest dla dzika
elementem pielęgnacji, która oczyszcza skórę i sierść. Są dla dzikich
zwierząt formą terapii i higienicznego rytuału.
Idąc
dalej leśną ścieżką skręcamy na chwilę, aby zdobyć jeden ze szczytów
należących do pasma Grząbów Bolmińskich – góry Milechowskiej (334m). To
dość mocno zarośnięty wierzchołek ze zwieńczającym go słupkiem
pomiarowym, z dala od oficjalnych szlaków.
Powoli
wychodzimy z lasu i kierujemy się w stronę przysiółka Gajówka. W
prześwitach możemy obserwować okoliczne wzgórza w jesiennych barwach.
Na
zacienionych zakątkach gdzie nie dociera już nisko świecące słońce, po
chłodnej nocy na liściach przywrotnika pospolitego pozostała skroplona
rosa.
Mijamy
szosę z Zajączkowa do Bolmina i ponownie wspinamy się na wzniesienie.
Przed nami ostatni etap wędrówki, przez rzadziej zarośnięte wzgórza
Grząbów Bolmińskich. Na odkrytych fragmentach pasma, podziwiać możemy
rozległe widoki na łańcuchy wzgórz i rozległe doliny. Doskonale widać
stąd kościół w Bolminie, spod którego rozpoczęliśmy naszą wyprawę.
U
stóp pasma Grząbów Bolmińskich widać w dole wieś Bolmin i cmentarne
wzgórze, a w oddali górę Czubatkę, którą przemierzyliśmy na początku
relacji. Fajnie na tym tle komponowało się jesienne pole, ze śladami
wygniecionymi przez pojazd rolniczy.
Październik
w tym roku żegnał nas ciepłą aurą, wiele owadów i zwierząt nie myślały
jeszcze o zimie. Motyl widoczny na zdjęciu to Rusałka admirał, duży
motyl z rodziny rusałkowatych o rozpiętości skrzydeł do 60 mm.
Charakteryzuje się czarnymi skrzydłami z szeroką, czerwoną lub
pomarańczową przepaską oraz białymi plamkami. Cętkowany spód skrzydeł
pozwala owadowi na kamuflaż, kiedy motyl je złoży. Rusałka admirał żywi
się nektarem kwiatów, a także fermentującymi owocami, a jej gąsienice
żerują na pokrzywie zwyczajnej i chmielu.
Po
drodze próbujemy odwiedzić ruiny dawnego pałacu obronnego, lecz są tak
zarośnięte, że szkoda ubrań na przedzieranie się przez krzaki.
Dwór w Bolminie z początku XX wieku (na podstawie starej ryciny powstało zdjęcie dzięki AI)
Renesansową budowlę wzniesiono w 2 połowie XVI wieku, a dzięki kolejnym przebudowom dwór nabrał cech wystroju barokowego i klasycystycznego. W 1 połowie XVIII w. dobudowano zaokrąglony ryzalit na froncie budynku. Podczas I Wojny Światowej salwa artyleryjska poważnie zniszczyła dwór, a w tym samym okresie uszkodzona została również jedna z wież chęcińskiego zamku. Teraz budynek stoi jako ruina, pamiętająca dawne lata świetności. Nowy właściciel chcąc obiekt zabezpieczyć, zamurował otwory okienne, przez co tylko go oszpecił.



































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz