sobota, 7 lutego 2026

04 i 13.10.2025r.   Chęciny - Podzamcze Chęcińskie - Grzywy Korzeckowskie - Jedlnica - Sosnówka - Chęciny

        

        „Złota, polska jesień” rozgościła się u nas na całego. Szkoda tylko, że pogodnych i ciepłych dni jest jak na lekarstwo. Noce są coraz zimniejsze, nastały nocne przymrozki i tylko patrzeć, jak te piękne kolorowe liście szybko opadną. Ale trzeba się cieszyć każdym pogodnym dniem i jak tylko jest okazja ruszyć się z domu. I tak też zrobiłem, umawiając się ze znajomymi wyruszyliśmy na szlak. Relacja ta będzie trochę nietypowa, bo składać się będzie z dwóch osobnych wypadów, ze względu na problem z transportem za pierwszym razem. Ale spokojnie, można cały dystans zrobić za jednym zamachem.
         Oto więc relacja z moich ulubionych okolic Chęcin, i zaliczona pętla po południowo-zachodnich rejonach. Przy okazji wykonałem pomiary szczytów na Grzywach Korzeckowskich i znów się okazało, że podany szczyt w KGŚ nie jest najwyższym w tym paśmie. Ale o tym trochę później.
 
        Po wielkich perypetiach z dojazdem do Chęcin, gdzie jak się okazało bus jeździ w tygodniu nie według rozkładu z września tego roku, lecz według tego z 2019 roku (rozkłady w komentarzu), docieramy w końcu do Chęcin. Kierując się na zamkowe wzgórze, wędrujemy spod kościelnego parkingu  czarnym szlakiem, drogą o ciekawej nazwie „Aleja Miłości”. Czeka nas teraz krótka wspinaczka po stromym zboczu, pośród bukowego, jeszcze niejesiennego lasu.
 
        Po dotarciu na grań Góry Zamkowej skręcamy na moment w prawo, aby dotrzeć pod chęciński zamek. Stoję akurat w miejscu, gdzie dawniej znajdował się most zwodzony i sucha fosa, która utrudniała wejście do warowni. O samym zamku nie będę się rozpisywał, gdyż był opisywany na wielu moich poprzednich wędrówkach.
 
Z wieży zamkowej, jak i spod murów warowni rozpościera się wspaniały widok na okolicę. Patrząc na północny-wschód dostrzec możemy w oddali północne dzielnice Kielc.
 
Po podziwianiu widoków cofamy się czarnym szlakiem na wschód, aby przejść granią i zejść do boiska drużyny piłkarskiej Piast Chęciny. Na zdjęciu widać miejsce, gdzie w latach 1969-1970 stała makieta zamku w Kamieńcu Podolskim, wybudowana na potrzeby filmu „Pan Wołodyjowski”.
 
       Szkielet zamku tworzyły drewniane bale obite workami, wystylizowanymi na prawdziwy kamień. W tamtych czasach większość wzgórza była nie zalesiona, a wystające z ziemi jasne skały wapienne dodawały uroku temu miejscu. Niestety przez dekady cała okolica bardzo zarosła, co według mnie straciło na wartości. Makieta podolskiego zamku stała pod chęcińskim wzgórzem przez kilka lat, przyciągając spore rzesze turystów.
 
        Kierując się ścieżką tuż przy ogrodzeniu boiska, schodzimy w dół w kierunku Podzamcza. Po drodze mijamy bele z sianem, z których powstaje kiszonka dla bydła. To taki symbol współczesnych czasów, gdzie foliowe bele zastąpiły dawne kopki siana, których urok możemy już tylko podziwiać na starych fotografiach.
 
        Mamy już jesień i na krzewach dzikich róż napotkać możemy na dziwne, włochate narośla. Jest to Szypszyniec różany, wybudowany przez larwy owada błonkówki z rodziny galasówkowatych. Samice tych owadów składają w szczytowych pączkach dzikich róż jaja (szypszyny), w których rozwijające się czerwie wydzielają hormony roślinne, powodujące zniekształcenie i przerost tkanek żywiciela. W wyniku czego, zamiast kwiatów i liści powstają duże, włochate narośla z kilkoma larwami wewnątrz. Zimując w nich, na wiosnę po przepoczwarczeniu wygryzają się z nich i odlatują.
 
      Docieramy do zabudowań Podzamcza i na chwilę zbaczamy z trasy, aby odwiedzić pewne tajemnicze miejsce. Tuż za jednym z budynków stojących przy dawnej „siódemce”, znajduje się niewielki stożkowy pagórek, porośnięty trawą z rosnącym na jego wierzchołku drzewem. Owo wzniesienie to według legendy dawny kurhan, zwany przez miejscowych „Górą Araba”. Według przekazów ludowych na polecenia Starosty Chęcińskiego Stefana Bidzińskiego, został usypany grobowiec ziemny w którym złożone zostało ciało jego przyjaciela Araba, z którym starosta uciekł z niewoli tureckiej. Wraz z nim miał być również pochowany koń, który towarzyszył im w tej ucieczce.
 
Przechodząc przez jezdnię wchodzimy na teren dawnego dworu starostów chęcińskich z 1630 roku. Spoglądając za siebie, zobaczyć możemy otulone jesiennymi kolorami ruiny zamku w Chęcinach.
 
       Dwór obronny w Podzamczu Chęcińskim wzniósł w latach 1630-1657 Jan Branicki, starosta chęciński. Na początku XVIII wieku, starosta opuścił Podzamcze, a sam dwór pełnił już tylko rolę folwarku. W XIX wieku przebudowano budynek skuwając większość elementów barokowego wystroju. W miejscu dawnej fosy utworzono stawy. Dwór składa się z dwóch podobnych, prostopadle do siebie ustawionych budynków piętrowych, które połączono w XX w. nadwieszonym przejściem. Dwór był kilkukrotnie odnawiany i przekształcany, a ostatnia rekonstrukcja odbyła się w latach 1939-1944 pod nadzorem architekta Leona Kuszewskiego. Po wojnie we dworze mieściła się siedziba technikum rolniczego, a następnie dyrekcji tejże szkoły. Za dworem zobaczyć można piękną lipową aleję, pomnik przyrody i barokową bramę w formie łuku triumfalnego. Ciekawostką jest postać samego starosty chęcińskiego, zuchwałego, zadziornego i niezwykle walecznego żołnierza, który był pierwowzorem postaci Kmicica w powieści Henryka Sienkiewicza. Stefan Bidziński herbu Janina, wielki łowczy koronny był zaufaną osobą i powiernikiem króla Jana III Sobieskiego. Brał udział w wielu bitwach: między innymi pod Korsuniem, w 1665 roku pod Częstochową, czy w bitwie pod Chocimiem gdzie omal nie zginął w pościgu za uciekającymi Turkami.
 
Od strony południowej, do głównego zabudowania dworu przylega ogród włoski w stylu barokowym.
     Mijając zabudowania dworskie i piękny ogród, jeszcze do niedawna można było przejść przez barokową bramę w kształcie łuku tryumfalnego, powstałą na powitanie Jana III Sobieskiego wracającego z wiedeńskiej wiktorii. Aktualnie brama jest w trakcie remontu, a przejście przez nią jest zagrodzone.

Aleja lipowa z drzewami liczącymi ponad 300 lat, niestety przez upływ czasu coraz bardziej „szczerbata”.
 
Po dawnym szpalerze wiekowych lip pozostały tylko jednostki, a o ich dawnej wielkości świadczą wypalone przez pioruny kikuty potężnych pni.
 
      Ponownie przekraczamy dawną trasę E7 i udajemy się w stronę porośniętego lasem pasma Grzyw Korzeckowskich. Po drodze mijamy kwitnące dziewanny, rośliny należące do rodziny trędownikowatych. Dziewanna w mitologii słowiańskiej była boginią przyrody, lasów i księżyca, którą często porównywano do rzymskiej Diany. Jako ceniona roślina lecznicza, stosowana jest w w medycynie do leczenia schorzeń dróg oddechowych, a także wykorzystywana do celów ozdobnych. W dawnych czasach kwitnienie tej rośliny było brane za wróżbę nadchodzącej zimy. Kwitnące na żółto kwiaty na całej długości łodygi zwiastowało srogą zimę, jeśli kwitła na przemian wskazywało to na pogodę zmienną, zaś kwitnienie od góry zapowiadało mroźny początek roku, od dołu — późną wiosnę.
 
       Wchodząc w głąb lasu, na karczowiskach bądź w młodnikach zobaczyć można pozostawione pojedyncze okazy drzew, tak zwane ostoje. Samotne drzewa pozostawione po wycince lasu są również nazywane "drzewami nasiennymi" lub "drzewami matecznymi" i służą do naturalnego odnowienia lasu oraz ochrony bioróżnorodności. Leśnicy celowo pozostawiają najcenniejsze, zdrowe okazy, często dziuplaste lub bardzo stare, aby mogły one rozsiać nasiona i zasiedlić nowy teren, zapewniając jednocześnie schronienie dla zwierząt.
  
     Jesteśmy na Grzywach Korzeckowskich, których nazwa na współczesnych mapach została zmieniona na „Korzeczkowskie”, nie wiem dlaczego skoro znajdują się opodal Korzecka? Wzgórza zbudowane są głównie z utworów górnej jury: wapieni oolitowych, kredowych i plamkowatych. Na zboczach, u podnóży pasma występują młodsze utwory, jak pleistoceńskie piaski i gliny zwałowe. Na południowych stokach wschodniej części zalegają płaty lessu, tworząc malownicze wąwozy. Oficjalnie najwyższym szczytem pasma są Glinianki (366m), ale pierwszym ze szczytów zdobytych podczas tej eskapady była góra o dziwacznej nazwie Moskozala (302m). Na zdjęciu widzimy zarośniętą kulminację szczytu i wyraźnie zarysowany pagórek, na którym przed laty znajdowała się wieża triangulacyjna, konstrukcja służąca do wykonywania pomiarów geodezyjnych na dużą odległość.
 
       Kierując się ze szczytu na północ, docieramy do żółtego szlaku który prowadzi przez sam grzbiet Grzyw Korzeckowskich. I tu pojawia się pewien problem. Widoczna na zdjęciu tablica podaje wysokość szczytu 336 metrów, lecz robiąc pomiary w najwyższym punkcie tego miejsca, GPS podaje wysokość 331m. Skąd zatem taka wysokość na tablicy? Pomijam już fakt, że zdjęcie szczytu Glinianki przedstawia puszczę jodłową, a wokół nas rosną dęby. Oj ktoś tu się nie przyłożył do tego i odstawił przysłowiową „manianę”.
 
Na dodatek najwyższy szczyt Grzyw Korzeckowskich znajduje się prawie 2 kilometry na zachód, więc ten z tablicą nie powinien należeć do KGŚ! Może ktoś to logicznie wyjaśnić? 
 
Idąc żółtym szlakiem pod drodze mijamy kapliczkę nadrzewną, powieszoną na skrzyżowaniu ścieżek. 
 
        Warto zwrócić uwagę na jasne plamy na pniach drzew. Jest to Rozsypek srebrzysty, gatunek grzybów który ze względu na współżycie z glonami, zaliczany jest do grupy porostów. Występuje na drzewach rosnących na otwartych terenach, lub w świetlistych liściastych lasach. Porasta on korę drzew liściastych, najczęściej buków, rzadziej zobaczyć go można na drzewach iglastych. Czasem spotkać również go można na skałach piaskowca, tworzącego srebrzyste plamy.

Wędrując po grani pasma, zobaczyć możemy wapienne zbocza pokryte zielonymi mchami.
 
Przyglądając się z bliska wapiennym skałom, zobaczyć można ich budową, składającą się z niezliczonych fragmentów skamieniałych muszli i kręgowców.
 
Mchy porastające wapienne skały, po kilku mokrych dniach nabrały intensywnych kolorów. 
  
         W runie leśnym, pośród opadłych liści napotkać możemy wiele gatunków jesiennych grzybów. Symbioza grzybów w lesie, zwana mikoryzą, to relacja w której grzyby i rośliny (głównie drzewa) wzajemnie czerpią korzyści. Grzyby dostarczają roślinom wodę i składniki mineralne z gleby, a w zamian otrzymują od nich cukry produkowane w procesie fotosyntezy.
  
Widok ze zbocza korzeckowskich wzgórz na młode buki, gęsto porastające północne stoki.
 
       Docieramy w końcu do najwyższego punktu Grzyw Korzeckowskich, o wysokości po pomiarach ponad 333 metry. W najwyższym punkcie ktoś ułożył niewielki kopczyk z kamieni. I to właśnie ten wierzchołek powinien być zaliczany do Korony Gór Świętokrzyskich. 
  
        Po wycince drzew, na jednym z kwartałów lasu posadzono młode drzewa, które zostały pokryte biały repelentem do ochrony młodnika przed zgryzaniem przez dzikie zwierzęta (np. sarny).
 
Schodzimy w dół w kierunku Korzecka, gdzie szlak prowadzi u podnóża pasma.
 
Po pokonaniu szosy Chęciny-Małogoszcz wędrujemy dalej polnymi duktami, podziwiając piękne barwy jesieni. 
 
Na rozległych łąkach czerwienieją muchomory, rosnące w pokaźnych stadkach.
 
Na tyłach wsi Korzecko rośnie mój ulubiony szpaler brzóz.
  
Widok na Grzywy Korzeckowskie w jesiennych kolorach.
 
Kierujemy się teraz na Sosnówkę, mijając z lewej strony porośniętą sosnowym lasem góry Zegzelę i Żebrowicę.
 
        Wspinamy się od południa na niezalesione wzgórze o nazwie Sosnówka. Ponieważ nie rosną na nim wysokie drzewa, większość wzniesienia pokryta jest gęsto rosnąca tarniną. W tym roku mamy urodzaj śliwek tarniny, które pokrywają krzewy licznymi granatowymi owocami.
 
        Na trawie przysiadła zmarznięta rusałka pawik, jeden z najpospolitszych gatunków motyli w Polsce. Charakteryzuje się ona intensywnie brązowo-czerwonym ubarwieniem i dużymi, wielokolorowymi plamkami na skrzydłach, przypominającymi „pawie oczka”. Plamki te stanowią mechanizm obronny, mający na celu odstraszenie drapieżników. Gatunek ten potrafi przetrwać zimę, a dorosłe osobniki mogą żyć nawet do 10 miesięcy.
 
Z zachodniego krańca Sosnówki rozpościera się piękny widok na wzgórza Milechowskie i Pasmo Przedborsko-Małogoskie w oddali.
 
Spoglądając na północ zobaczymy szczyty Pasma Zelejowskiego: góry Żakową, Wsiową oraz Zelejową.
 
Ze szczytu Sosnówki (321m) widać również doskonale górę Rzepkę i ruiny zamku w Chęcinach. I tym właśnie widokiem kończę moją kolorową, jesienną wędrówkę.
 
A oto 
obydwa przebyte odcinki ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz