sobota, 11 stycznia 2025

 06.11.2024r.   Przez Pasmo Ociesęckie          

        
     Pasmo Ociesęckie rozciąga się od wsi Wólka Pokłonna na zachodzie, aż po przełom rzeki Łukawka na wschodzie. Składa się z trzech wyróżniających się szczytów (Igrzyczna, Jaźwina i Sterczyna) i zbudowane jest z szarogłazów, piaskowców i łupków sylurskich. Porośnięte lasami bukowo-jodłowymi które są szczególnie piękne jesienną porą. Najwyższy szczyt pasma to Jaźwina (361 m n.p.m.) przez które przebiega żółty szlak turystyczny Szydłów – Widełki.
    Pierwsza dekada listopada nadal rozpieszczała nas pięknymi kolorami i w miarę ciepłymi dniami. Wziąłem więc dzień wolnego i w czwórkę wyruszyliśmy na szlak. Celem tego rajdu było odnalezienie betonowych przyczółków po moście kolejki leśnej, na które natrafiłem będąc w tych okolicach jakieś 20 lat temu. Zapraszam więc na wirtualną wędrówkę po lasach rozświetlonych nadal jeszcze jesiennym, niskim słońcem.
 
     Na wędrówkę wyruszyliśmy z niewielkiej wioski Madeje, leżącej wzdłuż drogi 764. Stąd żółtym szlakiem udaliśmy się na południe w stronę najwyższego ze szczytów Pasma Ociesęckiego – Jaźwinę. Dzień był dość rześki, w zacienionych miejscach zalegał nadal szron a tam gdzie padały promienie słońca, połyskiwała w słońcu wilgotna trawa.
 
Zawsze urzekają mnie takie samotne drzewa rosnące na miedzach, pośród pól i łąk. 
 
Zagłębiając się w rzadki las nadal towarzyszyło nam ciepłe słońce, nadające złotych barw przeświecając przez gałęzie drzew.
 
Po krótkiej i niezbyt forsownej wspinaczce docieramy do szczytu. Tu oczywiście aby się na nim zameldować, trzeba pokluczyć po okolicy, aby aplikacja złapała pomiar. Nie wiem czy będzie z tym zrobiony porządek, ale jest to męczące i potrafi zniechęcić.
 
     Ze szczytu góry rozciągają się wspaniałe widoki na wschodnią część Pasma Cisowskiego i otulone wzgórzami Ociesęki. Jaźwina (361 m) zbudowana jest z piaskowców dewońskich, po stronie północnej opadają w dół pola uprawne, zaś reszta wzgórza porośnięta jest lasem, głównie bukowo-jodłowym. Z jej grani roztacza się panorama na dolinę Łukawki i Pasma: Orłowińskie i Cisowskie.
 
Spoglądając bardziej na wschód, dostrzec możemy kościół św. Jana Chrzciciela w Ociesękach. To wybudowany po wojnie prosty i skromny w wystroju budynek. Jego poprzednik, drewniany kościół został spalony podczas wojennej zawieruchy.
 
Na wypłaszczonym grzbiecie Jaźwiny rosną złocące się w słońcu wysokie trawy, niczym łany pampasowych traw na stepach Ameryki Południowej.
 
Brulion na polu znalazł kanister z ropą, zagubiony pewnie przez miejscowego rolnika ;) 
 
A na południowym skłonie Jaźwiny, podziwiać możemy jeden z moich ulubionych widoków w Górach Świętokrzyskich, z piętrami lasów ciągnących się po horyzont.
 
Po stromym zejściu w dół i minięciu zabudowań niewielkiego przysiółka Grodno, docieramy do opuszczonych od lat zabudowań dawnego Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Ociesękach.
 
Na powierzchni około 24 hektarów znajdują się tu budynki biurowe, magazyny, obory i chlewnie.
 
     Obiekty te są już mocno zdewastowane a cała okolica kilkukrotnie posłużyły za bazę Świętokrzyskiego Zlotu ASG "BASRA". Na obszernym placu i w zabudowaniach często odbywały się gry strategiczne zorganizowana przez fanów Air Soft Gun z całej Polski i strzelaniny na plastikowe kulki z farbą.
 
Opuszczamy pozostałości dawnego PGR-u i zagłębiamy się w sosnowy las. Poszycie pokryte jest tu wspaniałymi dywanami zielonych mchów, co nadaje temu miejscu dodatkowego uroku.
 
Ponieważ są to lasy przemysłowe, mijamy co jakiś czas kwartały lasów po wycinkach, gdzie w miejscach karczowisk rosną młode drzewa. 
 
Jak na większości rajdów bywa, czas na biesiadę przy ognisku. Dla bezpieczeństwa robimy je na piaszczystej drodze przecinającej dawne torowisko.

Po posiłku przy ścieżce kierujemy się na wschód, ścieżką biegnącą po nasypie dawnej kolejki leśnej.
 
     Po ponad dwukilometrowej wędrówce po dawnym torowisku, docieramy do poszukiwanych, betonowych przyczółków mostu. Aby wagoniki mogły pokonać niewielki strumień, płynący przez las głębokim wąwozem, musiano wybudować przeprawy w postaci mostów. Do dziś pozostały jedynie ich przyczółki, które są pamiątką po rozbudowanej sieci kolei, na potrzeby ówczesnego transportu.
 
Pomiędzy wspomnianymi przyczółkami, w dość głębokim jarze płynie leśny strumień, który na wysokości wsi Drogowle wpada do rzeki Czarnej.
 
      Po opuszczeniu miejsca z dawnym mostem, kierujemy się dalej na wschód. Po drodze mijamy szare kępy chrobotka reniferowego. W Polsce możemy napotkać kilka podobnych gatunków chrobotków: leśny, łagodny, najeżony (cóż za przeciwieństwo charakterów ) i reniferowy. Wszystkie one są pospolite i występują na podobnych siedliskach. Plecha chrobotka reniferowego po zaimpregnowaniu gliceryną wykorzystywana jest do wystroju wnętrz, przez co jest często niszczona.
 
Kolejną „wzrokową atrakcją” są wysuszone o tej porze widłaki ze swymi kłosami zarodnionośnymi, które pięknie odznaczają się w ciemnym, leśnym poszyciu. 
 
Przed wyjściem z lasu w okolicy Dębna, docieramy do kolejnej przeprawy mostowej, tym razem na rzece Średnica. I tu jak przy poprzednim moście, pozostały już tylko gęsto zarośnięte betonowe przyczółki.
 
Opuszczamy ten dość rozległy kompleks leśny i docieramy do łąk i pastwisk, leżące po południowej stronie rzeki Czarnej.
 
    Za podmokłymi łąkami znajduje się niewielka osada Dębno. Pierwsze informacje o znajdującej się tu miejscowości pochodzą z drugiej połowy XV w. Ówczesna osada należała do rodu Pilawitów, a następnie do rodziny Kotów. Od XVI wieku Dębno było własnością rodu Sienieńskich, którzy w 1569 roku założyli tu miasto. Niestety w roku 1827 miasteczko zostało zdegradowane do rangi osady. Z powodu silnej konkurencji leżącego opodal Rakowa, osada ta rozwijała się bardzo słabo, będąc naonczas ośrodkiem sitarstwa. Historyczną ciekawostką tego miejsca, jest unikatowy okład urbanistyczny z dużych rozmiarów rynkiem po środku i malutką kapliczką w jego narożu, p.w. świętej Tekli. Zawsze urzekał mnie ten rozległy jak na tak małą osadę rynek, otoczony gruntowymi drogami i niewielkimi zabudowaniami. Będąc teraz zasmuciła mnie ta „rewitalizacja”, gdy zobaczyłem jak te szutrowe dróżki zamieniają się w betonowe ulice. Miejsce to niestety na zawsze już utraci swój sielankowy urok.
 
Opuszczając Dębno odłączyłem się od grupy, aby udać się w pewne miejsce na rzeką. Na mojej drodze, na łące natknąłem się na stado owiec, które przyglądały mi się z zaciekawieniem.
 
     Jest i miejscówka, którą od dawna chciałem zobaczyć. To wodowskaz na rzece Czarnej tuż przy moście, z pozostawionymi szynami kolejki wąskotorowej w relacji Bogoria – Chmielnik. Płynąca szeroką doliną rzeka Czarna, po połączeniu się z Łagowicą w wodach zalewu Chańcza, zmienia swą nazwę na Czarna Staszowska. Nie ma ona jednego źródła lecz kilka źródlisk, a największym z nich są bagna torfowiskowe „Białe Ługi”, gdzie niewielkie strumyki wypływają spod Góry Kamień. Swój kres rzeka Czarna Staszowska ma w okolicy Połańca, gdzie po połączeniu się z rzeką Wschodnią wpada do Wisły.
 
      Czas dołączyć do reszty grupy, która miała czekać na mnie w barze „Arianka”, ale okazało się, że bar ten już nie istnieje. Serwowano w nim miejscowy przysmak, „gęsie pipki”, którym niestety daleko było do tych serwowanych w legendarnej knajpie „Pod Gąską”. Po drodze odwiedziłem również ciekawe miejsce z ponurą historią. Ta piaszczysta górka na zdjęciu, porośnięta z rzadka drzewami to Luterska Górka w Rakowie. Był to przed laty cmentarz ariański z XVI – XVII wieku, położony między kościołem św. Trójcy a rzeką Czarną. Nekropolia powstała wraz z zorganizowaniem się gminy ariańskiej w Rakowie około 1569 roku. Prawdopodobnie Luterska Górka przestała być miejscem pochówków w 1638, kiedy to sąd sejmowy nakazał likwidację ośrodka ariańskiego w Rakowie. Od roku 1640 miejscowi parafianie mieli do dyspozycji nowy katolicki cmentarz, który powstał przy kościele św. Trójcy. Cmentarz ariański usytuowany na piaszczystej wydmie przetrwał do lat 50-tych XX wieku, lecz na potrzeby budowlane, miejsce pochówku zostało sprofanowane i zdewastowane. Na początku 1960 roku, wydobywano tu piasek na konieczność przebudowy kolejki wąskotorowej. Naoczny świadek tych czasów, opisywał jak to pracujące tu koparki rozgrzebywały trumny ze szkieletami a pracownicy układali je w stosy. Co się dalej z nimi stało, nikt o tym już nie wspomina.
 
Po opuszczeniu tego miejsca, skierowałem się na drogę po wale powodziowym, odgradzającym Raków od rzeki, aby dotrzeć nią do centrum miasta. Po lewej stronie widać już kościół pw. świętej Trójcy, znajdujący się opodal rynku.
 
      Kościół Świętej Trójcy w Rakowie to murowana rzymskokatolicka świątynia o charakterze kontrreformackim. Należąca do świętokrzyskiego dekanatu diecezji sandomierskiej, została wzniesiona z funduszy biskupa Jakuba Zadzika w latach 1640–1650, w miejscu dawnego zboru ariańskiego. Świątynię konsekrował w 1650 roku biskup Olbracht Lipnicki herbu Hołobok, sufragan krakowski. Kościół został zniszczony w czasie działań II wojny światowej a następnie odbudowany w latach 1947-1950. Współczesna murowana bazylika w stylu wczesnobarokowym posiada trzy nawy z czteroprzęsłowym korpusem, zamkniętym węższym prezbiterium z absydą. Wewnątrz świątyni znajduje się późnobarokowe wyposażenie datowane na II ćw. XVIII wieku, takie jak ołtarz główny z obrazem Matki Boskiej z Dzieciątkiem i osiem ołtarzy bocznych. Ponadto wewnątrz kościoła znajduje się późnobarokowa ambona i wczesnobarokowa chrzcielnica oraz epitafia. Przy kościele znajduje się dzwonnica z I połowy XIX wieku oraz budynek dawnej plebanii z przełomu XVI/XVII stulecia.
 
      W końcu nasza wędrówka dobiega końca, mając swój finał na Rakowskim rynku.
Nazwa miejscowości Raków pochodzi od rodowego herbu Warnia (inaczej: Rak),należącego do rodu Sienieńskich, założycieli miasta. Byli oni wyznawcami ruchu reformatorskiego, należeli do tzw. Braci Polskich i ustanowili Raków jako ośrodek organizacyjny zboru ariańskiego. Miasto w owym czasie prężnie się rozwijało, powstał przemysł tkacki, garncarski , papierniczy i browarniczy. Na rynku wybudowano okazały ratusz a w latach 1602–1638 funkcjonowała Akademia Rakowska, uczelnia o międzynarodowej sławie. Wiedzę przekazywano w oparciu o własne podręczniki, autorstwa wykładających w szkole profesorów. Po wygnaniu Arian z miasta, około 1638 roku osada opustoszała i podupadła. W 1641 roku biskup Jakub Zadzik ufundował kościół i osadził w Rakowie reformatów a ich zadaniem było szerzenie katolicyzmu pośród pozostałych w mieście braci polskich i ich zwolenników. W 1864 roku liczba mieszkańców miasta liczyła 2007 osób, przy czym większa ich część to była ludność żydowska. W 1869 roku Raków, jak wiele innych polskich miast, w wyniku reformy carskiej utracił prawa miejskie. Dziś jest to senne, małe miasteczko ze „zrewitalizowanym” (czytaj wybetonowanym) rynkiem, oraz charakterystyczną fontanną, przedstawiającą trzy raki wsparte na kuli – symbole miasteczka.

piątek, 20 grudnia 2024

 17.11. i 01.12.2024r.   Pasmo Posłowickie

                

          Kolejna odsłona z naszych krótkich i niedalekich wędrówek, tym razem z dwóch niedzielnych wypadów na Pasmo Posłowickie.
 
          Prowadzę od ponad roku akcję z oznaczeniem ważniejszych szczytów znajdujących się w obrębie Pasma Posłowickiego. Kilka z nich, wspólnie ze znajomym udało już się umieścić na mapie OSM a popularna Kamienna Góra została wreszcie oznaczona w prawidłowym miejscu. Korzystając z jesiennej aury i braku listowia na drzewach, ponownie wybraliśmy się w posłowickie lasy, aby spenetrować kilka szczytów. Wędrując po paśmie poza oznaczonymi szlakami, możemy poznać inne, bardziej dzikie oblicze tej lubianej przez mieszkańców Kielc enklawy leśnej. 
 
 
       Pierwsza wyprawa dotyczy wschodniej części Pasma Posłowickiego. Wędrując od strony Baranówka odwiedziłem nowo naniesiony szczyt – górę Wielką, nieoficjalnie jeszcze górę zwaną Kosową i popularną już Pierścienicę. Jak można zobaczyć na mapce, na lewo od góry Ekierki jest jeszcze jedno dość pokaźne wzniesienie, którego nazwy nigdzie nie mogę znaleźć. Może ktoś z czytelników coś wie?
  
         Idąc od pętli autobusowej ulicą Obrzeżną, skręcamy na niebieski szlak aby zagłębić się w las. Przy wejściu do lasu podziwiać możemy zjawisko przyrodnicze, zwane śreżogą. Występuje ono wtedy, gdy promienie niskiego słońca przeświecają w gałęziach drzew przez warstwę mgły lub zawieszonego dymu.
 
Po krótkiej wędrówce szlakiem, tuż za nadrzewną kapliczką skręcamy na zachód, aby zdobyć pierwszy ze szczytów – Górę Wielką (338m).
 
Po zaliczeniu Wielkiej udajemy się dalej w kierunku zachodnim, ścieżką usłaną opadłymi liśćmi.
 
 Czas na osiągnięcie kolejnego ze wzniesień, oznaczonego na mapie z XVIII wieku jako góra Kosowa.
 
       Przecinając niebieski szlak który skręca od strony Pierścienicy w kierunku stoku narciarskiego, udamy się na zachód, równolegle do szlaku. Garb biegnący od poprzedniego wierzchołka w stronę Pierścienicy, zbudowany jest z wychodni skalnych pokrytych runem leśnym. W kilku miejscach zobaczyć można stanowiska kontrolne, gdzie zapewne geolodzy dokopywali się do podłoża skalnego, aby poznać jego budowę.
 
Całą drogę przez pasmo towarzyszyły nam dwa rozbawione "kanarki" :) 
 
Zdjęcie z cyklu "jak nie być na Paśmie Posłowickim i nie zaliczyć Pierścienicy"
 
        Po osiągnięciu kolejnego ze szczytów – Pierścienicy (367m), udajemy się na północ, stromą ścieżką w dół. W niewielkiej dolinie zobaczyć możemy jedną z osobliwości dendrologicznych – rozdwojoną „Grubą Sosnę”. W granicach Pasma Posłowickiego rośnie więcej takich pomnikowych drzew, są to min. buki: „Paszczak”, „Muminek” i „Buka”, raz jodły: „Jadzia”, „Agata”, „Łysica” i „Maria” i kilka innych, jeszcze nienazwanych. Poprzez działania lokalnej grupy „Drużyna Pierścienicy” w biurze Rady Miasta Kielce został złożony wniosek o uznanie tych drzew jako pomników przyrody. Niestety pismo złożone w styczniu nadal czeka na rozpatrzenie.
 
       Opuszczając osobliwą sosnę udajemy się dalej na północ, aby dotrzeć do kolejnego ze szczytów – Górę Orlą (340m).
          Jej północny skłon jak widać to na zdjęciu, jest niezwykle stromy. I tu kolejna ciekawostka, otóż wspomniany szczyt oznaczony na mapach nie jest najwyższym punktem tego niewielkiego masywu, ponieważ niedaleko na południe jest wzniesienie wyższe o ponad 4 metry.
 
          Opuszczając górę Orlą ponownie docieramy do niebieskiego szlaku, który prowadzi nas do dużej polany z kapliczką. Miejsce to jest znane osobom wędrującym po szlaku, bądź jeżdżących na rowerach jako popularny punkt orientacyjny. Wąwóz znajdujący się opodal na stoku góry Biesak, opisany jest na mapach pod zabawną nazwą „świńskie koryto”.
 
Z polany kierujmy się teraz na wschód aby odwiedzić następny ze szczytów – górę Ostrą (351m). Tu również pod poszyciem leśnym zobaczyć można okruchy skalne zalegające na jej szczycie. 
 
Przy ściętych pniach drzew, pojawia się czasem drzewny pył pozostawiony prawdopodobnie przez gąsienice trociniarki.
 
        Meandrując leśnymi ścieżkami docieramy do jednego z moich ulubionych wąwozów w posłowickich lasach. Miejsce to zwane przez miejscowych „czarcią skrzynią”, to głęboki i rozwidlony żleb z płynącym jego dnem strumieniem, porośnięty dorodnymi okazami drzew porośniętych zielonym bluszczem.
 
 
          Tego dnia moją wędrówkę zakończyłem widokiem na Kielce ze stoku, który jest północnym przedłużeniem wzniesienia, zwanego prawdopodobnie Kosowa, od którego odgradza go niewielka niecka. Jako ciekawostka dodam, że widoczny na zdjęciu stok narciarski, w dawniejszych czasach był poligonem wojskowym, gdzie testowane były haubice. W miejscu gdzie teraz zjeżdżają zimą narciarze, znajdował się naturalny kulochwyt.
 
Ponieważ cały północny stok pasma, dawniej służył za teren poligonu, do dziś zobaczyć można różnego rodzaju umocnienia ziemne, bądź miejsca schronienia dla żołnierzy.
 
         Druga listopadowa wizyta na Paśmie Posłowickim, tym razem postanowiłem wspiąć się ścieżką na znajdujące się pomiędzy dwoma wzniesieniami (Kolejową i Cimówką) niewielką górską grań, o nieokreślonej jeszcze nazwie. Z pomiarów na Geoportalu wynika, że jest to wyższe wzniesienie od wspomnianych, liczące ok. 292 metrów.
 
Ta wędrówka swój początek miała na Słowiku, skąd kolejowym mostem udajemy się w kierunku góry Kolejowej.
 
A dla niektórych początek trasy nie był łatwy :) 
 
        Aby zdobyć górę Kolejową (287m) trzeba wspiąć się stromą ścieżką pod górę, wijącą się pośród buków. Niestety cały zachodni stok zryty jest przez przeklętych crossowców, którzy zdewastowali to miejsce.
 
Czasem pnie buków przybierają zabawne kształty, jak ten „wyżerający opadłe liście” 🙂
 
       Po zdobyciu Kolejowej odwiedzamy leśną mogiłę z pewną ponurą historią. Miejsce to związane jest z postacią Aleksandra Foltańskiego (stąd też inna nazwa tej góry), który był hutmistrzem i kasjerem fabryki w Białogonie. Prawdopodobnie uczestniczył w spisku przygotowywanym przez księdza Piotra Ściegiennego, dla którego organizował broń i wynosił pieniądze z fabrycznej kasy. Kiedy w styczniu 1846 roku odkryto spisek, obawiając się rosyjskich represji udał się na Gorę Kolejową i popełnił na niej samobójstwo. Według ustnych przekazów został pochowany, tam gdzie go znaleziono a jego mogiła zachował się do dziś.
 
Z Góry Kolejowej schodzimy w dół aby dotrzeć do wąwozu z drogą do posesji w środku lasu, z urokliwymi drzewami pokrytymi gęsto bluszczem.
 
Grań wzniesienia przecina żółty szlak spacerowy, a wierzchołek pokryty jest okruchami skalnymi przysypanymi grubo liśćmi.
 
Jak zawsze staram się spoglądać pod nogi, gdzie wypatrzeć można pnie drzew pokryte różnego rodzaju mchami, jak ten oto chrobotek strzępiasty.
 
Również na pniach drzew zobaczyć możemy różne osobliwości, jak te dziwne „buły”, powstałe zapewne z deformacji uszkodzonych gałęzi wyrastających z pnia jodły. 
 
Spoglądając w górę na gałęzie drzew, jeden z moich kompanów dostrzegł - jak to nazwał - „misia Koralgola, który popełnił w lesie samobójstwo” 🙂
 
Wędrując jedną z dolin, pomiędzy masywami Biesaku i Bugalanki natrafiliśmy na powalone przez lipcową wichurę, ponad stuletnie buki i jodły. 
 
W miejscach bardziej zacienionych, w jodłowych borach bujnie rosną ciemnozielone kępy mchów.
 
Jednym z przedstawicieli mchów, jest gajnik lśniący tworzący lśniące darnie z wyraźną piętrową budową, powstającą w wyniku pierzastego podwójnego lub potrójnego rozdzielania się łodyg.
 
       Po zejści wąwozem w dół, przekraczamy niewielki leśny potok i odwiedzamy kapliczkę. Widać, że w tym miejscu "Pon Bucek" srogo się rozgniewał na pstrokato pomalowany płotek i zesłał karę na niego w postaci zwalonej jodły.
 
Zaliczamy kolejny ze szczytów Pasma Posłowickiego - Bugalankę. I tu tradycyjnie pamiątkowe zdjęcie, choć nie jedno.
 
Nasz dawno nie widziany na szlaku kompan Grześ, zwany w okolicy "Betko" - zabrał na szlak swój własnoręcznie zrobiony aparat w stylu non camera.
 
A to wynik jego pracy
 
Dwoje z kompanii zostało na szczycie aby rozpalić skromne ogniska, a reszta załogi udała się dalej, w stronę rezerwatu "Biesak".
 
Kolejne z odwiedzanych w tym dniu miejsc, jest pozostałość po kopalni rud żelaza, mieszczącej się pod Kamienną Górą. Uwielbiam ten wąwóz pod górą o każdej porze roku.

         Udając się powoli w kierunku miasta odwiedzamy rezerwat przyrody „Biesak-Białogon” ze znanym kamieniołomem zalanym wodą. Miejsce to zwane również „Kamionką” to dość popularne miejsce odwiedzane przez spacerujących Kielczan. Po jego zachodniej stronie zobaczyć możemy wychodnie skał ordowickich i kambryjskich, oraz odsłonięte piaskowce i mułowce.
 
Na jednym z gliniastych i piaszczystych stoków, znajdują się ciekawie powykręcane odsłonięte korzenie sosen.

Czas udać się do domu na niedzielny obiad, więc kierujmy się na wschód w stronę Stadionu. Po drodze mijamy pozostałości po dawnej strzelnicy milicyjnej.