01.03.2022r. Pierzchnica - Brudzów - Łabędziów - Morawica
Mamy
1 dzień marca, czyli początek meteorologicznej wiosny. Przed nami
jeszcze cztery początki wiosny: termiczny, fenologiczny, astronomiczny i
kalendarzowy. Termiczna wiosna zaczyna się, gdy temperatura stała waha
się między 5 a 15 stopni, fenologiczna wyznaczona jest przez kwitnienie
niektórych gatunków roślin, astronomiczna ustalana jest na podstawie
ruchu ciał niebieskich zaś kalendarzowa, to odgórnie przyjęta od wieków
data w kalendarzu. Aby choć na chwilę oderwać się od tych okropnych,
barbarzyńskich wydarzeń za naszą wschodnią granicą, warto wybrać się
poza miasto i przewędrować przez pofalowane wzgórza i złocące się po
zimie trawy. Wybrałem trasę przez pagórki nad wsią Brudzów poza
szlakami, kiedy to jadąc służbowo po okolicy wypatrzyłem te malownicze
tereny.
Naszą
wędrówkę rozpoczynamy od Pierzchnicy, które jako miasto królewskie
zostało założone na prawie magdeburskim przez Kazimierza III Wielkiego,
pomiędzy 1359 a 1370 rokiem.
Niedaleko wsi Dąbrowa swój początek bierze rzeka Pierzchnianka, która w okolicach Marzysza łączy się z Belnianką i wpada do Czarnej Nidy. Na zdjęciu niewielki stawik utworzony na cieku wodny Pierzchnianki.
Przy drodze mijamy murowaną kapliczkę „słupkową” z figurką św. Anny Samotrzeć. Stoi w miejscu nieistniejącej drewnianej kaplicy, o której najstarsza wzmianka pochodzi z 1598 roku.
Przy drodze mijamy murowaną kapliczkę „słupkową” z figurką św. Anny Samotrzeć. Stoi w miejscu nieistniejącej drewnianej kaplicy, o której najstarsza wzmianka pochodzi z 1598 roku.
Święta
Anna Samotrzecia (również Samotrzeć) to przedstawiana w ikonografii
chrześcijańskiej postać św. Anny z Matką Bożą - Marią z Nazaretu, babcią
Jezusa z trzymanym na prawej ręce małym Jezusem. Św. Anna jest patronką
małżeństw, matek, wdów, piekarzy i żeglarzy. Słowo „samotrzeć” w
średniowiecznej polszczyźnie oznaczało „we troje razem”.
Przechodzimy
przez niewielki lasek, zwany przez miejscowych „Piekłem” i udajemy się
polną drogą w kierunku przysiółka Brogowie. Mijamy niewielkie oczko
wodne z myśliwską amboną.
Pamiątka
po ostatniej właścicielce domu: wysłużona torebka, książka o spotkaniu
47 letnich równolatków: Maksymiliana Kolbe - męczennika z Oświęcimia z
Rudolfem Hössem - komendantem obozu, czytana być może przed snem, oraz
rozwinięty kłębek wełny jak symbol upływającego czasu ...
Wędrując przez łąkę warto czasem spoglądać pod nogi. Można natrafić choćby na przyczepione do suchych roślin ooteki – kokony z jajami, z których po przezimowaniu wyklują się małe modliszki.
Przy
rozlewiskach Morawki, na skraju lasu robimy krótki popas z ogniskiem by
wypróbować „w akcji” moją nową patelnię z Decathlonu. Aby mięso nie
przywarło do dna naczynia, użyłem maty teflonowej i mój wynalazek
sprawdził się doskonale. Wieprzowe burgery z ziołami prowansalskimi i
oregano, sklejone mąką ziemniaczaną wyszły smakowicie

Ścieżka
prowadzi przez murawy pokryte kępkami budzących się do życia mchami. Na
zdjęciu pędzliczek wiejski – gatunek mchu należący do rodziny
płoniwowatych.
Kilka ciepłych, słonecznych godzin wystarczy aby pojawiły się pierwsze owady, zbijające się w niewielkie chmary.
Docieramy
w końcu do zalewu pod Morawicą, miejsca obleganego letnią, upalną porą
przez spragnionych ochłody okolicznych mieszkańców.
Powstały w 2010 roku zbiornik retencyjno-rekreacyjny ma powierzchnię około 7 hektarów a jego głębokość nie jest duża, dochodzi do 1,70m.
Na
niewielkim wzgórzu, na tyłach kościoła Matki Bożej Nieustającej Pomocy w
Morawicy znajdują się ruiny Kaplicy Oraczewskich. Świątynia została
zbudowana około 1840 roku z miejscowego kamienia wapiennego w stylu
neogotyckim. Nosi wezwanie Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi
Panny. Kaplica pełniła funkcje religijne do wybuchu II wojny światowej,
kiedy to podczas bitwy 15 stycznia 1945 roku została ostrzelana przez
sowiecką artylerię, ponieważ w jej wnętrzu ulokowany został niemiecki
punkt obserwacyjny. Do dziś pozostała w ruinie stojąc na zachodnim
krańcu pagórka, wkomponowana w utworzoną w tym miejscu świętokrzyską
kalwarię.
Nasz dzisiejszy rajd pieszy kończymy w Morawicy, opodal dawnego młyna przerobionego na hotel z salą weselną.