piątek, 2 maja 2014

29.04.2014r.  Masłów - Klonówka - Ameliówka

                  Słonecznie i ciepło zapowiadający się dzień więc w trasę. Tym razem jedna ze świętokrzyskich klasyków, trasa przez Pasmo Masłowskie. Ruszamy szlakiem czerwonym z przystanku 12-tki na górce w Masłowie. Kierujemy się na wschód idąc obok "warowni" Michała Sołowowa, kierując się na wschód.




W lesie widać pozostałości po ostatniej zimie - powyginane i połamane drzewa po zlodowaciałym deszczu.


Idąc szlakiem trzeba było uważać aby nie wdepnąć na różne czające się bestie, tym razem to niegroźny padalec.

Otoczenie "Diabelskiego Kamienia" jak zwykle zarosło i zaniedbane nie przyciąga turystów jak dawniej.

Wędrując podmokłymi drogami czasem można natrafić na jadowitą żmiję zygzakowatą, lepiej jej nie głaskać.


A to wygrzewająca się w słońcu jaszczurka zwinka, licznie występująca w naszych górach.


Na południowym stoku góry Dąbrówki leży łąka, z której rozpościera się widok na Radostową i Łysicę w oddali.


To miał być piękny widok na Radostową znad kwitnących jabłoni według Bena, był ale znad .....orzechów :)


Schodząc lekko ze szlaku w stronę Mąchocic możemy dotrzeć do dwóch starych zaniedbanych drewnianych dworków. Mieścił się tu niegdyś słynny w przedwojennej Polsce pensjonat Amelii i Hilarego Wieszeniewskich, którzy zakupili go w 1907 roku i utworzyli tu miejsce wypoczynkowe dla ówczesnych elit. Gościli w nim m.in. znawcy sztuki, literaci i politycy - wśród nich przedwojenny prezydent Ignacy Mościcki i marszałek Rydz-Śmigły. Obecnie w jednym z domów mieszka wnuczka słynnej założycielki, od której pochodzi nazwa Ameliówka - Panie Ewa Kofroń.

 
Właścicielka majątku zaskakuje mnie zawsze swą charyzmą, mając już 85 wiosen opowiadała nam jak rano wstała i skosiła dość duży trawnik przed domem, narąbała drewna i narwała bzu po czym zawiozła go do do Kielc.



Opuszczając to malownicze miejsce schodzimy krętą, gruntową drogą w dół, w stronę Lubrzanki i drogi na Kielce.



Lubrzanka, zaliczana do klasy rzek górskich przecina swym korytem dolinę rozdzielającą dwa słynne pasma świętokrzyskie - Masłowskie i Łysogórskie.

piątek, 25 kwietnia 2014

25.04.2014r.  Oblęgorek - Pępice - Raszówka

                  Przymusowy, wolny piątek i znów traska piesza do przejścia. Tym razem jako miejsce startu został Oblęgorek i znajdujący się tu słynny pałacyk Henryka Sienkiewicza. Dworek ten został przekazany pisarzowi w 1900 roku z okazji 25-lecia pracy literackiej i zamieszkiwał w nim od maja 1902 roku do sierpnia 1914. Po śmierci właściciela w pałacyku utworzono w 1958 roku Muzeum Henryka Sienkiewicza z dawnym wystrojem oraz wieloma eksponatami należącymi do wieszcza.
Do pięknej rezydencji położonej na wzgórzu prowadzi długa aleja, wysadzana czterema rzędami okazałych lip.




Na tyłach muzeum, parku i zabudowań dworskich pasą się na zielonych łąkach koniki.

Dalej nasza droga prowadziła przez malownicze, lessowe wąwozy.

Przechodziliśmy brzegiem rezerwatu "Barania Góra" leżącego na wschodnim krańcu Pasma Oblęgorskiego, słynącego z licznych wąwozów i gęstego, bukowego lasu. Zieleń o tej porze wiosny robiła niesamowite wrażenie.



Ze wschodniego grzbietu masywu Baraniej Góry, rozciąga się widok na Padół Strawczyński, ogromne wypłaszczenie polodowcowe pośród wielu okalających równinę pasm Gór Świętokrzyskich. Na jego terenie spotkać można wiele zanikających już dziś jezior, należących niegdyś do Pojezierza Świętokrzyskiego.

Przed nami droga przez łąki w kierunku Wzgórz Kołomańskich.


Dno podmokłej doliny przecina strumień o "radosnej" nazwie Ciemnica.

Co bydlaczki nie zjadły przez zimę, poniewiera się teraz moknąc na polach.

Na wilgotnej i grząskiej łące rozpaliliśmy ognisko, nie mogąc się doczekać opiekanego boczku. Skandal delektował się przy tym piwem z niewielkiego browaru, próbując przy tym zadeklamować jakiś pochwalny poemat.

Wędrując przez Las Węgrzyniański natrafiliśmy na szarozielone porosty, które zaatakowały zdrowe jodełki.

Pozostał nam już ostatni odcinek marszu przez rozmokłe po deszczach leśne drogi i dotarcie do szosy pod Raszówką. 

niedziela, 23 marca 2014

22.03.2014r.  Bocheniec - Karsznice - Chojny - Tokarnia

                  Fenowy wiatr wiejący z południa napędził do nas niezwykle ciepłe jak na trzecią dekadę marca, prawie letnie powietrze. Temperatura w południe przekraczała 20 stopni a rozgrzewające duszę słońce aż prosiło się aby ruszyć tyłki gdzieś za miasto. Po drobnych perypetiach z busem, który okazało się że rusza 5 minut wcześniej niż nam podawali jedziemy do Bocheńca.


Po zakupach w miejscowym sklepie ruszamy na szlak zostawiając za sobą malowniczą górę Czubatkę.

W przysiółku Nowa Wieś Krzychu uwiecznia na fotografii przyczajonego Wielkiego Drzewnego" Potfora"


W drodze na Karsznice mijamy cmentarz wojenny z I Wojny Światowej
Obelisk upamiętniający poległych tu 75 żołnierzy niemieckich w latach 1914-1915 i rosnący przy nim wiekowy dąb.

Widok z Wału Karsznickiego na Pasmo Milechowskie i Grząby Bolmińskie po prawej.

Karpy po starych drzewach na dnie wyschniętego stawu hodowlanego pod Jelonkiem


Zbliżając się do mostu nad Białą Nidą pod Jacłowem mijamy rozległe rozlewiska Białej Nidy.


Biała Nida wylewając się z brzegów leniwie płynie sobie przez ogromne połacie łąk i pastwisk.


Wędrując polami w stronę Żernik przechodzimy opodal domków letniskowych i wybiegu dla koni.

Niestrudzony Jogi dzielnie kroczy prażony po łysinie marcowym słońcem :)

Na polach widać ślady wiejskich pojazdów bojowych i machiny oblężnicze



Mrówki rudnice jak oszalałe kłębią się obudzone marcowym upałem.


Przemierzając pokaźny kompleks leśny góry Wilkomija dochodzimy do skrytej w lesie leśniczówki Bizoręda.


Do siedzących nas pod altaną  przyszedł miejscowy leśniczy, znajomy Roberta, jednego z towarzyszy naszej wędrówki. 


A my podążamy dalej leśnymi drogami w stronę wsi Chojny.

W Chojnach z racji planowanej od dziesięcioleci  wielkiej inwestycji wodnej, tzw. "Morza Chęcińskiego" był zakaz prowadzenia jakichkolwiek inwestycji budowlanych i przez to okoliczne wioski do tej pory wyglądają jak powojenny skansen.


Tuż przy moście na Białej Nidzie znajdują się ruiny młyna porośnięte bujnym, dzikim winogronem.




Wreszcie popas i czas aby przysiąść na dłużej i uraczyć się wytapianym z tłuszczu nad ogniem  boczkiem i uwięzionym we flakach zmielonym mięsem, zwanym kiełbasą zwyczajną.

Po drodze spotkała nas nieprzewidziana niespodzianka, rów odwadniający, który dzięki poświęceniu kilku bohaterskich ludzi została pokonany w bród i na grzbiecie naszych współtowarzyszy rajdu.


Pod koniec wędrówki, idąc ku trasie E7 mijamy wystające nad koronami drzew odległe ruiny zamczyska w Chęcinach. 

Plan trasy