sobota, 7 lutego 2026

20.10.2025r.   Bolmin - Czubatka - Milechowska - Grząby Bolmińskie - Bolmin

          Gdy na zewnątrz panuje jesienna szaruga zasnuta nisko wiszącymi chmurami, wytworzonymi przez ogromny „zgniły wyż”, miło wrócić wspomnieniami do minionej już, ciepłej i kolorowej jesieni. Pogoda w tym roku była typowo „w kratkę”, piękne i słoneczne dni przeplatały się z jesienną słotą. Należało uważnie śledzić prognozy pogody i przewidywać sprzyjającą aurę do jesiennych wycieczek. W planach na październik miałem do zaliczenia cztery wypady i cel ten został osiągnięty. Dziś zapraszam na drugą z cyklu „złoto-jesiennych” wędrówek, na pętlę a właściwie „podkowę” wokół Bolmina.

      Po ostatnich perypetiach z busami, do Bolmina docieramy prywatnym samochodem. Po zaparkowaniu na przykościelnym parkingu, udajemy się pod mury kościoła. Świątynia usytuowana jest płaskim wzniesieniu - Górze Wrzosowej i otoczona kamiennym murem. Kościół parafialny pw. Narodzenia NMP w Bolminie został wzniesiony w 1604 roku. Zbudowany z lokalnego kamienia w całości otynkowany, pokryty jest trzema dachami: dwuspadowym (nad nawą główną, prezbiterium, kaplicą i kruchtą), namiotowym (nad wieżą kościelną) oraz pulpitowy (nad zakrystią, południową kruchtą i skarbczykiem). Dachy nakrywają kamienne sklepienia: kolebkowe i kolebkowo-krzyżowe. Wewnątrz kościoła znajduje się neorenesansowy ołtarz główny z początku XX wieku z obrazem Matki Boskiej z Dzieciątkiem, zaś w bocznej wnęce kościoła wisi kopia obrazu Matki Boskiej Pocieszenia z XIX-wieczną suknią. Po południowo-zachodniej stronie budowli mieści się drewniana dzwonnica z XX wieku. W bryłę kościoła wmurowane są pociski, które podczas I wojny światowej miały zniszczyć budowlę, lecz nie eksplodowały. Żaden z austriackich pocisków nie trafił w świątynię, co uznano za cud.  
 
 
 
W bolmińskim kościele znajduje się cudowny obraz Matki Bożej Pocieszenia, który jest przedmiotem kultu. Obraz został sprowadzony prawdopodobnie na przełomie XVI i XVII wieku przez jego fundatora, Jana Brzeskiego. W spisie inwentarzowym mowa jest, iż obraz był przyozdobiony srebrnymi sukienkami, co świadczy o dużo wcześniejszym kulcie Maryjnym. Z wizerunku pierwotnego obrazu pozostało jedynie kilka zdjęć oraz kopia wykonana w Krakowie w 1966 r. Kopia ta została umieszczona w ołtarzu głównym, aby chronić inny obraz z wizerunkiem Matki Bożej. Związana jest z tym ciekawa historia. Otóż w roku 1965, ówczesny proboszcz ks. Stanisław Dudkiewicz oddał zniszczony wizerunek Maryi do konserwacji w specjalistycznej pracowni w Krakowie. Gdy konserwator zdjął srebrne sukienki zawieszone na obrazie, zobaczył wtety że farba znajdująca się na drewnianym podłożu odchodzi płatami. Odkrył, że pod malowidłem znajduje się wizerunek Maryi, który został namalowany dużo wcześniej. Swojej decyzji nie konsultował z proboszczem i odnowił pierwotny obraz, który datowany jest na przełom XIV i XV wieku. Parafianie szybko się zorientowali, że obraz ten nie jest oryginałem a „odrestaurowany” nie przypomina dawnego wizerunku bolmińskiej Maryi, czczonej od dawna. Z czasem jednak mieszkańcy pogodzili się z tym faktem i obraz nadal uznawany jest za cudowny. 

     Opodal kościoła, tuż przy drodze znajduje się figura przydrożna otoczona dwoma dębami. W katalogu zabytków, datowana jest na 1 połowę XVIII stulecia. Tworzy ją toskańska kolumna dźwigająca pseudo-latarnię z czterema arkadowymi wnękami. Niestety, w wyniku nieudolnej konserwacji, figura straciła dawne piękno, a pod warstwami tynku zasłonięto misterne profile gzymsów. Eleganckie, drewniane ogrodzenie zastąpiono metalowym płotkiem z prętów, co dodatkowo ją oszpeciło.
 
Opuszczamy „centrum” Bolmina i kierujemy się niebieskim szlakiem na południe. Po drodze mijamy przydrożny krzyż, stojący za dwoma wiekowymi kasztanowcami.
 
Schodzimy szosą w dół i mijamy pola uprawne z kwitnącym jeszcze, jako poplon rzepakiem. W tle widać pierwszy cel naszej wędrówki, górę Czubatkę.

Po drodze do lasu, przechodzimy przez niewielki przysiółek Kresy, gdzie moją uwagę przykuł widok „nagiego” klona, pozbawionego swych złoto-pomarańczowych liści.  

 Podchodzimy pod ścianę lasu gdzie w zacienionych miejscach, po zimnej nocy pozostał jeszcze szron na trawie. 

Po wejściu w las podziwiać możemy jesienną śreżogę, zjawisko kiedy promienie słońca padające przez drzewa widoczne są jako snopy światła prześwitujące przez mgłę. 

     Po dojściu do podnóża wzniesienia, skręcamy na północny-zachód aby dotrzeć na szczyt. Czubatka to kulminacja skalnej grani zbudowanej z górnojurajskich wapieni, której najwyższy punkt mierzy 325 metrów. Na zwieńczeniu góry znajduje się znak geodezyjny, czyli punkt pomiarowy którego współrzędne są precyzyjnie określone. Tuż za nim rośnie wielki dąb, który dzielnie opiera się wichurom.

        Jak już wspominałem, grzbiet góry stanowi wąska skalna grzęda przypominająca górską grań z kilkumetrowymi przepaściami. Zbudowana z jasnych wapiennych skał, w wielu miejscach przybrała ciekawe kształty grzybów, pieczar czy bramy skalnej. Całe otoczenie wierzchołka góry jest pomnikiem przyrody nieożywionej. Czubatka skrywa również pamiątkę po czasach I Wojny Światowej, ciągnące się kilometrami ślady okopów, czy pozostałości kolejnej wojny, zagłębienia po rowach przeciwczołgowych.  

      Opuszczamy szczyt i udajemy się dalej na zachód, niebieskim szlakiem im. ks. Stanisława Hieronima Konarskiego. Jego patron był polskim pijarem (nie pijakiem! :)), pedagogiem, publicystą, poetą oraz kluczową postacią polskiego Oświecenia. Zasłynął jako reformator szkolnictwa, twórca Collegium Nobilium i autor nowatorskiego planu dydaktycznego dla szkół pijarskich. Szlak prowadzi tu długą skalną granią, niestety mocno porośniętą gęstą roślinnością. Pamiętam ze szczenięcych lat, jakie z Czubatki były wspaniałe widoki na wszystkie strony. Aktualnie całe pasmo porasta gęsty, sosnowy las a na jego grani rośnie m.in. widoczny na zdjęciu Szarłak pospolity. To krzew lub małe drzewo, które może osiągać wysokość do 6 metrów.

         W poszyciu leśnym, na zachodnich stokach wzgórza spotkać można pewną zimozieloną bylinę. To Bluszczyk kurdybanek - pospolita roślina z rodziny jasnotowatych, znana z właściwości leczniczych i kulinarnego zastosowania. Ma sercowate, ząbkowane liście, drobne fioletowe kwiaty i rośnie dziko w lasach, na łąkach i przydrożach. W medycynie ludowej bluszczyk jest wykorzystywany przy dolegliwościach trawiennych, oddechowych, a w kuchni jako przyprawa do zup, ziemniaków czy jaj. Jego korzenny smak dobrze komponuje się z zupami (jako zamiennik pietruszki), ziemniakami, jajkami, twarogiem i pieczonym mięsem.

       Po zejściu z grani Czubatki, podążamy dalej lasem na północ, wzdłuż doliny Wiernej Rzeki. Warto zwrócić uwagę na mijany po drodze szeroki rów w lesie, który jest pozostałością po tzw. Pancegramie (nazwa widoczna na starych mapach). "Panzergraben" to niemieckie określenie, które tłumaczy się na język polski jako "rów przeciwczołgowy". Jest to fortyfikacja inżynieryjna – wykop, który utrudnia lub uniemożliwia poruszanie się pojazdom pancernym wroga. Powstał on w czasie II Wojny Światowej i był budowany przez okoliczną ludność, siłą przymuszaną do pracy. Takie rowy ciągną się od okolic ekspresowej „siódemki” pod Brzegami, dalej przez Pasmo Przedborsko-Małogoskie aż do Olesna. 
 
        Zbaczamy na chwilę z trasy, aby dotrzeć do niewielkiego zbiornika wodnego”Zakrucze”. Jego nazwa pochodzi od płynącej przez wieś niewielkiej rzeczki Kruczki, która wpadając do Łososiny, zwanej Wierna Rzeką stanowi jej zachodni dopływ. Sam prawie 30-to hektarowy zbiornik, powstał na potrzeby wybudowanej w latach 70-tych cementowni Małogoszcz, jako wymiennik wody do chłodzenia pieców w procesie produkcji cementu. Oprócz tego, zbiornik służy jako miejsce do spacerów, łowienia ryb i odpoczynku nad wodą, choć w samym akwenie jest zakaz kąpieli i uprawiania sportów wodnych. 
 
Czas opuścić zbiornik z błękitną wodą i ruszać dalej, w kierunku zalesionego pasma góry Milechowy. 
 
       Klucząc leśnymi ścieżkami okrążamy teren prywatny z kilkoma domami w lesie, aby nie zakłócać spokoju i uszanować prywatność. Po drodze mijamy urokliwą kapliczkę nadrzewną, chroniąca być może owe domostwa, przed złymi siłami. 
 
      Teraz ścieżka prowadzi nas przez spłaszczoną skalista grań, pięknie zasypaną kolorowymi, jesiennymi liśćmi. Wędrując nią, towarzyszył nam ich kojący uszy szelest, nadający dodatkowego, jesiennego klimatu. 
 
        Czasem człowiek napotyka podczas wędrówek na różne ciekawostki. Przykładem może tu być mijany w lesie pień drzewa, który swym wyglądem przypominał głowę psa z długą szyją. To przykład pareidolii – zjawiska psychologicznego, polegającego na dopatrywaniu się znanych kształtów, zwłaszcza twarzy w przypadkowych i niepozornych wzorach czy martwej naturze. Częstym tego przykładem jest obserwacja chmur, które dla oglądających przypominają kształtem postacie ludzi, zwierząt czy mitycznych smoków.
 
       Wędrując dalej na północ, wzdłuż wschodniego brzegu wzniesienia, natrafiamy na ciąg krasowy z „Jaskinią Chalcedonitową”. W wyniku zjawisk krasowych, w wapiennej skale powstały wąskie korytarze, przechodzące w szczeliny. Ciąg rozpoczyna się trzema niewielkimi otworami o rozmiarach około 1 metra, owalnym otworem bocznym oraz niewielką studnią. Obecność zwartych skupisk minerałów krzemionkowych sugeruje, iż jaskinia w okresie neolitu była miejscem pozyskiwania krzemieni. Aktualnie jest w większości zasypana rumoszem skalnym i ziemią.

     Docieramy w końcu na kraniec milechowskiego grzbietu, gdzie na betonowym postumencie stoi pomnik upamiętniający śmierć lotnika Kazimierza Brauna, który zginął w katastrofie lotniczej pod Lwowem w 1920 roku. Jego fundatorem jest mieszkający w Milechowach prof. Juliusz Braun, który w ten sposób upamiętnił tragiczną śmierć swego brata. Porucznik Kazimierz Braun był kawalerem Orderu Virtuti Militari, a zginął mając zaledwie 21 lat. Stojący na litej skale monument, to krzyż lotniczy z charakterystycznym drewnianym śmigłem upamiętniającym lotnika, bohatera wojennego. Pomnik został odbudowany w 2016 roku w miejscu zniszczonego w 1935 roku poprzednika.
 
        Po opuszczeniu miejsca pamięci, schodzimy stromym zboczem na dno wąwozu. Wąwóz ten rozdziela trzy dość wysokie szczyty skalne pokryte liściastym lasem – góry Milechowską, Bolmińską i Brodową. Zasypany jesiennym listowiem głęboki jar, muskany ciepłymi promieniami słońca zachwycił nas swym widokiem.
 
W takich jesiennych klimatach, czas się posilić przed kolejną atrakcją na naszej wędrówce. Tym razem bez ogniska, suchy prowiant nawilżany ekstraktem ze słodu i szyszek chmielowych 😉
  
     Stoimy właśnie przed jednym z moich ulubionych miejsc w Górach Świętokrzyskich. Usytuowana na stoku Góry Milechowskiej jaskinia „Piekło Milechowy”, od grudnia 1952 roku chroniona jest jako pomnik przyrody nieożywionej. Wejścia do jaskini strzeże rosnący koło niej potężny dąb, wplatający się korzeniami w skały niczym jej sędziwy strażnik. Całość tworzy niesamowity klimat wart zobaczenia na własne oczy.
  
       Sama jaskinia ma długość 17,5 metra i kształt zwężającego się w głąb, prostego korytarza o owalnym przekroju, zakończonego kolistym wylotem. Oprócz jaskini ochroną objęto również urwisko i wychodnie skalne, ciągnące się na długości ok. 60 metrów i mające wysokość do 8 metrów.
 
We wnętrzu groty podziwiać możemy liczne rzeźby krasowe oraz polewy ze stwardniałego mleka skalnego. Jaskinię zamieszkują różne gatunki owadów oraz nietoperze (mopek, nocek duży, gacek brunatny).
  
      Opuszczamy otoczenie jaskini i kierujemy się wąwozem na południowy-wschód. Po chwili docieramy do samotnej skałki-ambony. Skałka zbudowana jest z wapieni oolitowych a jej przewieszona ściana podcięta jest płytką wnęką – tzw. niszą niwalną. Jest efektem wietrzenia mrozowego, wywoływanego przez zalegający śnieg.
 
Dalej ścieżka prowadząca szerokim wąwozem pnie się lekko w górę. Podczas wędrówki towarzyszą nam promienie słońca padające przez drzewa, nazywane po japońsku komorebi, kojarzone z poczuciem spokoju i harmonii.
 
        Po drodze czeka nas kolejna przyrodnicza niespodzianka – babrzysko. Jest to grząskie miejsce w lesie, gdzie tarzają się zwierzęta (jelenie oraz dziki), zażywając kąpieli błotnej w celu ochłody i aby chronić skórę przed pasożytami i owadami. Tarzanie się w błocie jest dla dzika elementem pielęgnacji, która oczyszcza skórę i sierść. Są dla dzikich zwierząt formą terapii i higienicznego rytuału.
 
Idąc dalej leśną ścieżką skręcamy na chwilę, aby zdobyć jeden ze szczytów należących do pasma Grząbów Bolmińskich – góry Milechowskiej (334m). To dość mocno zarośnięty wierzchołek ze zwieńczającym go słupkiem pomiarowym, z dala od oficjalnych szlaków.
 
Powoli wychodzimy z lasu i kierujemy się w stronę przysiółka Gajówka. W prześwitach możemy obserwować okoliczne wzgórza w jesiennych barwach. 
 
Na zacienionych zakątkach gdzie nie dociera już nisko świecące słońce, po chłodnej nocy na liściach przywrotnika pospolitego pozostała skroplona rosa.
 
        Mijamy szosę z Zajączkowa do Bolmina i ponownie wspinamy się na wzniesienie. Przed nami ostatni etap wędrówki, przez rzadziej zarośnięte wzgórza Grząbów Bolmińskich. Na odkrytych fragmentach pasma, podziwiać możemy rozległe widoki na łańcuchy wzgórz i rozległe doliny. Doskonale widać stąd kościół w Bolminie, spod którego rozpoczęliśmy naszą wyprawę.
 
U stóp pasma Grząbów Bolmińskich widać w dole wieś Bolmin i cmentarne wzgórze, a w oddali górę Czubatkę, którą przemierzyliśmy na początku relacji. Fajnie na tym tle komponowało się jesienne pole, ze śladami wygniecionymi przez pojazd rolniczy.
 
       Październik w tym roku żegnał nas ciepłą aurą, wiele owadów i zwierząt nie myślały jeszcze o zimie. Motyl widoczny na zdjęciu to Rusałka admirał, duży motyl z rodziny rusałkowatych o rozpiętości skrzydeł do 60 mm. Charakteryzuje się czarnymi skrzydłami z szeroką, czerwoną lub pomarańczową przepaską oraz białymi plamkami. Cętkowany spód skrzydeł pozwala owadowi na kamuflaż, kiedy motyl je złoży. Rusałka admirał żywi się nektarem kwiatów, a także fermentującymi owocami, a jej gąsienice żerują na pokrzywie zwyczajnej i chmielu.
 
Opuszczany wapienne wzgórza i schodząc łagodnie na południe kierujemy się w stronę Bolmina.
 
Po drodze próbujemy odwiedzić ruiny dawnego pałacu obronnego, lecz są tak zarośnięte, że szkoda ubrań na przedzieranie się przez krzaki. 
 
Dwór w Bolminie z początku XX wieku (na podstawie starej ryciny powstało zdjęcie dzięki AI)

Renesansową budowlę wzniesiono w 2 połowie XVI wieku, a dzięki kolejnym przebudowom dwór nabrał cech wystroju barokowego i klasycystycznego. W 1 połowie XVIII w. dobudowano zaokrąglony ryzalit na froncie budynku. Podczas I Wojny Światowej salwa artyleryjska poważnie zniszczyła dwór, a w tym samym okresie uszkodzona została również jedna z wież chęcińskiego zamku. Teraz budynek stoi jako ruina, pamiętająca dawne lata świetności. Nowy właściciel chcąc obiekt zabezpieczyć, zamurował otwory okienne, przez co tylko go oszpecił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz